sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 11.

*Tydzień później*
-Musisz mnie zostawiać na tak długo.?- zapytałam stojąc przed piłkarzem, który pakował ubrania, bo jechał na tygodniowy trening.
-Kotek, to tylko kilka dni, poza tym jeśli chcesz to jedź ze mną.- powiedział odwracając się do mnie.
-No nie wiem czy twój trener i koledzy będą z tego zadowoleni.- usiadłam na łóżku patrząc w jego oczy.
-A co mnie oni obchodzą? Ważne żebyś ty była szczęśliwa.
-Przekonałeś mnie. Tylko co ja mam zabrać?- zapytałam zrezygnowana.
-Pozwól, że ja Cię spakuje, a ty tylko przynieś kosmetyki.
Po chwili wyszłam do łazienki. Wróciłam 10 minut później a moja walizka była już spakowana i stała obok torby Goetzego, natomiast sam piłkarz leżał na łóżku z laptopem i załatwiał jakieś sprawy związane z wyjazdem.
Położyłam się obok niego i zaczęłam rozmyślać. Zapomniałam, że na treningu będzie też Lewy i już chciałam zrezygnować, ale pomyślałam, że nie mogę go całe życie unikać.
-Ziemia do Julki- usłyszałam po chwili.
-Co jest?- zapytałam lekko wybita z rytmu.
-Zbieraj się za godzinę mamy samolot.
-Coooo? Za godzinę? - zerwałam się i pobiegłam przebrać do łazienki.
Po 5 minutach byłam gotowa. Zeszłam na dół pożegnać się z przyjaciółką.
Kiedy już byliśmy na lotnisku i zobaczyłam wszystkich chłopaków z BvB, w tym Roberta, poczułam się jak w domu. Od pierwszego dnia stali się dla mnie rodziną i sami też traktowali mnie jak młodszą siostrę. Nie byli zbytnio zdziwieni moją obecnością, jakby już wcześniej byli pewni, że będę im towarzyszyć podczas tego wyjazdu.
-Nooo misiaczki ładować się do samolotu bo znając was to odleci a wy zostaniecie- usłyszałam głos Jurgena.
Zrobiło się lekkie zamieszanie. Oczywiście musiałam wsiąść pierwsza, bo byłam jedyną kobietą w tym gronie, za mną wszedł Mario i zajęliśmy miejsca.
Kolejny raz zrobiło mi się niedobrze. Piłkarz musiał to zauważyć bo zapytał
-Kochanie dlaczego jesteś taka blada?
-Boję się latać samolotami- wyznałam.
-Spokojnie, jestem przy Tobie, nie ma się czego bać.
Po tych słowach poczułam się trochę lepiej.
Mieliśmy lecieć 3 godziny. Mniej więcej po 1,5 godzinie zachciało mi się spać i oparłam głowę na ramieniu chłopaka szybko zasypiając.

*Mario*
Bardzo się ciesze, że leci ze mną, bo na miejscu czeka niespodzianka. Niespodziewanie dla mnie zasnęła. Postanowiłem zrobić jej zdjęcie i ustawiłem je na tapetę. Wygląda tak słodko jak śpi.
-Ej Romeooo, a mnie to już nie kochasz?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Marco.
-Reusiku sorry to koniec naszej miłości- zażartowałem.
-W tym momencie muszę wyskoczyć z samolotu, jestem zdesperowany- powiedział i zaczął się śmiać.
Zaraz do niego dołączyła reszta drużyny w tym ja, po chwili obudziliśmy swoim śmiechem Julkę.
-Ominęło mnie coś?- zapytała zaspana.
-Nie tylko Marco kolejny raz pytał czy go kocham- zaśmiałem się.
-Wariaci- powiedziała przytulając mnie i zasypiając po raz kolejny, tym razem z głową przy szybie.
Kiedy mieliśmy lądować obudziłem ją i pomogłem zapiąć pasy. Jest taka słodka z tym swoim roztargnieniem i ''zaćmieniem umysłu'' kiedy się budzi.
_________________________________________________________________________________Taki sobie ten rozdział :) Oczywiście standardowo proszę o komentarze, bo wyświetlenia są a komentarzy brak. ;p

2 komentarze:

  1. Ciekawa lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha "W tej chwili muszę wyskoczyć z samolotu, jestem zdesperowany" :D haha rozwaliło mnie to xd
    Świetne to <3

    OdpowiedzUsuń