piątek, 18 października 2013

Rozdział 60

*23 grudnia
Od rana panowała między nami niezdrowa atmosfera. Wczoraj się pokłóciliśmy z błahego powodu jakim był Paweł. Dzisiaj mieliśmy wylecieć do Polski, a jaśnie pan Robert nie odezwał się do mnie ani słowem.
-Hej - krzyknął kiedy wrócił z treningu.
-Cześć.
Chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
-Ej no co jest.?
-Jeszcze się pytaj - prychnęłam.
-Chodzi o to ze wczoraj.? - zapytał zdziwiony.
-Tak.! Myślisz, że ja nie mam uczuć czy jak.?
-No masz....
-To po co na mnie wrzeszczysz.? - przerwałam mu.
-Bo byłem zdenerwowany i dałaś mi ku temu powód - wytłumaczył się.
-Jaki powód.? Przecież nic nie zrobiłam.
-No w gruncie rzeczy nie, ale sytuacja z tym całym Pawłem wyglądała trochę dwuznacznie.
-No to chyba jesteś ślepy - rzuciłam i wyszłam do sypialni.
Poszedł za mną. Poczułam jego ręce na swoich biodrach.
-Nie dotykaj mnie.
-Czemu taka jesteś.?
-Bo mnie zaczynasz wkurzać tą swoją zazdrością.
-Mam o kogo - stwierdził i usiadł obok mnie.
-Jak tak dalej pójdzie do Polski polecisz sam - podeszłam do okna.
-O nie. Moja mama czeka na nas  z niecierpliwością, a Milena z jeszcze większą.
-To masz mi coś jeszcze do powiedzenia.?
-Przepraszam - wypowiedział tak długo oczekiwane przeze mnie słowo.
-I co ubyło cię.? - zażartowałam.
-Chyba nie - uśmiechnął się i mnie przytulił.

***
Około 20 wysiedliśmy z samolotu i zaczęliśmy się rozglądać za siostrą Roberta.
-Jest - ucieszył się Lewy i pociągnął mnie w stronę jakiejś kobiety.
-Cześć braciszku - pocałowała go w policzek i potargała włosy.
-A ty to pewnie Julka - przytuliła mnie.
-Tak - odpowiedziałam lekko zdziwiona powitaniem.
-Ja jestem Milena, siostra tego przystojniaka.
-Już nie przesadzaj - zaśmiał się Robert i poszliśmy do samochodu.
Gdy byliśmy już pod domem serce zaczęło mi bić jak młotem.
-Nie denerwuj się kotku - wsparł mnie i otworzył drzwi.
-Chodźcie kochani jestem w kuchni - usłyszałam miły głos.
-Robert znowu schudłeś.! - wyrzuciła na powitanie mojemu narzeczonemu.
-Też się cieszę, że Cię widzę - przewrócił oczami - poznaj Julię,  moją narzeczoną.
-Witaj kochana - uśmiechnęła się do mnie i przytuliła.
-Dzień dobry - powiedziałam i całe napięcie ze mnie zeszło.
-Wyglądasz kwitnąco. Który to miesiąc.? - pogładziła mnie po brzuchu.
-Prawie 5 - uśmiechnęłam się i usiadłam na podsuniętym krześle.
-Pewnie jesteś zmęczona. Zjedz kolację, a potem zaprowadzę was do pokoju - powiedziała i postawiła na stole kanapki.
-Nie chciałabym robić kłopotu, ale czy ma pani może budyń waniliowy.? - zapytałam niepewnie.
-Mam. To żaden kłopot, zaraz ci przygotuję - podeszła do blatu.
Chwilę później podała mi talerz z pożądaną potrawą.
-Dziękuję bardzo - powiedziałam kiedy skończyłam jeść
Robert cały czas mi się przyglądał. Nie odezwał się nawet słowem tylko się uśmiechał.
-To może pójdziemy do pokoju.? - spojrzałam na niego.
-A tak tak chodźmy - wziął mnie za rękę i zaprowadził po schodach do swojej dawnej sypialni.
-Kochanie gdzie jest łazienka.? - zapytałam.
-Na przeciwko - powiedział i podszedł do półki.
Wzięłam piżamę i poszłam się ogarnąć. Wróciłam do pokoju i położyłam się na łóżku.
-Mam dla ciebie prezent. Chodź ze mną - pociągnął mnie za rękę.
-W piżamie nigdzie nie idę - skrzyżowałam ręce na piersiach.
-To cię zaniosę - powiedział i wziął mnie na ręce.
Zszedł po schodach i kazał Milenie otworzyć drzwi.
-Przeziębię się debilu - zaczęłam się motać w jego objęciach.
Na moje ostatnie stwierdzenie chwycił jakiś koc i mnie nim okrył.
-I po co mnie tu przyniosłeś.? - zapytałam zdenerwowana kiedy przystanął.
-Spójrz przed siebie.
Kiedy zerknęłam w tamtym kierunku nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na śniegu były rozsypane płatki róż na kształt serc, a w środku nasze imiona.
Wcisnął mi też coś do ręki. Zobaczyłam naszyjnik w czarno-żółtych barwach z literkami R i J, a z tyłu data początku naszego związku.
No tak: przypomniałam sobie, że mniej więcej półtora roku temu oficjalnie pokazaliśmy się w miejscu publicznym już jako para. Czyli była to tak jakby rocznica naszego związku.
-Pamiętałeś - przytuliłam go a w moich oczach pojawiły się łzy.
-Jak mógłbym zapomnieć - pocałował mnie - A teraz wracamy - dodał po chwili i ruszył w stronę domu.
-Robert do cholery jak ona się rozchoruje to cię zabije - pogroziła mu Milena kiedy pojawiliśmy się w drzwiach.
-W tym kocu i jego ramionach jest mi gorąco - zapewniłam ją - postaw mnie na chwilę - poprosiłam i podeszłam do lodówki. Otworzyłam ją i wzięłam sobie ogórki.
-No możemy iść - powiedziałam do śmiejącego się Roberta.
-To ja cię zaniosę - kolejny raz wziął mnie na ręce i skierował się na górę.
Położył mnie na łóżku, a ja odłożyłam talerzyk z ogórkami i zaczęłam go całować. Każdy pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny. Piłkarz włożył mi rękę pod bluzkę i usłyszałam otwierane drzwi.
-O przepraszam - mama chłopaka wycofała się z pokoju.
-Kurde - powiedziałam odsuwając się od narzeczonego.
-Mamo możesz wejść.
-Nie chciałam przeszkodzić. Przyszłam tylko zapytać czy pojedziecie jutro kupić drzewko choinkowe?
-Ale... - zaczął Robert.
-Tak pojedziemy - zmroziłam go wzrokiem.
Kobieta podziękowała nam, życzyła dobrej nocy i wyszła z pokoju.
-To dobranoc. Jutro rano jedziemy, więc musimy się wyspać - pocałowałam go w policzek i po chwili odpłynęłam do krainy snów.
_________________________________________________________________________________
Hej hej :)
Oddaję w Wasze ręce kolejny rozdzialik; mam nadzieję, że się podoba. :)
Dominik - myślę, że się poprawiłam, bo miałam to zrobić specjalnie dla Ciebie :)
Pozdrawiam ;*

1 komentarz:

  1. Poprawić?! Tu nie ma ani nie było czego poprawiać! Genialne <3 CZekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń