Smsy Pawła okazały się zwyczajnymi przechwałkami. Do tej pory nie odezwał się ani razu, nie wysłał wiadomości, nie dzwonił.
-Hej kochanie - krzyknął Lewy, który właśnie wrócił z treningu.
-Hej - odpowiedziałam - obiad masz na stole - pocałowałam go w policzek.
-Okej. Ja się czujesz.? - wziął talerz i usiadł naprzeciw mnie.
-Dobrze. A jak tam nasza sierota.?
-Reus.? Wszystko z nim świetnie. Dzisiaj zarywał do jakiejś dziewczyny siedzącej na trybunach - poinformował mnie Robert.
-O proszę proszę. Wiedziałam, że sobie poradzi.
-On zawsze. Tylko żeby znowu nie płakał jak go jakaś wykiwa.
-Najwyżej przyjdzie do nas i będzie spał na kanapie, jak zawsze.
-Taki tam standardzik. - skwitował.
-Dokładnie. A teraz może obejrzymy jakiś film.? -zaproponowałam.
-No jasne. Wybieraj.
-Podeszłam do półki z płytami i wyciągnęłam pierwszą z nich. Wypadło na ''Szkołę uczuć".
-Oglądajmy póki możemy, bo potem to tylko bajki - zażartowałam.
-Będzie ciężko.
-Ale damy radę.
-Bo kto jak nie my.
-No a teraz cicho i oglądamy.
Usiedliśmy jak za starych dobrych czasów. Film tak nas wciągnął, że nie zauważyliśmy skradającego się Reusa.
-Hej - powiedział nam na ucho.
-Kuźwa Reus - podskoczyłam do góry.
-Czego nas straszysz.? - zapytał Robert.
-Tak słodko wyglądaliście, że szkoda było przerywać - wytłumaczył się.
-Następnym razem wypróbuję na tobie prawy sierpowy - pogroziłam.
-Oj nie bij no - pisnął.
-A kto cię bije.? Przecież tylko ostrzegam.
-A w ogóle to chcesz coś.? - wtrącił się Lewy.
-Nie. Przyszedłem tylko odwiedzić starych przyjaciół.
-Ej nie takich starych. Jestem od ciebie młodsza lamo.!
-A ile ty masz lat właściwie.?
-23 a ty masz 24 Marco Reusie - powiedziałam i wyszłam do kuchni.
***
Wieczorem postanowiłam pójść na krótki spacer. Lewy nie chciał żebym szła sama, więc chcąc nie chcąc wzięłam go ze sobą. Skierowaliśmy się do parku.
Kwiecień zbliżał się nieubłaganie, a tym samym termin porodu.
-Powiesz mi chociaż jaki kolor mają ściany w tym pokoju.? - przerwałam ciszę.
-Nie powiem ci, później się dowiesz - powiedział i nagle się zatrzymał.
-Stało się coś.?
-Chyba jakieś zwidy mam - ruszył przed siebie.
-To chyba jednak oboje mamy - powiedziałam kiedy zobaczyłam na swojej drodze Mario.
-Ten to wie gdzie i kiedy się pojawić.
-Ale spokojnie, może jakoś damy radę.
-Musimy, bo nie wypada zawracać.
Pełna obaw, ściskając rękę Roberta poszłam przed siebie. Nie zauważył by mnie gdybym nie potrąciła go łokciem.
-O przepraszam - powiedział i podniósł głowę - Julka.?
-Nie, twoja matka - sarknęłam.
-Co ty tu robisz.?
-Jestem z moim narzeczonym - wskazałam na Roberta - na spacerze. A ty.?
-Przyjechałem na stare śmieci po kilka rzeczy.
-A to spoko.
-Ślicznie wyglądasz, który to miesiąc.?
-Początek szóstego.
-Gratuluję ci stary - zwrócił się do Lewandowskiego.
-Dzięki - powiedział z wymuszonym uśmiechem.
-To my już będziemy szli. Fajnie było cię spotkać. Nic się nie zmieniłeś - pożegnałam się i miałam zamiar odejść.
-Poczekaj. Ciebie też miło było spotkać. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy - złapał mnie za łokieć.
-Cześć - odeszłam przytulając Lewego.
-A ja mam nadzieję, że cię nie spotkam - powiedziałam kiedy byliśmy już daleko od niego.
Odwróciłam się o zobaczyłam, że nadal stoi w tym samym miejscu.
-Trzeba było z nim w ogóle nie gadać - skomentował piłkarz.
-Słuchaj ja z nim byłam i to długo, więc nie mogę nagle przestać zwracać na niego uwagę, na przykład na ulicy, a zwłaszcza po tym co mi zrobił.
-Nie denerwuj się tylko.
-Jestem spokojna jak nigdy. Wracajmy już do domu.
-Okej - odpowiedział mi i zawróciliśmy.
*Robert.
Julka jest łatwowierna. Przecież Götze przyjechał tu specjalnie, bo chce ją odzyskać. Kilka dni wcześniej pisał o tym na Facebooku. Gdy zaczęła z nim rozmawiać postanowiłem spokojnie poczekać mimo że wszystko się we mnie gotowało.
-O czym myślisz.? - zapytała leżąc z głową na mojej klatce piersiowej.
-Myślę po co on tu przyjechał.
-Przecież mówił, że po resztę rzeczy.
-A chcesz coś zobaczyć.?
-Chcę - widziałem ciekawość malującą się w jej zmęczonych oczach.
Wziąłem do ręki laptop, szybko zalogowałem portal i pokazałem status Mario.
-Nie wierzę - powiedziała zdziwiona - przecież on dobrze wie, że to między nami to jest definitywny koniec.
-Z tego co napisał to chyba przez te 2 i pół roku nic nie zrozumiał.
-Mam nadzieję, że to nie popsuje naszych relacji.
-Kochanie, to nie ma na nic wpływu tylko wolałbym żebyś go unikała.
-I takiej odpowiedzi oczekiwałam - uśmiechnęła się i pocałowała mnie. - Dobranoc - odwróciła się i po chwili spała.
Postanowiłem zejść na dół. Nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem na kanapie wpatrując się tępo w jeden punkt.
Jeśli jego zamiary są prawdziwe to jestem na zagrożonej pozycji, ponieważ był jej wielką miłością i w głębi serca nadal go kocha chociaż tego nie okazuje.
Wziąłem do rąk telefon i wykręciłem jego numer.
-Słuchaj jeśli zrobisz coś Julce albo zniszczysz nasze uczucie to zabiję cię bez zbędnych skrupułów - powiedziałem nawet się nie witając.
-Myślę, że już wystarczająco namieszałem teraz tylko czekaj na rozwój sytuacji - był bardziej pewny niż si spodziewałem.
-Pamiętaj, że ostrzegałem - rozłączyłem się i rzuciłem telefon na stolik.
_________________________________________________________________________________
Nie wierzę w to co piszę. Ale mamy wielki powrót Mario na prośbę jednej z czytelniczek. :)
Rozdział dla wszystkich czytelników. :*
Mam nadzieję, że wreszcie się uaktywnicie i zaczniecie komentować. :)
Pozdrawiam <3.
~Gosia
.jpg)
Jakie zdjęcie :* rozdział przegenialny :*
OdpowiedzUsuńSuper Gosiu :*
OdpowiedzUsuńSuper ;*
OdpowiedzUsuńAle się porobiło :D Genialne <3
OdpowiedzUsuń