czwartek, 31 października 2013

Rozdział 66 ;)

*Tego samego dnia godzinę później.
Robert jest nieoceniony. W ciągu kilku minut poprawił mi humor wymyślając razem z Reusikiem obiad w plenerze.
-I jak podobało się.? - zapytał kiedy już wracaliśmy do domu.
-Było świetnie. Trzeba kiedyś to powtórzyć - uśmiechnęłam się i włączyłam radio.
*Marco Reus miał wypadek samochodowy. Wiemy, że kilka minut wcześniej spotkał się z Julią i Robertem Lewandowskimi na obrzeżach Dortmundu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że nic poważnego się nie stało. Więcej informacji w faktach za godzinę* - usłyszeliśmy krótki komunikat.
-Musimy tam jechać i dowiedzieć się co z nim - powiedział zmartwiony Robert.
-Koniecznie.
Skierowaliśmy się do pierwszego szpitala i kiedy upewniliśmy się, że on tu jest dowiedzieliśmy się o stan jego zdrowia i o salę, w której leży.
-Sieroto jak ty jeździsz.? Drogi ci brakuje.? - Lewy wszedł do sali i przytulił Reusa siedzącego na łóżku.
-Widzę, że się martwiłeś. Miło - uśmiechnął się Marco.
-Jak się w ogóle czujesz.? - zapytałam.
-Dobrze. Muszę do jutra tu zostać.
-Kochanie nie wiem czy zauważyłeś, ale zrobili z nas małżeństwo - zwróciłam się do Lewandowskiego.
-Nooo, a słyszałaś jak to pięknie brzmiało.?
-Jasne, że tak przecież tam byłam - cmoknęłam go w policzek.
-Ale o czym wy mówicie.? - Reus był zdziwiony.
-Był komunikat w radiu o tym, że miałeś wypadek i wspomnieli też o nas
-Dobra, ale jaki to ma związek z małżeństwem.?
-Powiedzieli Julia i Robert Lewandowscy - wytłumaczyłam mu.
-Jak to cudownie brzmi - zachwycił się piłkarz - To kiedy wy bierzecie ten ślub.? - zapytał nieoczekiwanie.
-Jak się mała urodzi - poinformowałam go.
-A ty będziesz zarówno świadkiem jak i chrzestnym - wtrącił się Lewy.
-Że ja.?!
-Ty. I nie wymiguj się.
-Ale ja jestem nieodpowiedzialny, młody i jeszcze głupi.
-Oj tam jesteś starszy ode mnie - zaczęłam go przekonywać chociaż sama byłam zaskoczona tym faktem.
-Dobra, ale jak coś to sami tego chcieliście - powiedział i położył się na łóżku.
-Spadamy mała - szepnął mi do ucha Lewy.
Pożegnaliśmy się z Marco i pospiesznie opuściliśmy szpital.

*Następnego dnia.
Wstałam około 10, zrobiłam śniadanie i poszliśmy na SIP. Na miejscu chłopak poszedł do szatni a ja na trybuny.
-Kogo my tu mamy - usłyszałam za plecami.
-Paweł.? Co ty tu robisz.? - przestraszyłam się.
-Odwiedzam swoją dziewczynę - powiedział i przysunął się bliżej mnie.
-Idź stąd - przeraziłam się tą niewielką odległością między nami.
-Ej koleś nie słyszałeś jak się grzecznie mówi idź stąd.? - nagle znikąd pojawił się Błaszczu.
-Spadaj blondasku - odparował Paweł.
-Nie to ty się wynoś - przyłączył się Roman.
Po chwili dołączyła reszta drużyny.
Widząc to mój były odwrócił się i odszedł.
-Dziękuję chłopaki - powiedziałam i przytuliłam każdego z nich.
-Ej co się tu dzieje.? - zapytał Lewy, który dopiero się przebrał.
-Opowiem ci w domu - uśmiechnęłam się i zeszłam razem z nimi na murawę.
Usiadłam na ławce i obserwowałam w spokoju trening pszczółek.
-No to co się działo jak zakładałem strój.? - zapytał Robert w drodze powrotnej do domu.
-Usiadłam na trybunach i nagle Paweł do mnie podszedł i nie chciał odejść. Pierwszy przyszedł Kuba, potem Roman, a jak to nie pomogło to reszta. I odszedł, bo się chyba przestraszył - wyjaśniłam mu wszystko.
-Okej, ale wiesz, że gdyby nie oni mogło być o wiele poważniej.?
-Wiem.
Weszłam do domu i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam bezmyślnie skakać po kanałach.
Nie było nic ciekawego, więc podeszłam do półki i wzięłam płytę. Włączyłam ją i wtuliłam się w Roberta.
Usnęłam po chwili i poczułam tylko jak piłkarz przenosi mnie do sypialni.
_________________________________________________________________________________

                                                 JESTEŚ - SKOMENTUJ.! <3 :)

Ciekawe co ten Wojtuś takiego ciekawego tam pokazuje Lewemu ;d ♥


Rozdział 65

Wstałam rano z nie do końca jasnym poczuciem, że coś jest nie tak. Może czułam się dziwnie, bo nie było przy mnie Roberta.?
Podniosłam się i zeszłam na dół. Zobaczyłam, że śpi na kanapie, więc weszłam do kuchni i zabrałam się za śniadanie. Dla piłkarza zrobiłam kanapki, a sobie płatki z mlekiem. Nalałam soku pomarańczowego i usiadłam przy stole. Po chwili dołączył do mnie zaspany Lewandowski.
-Hej skarbie - pocałował mnie w policzek.
-Cześć kochanie. Dlaczego spałeś na kanapie.
-Wczoraj zszedłem się napić i jakoś tak wyszło, że zasnąłem.
-Spoko. Jak skończysz to włącz zmywarkę. Ja idę się ogarnąć - powiedziałam i poszłam na górę.
Ubrałam się i postanowiłam zadzwonić do mamy. Odebrała  po kilku sygnałach.
-Hej mamuś - przywitałam się.
-Cześć - powiedziała oschle.
-Co tam.? - pytałam dalej niezrażona tonem rodzicielki.
-Jest dobrze. A u ciebie i Roberta.? Słyszałam, że jesteś w ciąży.
-U nas świetnie. No, jestem w ciąży, za trzy miesiące będę rodzić - pochwaliłam się.
-Przynajmniej do domu nie wrócisz.
-Słucham.? - zdziwiłam się jej stwierdzeniem.
-Powiedziałam to co słyszałaś. Myślisz, że po co dostałaś te pieniądze.?
-Żebym sobie ułożyła życie.?
-Otóż  nie. Tylko i wyłącznie po to żeby się ciebie pozbyć - każde jej słowo było dla mnie ciosem prosto w serce.
-Mamo ale co ty w ogóle mówisz.?! - wykrzyknęłam a w moich oczach pojawiły się łzy.
-To co słyszysz. I widzę, że dopięłam swego. Jesteś szczęśliwa, a ja nie muszę się cały czas tobą zajmować - wciąż mówiła wrogo.
-Nienawidzę cię.! - krzyknęłam - W najbliższym czasie przyjadę po resztę rzeczy - rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o ścianę.
Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać.
-Kochanie, co się stało.? - zapytał zmartwiony Robert.
-Dzwoniłam do matki. Powiedziała, że pieniądze na mieszkanie dała tylko po to żeby się mnie pozbyć - szlochałam.
-Żartujesz w tym momencie.?
-A wyglądam.? Musimy jechać do niej po moje rzeczy.
-Okej. A teraz chodź się przytul i nie płacz już - wziął mnie na kolana i zaczął gładzić po plecach.
-Kocham cię wiesz - powiedziałam po chwili.
-Wiem, ja ciebie też. A teraz się ogarnij troszeczkę i przebierz to może gdzieś pojedziemy.
-Mam się ubrać elegancko czy na luzie.?
-Na luzie - powiedział i wyszedł z sypialni.
Szybko wyciągnęłam z szafy jakiś zestaw i zeszłam po schodach.
-Zapraszam panią - otworzył przede mną drzwi od auta.

***
-No dobra a długo jeszcze będziemy jechać.? - zapytałam po jakiejś 15-minutowej jeździe.
-Jeszcze chwila - powiedział - o już jesteśmy. Musimy tylko kawałek dojść - powiedział i zatrzymał auto.
Podszedł do bagażnika i wyjął z niego koc oraz kosz piknikowy. Następnie wziął mnie za rękę i poprowadził przez łąkę. Zatrzymał się w okolicach niedużego stawu. Wokół rozciągały się pola i kwitły młode wiosenne kwiaty.
-Ooooo jak tu cudownie - zachwyciłam się - tylko skąd ty znasz takie miejsca.?
-Jak było mi źle albo kłóciłem się z Anką przyjeżdżałem na przykład tu, ale znam jeszcze kilka - poinformował mnie.
-Ależ ty romantyczny jesteś - powiedziałam - obiad  w plenerze. Kto by się tego po tobie spodziewał - uśmiechnęłam się i usiadłam na rozłożonym kocu.
-Sam bym pewnie na to nie wpadł gdyby nie nasz Reus.
-Tak myślałam, że maczał w tym palce - roześmiałam się i pocałowałam go.
Kiedy już się najedliśmy, schowaliśmy resztę do bagażnika i poszliśmy na spacer.
-Zobacz ktoś idzie w naszą stronę - spojrzałam w stronę mężczyzny na przeciw nas.
-No masz rację.
-Siemacie gołąbeczki - powiedział Reus.
-A co ty tu robisz.? - zapytał zdziwiony Robert.
-Przyjechałem sprawdzić jak sobie radzisz słoneczko. I widzę że dobrze - przytulił się do mnie, a potem d mojego ukochanego.
-No widzisz misiu dałem radę - wyszczerzył się Lewy.
I co.? Gdyby nie ja to byś zginął marnie kotku.
-Pewnie tak, ale teraz dziękuję Bogu, że mam ciebie kochanie ty moje.
-Ej ja też tu jestem - wtrąciłam się.
-Wiemy skarbie - powiedzieli jednocześnie.
-To może przestańcie gadać tak jakbyście byli sami. Ja wiem, że wy się kochacie, ale bez przesady.
-Ale nie jesteś zła.? zapytał zmartwiony Marco.
-Nie no wcale - udałam obrażoną i odeszłam od nich kawałek.
Usłyszałam, że coś szeptają, więc powiedziałam
-Wszystko słyszę.!
_________________________________________________________________________________
Hej :)
Składam kolejny rozdział w Wasze ręce. Mam nadzieję, że się podoba. :)
Kasia dzięki, że posunęłaś  mi pomysł. :)
Do następnego ;**



sobota, 26 października 2013

Rozdział 64 xD

*Miesiąc później
Smsy Pawła okazały się zwyczajnymi przechwałkami. Do tej pory nie odezwał się ani razu, nie wysłał wiadomości, nie dzwonił.
-Hej kochanie - krzyknął Lewy, który właśnie wrócił z treningu.
-Hej - odpowiedziałam - obiad masz na stole - pocałowałam go w policzek.
-Okej. Ja się czujesz.? - wziął talerz i usiadł naprzeciw mnie.
-Dobrze. A jak tam nasza sierota.?
-Reus.? Wszystko z nim świetnie. Dzisiaj zarywał do jakiejś dziewczyny siedzącej na trybunach - poinformował mnie Robert.
-O proszę proszę. Wiedziałam, że sobie poradzi.
-On zawsze. Tylko żeby znowu nie płakał jak go jakaś wykiwa.
-Najwyżej przyjdzie do nas i będzie spał na kanapie, jak zawsze.
-Taki tam standardzik. - skwitował.
-Dokładnie. A teraz może obejrzymy jakiś film.? -zaproponowałam.
-No jasne. Wybieraj.
-Podeszłam do półki z płytami i wyciągnęłam pierwszą z nich. Wypadło na ''Szkołę uczuć".
-Oglądajmy póki możemy, bo potem to tylko bajki - zażartowałam.
-Będzie ciężko.
-Ale damy radę.
-Bo kto jak nie my.
-No a teraz cicho i oglądamy.
Usiedliśmy jak za starych dobrych czasów. Film tak nas wciągnął, że nie zauważyliśmy skradającego się Reusa.
-Hej - powiedział nam na ucho.
-Kuźwa Reus - podskoczyłam do góry.
-Czego nas straszysz.? - zapytał Robert.
-Tak słodko wyglądaliście, że szkoda było przerywać - wytłumaczył się.
-Następnym razem wypróbuję na tobie prawy sierpowy - pogroziłam.
-Oj nie bij no - pisnął.
-A kto cię bije.? Przecież tylko ostrzegam.
-A w ogóle to chcesz coś.? - wtrącił się Lewy.
-Nie. Przyszedłem tylko odwiedzić starych przyjaciół.
-Ej nie takich starych. Jestem od ciebie młodsza lamo.!
-A ile ty masz lat właściwie.?
-23 a ty masz 24 Marco Reusie - powiedziałam i wyszłam do kuchni.

***
Wieczorem postanowiłam pójść na krótki spacer. Lewy nie chciał żebym szła sama, więc chcąc nie chcąc wzięłam go ze sobą. Skierowaliśmy się do parku.
Kwiecień zbliżał się nieubłaganie, a tym samym termin porodu.
-Powiesz mi chociaż jaki kolor mają ściany w tym pokoju.? - przerwałam ciszę.
-Nie powiem ci, później się dowiesz - powiedział i nagle się zatrzymał.
-Stało się coś.?
-Chyba jakieś zwidy mam - ruszył przed siebie.
-To chyba jednak oboje mamy - powiedziałam kiedy zobaczyłam na swojej drodze Mario.
-Ten to wie gdzie i kiedy się pojawić.
-Ale spokojnie, może jakoś damy radę.
-Musimy, bo nie wypada zawracać.
Pełna obaw, ściskając rękę Roberta poszłam przed siebie. Nie zauważył by mnie gdybym nie potrąciła go łokciem.
-O przepraszam - powiedział i podniósł głowę - Julka.?
-Nie, twoja matka - sarknęłam.
-Co ty tu robisz.?
-Jestem z moim narzeczonym - wskazałam na Roberta - na spacerze. A ty.?
-Przyjechałem na stare śmieci po kilka rzeczy.
-A to spoko.
-Ślicznie wyglądasz, który to miesiąc.?
-Początek szóstego.
-Gratuluję ci stary - zwrócił się do Lewandowskiego.
-Dzięki - powiedział z wymuszonym uśmiechem.
-To my już będziemy szli. Fajnie było cię spotkać. Nic się nie zmieniłeś - pożegnałam się i miałam zamiar odejść.
-Poczekaj. Ciebie też miło było spotkać. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy - złapał mnie za łokieć.
-Cześć - odeszłam przytulając Lewego.
-A ja mam nadzieję, że cię nie spotkam - powiedziałam kiedy byliśmy już daleko od niego.
Odwróciłam się o zobaczyłam, że nadal stoi w tym samym miejscu.
-Trzeba było z nim w ogóle nie gadać - skomentował piłkarz.
-Słuchaj ja z nim byłam i to długo, więc nie mogę nagle przestać zwracać na niego uwagę, na przykład na ulicy, a zwłaszcza po tym co mi zrobił.
-Nie denerwuj się tylko.
-Jestem spokojna jak nigdy. Wracajmy już do domu.
-Okej - odpowiedział mi i zawróciliśmy.

*Robert.
Julka jest łatwowierna. Przecież Götze przyjechał tu specjalnie, bo chce ją odzyskać. Kilka dni wcześniej pisał o tym na Facebooku. Gdy zaczęła z nim rozmawiać postanowiłem spokojnie poczekać mimo że wszystko się we mnie gotowało.
-O czym myślisz.? - zapytała leżąc z głową na mojej klatce piersiowej.
-Myślę po co on tu przyjechał.
-Przecież mówił, że po resztę rzeczy.
-A chcesz coś zobaczyć.?
-Chcę - widziałem  ciekawość malującą się w jej zmęczonych oczach.
Wziąłem do ręki laptop, szybko zalogowałem portal i pokazałem status Mario.
-Nie wierzę - powiedziała zdziwiona - przecież on dobrze wie, że to między nami to jest definitywny koniec.
-Z tego co napisał to chyba przez te 2 i pół roku nic nie zrozumiał.
-Mam nadzieję, że to nie popsuje naszych relacji.
-Kochanie, to nie ma na nic wpływu tylko wolałbym żebyś go unikała.
-I takiej odpowiedzi oczekiwałam - uśmiechnęła się i pocałowała mnie. - Dobranoc - odwróciła się i po chwili spała.
Postanowiłem zejść na dół. Nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem na kanapie wpatrując się tępo w jeden punkt.
Jeśli jego zamiary są prawdziwe to jestem na zagrożonej pozycji, ponieważ był jej wielką miłością i w głębi serca nadal go kocha chociaż tego nie okazuje.
Wziąłem do rąk telefon i wykręciłem jego numer.
-Słuchaj jeśli zrobisz coś Julce albo zniszczysz nasze uczucie to zabiję cię bez zbędnych skrupułów - powiedziałem nawet się nie witając.
-Myślę, że już wystarczająco namieszałem teraz tylko czekaj na rozwój sytuacji - był bardziej pewny niż si spodziewałem.
-Pamiętaj, że ostrzegałem - rozłączyłem się i rzuciłem telefon na stolik.
_________________________________________________________________________________
Nie wierzę w to co piszę. Ale mamy wielki powrót Mario na prośbę jednej z czytelniczek. :)
Rozdział dla wszystkich czytelników. :*
Mam nadzieję, że wreszcie się uaktywnicie i zaczniecie komentować. :)
Pozdrawiam <3.
                                                                                                          ~Gosia

piątek, 25 października 2013

Rozdział 63 ;)

*Tydzień później.
Dzisiaj wychodziłam ze szpitala. Bałam się trochę, bo pod budynkiem cały czas czatowali dziennikarze.
-Nie musisz odpowiadać na wszystkie pytania - powiedział Robert i objął mnie w talii.
Wyszliśmy i oślepił mnie blask miliona fleszy.
-Czy to prawda, że ciąża jest zagrożona.? - usłyszałam pierwsze pytanie.
-Nie, to nie prawda.
-Doszły nas słuchy, że jest pani od jakiegoś czasu prześladowana przez niejakiego Pawła Małeckiego?
-Nie odpowiem na to pytanie.
-Dlaczego.?
-Ponieważ to prywatna sprawa.
-Czyli jednak.? - mężczyzna nie dawał za wygraną.
-Skończmy tą bezsensowną wymianę zdań - powiedziałam z poirytowaniem w głosie i zaczęłam przeciskać się przez tłum fotoreporterów. Jak najszybciej wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Kilka minut później byliśmy w domu.
-Oooo jak tu czysto - zdziwiłam się porządkiem panującym w mieszkaniu.
-I to jest jedna z moich niespodzianek. - zaczął tajemniczo.
-Czyli.?
-Zatrudniłem sprzątaczkę. Nie możesz się przemęczać, a poza tym po porodzie też przyda ci się pomoc w ogarnięciu tego bałaganu. - wytłumaczył.
-W sumie to masz rację - pocałowałam go w policzek i powędrowałam do garderoby.
Wzięłam sobie luźną bluzkę oraz dresy i poszłam pod prysznic. Odświeżona wróciłam na dół i zjadłam obiad.
-Idziemy na spacer albo do kina.?
-Kino zdecydowanie - powiedziałam i poszłam się przebrać.
Wybraliśmy komedię romantyczną. Osobiście chciałam iść na horror, ale Robert kategorycznie mi zabronił.
Oczywiście standardowo przy tego typu filmie musiałam się poryczeć.
-Ale się rozmazałaś - skomentował Lewy i otarł moją twarz chusteczką.
-Oj tam oj tam - uśmiechnęłam się.

***
Leżałam już w łóżku i rozmyślałam o różnych sprawach.
-Kochanie czy słyszałaś co przed chwilą do ciebie powiedziałem.?
-Yyyyy....nie.
-Pytałem o to jakie imię nadamy naszej córeczce. Myślałaś już o tym.?
-Jakoś nie, a masz konkretne propozycje.
-Tak - powiedział i podał mi długą listę imion.
-Ola... Gosia... Milena.... Martyna... .Klaudia... Kasia...  Ania to od razu odpada.... Madzia.... Laura.... Marta... Ewa... Weronika.... Wiktoria... Zuzanna.. - czytałam i czytałam.
-Najbardziej podoba mi się Zuzanna - zasugerował.
-No mnie też, ale Wiktoria, Wiki Lewandowska. Czy to nie brzmi lepiej.
-Genialna jesteś, czyli imię mamy już ustalone - położył się obok mnie.
-A tak sobie myślałam. Ślub i chrzciny razem.?
-Raczej tak. Nie będę miał problemu ze ślubem mimo, że jestem po rozwodzie.
-Okej.
-Cześć zakochańce.! - usłyszeliśmy.
-Reus misiu nasz kochany trzeba było przyjść o 12 w nocy i nas obudzić - powiedział Robert i wyszedł z łóżka.
-Jakie masz świetne bokserki - roześmiał się Marco.
-Co chcesz od napisu ''najlepszy kochanek wszech czasów♥".?
-Jaaa.?? Nic.!!
-Przyszedłeś podziwiać moje bokserki czy masz jakąś sprawę.?
-Chodzi o to że pokłóciłem się z dziewczyną...
-To ty masz dziewczynę.? - powiedzieliśmy oboje z Lewym.
-No mam od niedawna i nie chciałem nic mówić.
-A jak ma na imię.?
-Caroline. Ale przechodząc do sedna sprawy mogę tu przenocować.? - zrobił szczenięce oczka.
-Na kanapie tak, w mojej sypialni nie - zgodziłam się.
-Kurcze, a już myślałem, że znowu się do ciebie poprzytulam.
-O nie.! Przytulać to ty się możesz do swojej dziewczyny, a ja mam Roberta. - uśmiechnęłam się.
-Ale...
-Jeszcze jedno słowo i wylądujesz na wycieraczce - zagroził Robert.
-Już cicho jestem. Idę na kanapę, wiem gdzie masz jakiś koc także dobranoc - powiedział i wyszedł z pokoju.
-Ach ten nasz Reus jak nie kłótnia  z dziewczyną to jakaś inna bzdura. - skomentowałam, wtuliłam się w Roberta i zasnęłam.

***
Przebudziłam się, bo dostałam smsa. Treść była następująca:
To już jutro. Myślę, że ucieszysz się z mojej niespodzianki. ;> P.
''O co ci człowieku chodzi.?'' - pomyślałam.
Wstałam założyłam legginsy, koszulkę Roberta i zeszłam do kuchni zrobić śniadanie.
Na kanapie zastałam obraz nędzy i rozpaczy. Reus siedział wpatrzony w telefon i najzwyczajniej w świecie płakał.
-Ej misiu kolorowy co jest.? - zapytałam i usiadłam obok niego.
-Caroline mi napisała, że już nie będziemy razem. Znalazła sobie kogoś innego - powiedział praktycznie na jednym wdechu.
-Ale nie becz.! Znajdziemy ci jakąś laskę z nogami do nieba, a co najważniejsze z mózgiem w głowie.! - pocieszyłam go. - A teraz idź się ogarnij, bo wyglądasz trochę dziwnie - dodałam po chwili i poszłam zrobić śniadanie.
-Masz rację - stwierdził Reus i pobiegł do łazienki.
-Smacznego - powiedziałam i postawiłam przed chłopakami jajecznicę ze szczypiorkiem.
-Marzyłem o tym, anioł nie kobieta - zachwycał się Marco.
-Daj spokój i tak cię nie przytulę - usiadłam na przeciw nich.
-Znowu się nie udało.
-Próbuj kiedyś na pewno dasz radę.
-Robercik coś ty taki markotny.? - zapytał Marco z pełnymi ustami.
-Kultury trochę.!
-Głowa mnie jakoś boli - stwierdził Lewy.
-To zjedz, zaraz dam ci tabletkę - powiedziałam i podeszłam do szafki.
-Dziękuję - powiedzieli jednocześnie i wstali od stołu.
-Dziękuję - zabrałam talerze - Reus idź ogarnij salon, a ty kochanie do sypialni i się połóż. Zaraz do ciebie zajrzę - rozrządziłam wkładając naczynia do zmywarki.
Kilka minut później podążyłam na górę, ale Robert spał, więc żeby mu nie przeszkadzać wzięłam książkę i zaczęłam czytać.
_________________________________________________________________________________
Witam :) Mile widziane komentarze :) Rozdział dedykuję Oli. ;*
Do następnego ;D
♥♥♥
                                                                                                                                                         ~Gosia.

środa, 23 października 2013

♥♥♥

Arsenal Londyn - Borussia Dortmund 1:2

I jednak Lewy wbił gola przyjacielowi. ♥ (nie ładnie)


________________________________________________________________________________
Rozdział pojawi się w piątek lub sobotę, a tymczasem jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, że Borussia wygrała z Arsenalem. ;D

Pozdrawiam :)

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 62 :)

Powrót do Dortmundu okazał się dla mnie niezbyt szczęśliwy. Kiedy już jechaliśmy samochodem do domu z lotniska poczułam silny ból  w podbrzuszu i zrobiło mi się strasznie niedobrze.
-Co jest.? - zapytał zaniepokojony Robert.
-Brzuch mnie boli, ale zaraz przejdzie - powiedziałam przez zęby.
-Chyba jednak nie przejdzie. Jedziemy na pogotowie - stwierdził.
Zawrócił i pojechał w stronę szpitala. Wziął mnie na ręce i zaniósł na izbę przyjęć.
Okazało się, że muszę zostać na parę dni na ginekologii.
-Panie doktorze czy to coś poważnego.? - zapytałam mężczyzny w białym kitlu.
-Nie, proszę się nie martwić. Ma pani tylko niedobór kwasu foliowego, zbyt niski poziom hemoglobiny i leukocytów we krwi - poinformował mnie. -Podamy odpowiednie leki i wszystko wróci do normy.
-A czy to nie zagrozi dziecku.?
-Nie, te leki są nieszkodliwe dla kobiet w ciąży.
-Dobrze, dziękuję - powiedziałam - może pan zawołać Roberta.?
-Oczywiście.
Lekarz wyszedł, a po chwili do sali wkroczył lekko zmartwiony piłkarz.
-No i jak tam lepiej już.?
-Lepiej lepiej. Muszę tu tylko zostać parę dni.
-Ufffff, kamień spadł mi z serca. Myślałem, że coś się stało dziecku. - odetchnął i usiadł na łóżku.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Idę po kawę. Chcesz coś.? - zapytał po chwili.
-Sok pomarańczowy albo wodę.
-Tak jest - zasalutował i wyszedł z sali.
Wzięłam do rąk telefon i zalogowałam Facebooka.
Po chwili usłyszałam otwierane drzwi.
-Kochanie już wróciłeś.? - zapytałam zdziwiona jednak nie spojrzałam w tamtą stronę.
-No - usłyszałam głos Marco.
-Reus lamo ty moja witaj - przytuliłam przyjaciela, który podszedł do mojego łóżka.
-I skończyło się kochaniowanie - odpowiedział zasmucony.
-Oj tam oj tam. Powiedz lepiej skąd wiesz, że jestem w szpitalu.?
-W gazetach już o tym piszą. - poinformował mnie i podał egzemplarz.
Julia Nowakowska, narzeczona Roberta Lewandowskiego, w szpitalu. Podejrzewamy, że powodem tego jest problem z ciążą.... - przeczytałam i odłożyłam.
-Czy ci ludzie nie mają własnego życia.? - opadłam na poduszkę.
-Nie wiem. Mało tego pod szpitalem roi się od dziennikarzy.
-Cholera. Chyba się teleportuję - zażartowałam.
-Sieć Fiuu też będzie odpowiednia - powiedział Lewy wchodząc do sali z butelką soku pomarańczowego.
-Czytałeś Harrego Pottera.?
-Czytałem i oglądałem - uśmiechnął się i podał mi butelkę.
-Robercik kotku znowu się spotykamy w szpitalu - powiedział reus i rzucił się przyjacielowi na szyję.
-Oj misiu takie już życie - wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Ej ja też tu jestem - udałam obrażoną.
Robert i Marco spojrzeli na siebie znacząco i podeszli do mnie.
-A co to ma być.?
-Zbiorowy przytulas.! -  przytulili mnie z całej siły.
-Udusicie mnie - wysapałam.
-Jak ja się uwielbiam przytulać - Reus cały czas trzymał mnie w objęciach, a Lewandowski stał z boku i przyglądał się nam.
-A musisz do mojej narzeczonej.? - powiedział w końcu.
-Ona jest taka ciepła.
-Człowieku jeszcze chwila i mnie udusisz - odepchnęłam go i zaczęłam się śmiać.
-No ale weź - zrobił szczenięce oczka.
-Ty się weź. Robert zabierz tego misia stąd - dalej się śmiałam.
-Chodź Robciu nie chcą nas tu - zasmucił się Reus.
-Ciebie nie chcą. - poinformował go Lewy. - Kochanie ja pojadę do domu, przebiorę się i przywiozę Ci jakieś ubrania okej.? - zapytał mnie.
-Jasne. Będę tu czekać - pocałowałam go w policzek.
Po chwili chłopaki zniknęli za drzwiami.

***
Leżałam i czytałam gazetę pozostawioną przez Marco.
-Cześć - nagle usłyszałam głos byłej Lewego.
-Cześć - powiedziałam i odłożyłam gazetę - Czego tu.?
-Przyszłam ci powiedzieć, że masz się szmato jedna odwalić raz na zawsze od mojego Roberta.
-Słuchaj czy ty jesteś normalna.? Przecież zerwaliście ponad 2 lata temu i czego ty jeszcze u niego szukasz.? - zapytałam z opanowaniem.
-Ja wiem, że on mnie nadal kocha.
- A ja jestem pewna tego, że jednak kocha mnie. A jedyne co do ciebie czuje to odraza, niechęć i nienawiść.
-Pewna jesteś.? To patrz na to - powiedziała i podała mi aparat.
Zobaczyłam kilka zdjęć Roberta całującego Anię.
-Kochanie ja te zdjęcia widziałam w internecie zanim jeszcze go poznałam - powiedziałam ironicznie i oddałam jej aparat.
-Ty niczego nie rozumiesz. To przez ciebie wszystko się rozwaliło.
-Nie, to przez ciebie. Może mi powiesz kto latał do swojego byłego po każdej kłótni z Robertem bo na pewno nie ja.
-Przynajmniej mój były nie wbił mi noża w brzuch.
-Skąd o tym wiesz.? - syknęłam.
-Było o tym głośno swego czasu, a ja zapamiętuje takie rzeczy. Wiem też, że cie prześladuje od niedawna - uśmiechnęła się sztucznie.
-No dobra. Czy to już wszystkie cenne informacje.?
-Tak, raczej tak.
-To tam są drzwi - powiedziałam i wzięłam gazetę do ręki.
Niezadowolona opuściła salę.
_________________________________________________________________________________Kolejny rozdział leci do Was. :)
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Komentujcie (anonimowi też mogą) :))
Do następnego ;*

sobota, 19 października 2013

Rozdział 61

Rano obudziła mnie głośna rozmowa dochodząca z dołu. Roberta nie było przy mnie, więc jak najciszej podeszłam do drzwi i zaczęłam słuchać.
-A kim ona jest żeby niszczyć nasze uczucie?! - krzyczała Anka.
-Jakie uczucie?! Już dawno między nami nic nie ma! - Lewy był równie zdenerwowany.
-Ja cię nadal kocham.
-A ja nie. Nie wiem czy wiesz, ale mam narzeczoną i zaraz będę miał dziecko. Poza tym jest Wigilia. Po co się nam zwalasz na głowę? Wynocha mi stąd i z mojego życia. - powiedział i usłyszałam trzask drzwi.
Jak najszybciej wróciłam do łóżka. Wpatrzyłam się w sufit, jakby tam była odpowiedź na wszystkie moje myśli. Robert wszedł do pokoju i powiedział
-Oooo już nie śpisz. W takim razie chodź na dół na śniadanie.
-Okej tylko się ogarnę - weszłam do łazienki.
Przebrałam się w luźną sukienkę i zeszłam do kuchni. Zjadłam podsunięty posiłek, a potem ubrałam się ciepło i pojechaliśmy po choinkę.
Nie zeszło nam długo i już po godzinie byliśmy w domu.
Mama Roberta gotowała coś, a my mieliśmy ubrać drzewko. Nie obyło się bez śmiechów, zrobiliśmy nawet kilka zdjęć. W wyśmienitych humorach poszliśmy pomóc pani Iwonie.

***
-Mam założyć to czy to.? - pokazałam Robertowi dwie sukienki.
-Raczej tą.
-Dobra, w takim razie idę się szykować - powiedziałam i weszłam do łazienki.
Wzięłam prysznic, pofalowałam włosy, zrobiłam sobie delikatny makijaż i założyłam to
i baleriny.
-Piękna jesteś - powiedział Lewy i mnie pocałował.
-Ty też niczego sobie.
Później zeszliśmy na dół.
-Życzę wam dużo szczęścia i miłości. A i wychowajcie to dziecko na ludzi - powiedziała do nas rodzicielka Roberta.
-Zastosuję się do zalecenia i dziękuję pani.
-Żadna pani. Mów do mnie mamo - uśmiechnęła się.
-Dobrze. I dziękuję jeszcze raz - odwzajemniłam gest i złożyłam jej życzenia.

***
Po zjedzonej kolacji przyszedł czas na prezenty.
Robert dostał ode mnie obraz w postaci kolażu z naszymi zdjęciami. Natomiast on wręczył mi diamentowy naszyjnik i bransoletkę.
-Jakie to śliczne - stwierdziła Milena.
-Nooo piękne jest - zachwycałam się wpatrując w prezent.
Kiedy już byliśmy w sypialni postanowiłam zadzwonić do naszych przyjaciół z Dortmundu.
Okazało się, że spędzają święta razem, więc nie musiałam dzwonić do każdego osobno. Złożyłam im grupowe życzenia i rozłączyłam się wracając do łóżka.
-No i jak tam u nich.? Bardzo tęsknią.? - zapytał piłkarz.
-Kuba najbardziej.
-Taaaa jasne, on dałby wszystko żeby się ode mnie uwolnić - zażartował.
-Eee tam, tak na serio to Agata tęskni i też ma coś dla nas.
-Wracamy 26 więc szybko dowiemy się co to takiego może być - poinformował mnie.
Zapadła cisza. Leżałam wtulona w jego tors. Nagle usłyszałam dźwięk nadejścia nowej wiadomości. Była od nieznanego numeru. Odczytałam ją i byłam z niezłym szoku. Treść brzmiała tak
Wesołych Świąt Kochanie ;* Już niedługo się spotkamy. Twój P.
-Jeszcze się debil podpisał i myśli, że nie wiem kim jest - podsumowałam.
-Kto.? - zapytał zdziwiony Robert.
-Nie pytaj, bo dobrze wiesz o kogo mi chodzi.
-Nie mów mi, że to ten cały Pawełek.?
-Tak właśnie on.
-Jak go spotkam to zabiję.
-I co pójdziesz do więzienia?
-W sumie to głupio by było - stwierdził.
-Nooo. I już widzę te tytuły w gazetach ''Gwiazda Bundesligi w więzieniu" - powiedziałam i zakreśliłam cudzysłów w powietrzu.
Robert roześmiał się na cały głos i objął mnie kładąc jedną rękę na moim brzuchu.
-A ta mała lokatorka nie kopie.?
-Nie, jeszcze nie. Jest bardzo spokojna - uśmiechnęłam się i złączyłam nasze usta w pocałunku.
Później poprawiłam sobie poduszkę i nawet nie wiem kiedy znalazłam się w objęciach Morfeusza.
_________________________________________________________________________________
Hej. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Komentować.! :)
Tym razem rozdział dla Kasi i Veroniki ;*
Dziękuję, że jesteście <3 :)

piątek, 18 października 2013

Rozdział 60

*23 grudnia
Od rana panowała między nami niezdrowa atmosfera. Wczoraj się pokłóciliśmy z błahego powodu jakim był Paweł. Dzisiaj mieliśmy wylecieć do Polski, a jaśnie pan Robert nie odezwał się do mnie ani słowem.
-Hej - krzyknął kiedy wrócił z treningu.
-Cześć.
Chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
-Ej no co jest.?
-Jeszcze się pytaj - prychnęłam.
-Chodzi o to ze wczoraj.? - zapytał zdziwiony.
-Tak.! Myślisz, że ja nie mam uczuć czy jak.?
-No masz....
-To po co na mnie wrzeszczysz.? - przerwałam mu.
-Bo byłem zdenerwowany i dałaś mi ku temu powód - wytłumaczył się.
-Jaki powód.? Przecież nic nie zrobiłam.
-No w gruncie rzeczy nie, ale sytuacja z tym całym Pawłem wyglądała trochę dwuznacznie.
-No to chyba jesteś ślepy - rzuciłam i wyszłam do sypialni.
Poszedł za mną. Poczułam jego ręce na swoich biodrach.
-Nie dotykaj mnie.
-Czemu taka jesteś.?
-Bo mnie zaczynasz wkurzać tą swoją zazdrością.
-Mam o kogo - stwierdził i usiadł obok mnie.
-Jak tak dalej pójdzie do Polski polecisz sam - podeszłam do okna.
-O nie. Moja mama czeka na nas  z niecierpliwością, a Milena z jeszcze większą.
-To masz mi coś jeszcze do powiedzenia.?
-Przepraszam - wypowiedział tak długo oczekiwane przeze mnie słowo.
-I co ubyło cię.? - zażartowałam.
-Chyba nie - uśmiechnął się i mnie przytulił.

***
Około 20 wysiedliśmy z samolotu i zaczęliśmy się rozglądać za siostrą Roberta.
-Jest - ucieszył się Lewy i pociągnął mnie w stronę jakiejś kobiety.
-Cześć braciszku - pocałowała go w policzek i potargała włosy.
-A ty to pewnie Julka - przytuliła mnie.
-Tak - odpowiedziałam lekko zdziwiona powitaniem.
-Ja jestem Milena, siostra tego przystojniaka.
-Już nie przesadzaj - zaśmiał się Robert i poszliśmy do samochodu.
Gdy byliśmy już pod domem serce zaczęło mi bić jak młotem.
-Nie denerwuj się kotku - wsparł mnie i otworzył drzwi.
-Chodźcie kochani jestem w kuchni - usłyszałam miły głos.
-Robert znowu schudłeś.! - wyrzuciła na powitanie mojemu narzeczonemu.
-Też się cieszę, że Cię widzę - przewrócił oczami - poznaj Julię,  moją narzeczoną.
-Witaj kochana - uśmiechnęła się do mnie i przytuliła.
-Dzień dobry - powiedziałam i całe napięcie ze mnie zeszło.
-Wyglądasz kwitnąco. Który to miesiąc.? - pogładziła mnie po brzuchu.
-Prawie 5 - uśmiechnęłam się i usiadłam na podsuniętym krześle.
-Pewnie jesteś zmęczona. Zjedz kolację, a potem zaprowadzę was do pokoju - powiedziała i postawiła na stole kanapki.
-Nie chciałabym robić kłopotu, ale czy ma pani może budyń waniliowy.? - zapytałam niepewnie.
-Mam. To żaden kłopot, zaraz ci przygotuję - podeszła do blatu.
Chwilę później podała mi talerz z pożądaną potrawą.
-Dziękuję bardzo - powiedziałam kiedy skończyłam jeść
Robert cały czas mi się przyglądał. Nie odezwał się nawet słowem tylko się uśmiechał.
-To może pójdziemy do pokoju.? - spojrzałam na niego.
-A tak tak chodźmy - wziął mnie za rękę i zaprowadził po schodach do swojej dawnej sypialni.
-Kochanie gdzie jest łazienka.? - zapytałam.
-Na przeciwko - powiedział i podszedł do półki.
Wzięłam piżamę i poszłam się ogarnąć. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku.
-Mam dla ciebie prezent. Chodź ze mną - pociągnął mnie za rękę.
-W piżamie nigdzie nie idę - skrzyżowałam ręce na piersiach.
-To cię zaniosę - powiedział i wziął mnie na ręce.
Zszedł po schodach i kazał Milenie otworzyć drzwi.
-Przeziębię się debilu - zaczęłam się motać w jego objęciach.
Na moje ostatnie stwierdzenie chwycił jakiś koc i mnie nim okrył.
-I po co mnie tu przyniosłeś.? - zapytałam zdenerwowana kiedy przystanął.
-Spójrz przed siebie.
Kiedy zerknęłam w tamtym kierunku nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na śniegu były rozsypane płatki róż na kształt serc, a w środku nasze imiona.
Wcisnął mi też coś do ręki. Zobaczyłam naszyjnik w czarno-żółtych barwach z literkami R i J, a z tyłu data początku naszego związku.
No tak: przypomniałam sobie, że mniej więcej półtora roku temu oficjalnie pokazaliśmy się w miejscu publicznym już jako para. Czyli była to tak jakby rocznica naszego związku.
-Pamiętałeś - przytuliłam go a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Jak mógłbym zapomnieć - pocałował mnie - A teraz wracamy - dodał po chwili i ruszył w stronę domu.
-Robert do cholery jak ona się rozchoruje to cię zabije - pogroziła mu Milena kiedy pojawiliśmy się w drzwiach.
-W tym kocu i jego ramionach jest mi gorąco - zapewniłam ją - postaw mnie na chwilę - poprosiłam i podeszłam do lodówki. Otworzyłam ją i wzięłam sobie ogórki.
-No możemy iść - powiedziałam do śmiejącego się Roberta.
-To ja cię zaniosę - kolejny raz wziął mnie na ręce i skierował się na górę.
Położył mnie na łóżku, a ja odłożyłam talerzyk z ogórkami i zaczęłam go całować. Każdy pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Piłkarz włożył mi rękę pod bluzkę i usłyszałam otwierane drzwi.
-O przepraszam - mama chłopaka wycofała się z pokoju.
-Kurde - powiedziałam odsuwając się od narzeczonego.
-Mamo możesz wejść.
-Nie chciałam przeszkodzić. Przyszłam tylko zapytać czy pojedziecie jutro kupić drzewko choinkowe?
-Ale... - zaczął Robert.
-Tak pojedziemy - zmroziłam go wzrokiem.
Kobieta podziękowała nam, życzyła dobrej nocy i wyszła z pokoju.
-To dobranoc. Jutro rano jedziemy, więc musimy się wyspać - pocałowałam go w policzek i po chwili odpłynęłam do krainy snów.
_________________________________________________________________________________
Hej hej :)
Oddaję w Wasze ręce kolejny rozdzialik; mam nadzieję, że się podoba. :)
Dominik - myślę, że się poprawiłam, bo miałam to zrobić specjalnie dla Ciebie :)
Pozdrawiam ;*

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 59

*Kilka dni później
Wstałam o 9 i kiedy się ogarnęłam postanowiłam pójść na zakupy. Lewy był na treningu.
Około 10:30 wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu. Pojechałam prosto do centrum i weszłam do pierwszego sklepu  w poszukiwaniu dresów.
Nagle poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się i ujrzałam Pawła.
-Co ty tu do jasnej cholery robisz? - zapytałam w miarę cicho.
-Tak sobie chodzę i patrzę - złapał kosmyk moich włosów.
-W sklepie z damskimi ciuchami? Spoko - powiedziałam ironicznie.
-Lepiej nie pyskuj.
-Bo co.? Znowu mi nóż w brzuch wbijesz.?
-Nie, tym razem bardziej się postaram. Zrobię Ci coś takiego, że twój Robercik ci nie pomoże.
-Weź się lecz człowieku. - zdenerwowałam się.
-Swoją drogą kto by pomyślał, że ty i gwiazda Bundesligi.
-To już cię nie powinno obchodzić. A teraz sorry ale nie mam czasu - odwróciłam się od niego i chciałam odejść.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem - złapał mnie za łokieć i przyciągnął do siebie.
-Ej kolego lepiej ją puść.! - usłyszałam głos Łukasza.
-A ty co.? Czyżby kolejny narzeczony.? - zapytał Paweł.
-Nie, ja jestem przyjacielem rodziny.
-Tak się to teraz nazywa.
-Nazywaj jak chcesz, ale puść ją i odejdź - piłkarz był coraz bardziej wkurzony.
-Złość piękności szkodzi - powiedział mój były - a my się jeszcze spotkamy - szepnął mi do ucha i odszedł.
-Dziękuję ci Piszczu - przytuliłam się do przyjaciela.
-Nic ci nie jest.? - zapytał oglądając mój nadgarstek.
-Trochę boli, ale jest okej - uśmiechnęłam się.
Piszczek towarzyszył mi do końca zakupów i doradził mi w sprawie prezentu świątecznego dla Roberta.
Pożegnałam się z nim i pojechałam do supermarketu.
Kiedy weszłam do domu zobaczyłam Lewandowskiego siedzącego na kanapie. Wzięłam siatki z zakupami i poszłam w stronę kuchni.
-Cześć kochanie - przywitałam piłkarza.
-Hej, możesz mi to wytłumaczyć - rzucił mi gazetę.
Wzmianka, którą przeczytałam brzmiała tak:
Julia Nowakowska, obecna partnerka Roberta Lewandowskiego na zakupach w towarzystwie dwóch mężczyzn. Jednym z nich jest kontuzjowany piłkarz Borussi Dortmund Łukasz Piszczek. A drugim.? No właśnie - to chyba pozostanie zagadką. Między ciężarną kobietą, a drugim mężczyzną doszło do ostrej wymiany zdań. Czy to początek kryzysu w związku Julii i Roberta.?
-No dobra i co w związku z tym.? - odłożyłam gazetę.
-Spotkałaś się z nim.? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Tak, przez przypadek, a Łukasz mnie uratował - wytłumaczyłam wszystko po kolei.
-Po co ty tam poszłaś.? Przecież gdyby nie Piszczu ten cały Paweł mógłby ci coś zrobić.! Od dzisiaj czekasz na mnie i wtedy wychodzimy.! - podniósł ton głosu.
-No chyba nie. - wzięłam siatki i wyszłam do kuchni.
-Nie możesz dźwigać.! - zabrał mi torby i zaniósł je na blat.
Później pomógł mi zrobić obiad i zobowiązał się posprzątać, a ja poszłam do pokoju i włączyłam laptopa. Standardowo zalogowałam Facebooka. Nawet tam były zdjęcia z dzisiejszych zakupów. Zdenerwowana zamknęłam przeglądarkę, odłożyłam komputer na szafkę i położyłam się na łóżku.
Myślałam o tym wszystkim. Mój związek z Robertem kwitł, ale odkąd pojawił się Paweł coś zaczynało się psuć i coraz częściej się kłóciliśmy. Chciałabym cofnąć czas, ale niestety nie mogłam tego zrobić i jedyne co mi pozostało to walczyć o tą miłość. Musiałam to zrobić dla samej siebie. Kochałam tego wariata, a on mnie tylko był strasznie zazdrosny.
-Kochanie co powiesz na kino.? - zapytał Robert wchodząc do pokoju.
-Jasne tylko się przebiorę - wstałam i podeszłam do garderoby.
Wybrałam to
oraz płaszcz i byłam gotowa do wyjścia.
Wybraliśmy komedię i poszliśmy do sali. Przyznam, że nigdy się tak nie śmiałam chociaż szczerze unikałam komedii, a horrory w moim błogosławionym stanie były złym pomysłem.
W drodze powrotnej weszliśmy do restauracji na kolację a potem pojechaliśmy prosto do domu.
W skrzynce na listy znalazłam karteczkę od Pawła. Napisał tylko:
Zabawa się jeszcze nie skończyła.
-Ten to ma tupet - powiedziałam.
-A w jaki sposób on umknął policjantom.?
-Szczerze to nie wiem, ale muszą być niezłymi debilami.
Zamknęłam drzwi i poszłam na górę.
-Ja wezmę prysznic a ty poczekaj - powiedziałam i zniknęłam w łazience.
-Czekaj nie będziemy marnować wody - uśmiechnął się i podążył za mną.
_________________________________________________________________________________
To łapcie kolejny i oceniajcie. :)
Jakoś ostatnio nie mam weny, więc sorry za dużo opisów. ;]
Do następnego ;*

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 58

Nadszedł grudzień.
Mój brzuch z dnia na dzień robił się coraz większy, w końcu był to już 4 miesiąc.
Na święta planowaliśmy jechać do Polski do rodziny Roberta. Bałam się tego spotkania. To ja rozwaliłam małżeństwo z Anką, to ja jestem jego nową narzeczoną i to ja stałam się źródłem nieprzyjemności ze strony mamy.
Myślałam o tym i sprzątałam łazienkę. Nagle usłyszałam dzwonek. Poszłam otworzyć i w drzwiach zobaczyłam Pawła. Przed oczami stanął mi dzień, w którym wbił mi nóż w brzuch. Poczułam przeszywający ból w miejscu z blizną.
-Czego tu.? - zapytałam przerażona.
-Przyjechałem cię odwiedzić skarbeńku - dotknął mojego policzka.
-Wynoś się stąd - odsunęłam się na bezpieczną odległość i chciałam zamknąć drzwi, ale nie udało mi się to.
-Nie - powiedział - Z kim jesteś w ciąży.?
-Z Robertem Lewandowskim. Mówi Ci to coś? - wysyczałam.
-Kłamiesz - złapał mnie za nadgarstek i uderzył w twarz. Pisnęłam z bólu i osunęłam się po ścianie na podłogę.
-Kochanie, gdzie jesteś.? - usłyszałam głos Roberta.
-W przedpokoju.! Chodź na chwilę.! - zawołałam szybko.
Po chwili pojawił się u mojego boku i krzyknął na Pawła
-Czego tu?! Po ch** straszysz moją narzeczoną?!
-A ty co obrońca uciśnionych.? - zaśmiał się mój oprawca.
-Nie. Robert Lewandowski, piłkarz Borussi Dortmund i przyszły mąż tej oto panny - wskazał na mnie i sprytnie obezwładnił zaskoczonego odpowiedzią chłopaka.
Kazał mi zadzwonić na policję, a ja niezwłocznie spełniłam jego prośbę. Kiedy przyjechali podziękowali nam za pomoc w ujęciu Pawła, który od kilku miesięcy poszukiwany był listem gończym.
Gdy odjechali wróciliśmy do domu. Nadal byłam przestraszona i zrobiło mi się zimno.
-Już dobrze kochanie. Jesteś bezpieczna - posadził mnie na swoich kolanach i mocno przytulił.
-A gdyby nie było cię w domu.? Mogłabym już nie żyć - spojrzałam w niebieskie oczy partnera.
-Nawet tak nie mów. Teraz już nigdy nie zostaniesz sama - pocałował mnie w czoło, okrył nas kocem i włączył telewizję.
-Kocham cię - powiedziałam po chwili.
-Ja ciebie też - szepnął i mocniej mnie przytulił.

***
Później postanowiliśmy pójść na spacer. Szliśmy lekko przypruszonymi śniegiem ulicami trzymając się za ręce i co kawałek mijając inne zakochane pary lub całe rodziny. Wszyscy patrzyli na nas z miłym wyrazem na twarzy, uśmiechali się i czasami przystawali chwilę porozmawiać.
Wieść o tym, że jestem w ciąży szybko obiegła, teraz już, pewnie cały świat przyczynił się do tego Robert kiedy na ostatnim meczu po celnie oddanym strzale zaczął ssać kciuk i patrzeć w moją stronę. Później udzieliłam kilka wywiadów i potwierdziłam przypuszczenia dziennikarzy.
Dostałam smsy i telefony z Polski. Wszyscy cieszyli się tak jak ja. To, że moja mama się nie odezwała jakoś specjalnie mnie nie zdziwiło.
Jednak nic nie przebije radości Lewego. Mimo że nie zachowywał się tak jak Mario to i tak postanowił przygotować naszej córeczce pokoik.
Zamknął go na klucz i powiedział że wejdę do niego dopiero po urodzeniu dziecka. Zgodziłam się i zaczęłam odliczać dni, bo byłam strasznie ciekawa jak to wygląda.
Wiedziałam, że pomagał mu jakiś projektant, więc efekt końcowy musi być świetny. No ale nie ma innego sposobu i pozostaje mi czekać do rozwiązania.
Wróciłam do rzeczywistości kiedy potknęłam się o kamień.
-Ups - powiedziałam i ścisnęłam narzeczonego mocniej za rękę.
-Ktoś się tu zamyślił - uśmiechnął się obejmując mnie w pasie.
-Troszeczkę - przyznałam.
-A nad czym myślałaś.?
-Nad wyglądem tego pokoju.
-To dowiesz się dopiero jak urodzisz - poinformował mnie i przeszliśmy przez ulicę.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale podeszło do nas kilkoro fanów i fanek z prośbą o zdjęcie i autograf. Zrobiłam kilka fotek i już mieliśmy odejść kiedy jedna z dziewczyn zapytała
-A z panią mogę sobie zrobić zdjęcie.?
-Jasne - odpowiedziałam zaskoczona.
-Ładna z was para - powiedziała na odchodne i zniknęła za rogiem.
-No i widzisz? A ty się martwisz opinią mojej matki. Jakoś z Anką nikt nie chciał sobie zrobić zdjęcia. I wiedz, że jesteś od niej milion razy lepsza we wszystkim - pocałował mnie w policzek i poszliśmy w stronę domu.
Kiedy już usiadłam na kanapie z kubkiem gorącej czekolady w dłoniach zobaczyłam, że przyszedł mi sms od nieznanego numeru Treść była zaskakująca,a  brzmiała tak:
Hej. Jeśli myślisz, że pozbyłaś się mnie ze swojego życia to się grubo mylisz. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Już niedługo znów się spotkamy. Paweł.
-Ciekawe co ty mi możesz zrobić z tego swojego więzienia - mruknęłam pod nosem i odłożyłam telefon.
-Mówiłaś coś kochanie.? - zapytał Robert siadając obok mnie.
-Nie skarbie. Tak tylko głośno myślę - odpowiedziałam i przytuliłam się do niego.
_________________________________________________________________________________
Hej. :) Postanowiłam trochę pokrzyżować losy naszej zakochanej pary i wplotłam rolę Pawła - byłego chłopaka Julki a zarazem jej oprawy :)
Oto Paweł. ( Tylko się nie czepiać bo zdj pobrałam z internetu.
Zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa)
Pozdrawiam i do następnego :)

sobota, 12 października 2013

Rozdział 57

*Miesiąc później.
Wróciliśmy już z wakacji. Przeważnie cały czas spędzałam w domu lub na SIP w towarzystwie Roberta.
-Wyspałaś się królewno.? - położył głowę na moim brzuchu.
-Tak, mamy jakieś palny na dziś.? - zapytałam głaszcząc go po policzku.
-A co powiesz na imprezę.?
-Okej. Dawno nie wychodziliśmy - przystałam na propozycję i zeszłam do kuchni.
-Jezu.! Reus co ty tu robisz.!? - krzyknęłam stając w progu.
Nie spodziewałam się jego obecności o godzinie 9 rano w mojej własnej kuchni.
-Wpadłem na śniadanie - zażartował.
-A tak poważniej.? - weszłam do środka i zaczęłam robić kanapki.
-Przyjechałem żeby zabrać was na trening - uśmiechnął się do mnie.
-Spoko. Zjemy i jedziemy - powiedziałam i poszłam po Roberta.
On również był zdziwiony obecnością Marco, ale nie powiedział nic tylko szybko zjedliśmy posiłek i całą trójką udaliśmy się na stadion.

***
Chłopaki poszli do szatni a ja na trybuny do dziewczyn.
-O idzie nasza piękna i  kwitnąca Julia Lewandowska.! - powiedziała Agata przytulając mnie i patrząc na mój brzuch.
-Nowakowska - zaśmiałam się - znam już płeć dziecka.
-Dziewczynka.? - zapytała zaciekawiona Ewa.
-Tak.! - pochwaliłam się. Chyba powiedziałam to zbyt głośno, bo wszyscy zwrócili na mnie uwagę.
-A co na to Robert.? - zapytała blondynka.
-Ciiiii, jeszcze nic nie wie. To będzie niespodzianka - usiadłam i zaczęłam wpatrywać się w mojego ukochanego. Widać było, że jest szczęśliwy, cały czas się uśmiechał i nawet te 10 kółek nie popsuło mu humoru.

***
W klubie mieliśmy być na 19.30, a była już 18, więc niechętnie wstałam z kanapy i poszłam się ogarnąć. Wzięłam prysznic, ubrałam się w to
i zeszłam do salonu.
-Kochanie wyglądasz świetnie i jaki masz już ładny brzuszek - stwierdził Robert obejmując mnie w pasie i namiętnie całując.
-Hm hm - usłyszeliśmy za plecami.
-Marco, koło drzwi jest takie magiczne urządzenie o nazwie dzwonek. Gdybyś mógł to go następnym razem użyj. - powiedział sarkastycznie Robert.
Po chwili konsternacji wybuchnęliśmy śmiechem i poszliśmy do samochodu.
10  minut później weszliśmy do zatłoczonego klubu. Usiedliśmy przy stoliku. Wszyscy oprócz mnie i Lewego zamówili piwo. My natomiast sok pomarańczowy.
Kilka sekund później wirowaliśmy na parkiecie nie zwracając uwagi na inne pary. Kiedy puścili wolny kawałek wtuliłam się w chłopaka i postanowiłam powiedzieć mu ważną rzecz.
-Kochanie jest coś o czym muszę cię poinformować.
-Słucham skarbie - przerwał mi..
-Będziemy mieć córeczkę - szepnęłam mu do ucha.
-Na prawdę.? - zapytał z niedowierzaniem.
-Tak - potwierdziłam.
-To świetnie.! Nawet nie wiesz jak się cieszę - pocałował mnie i wróciliśmy do stolika.
Kazał mi poczekać i odszedł coś załatwić. Po chwili dosiadł się do mnie Marco i zaczęliśmy rozmawiać. Nagle usłyszałam swoje imię i dedykację piosenki pt. ''Niecierpliwa'' zespołu Kreuzberg.
Uwielbiałam ją i mój narzeczony dobrze o tym wiedział. O dziwo zaczął śpiewać sam Robert. Kiedy skończył miałam łzy w oczach, słyszałam brawa i pochlebne opinie zebranych, zarówno Polaków jak i Niemców.
Podszedł do stolika i uśmiechnął się, a ja usiadłam mu na kolanach i pocałowałam.
Pierwszy raz od kilkunastu dni znaleźliśmy się w centrum medialnego zainteresowania. Błyskały jeden flesz za drugim.
Marco był już pijany, więc mało kontaktował. Z racji tego, że przyjechaliśmy jego samochodem zabraliśmy go do nas. Robert położył przyjaciela na kanapie, a potem przyszedł do sypialni.
-Przynieś mi ogórki - powiedziałam uśmiechając się.
-Muszę je najpierw kupić. Zaraz wracam - wyszedł z pomieszczenia.

*Robert
Wziąłem kartkę z listą zakupów z lodówki i wyszedłem z domu. Udałem się do najbliższego supermarketu i kupiłem kilka słoików ogórków plus to co zapisała wcześniej.
''Budyń czekoladowy i kiszona kapusta to chyba niezbyt dobre połączenie'' - pomyślałem idąc do kasy.
-Pułk wojska  będziesz żywił.? usłyszałem za plecami głos Stachurskiej.
-Nie tylko moją narzeczoną. która jest w ciąży - wycedziłem.
-To ty będziesz miał z nią dziecko.? - zdziwiła się.
-Tak. Ty nie chciałaś mi go dać to ona to zrobiła - stwierdziłem pakując zakupy - a teraz sorry, ale idę stąd. Cześć - pożegnałem się i poszedłem do auta.
Kiedy wszedłem do domu Julka nadal siedziała na łóżku w sypialni.
Zjadła kilka ogórków, napiła się herbaty i położyła.
Opowiedziałem jej o spotkaniu z Anką, dlatego że nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Nie skomentowała tego tylko pocałowała mnie i po chwili spała odwrócona plecami. Przytuliłem ją i zasnąłem równie szybko.
_________________________________________________________________________________
Hej hej :) Łapcie kolejny rozdzialik i takie tam serduszko od Lewuska ♥
http://25.media.tumblr.com/65ff978e953e058da3789e1a0d000e0f/tumblr_mujogqiKo51sxw0pno1_250.gif
Tradycyjnie proszę o komentarze :)

piątek, 11 października 2013

Rozdział 56

''Nie patrzę w dół, na cienkiej linie trzymam się Twoich rąk i mądrych słów.
Nie patrzę w dół, bo wierzę w to, że mamy w sobie to coś...."
-Julka wreszcie się obudziłaś - usłyszałam kiedy otworzyłam oczy.
Znajdowałam się w sali z białymi ścianami. W powietrzu unosił się zapach o bliżej nieokreślonej nazwie i składzie.
Zdjęłam maskę tlenową i wyszeptałam:
-Gdzie ja jestem.?
-W szpitalu - powiedział i złapał mnie za rękę.
-Długo.? - ciężko było mi się przyznać, ale mało pamiętałam.
-Dopiero dobę - uśmiechnął się słabo.
-Co się stało.? - uniosłam lekko głowę.
-Prawie się przeze mnie utopiłaś - powiedział i ukrył twarz w dłoniach.
-To moja wina. Powinnam ci powiedzieć - pogłaskałam go po włosach.
-Nie gniewasz się.?
-Nie, bo nie mam o co. - pocałowałam go w policzek.

***
Następnego dnia wypisali mnie ze szpitala i musiałam cały czas siedzieć w łóżku. Robert uparł się, że powinnam odpocząć, dlatego przynosił mi jedzenie i oglądał ze mną najróżniejsze filmy.
Cały czas dręczyło go poczucie winy. Tłumaczyłam mu, że to tylko i wyłącznie mój błąd i nie może obwiniać się o coś, co wydarzyło się ze zwykłej niewiedzy.
No ale: co się stało to się nie odstanie i musimy jakoś z tym żyć.
Rozmyślam o tym odkąd wyszłam ze szpitala. Zmęczona oparłam głowę o ramię Lewego i po chwili zasnęłam.

*Robert
Jestem totalnym idiotą. Nie powinienem jej wrzucać to wody, przecież mogła się przeze mnie utopić.
Jednak nic jej nie jest i dzisiaj rano wróciła ze mną do hotelu. Właśnie zasnęła, więc przykryłem ją kocem i wyszedłem się przewietrzyć. Kiedy spacerowałem po parkingu zadzwonił mi telefon.
-Hej i jak tam wakacje.? - usłyszałem głos przyjaciela.
-Cześć. Było by dobrze gdyby nie moja głupota - stwierdziłem i wróciłem do pokoju.
-No to mów, razem coś wymyślimy - zachęcił mnie.
Opowiedziałem Marco wszystko, a on tak jak i Julka, stwierdził, że to nie tylko moja wina.
-Robert, gdzie jesteś - usłyszałem jakby przyduszony głos dziewczyny.
Rozłączyłem się i wróciłem z balkonu do pokoju.
-Co się dzieje.? - zapytałem.
-Nie wiem. Jest mi niedobrze i nie mogę oddychać.
Lekarz ostrzegał, że może tak być przez kilka dni i żeby się do niego zgłosić, więc bez zastanowienia wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu.
W szpitalu okazało się, że jest w ciąży.
-Kochanie, cieszysz się.? - zapytała mnie niepewnie.
-Pewnie, przecież mówiłem ci, że odkąd cię spotkałem to chciałem mieć z tobą dziecko.
Mówiłem to i niosłem ją do auta. Wpadliśmy na Ankę.
-Kogo my tu mamy - obrzuciła naszą dwójkę wzrokiem.
-Masz jakąś sprawę czy możemy sobie iść.? - zdenerwowałem się.
-Nie, w sumie to nie. Tak sobie przechodziłam - powiedziała i weszła do budynku.
-Dziwne, co ona tu robi, przecież powinna być w Polsce na zgrupowaniu - wsiadłem do samochodu i ruszyłem do hotelu.
-Może też jest na wakacjach. - powiedziała Julka.
-Pewnie tak. Mam tylko nadzieję, że znowu czegoś nie wymyśliła - stwierdziłem kiedy już wchodziliśmy do pokoju.

***
-Łaaa, gratuluję - wykrzyczała Agata, kiedy zadzwoniłam poinformować ją o ciąży.
-Dziękujemy. Chyba tym razem donoszę.
-Jasne, a ja Ci będę pomagać we wszystkim. A teraz kończę, bo Oliwka jest chora - powiedziała moja przyjaciółka.
-To pa i ucałuj Kubusia i Oliwkę  - rozłączyłam się.
Usiadłam na łóżku i pomyślałam o tym, że tym razem musi mi się udać gdybym nawet sama miała umrzeć to dziecko musi żyć.
Położyłam się obok Roberta, który objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Szybko zasnęłam zmęczona nadmiarem wydarzeń.
_________________________________________________________________________________
Witam i zapraszam do czytania i komentowania. Rozdział dla wszystkich czytelników :)

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 55

Nadszedł długo oczekiwany przeze mnie wyjazd, a raczej wylot na wakacje. Byłam mega podekscytowana, a Robert nieudolnie próbował mnie uspokoić.
Na pokładzie znajdowaliśmy się od 3 godzin. Ja przeglądałam Facebooka, a piłkarz standardowo spał. Zaktualizowałam swój status na ''zaręczona z....". Poza tym wstawiłam nasze zdjęcie z podpisem ''W drodze na Malediwy przyda się mała drzemka. Pozdrawiamy z samolotu;**"
Odłożyłam telefon i zamknęłam oczy opierając głowę na szybie.

***
Nie wiem ile czasu upłynęło od kiedy zasnęłam, ale w pewnym momencie poczułam jak ktoś próbuje mi zapiąć pasy. Otworzyłam oko i zobaczyłam skupioną twarz Lewego.
-Co ty robisz.? - wyszeptałam.
-Ratuję cię przed śmiercią - zażartował i skończył manipulować przy pasach.
-Dzięki - powiedziałam i rozejrzałam się po pokładzie.
-Zaraz lądujemy - poinformował mnie i ujął moją dłoń.
Wiedział, że jestem przerażona chociaż już mniej niż za pierwszym razem. Później usłyszałam komunikat pilota, który powiedział, że lotnisko jest zamknięte i musimy wylądować na sąsiednim.
Dobrze, że chociaż tu obyło się bez komplikacji i pół godziny później jechaliśmy wypożyczonym samochodem do hotelu.
Gdy byliśmy na miejscu nie mogłam wyjść z podziwu. 5-ięcio gwiazdkowy hotel, z restauracją i kilkoma basenami w niedalekiej odległości od plaży + książę z piłką u boku to było spełnienie moich dziecięcych marzeń.
-Podoba ci się.? - zapytał Lewy.
-Nooo - wydusiłam zadowolona.
Po wejściu do pokoju poszłam się odświeżyć, a później nie czekając na Roberta momentalnie zasnęłam.

***
Pierwszy raz od wielu tygodni obudziły mnie promienie słońca i  woda skapująca na twarz. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zadowoloną minę Lewego.
-Idiota - powiedziałam i nakryłam się kołdrą.
-Że kto.? - próbował zabrać mi nakrycie.
-Że ten co usłyszałeś.! - powiedziałam przyduszonym głosem.
Po tych słowach mężczyzna usiadł na mnie i wylał całą zawartość butelki. Mimo wszystko wyskoczyłam z łóżka i wypadłam na balkon. Chłopak podążył za mną i objął w pasie.
-Ładny widok co nie.? - zagadał.
-Piękny - powiedziałam i zaburczało mi w brzuchu.
-Ubieraj się i spadamy na śniadanie - wepchnął mnie do pokoju.
20 minut później siedzieliśmy  w hotelowej restauracji i wcinaliśmy omlet z owocami.
-Idziemy na plażę.? - zapytałam go kiedy już byliśmy w windzie.
-Właśnie miałem to zaproponować - pokazał szereg białych zębów.
Spakowaliśmy potrzebne rzeczy i udaliśmy się na piaszczyste wybrzeże.
Poprosiłam Roberta żeby posmarował mi plecy olejkiem a następnie położyłam się i zaczęłam opalać. Lewy miał chyba inne plany, bo podniósł mnie do góry i zaczął zmierzać w stronę wody. Nie wiedział, że w dzieciństwie prawie się utopiłam.
-Robert nie rób tego - powiedziałam przerażona, ale nie zostałam wysłuchana i po chwili wrzucił mnie do wody.
Poczułam jak do moich płuc wpływa ciecz, było jej coraz więcej, a ja nie mogłam już oddychać. Słyszałam czyjś głos powtarzający moje imię, a potem straciłam przytomność. Wokół mnie zapanowała ciemność.
________________________________________________________________________________
Hej :) Następny rozdział leci do Was :) Kolejny za 3 komentarze :)

wtorek, 8 października 2013

Informacja ;)

Hejka. :) Mam do Was ogromną prośbę. Jeśli ktoś czyta tego bloga i miałby ochotę poczytać o czymś innym niech wejdzie w link podany poniżej. Jest to blog mojej przyjaciółki Kasi. Polecam gorąco. :)

http://kasienka2013.blogspot.com

___________________________________________________________________________________________________________




Trzymajcie taką tam Lewiznę ♥ a rozdział pojawi się najpóźniej w czwartek :)
Pozdrawiam Gosia ;*

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 54 :)

''Zbudujmy most biegnący prosto do naszego szczęścia i nikt więcej nie powie 'stop'.''

Czekałam na Roberta na lotnisku. Samolot spóźniał się już 15 minut. Jednak chwilę później ujrzałam Lewego idącego w moją stronę z bukietem róż.
-Hej - pocałował mnie na powitanie i wręczył kwiaty.
-Hej i dziękuję - uśmiechnęłam się.
Pojechaliśmy do domu, zjedliśmy obiad, a potem postanowiłam porozmawiać z  moim ukochanym.
Pokazałam mu status Anki. Potwierdził, że widział ją w Polsce, ale z jakimś nieznajomym mu chłopakiem. Powiedział nawet, że jeśli mu nie wierzę mogę zadzwonić do chłopaków, a oni przedstawią to samo co on. Nie chciałam rozpętywać wojny, dlatego ucięłam wymianę zdań i włączyłam film na DVD.
Nie obejrzałam go do końca, bo mój narzeczony miał dla nas inne plany i po chwili wylądowaliśmy w sypialni.

***
Zeszłam po wodę do kuchni, a gdy wróciłam zastałam Roberta  z laptopem na kolanach.
-Co robisz.? - zapytałam i usiadłam obok niego.
-To miała być niespodzianka, ale powiem ci już. Organizuję nam wakacje. - powiedział i uśmiechnął się szeroko.
-Wakacje w środku jesieni.? - zdziwiłam się.
-No. Mogą być Malediwy.?
-Jasne. To kiedy i na ile jedziemy.? - przeszłam do rzeczy.
-Za tydzień, na 3 tygodnie - poinformował mnie.
-Super, tylko muszę zrobić zakupy.
-Już nie mogę doczekać się tego romantycznego wypadu we dwoje. - uśmiechnął się łobuzersko.
-Ta, ja też - mruknęłam.
-Coś taka nie w humorze.? - odłożył komputer.
-Brzuch mnie boli - powiedziałam.
To była prawda. Tyle że bolało mnie już od 3 dni, do tego mdłości i brak lub nadmierny apetyt. Chyba wiedziałam co to może być, ale na razie nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli.
-To jak wrócimy z wakacji pójdziemy do lekarza - przytulił mnie.
Czułam się tak bezpiecznie, że po chwili zasnęłam.

***
Zaplanowałam na dziś zakupy. Wstałam o 9, zjadłam razem z Robertem śniadanie i pojechaliśmy do centrum. Kupiłam sobie 2 pary szortów, rzymianki, bikini (na które namówił mnie piłkarz) i zwiewną sukienkę. Chłopak wybrał tylko bluzkę, krótkie spodenki i okulary przeciwsłoneczne.
Gdy wychodziliśmy ze sklepu zauważyłam tłum fotoreporterów. Zmierzali w naszą stronę. Robert chwycił mnie za rękę i pobiegł do auta.
-Kondycja - zauważyłam dysząc. - Muszę nad nią popracować.
-Koniecznie - uśmiechnął się - właśnie pokazaliśmy jak zgubić łowców sensacji w kilka sekund  - powiedział i odpalił samochód.
Kilka minut później zaparkowaliśmy pod restauracją. Zgłodnieliśmy trochę bo była już 15. Zamówiliśmy obiad, a potem deser.
Godzinę później weszliśmy do domu, a ja postanowiłam poszukać reszty rzeczy na wyjazd i zacząć się powoli pakować.
Robert usiadł na kanapie razem z Marco, który odwiedził nas pierwszy raz od 3 dni, i rozegrali kilka ''partyjek'' Fify.
_________________________________________________________________________________
Niespodzianka.! Dodaję dziś, bo mam mniej nauki :) Rozdział na specjalną prośbę Kasi. ;*

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 53 xD

''W labiryncie poplątanych dróg wciąż szukamy się, w zawiłości niepotrzebnych słów ginie sens."

*Tydzień później.
3 dzień z rzędu siedzę sama w domu. Robert wyjechał na jakieś tygodniowe treningi, a ja niestety nie mogłam mu towarzyszyć. Codziennie rozmawialiśmy przez Skype lub telefon.
Siedziałam przed telewizorem, popijałam herbatę z cytryną i oglądałam jakiś program o muzycznych talentach.
Usłyszałam dzwonek telefonu. Wygrzebałam go spod stosu gazet i odebrałam nie patrząc na wyświetlacz.
-Słucham? - zapytałam dość oficjalnie.
-Hej Julka tu Agata. Masz ochotę dzisiaj na zakupy.? - zaproponowała.
-Jasne, że mam - zgodziłam się.
Umówiłyśmy się na 14.00 czyli już za godzinę.
Wzięłam prysznic, umalowałam się, podkręciłam włosy, ubrałam się w to:
wzięłam jeszcze torebkę i wyszłam. Agata czekała już na podjeździe w swoim nowym Audi A8.


*Godzinę później.
Zakupy z Agatą są na prawdę fajne tylko, że ona musi odwiedzić każdy sklep. Ja jestem trochę jak facet : wchodzę do sklepu, biorę to, co mi potrzebne i wychodzę.
Tym razem kupiłam sobie tylko sukienkę; nie miałam ochoty na nic więcej.
Wróciłyśmy do domu dość szybko, bo Kuba nie mógł dać sobie rady z Oliwką. Cieszyłam się z tego powodu i przy najbliższej okazji postanowiłam podziękować Błaszczykowskiemu.
Weszłam do domu, przebrałam się w dresy i wyszłam pobiegać. Włożyłam w uszy słuchawki. Pobiegłam na SIP. Mimo że był teraz pusty postanowiłam wejść posiedzieć trochę na trybunach. Myślałam o różnych rzeczach, w tym o mnie i Lewandowskim. Byłam pewna jego miłości, ale dzień przed wyjazdem był bardzo dziwny i kończył rozmowy, gdy tylko ktoś wchodził do pokoju.
Wstałam i pobiegłam do domu. Przypomniało mi się, że Lewy zaraz będzie dzwonił. Wleciałam do domu i usiadłam przed laptopem. Chwilę później zadzwonił Robert.
-Hej - przywitałam się -Jak tam.?
-Hej  - odpowiedział - A zmęczony jestem. Wracam jutro wieczorem - poinformował mnie.
-To super. - uśmiechnęłam się.
-Mam dla Ciebie niespodziankę. A teraz muszę kończyć - odwrócił się i zakończył połączenie.
''Ciekawe co to za niespodzianka?" - pomyślałam i zalogowałam Facebooka. Zobaczyłam status Anki Stachurskiej, która po rozwodzie z piłkarzem wróciła do panieńskiego nazwiska.
Pisała :
Wszystko jest na dobrej drodze.! :) Może nawet znów będziemy razem ;D Pozdrowienia z Polski ;*
Pociemniało mi przed oczami. Przecież ona mogła pisać jedynie o moim chłopaku. Czekała mnie poważna rozmowa zarówno z nią jak i z chłopakiem. Postanowiłam nie dopuszczać do siebie tej myśli, bo przecież mogła mieć na myśli jakiegoś innego mężczyznę, ale te ''pozdrowienia z Polski" mówiły same za siebie.
Weszłam pod prysznic, a potem od razu  położyłam się spać. Po mojej głowie wciąż krążyły 3 ostatnie słowa.
_________________________________________________________________________________
Kolejny już dziś rozdział specjalnie dla Veroniki. Żegnam Was aż do czwartku :)

Rozdział 52

''Takie same sny już od kilku lat, mój wewnętrzny krzyk, zostawiłeś ślad. W moim świecie jest jeszcze jeden wschód, znów usłyszę szept wypowiedziane 'wróć'.''

Ten sen powrócił. Kolejny raz widziałam siebie, zakrwawioną na podłodze. Wokół pełno nieznajomych ludzi, jednak nikt mi nie pomaga. Wśród nich jesteś ty - stoisz i śmiejesz się szyderczo prosto w twarz. Nie, to nie może być realne.

Obudziłam się z krzykiem. Byłam zlana potem.
-Co się dzieje.? - zapytał przestraszony Robert.
-Nnnnic - powiedziałam drżąc.
-To tylko sen. Spokojnie kochanie - powiedział i pogłaskał mnie po włosach.
Położyłam się na poduszce i wtuliłam w Lewandowskiego.

***
Obudziłam się około 10. Na prawym boku czułam ciężar ciała mojego ukochanego. Cicho jęknęłam i powoli wysunęłam się spod niego. Podniosłam się, podeszłam do garderoby i założyłam byle jaką koszulkę. Zeszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę. Usiadłam przy stole opierając głowę o jego zimny blat. Dawno nie śniło mi się to wydarzenie. Często wracałam do niego pamięcią, ale nigdy nie powracało we śnie i to z taką siłą.
Wstałam od stołu i zabrałam się za śniadanie. Usmażyłam naleśniki i wycisnęłam świeży sok pomarańczowy.
Była już 11.30. Postanowiłam obudzić Roberta. W tym celu wzięłam butelkę i poszłam do sypialni. Stanęłam nad chłopakiem i odkręciłam zakrętkę oblewając go lodowatym strumieniem.
-Aaaaaa.! - krzyknął i zerwał się z łóżka.
-Dzień dobry.! - zaśmiałam się i zdjęłam mokrą pościel.
-Dlaczego ty mi tak robisz.? - zdenerwował się.
-Bo za długo śpisz - odpowiedziałam wchodząc do garderoby.
-Ta zniewaga krwi wymaga - powiedział i rzucił się na mnie.
Przewróciliśmy się na podłogę, a on zaczął mnie łaskotać.
-Aj puść.! Nie rób mi tak.! - tarzałam się po dywanie.
Jakieś 10 minut później opadliśmy zmęczeni.
-No i widzisz jak się kończy oblewanie wodą.? - uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek.
-Oj widzę widzę - potargałam jego czarne włosy i wstałam.
Poszłam się ogarnąć. Kiedy już się ubrałam zeszłam do salonu i postawiłam przed moim chłopakiem śniadanie.
-Ja idę spotkać się z Agatką - powiedziałam, cmoknęłam go w policzek i ruszyłam w stronę drzwi.

***
Błaszczykowscy mieszkali kilka domów dalej. Gdy znalazłam się pod ich drzwiami zadzwoniłam dzwonkiem.
-Hej. Jest Agata.? - powiedziałam do Kuby, który pojawił się w drzwiach.
-W kuchni - odpowiedział i wpuścił mnie do środka.
-Perfekcyjna pani domu - skomentowałam jej wygląd.
Zarówno kuchnia jak i Agata były całe w mące.
-Już jesteś.? Poczekaj minutkę - powiedziała i już jej nie było.
Po chwili wróciła przebrana w podobne ciuchy do moich, poinstruowała Kubę co do opieki nad Oliwką, która akurat smacznie spała i wyszłyśmy.
W centrum handlowym było całkiem sporo ludzi. Po długich poszukiwaniach kupiłam sobie to:

 i mogłyśmy spokojnie wracać do domu. Jednak po drodze wstąpiłyśmy jeszcze do kawiarni. Spotkałam tam Anię. Porozmawiałam z nią nawet przez chwilę. Doszłam do wniosku, że jest całkiem fajna i miła i może kiedyś zostaniemy przyjaciółkami.
_________________________________________________________________________________
Hej hej :) Taki sobie rozdzialik. Brak czasu i wgle. Kolejny powinien pojawić się w czwartek. Czytajcie i komentujcie. Oczywiście, że Was kocham. Do następnego ;*

sobota, 5 października 2013

Rozdział 51 :)

Wstałam około 9. Roberta już nie było, bo miał trening od samego rana. Założyłam na siebie koc i zeszłam do kuchni. Na stole stało już śniadanie. Obok leżała biała różyczka i karteczka o następującej treści :
Skarbie, jestem na treningu, wracam około 15. Kocham Cię. Twój Snajper ;*
Rozśmieszyło mnie ostatnie słowo. Często się tak podpisywał pisząc do mnie jakieś liściki czy smsy, bo według mnie był jest i będzie najlepszym strzelcem w całej Bundeslidze.
Zaparzyłam sobie kawę i zabrałam za jedzenie. Lewy jak zwykle się zbytnio nie postarał, ale tym razem zrobił kanapki na kształt serc. Po śniadaniu pozmywałam i poszłam się ubrać w jakieś normalne ciuchy. Założyłam kremowe rurki, koszulę  w kratkę, płaszczyk i botki. Włosy związałam w warkocz, a rzęsy tradycyjnie pociągnęłam czarną maskarą.
Postanowiłam pójść zrobić jakieś zakupy, bo lodówka prawie świeciła pustkami.
Po 15 minutach spokojnego spaceru weszłam do supermarketu i kupiłam wszystkie potrzebne produkty.
Była już 12, więc żeby zdążyć z obiadem wróciłam szybko do domu i zabrałam się do pracy.
Zrobiłam risotto, a do tego postanowiłam podać białe wino.
Właśnie kończyłam nakrywać do stołu i poczułam gorący oddech na swojej szyi.
-Ktoś się tu chyba spieszył - powiedziałam odwracając się.
-Bo się stęsknił - stwierdził Lewy całując mnie na powitanie.
-Siadaj zaraz podam obiad - wyplątałam się z jego objęć i podeszłam do blatu.
-Smacznego - postawiłam przed nim talerz.
-Pyszne było - skwitował kiedy skończył jeść.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się.
Włożyłam talerze do zmywarki i poszliśmy obejrzeć jakiś film. Niestety jak na złość w telewizji nic akurat nie było.
-Idziemy do kina - powiedział Robert.
-Pójdę się przebrać - pobiegłam na górę.
-Jestem gotowa - po 5 minutach byłam z powrotem naprzeciwko mojego ukochanego.
Wyszliśmy przed dom i zobaczyłam dziennikarza. Gdy tylko nas zobaczył zaczął robić zdjęcia. Lewy się zdenerwował i pociągnął mnie szybko w stronę samochodu.
-Wszędzie za nami łażą. Dość już mam - powiedział kiedy byliśmy w aucie.
-Jeszcze się nie przyzwyczaiłeś.? Mnie to już przestało przeszkadzać - powiedziałam spoglądając na niego.
-Ja się chyba nigdy nie przyzwyczaję - stwierdził i wreszcie się uśmiechnął.
Weszliśmy do kina. Robert wybrał jakiś horror i poszliśmy w stronę sali.
Nigdy nie bałam się tego typu filmów, ale on był wyjątkowo straszny. Zamiast oglądać siedziałam wtulona w jego tors, a  twarz zasłoniłam dłońmi. Słyszałam jakieś jęki i dziwne odgłosy z ekranu i zrobiło mi się strasznie niedobrze.
-Chodź stąd. Nie mogę tego oglądać - poprosiłam szeptem piłkarza.
-Jasne kochanie. Wychodzimy - powiedział i wstał popychając mnie w stronę wyjścia.
Wzięłam płaszcz i wyszłam na świeże powietrze nie czekając na Lewego.
-Ale jesteś blada - dogonił mnie po chwili.
-To chyba ze strachu - stwierdziłam i usiadłam na pobliskiej ławce - nigdy nie reagowałam tak na horrory.
Zamiast komentować moje zachowanie chłopak przytulił mnie mocno. Siedzieliśmy wpatrując się w jeden punkt.
-Wracamy do domu - powiedział chwilę później i poprowadził mnie do samochodu.

***
Nie wiem w jaki sposób znalazłam się w łóżku ani kto przebrał mnie w pidżamę. Pomyślałam, że zrobił to nieoceniony, jak zawsze w takich sytuacjach, Lewandowski.
Leżałam już chwilę i poczułam z kuchni przyjemne zapachy. Wpadały przez uchylone drzwi. Podniosłam się, założyłam jego koszulkę i  zeszłam po pięknych mahoniowych schodach.
-Hej - podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
-Siemka - odwzajemnił czułość - jak się spało.?
-Dobrze - odpowiedziałam i usiadłam przy stole.
Po śniadaniu poszłam się ogarnąć, a Lewego zostawiłam sam na sam ze zmywaniem.

*Robert*
Wczoraj przestraszyłem się nie na żarty. Julka była tak wstrząśnięta tym filmem, że aż zbladła. Nigdy nie reagowała tak na żadne horrory, nawet te najgorsze. Jednak poprawiło jej się szybko.
Zasnęła  w samochodzie. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Kiedy już przebrałem ją w piżamę położyłem się obok  niej i szybko zasnąłem.
Rano postanowiłem zrobić jej śniadanie, z racji tego, że nie miałem dziś treningu.
Zeszła do kuchni ubrana w moją koszulkę. Wyglądała tak słodko i miała już zarumienioną twarz. Od razu zauważyłem, że czuje się lepiej. Kiedy poszła się ubrać usłyszałem dzwonek do drzwi.
-Co ty tu robisz.? - zapytałem widząc Ankę.
-Przyszłam po resztę swoich rzeczy - uśmiechnęła się sztucznie.
Odwróciłem się i podałem jej dosyć duże pudło.
-Trzymaj  - powiedziałem i zamknąłem drzwi nie czekając na jej odpowiedź.
Wróciłem do salonu gdzie siedziała Julka z kubkiem kawy. Drugi stał na stole. Podała mi go i zapytała:
-Kto to był.?
-Ankę przywiało po resztę rzeczy - stwierdziła i spojrzała  w telewizor.
-Chyba nie jesteś zazdrosna - ująłem jej twarz w swoje ręce.
-Nie, no skąd ten pomysł - udawała zdziwienie.
-Już nie masz o kogo.? Przecież wiesz, że kocham tylko ciebie - przytuliłem ją.
-Udowodnij mi to - zaśmiała się i spojrzała mi w oczy.
Po jej ostatnich słowach pocałowałem ją. Najpierw delikatnie, a potem coraz zachłanniej.
-Wystarczy.? - odkleiłem się od niej po jakichś 5 minutach.
-No może być - stwierdziła i odsunęła się ode mnie.
Po filmie poszliśmy do centrum handlowego a potem restauracji.
________________________________________________________________________________
Ale się napisałam xD
Dziękuję za komentarze pod prologiem. :)
Ten rozdział jest dla wszystkich czytelników a szczególnie dla Kasi, Dominika, Martyny i Veroniki. ;*

CZĘŚĆ II - PROLOG

*Rok później
Lewy i ja jesteśmy szczęśliwą parą. Przetrwaliśmy razem wiele i myślę, że nic nas nie rozdzieli. Z każdym dniem kocham go coraz bardziej.
Dziś są moje 21 urodziny. Robert chyba zapomniał, bo siedzimy razem od 3 godzin, czyli od jego powrotu z treningu, a on nawet nie złożył mi życzeń.
-Kochanie, wychodzimy za godzinę - przerwał ciszę wstając z kanapy.
-Gdzie.? - zapytałam zdezorientowana.
-Niespodzianka. Ubierz się w tą małą czarną okej.? - zaproponował
-Dobra. To idę się szykować - podążyłam do garderoby a potem łazienki.
Założyłam czarną sukienkę i szpilki. Włosy podkręciłam, a rzęsy pomalowałam czarną maskarą.
-Może być tak.? - zapytałam stając przed moim ukochanym.
-Wyglądasz pięknie - obrzucił mnie wzrokiem.
-Ty też niczego sobie - spojrzałam na jego garnitur.
Chwilę później byliśmy w najdroższej restauracji w całym Dortmundzie.
-Po co mnie tu przywiozłeś?
-Zaraz zobaczysz - wstał i gdzieś poszedł.
Usłyszałam jego głos w mikrofonie.
-Tu na sali jest jedna kobieta, która ma dzisiaj urodziny... - zaczął a potem cała sala zaczęła śpiewać specjalnie dla mnie ''100 lat".
-Jest jeszcze jedna sprawa. Czy chciałabyś zostać moją żoną.? - zapytał i podszedł do stolika.
-Tak - powiedziałam i stanęłam obok niego.
Robert odłożył mikrofon, wsunął mi na palec diamentowy pierścionek i namiętnie pocałował.
Oczywiście popłakałam się z nadmiaru emocji.
Byłam tak bardzo szczęśliwa, że nawet rozmazany makijaż mi nie przeszkadzał.
Usiedliśmy przy stoliku i zjedliśmy kolację.
-To były najpiękniejsze urodziny w moim życiu - powiedziałam kiedy już leżeliśmy wieczorem w łóżku.-Kocham cię.
-Ja ciebie też - odpowiedział mi a ja zasnęłam wtulona w jego umięśnioną klatę.
_________________________________________________________________________________
Tym oto optymistycznym akcentem rozpoczynamy część II :) Tradycyjnie proszę o komentarze i do następnego :)

Część II - Bohaterowie :)

Ja (czyli Julia)
Robert Lewandowski ♥

Ewa i Łukasz
Marco Reus
Agata i Kuba
_________________________________________________________________________________
Witajcie ponownie :) Kontynuuję ten blog pod tą samą nazwą tylko jako część drugą :) Lada chwila pojawi się prolog a potem dalsza część opowiadania, czyli rozdział 51 :)
Pozdrawiam ;*

piątek, 4 października 2013

Rozdział 50 (koniec części I)

                                                                                            ''Za wcześnie wypowiedziane kocham, za                                                                                                                            długo zwlekane żegnaj."

Następny dzień rozpoczęłam od szybkiego dopakowania reszty rzeczy. Zaspaliśmy, więc musieliśmy bardzo się spieszyć
Trzy godziny później byliśmy już w samolocie. Trzymałam Lewusa za rękę i przeglądałam Facebooka oraz inne portale społecznościowe.
W pewnym momencie odłożyłam tablet i spojrzałam na Reusa, który teraz smacznie spał. Byłam strasznie ciekawa o czym chciał ze mną rozmawiać i dlaczego nie wspomniał nawet słowem przy Robercie.
-O czym myślisz.? - szepnął mi Lewy do ucha.
-Tak sobie o wszystkim. - uśmiechnęłam się do niego.
-Ty idź spać oczy ci się zamykają już - dodałam po chwili.
Nie musiałam dwa razy powtarzać - chwilę później chłopak już spał.
W mojej głowie zrodził się ''diabelski'' plan; potrzebowałam tylko pasty do zębów.
Znalazłam ją po chwili w bagażu podręcznym. Podeszłam najpierw do Marco, a potem Roberta i obydwóm zrobiłam śliczne i twarzowe białe wąsy.
-Good - powiedziałam do siebie i usiadłam obok śpiących chłopaków. Nie mogłam się doczekać ich reakcji.

***
Zatopiona w lekturze nie zauważyłam momentu, w którym chłopaki się przebudzili. Reus wybuchnął gromkim śmiechem, po chwili dołączył do niego Lewandowski.
-Co jest.? - zapytałam zdezorientowana.
-Ładnie nas wymalowałaś - stwierdzili chórem.
-Ale to nie ja.! - wyparłam się.
-My tam swoje wiemy - powiedział Robert i pocałował mnie w policzek.
-Debilu mały.! Umazałeś mnie pastą.! - krzyknęłam tak, że aż stewardesa i większość pasażerów zwróciła na mnie uwagę.
-Proszę o spokój - skarciła nas kobieta.
-Przepraszamy - powiedziałam za naszą trójkę.

*Następnego dnia.
Siedziałam właśnie z Marco w kawiarni. Poprosił mnie o spotkanie, bo miał jakąś ważną sprawę.
-No to o co chodzi.? - zapytałam upijając spory łyk zielonej herbaty.
-O Mario...
-W takim razie ja wychodzę - powiedziałam i wstałam od stolika.
-Siadaj. To ważna sprawa. Chodzi o to, że od czasu twojego odejścia miał kilka panienek.
-Co mnie to obchodzi.? Dobrze wiesz, że ja nigdy do niego nie wrócę - spojrzałam na niego.
-Ja wiem, ale lepiej by było gdybyście sobie wszystko wytłumaczyli. W tym celu zaprosiłem go tutaj. - powiedział i poszedł przed kawiarnię.
Po chwili wrócił w towarzystwie mojego byłego.
-To wy sobie porozmawiajcie. Pa Julka - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-To słucham. Marco mówił, że masz mi coś do powiedzenia - spojrzałam na Mario.
-Chodzi o to, że ja wiem, że ty nigdy do mnie nie wrócisz, ale chcę żebyś wiedziała, że wtedy nie zdradziłem cię z Natalią....
-Wyobraź sobie, że ja to już wiem. Jeszcze coś.? - przerwałam mu zniecierpliwiona.
-Przepraszam za wszystko i za to, że zmarnowałaś przeze mnie tyle czasu.
-Spoko. Wybaczam ci. Czyli wszystko jasne.? - zapytałam wstając.
-Tak - odpowiedział i  również wstał.
Wzięłam do ręki płaszcz i poczułam jego ręce na sowich biodrach.
-Łapy przy sobie  - odwróciłam się do niego i popatrzyłam wrogo w oczy.
-I tak wiem że mnie kochasz - stwierdził wplatając swoje palce w moje.
-Nie kocham - kolejny raz spojrzałam w jego brązowe oczy.
Nieoczekiwanie dla mnie nasze usta złączyły się w pocałunku.
Wiedziałam, że robię źle, ale jakoś nie kwapiłam się żeby to przerwać.
Po chwili jednak oprzytomniałam i odsunęłam się od niego.
-To tak na pożegnanie - wytłumaczyłam swoje zachowanie i pospiesznie wyszłam z pomieszczenia.
_________________________________________________________________________________
Hej.! ;*
Jest to ostatni rozdział pierwszej części. :) Prolog do drugiej powinien pojawić się niedługo.
Myślę nad zmianą tytułu ale nie mam jakoś pomysłu :)