Zakończyłam już tego bloga, ale tak jak mówiłam zakładam nowego. Jeśli nadal chcecie czytać moje opowiadania zapraszam tutaj:
...wiem, że zawsze staniesz obok mnie.. ♥
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
sobota, 16 listopada 2013
Epilog + kilka informacji :))
*10 lat później.
Szczerze mówiąc kiedy wychodziłam za Roberta byłam przekonana co do jego miłości, ale nie wiedziałam, że będziemy się tak doskonale dogadywać i uzupełniać. W sumie, w ciągu 10 lat małżeństwa, pokłóciliśmy się tylko raz - bardzo poważnie, bo aż na kilka dni wyniosłam się do Reusa. Poszło nam o to, że jakiś koleś oglądał się za mną na ulicy, a ja się do niego uśmiechnęłam. Mega zazdrosny Lewandowski zrobił mi kosmiczną awanturę, aż sąsiedzi przyszli zobaczyć co się u nas dzieje.
Później jednak przeprosił mnie i wszystko wróciło do normy.
Wiktoria dobrze się uczy. Mamy też drugie dziecko - 4-letniego Marcina. Jest on oczkiem w głowie Lewusa, zresztą córka też. Kiedy przypominam sobie moment porodu nie mogę przestać się śmiać. Mój mąż trzymał mnie za rękę i miał wspierać, ale w pewnym momencie adrenalina wzięła górę i zemdlał.Szkoda, że nie było nikogo z kamerą.
Marco też się ustatkował, zresztą tak mi się wydaje. 2 lata temu poznał Karen, która obecnie jest jego narzeczoną.
Jeśli chodzi o Anię - byłą żonę Lewego, to również znalazła sobie męża. Przeprosiła nas za swoje zachowanie i obecnie utrzymujemy dość dobre stosunki.
A Mario.? Mario ma żonę i dziecko. Jemu też zależało na zażegnaniu konfliktu, więc od pewnego czasu jesteśmy w zgodzie. Postanowiłam mu wybaczyć, bo w sumie to nie miałam do niego żalu za te wszystkie wydarzenia z przeszłości. Robert nie jest co do tego przekonany, ale powoli przestaje się na niego gniewać.
Agata i Kuba z dnia na dzień są coraz bardziej zakochani w sobie. Mają 3 dzieci. Błaszczu jako starszy i bardziej doświadczony kolega często nam pomaga, czasami zachowuje się jak nasz ojciec i jest bardzo upierdliwy.
Ewa i Łukasz mają 2 dzieci. Często nas odwiedzają, a na wakacje zawsze jeździmy razem.
***
Wiktoria właśnie wróciła ze szkoły.
-Cześć mamuś.! - położyła plecak w korytarzu i podeszła się przywitać.
-Witaj. Jak tam dzisiaj? - przytuliłam ją.
-Dobrze, a gdzie tatuś.?
-Zaraz przyjdzie - powiedziałam i usłyszałam otwierane drzwi.
-Cześć kochanie - pocałował mnie kiedy tylko pojawił się w kuchni - Cześć mała - uściskał córkę.
Postawiłam przed nimi talerze z obiadem i oparłam się o blat. Zaczęłam się im przyglądać i pomyślałam, że to właśnie tak miała wyglądać rodzina z moich marzeń.
Uśmiechnięty Robert, rozbrykane dzieci i ja panująca nad całym ''bałaganem''. Wszystko tak idealne i sielankowe, że aż niemożliwe dla niektórych. Jednak dla nas nie ma nic trudnego. Przekonałam się o tym przyjeżdżając do Dortmundu i poznając Roberta.
Jeśli chodzi o wspomnienia to chyba by było na tyle. Mam nadzieję, że nasza sielanka będzie trwać do końca świata i jeden dzień dłużej.
____________________________________________________________________________
No więc witam Was a zarazem żegnam takim oto (wg mnie nieudanym) epilogiem. :)
A teraz kilka informacji:
1 - Oczywiście moja skleroza nie zna granic, więc w ostatnim rozdziale nie dałam zdjęcia sukni i fryzury.
Także macie teraz. ♥
2 - Chciałabym bardzo ale to bardzo podziękować Kasi, Veronice, Oli, Dominikowi, którzy komentowali każdy z moich durnych rozdziałów (mam nadzieję, że następny blog też się Wam spodoba i będziecie równie aktywni). Jeśli o kimś zapomniałam to przepraszam, ale i tak mu serdecznie dziękuję. ♥
3 - Dziękuję też za wyświetlenia i komentarze na Facebooku. ♥
4 - Jak już założę kolejnego bloga dodam informację również na tym. ♥
Myślę, że wspomniałam tu o wszystkim. Lada chwila pojawi się nowy blog (będzie o Marco Reusie). ♥
Kocham Was wszystkich bardzo bardzo ♥
I na sam koniec trzymajcie jeszcze mojego ulubionego piłkarza Roberta ♥
Pozdrawiam ;**
piątek, 15 listopada 2013
Rozdział 75 (ostatni ♥)
*Tydzień później.
Kolejny raz nadszedł dzień ślubu. Robert nie chcąc dopuścić podobnej sytuacji jak ostatnio postanowił nie opuszczać mnie nawet na krok. No ale żeby tradycji stało się zadość nie mógł zobaczyć mnie w sukni, więc razem z Agatą odesłałyśmy go z Marco do kościoła.
-Ej teraz szczerze. Czy wy myślicie, że będę wyglądać dobrze.?
-To za mało powiedziane. Będziesz wyglądać ślicznie. Weź jeszcze to - podała mi jakiś wiekowy naszyjnik.
-Jaaaaaki śliczny.!
-Musimy wychodzić - przerwała moje zachwyty Ewa.
Wzięłam małą na ręce, wyszłyśmy z dziewczynami z domu i wsiadłyśmy do białej limuzyny.
Do ołtarza miał mnie poprowadzić Kuba. Traktował mnie jak młodszą siostrę, dlatego wybór padł na niego. Świadkami i rodzicami chrzestnymi tak jak w poprzedniej wersji byli Agata i Marco.
***
-Ja Robert Lewandowski biorę sobie Ciebie Julio za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską... - recytował mój jeszcze narzeczony.
-...oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci - kończąc przysięgę po moim policzku spłynęła łza.
-Julio przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. - wsunął pierścionek na mój palec, a ja chwilę później zrobiłam tak samo.
-Możesz pocałować pannę młodą.
Robert delikatnie wpił się w moje usta. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale musieliśmy kiedyś przerwać, bo przed nami jeszcze chrzest córki.
Uśmiechnęłam się do męża i wzięłam od Ewy dziecko.
-Wiktorio ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen - polał wodą święconą czoło Wiktorii.
Spoglądając kątem oka na Reusa zauważyłam, że jest nieźle wzruszony.
Kiedy cała ceremonia się zakończyła mama Roberta złożyła nam życzenia i zabrała małą, ponieważ umówiły się z Agatą, że Wiktorią tydzień będzie zajmować się babcia, a tydzień moja przyjaciółka.
Pierwszy taniec standardowo należał do nas. Wybraliśmy piosenkę "When a man loves a women". Po wykonaniu układu choreograficznego wybuchły gromkie brawa i wiwaty.
Kiedy już wszystkie pary zaczęły tańczyć, my kołysaliśmy się na samym środku sali nie zwracając uwagi na tempo muzyki.
-Od zawsze marzyłem o tej chwili - wyszeptał mi do ucha.
-Od zawsze czyli.?
-Od chwili kiedy przyszłaś z Mario na imprezę i pocałowałem cię wtedy w ogrodzie.
-Ja byłam w tobie zakochana odkąd tylko zobaczyłam cię w telewizji. Nie dość, że świetnie gra w piłkę, jest mądry to jeszcze przystojny. Ideał - pocałowałam go.
-Odbijany gołąbeczki.! - przerwał nam Reus i wręcz wyrwał mnie z objęć Roberta.
-Niedobry jesteś wiesz.! - zaśmiałam się i zaczęliśmy tańczyć.
Według mnie najlepszym momentem całej zabawy było rzucanie bukietu i muchy. Kwiatki złapała Milena - siostra Lewego, a mucha wpadła w ręce zaskoczonemu i wstawionemu Reusowi - jego mina była bezcenna.
Całe przyjęcie weselne minęło w ekspresowym tempie i około 4 nad ranem leżeliśmy w łóżku. Wtulona w tors Roberta podziwiałam złotą obrączkę z wygrawerowaną datą i naszymi imionami.
-O czym myślisz.? - przerwał ciszę.
-O moim, przepraszam naszym, szczęściu - podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczęta.
-Tam zaraz szczęście. Spotkało się dwoje zwykłych, trochę doświadczonych życiem, ludzi, zaiskrzyło no i wiesz - pogładził mnie po głowie.
-W sumie to masz rację. Słuchaj może zobaczymy czy w internecie są już zdjęcia co.? - zapytałam.
-Jasne, dawaj laptopa.
Podniosłam się, otworzyłam komputer i włączyłam pierwszy lepszy portal.
-O patrz są.! - pokazałam palcem na ekran.
Otworzyłam artykuł i Robert zaczął się śmiać.
-Co się cieszysz.? - zdziwiłam się.
-Posłuchaj co oni tu piszą - odkaszlnął i zaczął czytać
Dzisiaj w godzinach południowych piłkarz Robert Lewandowski i jego partnerka Julia Nowakowska wstąpili w święty związek małżeński oraz ochrzcili swoją córkę nadając jej imię Wiktoria. W ten sposób zawodnik Borussi Dortmund odesłał z kwitkiem wszystkie swoje fanki. Młodej parze życzymy szczęścia i miłości.
-I co w tym śmiesznego.? - nadal nie wiedziałam o co chodzi.
-O fanki. Odesłałem je z kwitkiem, więc teraz to dopiero będzie fajnie. - zamknął komputer, odłożył go na półkę i pochylił się nade mną.
-Czy to ważne.? - utonęłam w jego hipnotyzujących oczach.
-W sumie to nie - złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
*Następny dzień.
Dziś mieliśmy wylecieć w podróż poślubną. Samolot mieliśmy dopiero na 15 żeby odespać wesele.
-Wszystko wzięliśmy.? - spojrzałam na niego.
-Tak, więc już wychodzimy - zakluczył dom i wsiedliśmy do taksówki.
Na lotnisku była masa ludzi. Kiedy tylko przestąpiliśmy próg budynku podbiegło do nas kilka fanek. Wzięły autograf zarówno od Lewusa jak i ode mnie. Wyswobodziliśmy się od nich dość szybko i poszliśmy do odprawy.
Idąc do samolotu uświadomiłam sobie, że spotkało mnie wielkie szczęście. Wiele dziewczyn chciałoby być na moim miejscu. Zawsze zastanawiałam się co on we mnie widzi. Przecież ja byłam blondynką, niby miałam ciemniejsze włosy, ale nadal był to odcień blondu. Wiedziałam, że wolał brunetki. Ale już koniec o tym. Ważne jest to, że jesteśmy razem i że zawsze możemy na siebie liczyć. Dziecko umocniło nasze uczucie.
Widząc radość mężczyzny mimowolnie sama uśmiecha się do swoich myśli.
*Robert.
Będąc z Julią uświadomiłem sobie czym jest prawdziwa i bezwarunkowa miłość. Z Anką cały czas się kłóciłem. Z Nią jest inaczej. Odkąd jesteśmy razem nawet raz się nie sprzeczaliśmy.
Patrząc jak uśmiecha się przez sen opierając głowę na szybie wiem, że jest tak samo szczęśliwa jak ja.
___________________________________________________________________
I w ten oto sposób zakończyłam bloga. Niedługo dodam Epilog :) W najbliższym czasie pojawi się też nowy blog.
Tak poza tematem nie skomentuję wydarzeń na boisku, bo mi szkoda nerwów xD Pozdrawiam ;*
http://25.media.tumblr.com/66d1b02d3eb13ae32b09605916b5bbb0/tumblr_mw7ezeZXyy1s30fcoo1_250.gif ► nie mogę z tego ♥ :D
-Julio przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. - wsunął pierścionek na mój palec, a ja chwilę później zrobiłam tak samo.
-Możesz pocałować pannę młodą.
Robert delikatnie wpił się w moje usta. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale musieliśmy kiedyś przerwać, bo przed nami jeszcze chrzest córki.
Uśmiechnęłam się do męża i wzięłam od Ewy dziecko.
-Wiktorio ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen - polał wodą święconą czoło Wiktorii.
Spoglądając kątem oka na Reusa zauważyłam, że jest nieźle wzruszony.
Kiedy cała ceremonia się zakończyła mama Roberta złożyła nam życzenia i zabrała małą, ponieważ umówiły się z Agatą, że Wiktorią tydzień będzie zajmować się babcia, a tydzień moja przyjaciółka.
Pierwszy taniec standardowo należał do nas. Wybraliśmy piosenkę "When a man loves a women". Po wykonaniu układu choreograficznego wybuchły gromkie brawa i wiwaty.
Kiedy już wszystkie pary zaczęły tańczyć, my kołysaliśmy się na samym środku sali nie zwracając uwagi na tempo muzyki.
-Od zawsze marzyłem o tej chwili - wyszeptał mi do ucha.
-Od zawsze czyli.?
-Od chwili kiedy przyszłaś z Mario na imprezę i pocałowałem cię wtedy w ogrodzie.
-Ja byłam w tobie zakochana odkąd tylko zobaczyłam cię w telewizji. Nie dość, że świetnie gra w piłkę, jest mądry to jeszcze przystojny. Ideał - pocałowałam go.
-Odbijany gołąbeczki.! - przerwał nam Reus i wręcz wyrwał mnie z objęć Roberta.
-Niedobry jesteś wiesz.! - zaśmiałam się i zaczęliśmy tańczyć.
Według mnie najlepszym momentem całej zabawy było rzucanie bukietu i muchy. Kwiatki złapała Milena - siostra Lewego, a mucha wpadła w ręce zaskoczonemu i wstawionemu Reusowi - jego mina była bezcenna.
Całe przyjęcie weselne minęło w ekspresowym tempie i około 4 nad ranem leżeliśmy w łóżku. Wtulona w tors Roberta podziwiałam złotą obrączkę z wygrawerowaną datą i naszymi imionami.
-O czym myślisz.? - przerwał ciszę.
-O moim, przepraszam naszym, szczęściu - podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczęta.
-Tam zaraz szczęście. Spotkało się dwoje zwykłych, trochę doświadczonych życiem, ludzi, zaiskrzyło no i wiesz - pogładził mnie po głowie.
-W sumie to masz rację. Słuchaj może zobaczymy czy w internecie są już zdjęcia co.? - zapytałam.
-Jasne, dawaj laptopa.
Podniosłam się, otworzyłam komputer i włączyłam pierwszy lepszy portal.
-O patrz są.! - pokazałam palcem na ekran.
Otworzyłam artykuł i Robert zaczął się śmiać.
-Co się cieszysz.? - zdziwiłam się.
-Posłuchaj co oni tu piszą - odkaszlnął i zaczął czytać
Dzisiaj w godzinach południowych piłkarz Robert Lewandowski i jego partnerka Julia Nowakowska wstąpili w święty związek małżeński oraz ochrzcili swoją córkę nadając jej imię Wiktoria. W ten sposób zawodnik Borussi Dortmund odesłał z kwitkiem wszystkie swoje fanki. Młodej parze życzymy szczęścia i miłości.
-I co w tym śmiesznego.? - nadal nie wiedziałam o co chodzi.
-O fanki. Odesłałem je z kwitkiem, więc teraz to dopiero będzie fajnie. - zamknął komputer, odłożył go na półkę i pochylił się nade mną.
-Czy to ważne.? - utonęłam w jego hipnotyzujących oczach.
-W sumie to nie - złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
*Następny dzień.
Dziś mieliśmy wylecieć w podróż poślubną. Samolot mieliśmy dopiero na 15 żeby odespać wesele.
-Wszystko wzięliśmy.? - spojrzałam na niego.
-Tak, więc już wychodzimy - zakluczył dom i wsiedliśmy do taksówki.
Na lotnisku była masa ludzi. Kiedy tylko przestąpiliśmy próg budynku podbiegło do nas kilka fanek. Wzięły autograf zarówno od Lewusa jak i ode mnie. Wyswobodziliśmy się od nich dość szybko i poszliśmy do odprawy.
Idąc do samolotu uświadomiłam sobie, że spotkało mnie wielkie szczęście. Wiele dziewczyn chciałoby być na moim miejscu. Zawsze zastanawiałam się co on we mnie widzi. Przecież ja byłam blondynką, niby miałam ciemniejsze włosy, ale nadal był to odcień blondu. Wiedziałam, że wolał brunetki. Ale już koniec o tym. Ważne jest to, że jesteśmy razem i że zawsze możemy na siebie liczyć. Dziecko umocniło nasze uczucie.
Widząc radość mężczyzny mimowolnie sama uśmiecha się do swoich myśli.
*Robert.
Będąc z Julią uświadomiłem sobie czym jest prawdziwa i bezwarunkowa miłość. Z Anką cały czas się kłóciłem. Z Nią jest inaczej. Odkąd jesteśmy razem nawet raz się nie sprzeczaliśmy.
Patrząc jak uśmiecha się przez sen opierając głowę na szybie wiem, że jest tak samo szczęśliwa jak ja.
___________________________________________________________________
I w ten oto sposób zakończyłam bloga. Niedługo dodam Epilog :) W najbliższym czasie pojawi się też nowy blog.
Tak poza tematem nie skomentuję wydarzeń na boisku, bo mi szkoda nerwów xD Pozdrawiam ;*
http://25.media.tumblr.com/66d1b02d3eb13ae32b09605916b5bbb0/tumblr_mw7ezeZXyy1s30fcoo1_250.gif ► nie mogę z tego ♥ :D
poniedziałek, 11 listopada 2013
Rozdział 74.
Przebudziłam się, bo poczułam, że obok mnie nikogo nie ma. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam, że Robert siedzi przy stoliku i przegląda coś w internecie.
-Co robisz.? - przetarłam oczy.
-Nic nic. Śpij jeszcze. Mała już nakarmiona, więc nie musisz się martwić - poinformował mnie i wrócił do swojej poprzedniej czynności.
Coś mnie jednak tknęło, bo nie przywitał mnie uśmiechem tak jak zawsze. Wstałam i stanęłam tuż za nim. Zobaczyłam stronę internetową z jego zdjęciami i jakimś dziwnym artykułem.
-Co to jest.? - zapytałam zdziwiona.
-Nic, tylko według nich od wczoraj nie żyję - spojrzał na mnie.
-Czyli też padłeś ofiarą tych głupich idiotów robiących karierę poprzez uśmiercanie znanej osoby.?
-Na to wygląda.
-No to zamieść na swoim fejsie sprostowanie i już nie myśl o tym - pocałowałam go w policzek i weszłam do łazienki.
Po chwili wyszłam, a Lewy siedział na łóżku, już z uśmiechem na twarzy.
-Kocham cię wiesz.?
-Wiem wiem, ale ja bardziej. - postanowiłam się z nim podroczyć.
-Nie ma bardziej
-Jest jest - pocałowałam go. - Reus poszedł.? - zapytałam po chwili
-Poszedł.
-Ej miałeś dla mnie jakąś niespodziankę misiaku powiedz o co chodzi - przypomniałam mu.
-Chodzi o to, że ustaliłem nam datę ślubu na za tydzień - uśmiechnął się.
-To świetnie, im szybciej tym lepiej.
-I mam też pomysł na to gdzie możemy jechać w podróż poślubną.
-A dziecko z kim zostanie.?
-To już załatwione z Agatą. Powiedziała, że nie ma problemu.
-Konspirant z ciebie się zrobił - szturchnęłam go w ramię. - No to gdzie jedziemy.? - podeszłam do szafy żeby znaleźć jakieś ubrania.
-Seszele....
-Że gdzie.? - aż sobie usiadłam z wrażenia.
-Na Seszele jedziemy. Jeśli się nie podoba to zmienię rezerwację - złapał mnie za rękę.
-Jesteś kochany.! - przytuliłam go mocno i zaczęłam skakać po pokoju.
-Spokojnie dziecko obudzisz - zaśmiał się chłopak. - To tylko 2-u tygodniowa podróż poślubna..
-Wiem wiem, ale ja jeszcze tam nie byłam. Trzeba zrobić zakupy.
-Dzisiaj na nie idziemy.
-Tak, ale nie możemy wziąć małej bo to męczące.
-Ona zostanie u Agaty.
-Wszystko załatwiłeś.? - nadal nie wierzyłam w to co słyszę.
-Tak wszystko jest gotowe. Zbieraj się. Pojedziemy za jakąś godzinę.
-Ale Błaszczykowska nie ma nic przeciwko.? - zapytałam dla pewności.
-Nie, jest zadowolona, że może nam pomóc. - uśmiechnął się i poszedł na dół.
***
-Zostaniesz z nią na sto procent.? - stanęłam przed blondynką z dzieckiem na rękach.
-Nie ma problemu. Pobawi się z Oliwką, a wy się nie spieszcie. Kup sobie wszystko co potrzebujesz i nie zapomnij o Robercie, bo znając jego wybierze tylko korki - zaśmiała się.
-Spoko - odwzajemniłam uśmiech - No skarbie zostaniesz z ciocią Agatką a mamusia wraca niedługo - przytuliłam dziewczynkę i oddałam ją Błaszczykowskiej.
-Bawcie się dobrze - powiedziała kiedy odchodziliśmy z Lewym w stronę samochodu.
-Dzięki.
Kilka minut później byliśmy już w galerii handlowej.
Była dopiero 13 a ludzi strasznie dużo. Na samym wejściu podbiegło do nas kilka piszczących nastolatek. Poprosiły chłopaka o autograf i zdjęcia. Z chęcią wykonałam kilka fotek. Jedna z nich poprosiła też mnie o zapozowanie. Z uśmiechem na twarzy stanęłam obok niej.
-Piękna z was para - powiedziała jeszcze i odeszła.
-Ach ten twój fejm. Na każdym kroku fanki - stwierdziłam kiedy odeszły.
-Zazdrosna jesteś - przytulił mnie.
-Ja.? Ciekawe o co.? - udałam zdziwioną.
-Oj już nie udawaj - pocałował mnie i weszliśmy do sklepu.
-Ja muszę to mieć - powiedziałam i podeszłam do stoiska z piękną sukienką.
-To znajdź swój rozmiar a ja ci kupię.
-Okej - uśmiechnęłam się i zaczęłam szukać.
Po chwili weszłam do przebieralni i wyszłam z niej ubrana w to:
-Ślicznie wyglądasz - skomentował Lewy. - Zaczynam być zazdrosny o tych wszystkich, którzy będą cię w tym oglądać - uśmiechnął się.
-Nie przesadzaj Lewandowski - wyszczerzyłam się i weszłam z powrotem do przebieralni.
-To kupujemy.?
-Jasne, że tak najwyżej zorganizujesz mi ochronę - zażartowałam i poszliśmy w stronę kasy.
Oprócz przepięknej sukienki kupiłam jeszcze stroje kąpielowe i buty.
Robert natomiast kupił sobie taką koszulkę oraz standardowo korki.
Dla małej wybraliśmy to.
Później poszliśmy na lody i wróciliśmy do domu.
______________________________________________________________________________
Hej :) Wgle nie mam weny.
Tak poza tym to jeśli chodzi o zdjęcie chodzi mi tylko o sukienkę (nie mogłam znaleźć bez modelki) xD
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba. Do następnego ;**
niedziela, 10 listopada 2013
Rozdział 73.
*Julia.
Następnego dnia obudziłam się w ramionach Roberta. Byłam szczęśliwa, że cała ta historia tak szybko się skończyła. Wiadomo, że w głębi serca było mi żal Mario, ale sam sobie na to zasłużył.
Cicho wstałam, wygrzebałam z szafy luźne ubrania i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się, włosy związałam w warkocz, a rzęsy pociągnęłam czarną maskarą.
W kuchni przygotowałam mleko i śniadanie dla nas. Nakarmiłam małą, przewinęłam ją i wróciłam do sypialni.
-Ej kotek wstawaj -szepnęłam narzeczonemu na ucho. Spotkałam brak reakcji z jego strony.
-Trening już jest. - szepnęłam trochę głośniej niż poprzednio.
-Cooo.?! - zerwał się na równe nogi.
-Żartowałam. Nie drzyj się dziecko śpi - powiedziałam - poza tym śniadanie jest także zapraszam do kuchni - wyszłam z pokoju.
Usiadłam przy stole, a po chwili dołączył do mnie piłkarz.
-Jakie plany na dziś.? - zapytał ziewając.
-Jadę po nową suknię, a ty zostaniesz z Wiktorią - poinformowałam go.
-Spoko - powiedział z widocznym przerażeniem w oczach.
-Jakbyś mógł to idź do Agaty i zabierz strój do chrztu. Musiał tam zostać - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść.
-Jasne szefowo - pokazał szereg śnieżnobiałych perełek.
Kiedy skończyliśmy włożyłam naczynia do zmywarki, przebrałam się w to:
pouczyłam w międzyczasie Roberta co ma robić i wyszłam. Tym razem do salonu pojechałam razem z Ewą. W dość krótkim czasie wybrałyśmy suknię i poszłyśmy na kawę.
-Szybko się pozbierałaś po tym wszystkim - stwierdziła.
-W końcu nie mogę żyć przeszłością a to nic takiego.
-Oczywiście, że nie. W końcu codziennie porywają pannę młodą tuż przed ślubem - zaśmiała się.
-Oj tam przecież wiesz o co mi chodziło.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, a potem poszłyśmy do supermarketu. Oprócz produktów spożywczych kupiłam też gazetę, bo tytuł jednego z artykułów wręcz mnie zaintrygował.
Wrzuciłam wszystko do bagażnika, odwiozłam Piszczkową, podziękowałam jej za wspólne zakupy i wróciłam do domu.
***
-Czyli mówisz, że nic mu się nie stało wczoraj.? - zapytał mnie Robert, który właśnie wrócił od małej.
-Tak napisali, zresztą sam posłuchaj - powiedziałam i zaczęłam czytać
Wczoraj w godzinach popołudniowych na obrzeżach Dortmundu miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że Mario Götze uprowadził w dniu ślubu Julię Nowakowską. Robert Lewandowski dość szybko odszukał miejsce pobytu narzeczonej i zjawił się tam razem z Kubą Błaszczykowskim. Jeden z naszych reporterów był świadkiem przyjazdu policji, słyszał strzał i widział jak wynosili nieprzytomnego Mario na noszach. Dowiedzieliśmy się, że nic poważnego mu się nie stało i jutro powinien opuścić szpital.
-Dalej jakieś zdjęcia są - rzuciłam mu gazetę.
-Głupi to ma zawsze szczęście - stwierdził.
-A żebyś wiedział - uśmiechnęłam się i włączyłam telewizor.
-Nawet w informacjach o nim jeszcze gadają. Weź to przełącz.
-Już już - wzięłam pilota i zaczęłam skakać po kanałach.
-W ogóle to mam dla ciebie niespodziankę - zaczął, ale przerwał mu Marco, który niespodziewanie znalazł się w naszym salonie.
-Witam przyjaciół - uśmiechnął się, usiadł między nami i przytulił.
-Ej grubasie spadaj na fotel - powiedziałam i zepchnęłam go z kanapy.
-Ja z sercem a ta mnie wygania. Okej - udał obrażonego.
-Pokłóciłeś się z dziewczyną czy boisz się sam spać.? - zażartował Lewy.
-W sumie to tak tylko wpadłem, ale jak tak bardzo prosisz to zostanę - zdecydował Reus.
-To ja przyniosę ci poduszkę i cieplutki kocyk - wyszłam z pomieszczenia i po chwili wróciłam niosąc w rękach wspomniane wcześniej rzeczy. - Trzymaj - uśmiechnęłam się.
-Dzięki. Szczerze to miałem nadzieję, że mnie przytulisz - zrobił minę szczeniaczka.
-A chodź - objęłam go.
-Łaaaaał udało mi się wreszcie - ścisnął mnie w pasie.
-Dusisz - wysapałam.
-Ejj zazdrosny jestem - włączył się Robert.
-Nie puszczę jej bo mi ciepło - słyszałam głos blondyna w swoich włosach.
-Wystarczy misiu - wyplątałam się z jego silnych ramion i stanęłam na schodach.
-To my idziemy spać. Jak coś masz telewizor, lodówka też jest pełna także dobranoc - powiedział mój narzeczony i poszliśmy do sypialni.
Kiedy już wzięłam prysznic zajrzałam do Wiktorii. Słodko spała w swoim łóżeczku. Cicho zamknęłam drzwi i wróciłam do sypialni.
Lewandowski już spał, więc nie mogłam się dowiedzieć o jaką niespodziankę mu chodziło.
Pocałowałam go w policzek, przykryłam kołdrą i położyłam się obok niego. Chwilę później zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
____________________________________________________________________________
Takim oto rozdziałem się z Wami witam. :) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :)
Rozdział dla wszystkich czytelników <3 Dzięki, że jesteście, wspieracie i komentujecie. ;*
sobota, 9 listopada 2013
Rozdział 72 :)
*Robert.
Kiedy naładował mi się telefon zobaczyłem, że mam wiadomość od Julki. Odczytałem ją i pobiegłem do Kuby. Wpadłem do salonu gdzie siedział razem z Agatą i powiedziałem zdyszany:
-Wiem gdzie ona jest.! Musisz mi pomóc.
-Jasne - zerwał się z kanapy i podążył za mną.
Kilka chwil później byliśmy pod starym domem Mario, czyli nadal w Dortmundzie. Podszedłem do furtki i już chciałem ją otworzyć, jednak w ostatniej chwili zatrzymał mnie Błaszczykowski.
-Lewy tylko nie zrób jakiejś głupoty. Plan jest taki: zabieramy ją stąd i wracamy do domów. I nie bij się z nim, bo nie watro - przyjaciel mówił powoli i dokładnie akcentował każde słowo.
-Okej - niechętnie, ale się zgodziłem i ruszyłem w stronę drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i czekałem.
Nikt nie otwierał a w salonie słychać było płacz i krzyki. Nacisnąłem klamkę - okazało się, że jest otwarte. Wbiegłem do salonu. Zobaczyłem swoją ukochaną. Siedziała na kanapie, była roztrzęsiona i zapłakana, a nad nią stał Götze. Chyba chciał ją uderzyć albo już to zrobił, przynajmniej na to mi wyglądało.
-Ty sk*******u.! - krzyknąłem - jakim prawem śmiałeś dotknąć moją żonę.?!
-Oooo proszę proszę obrońca uciśnionych się zjawił.! To nie jest twoja żona tak poza tym.!
-Od zawsze dla mnie taka była. Chodź kochanie zabieram cię stąd - powiedziałem do niej i podszedłem bliżej.
-Odsuń się bo, zrobię jej krzywdę.! - wyjął nóż i przystawił do szyi dziewczyny.
-Schowaj to.! - wiedziałem już, że żarty się skończyły. Czas się jakby zatrzymał. Liczyło się tylko bezpieczeństwo Julii. Jednak wtedy, dosłownie znikąd, pojawili się oni - policjanci. Wbiegli do domu i stanęli tuż za mną.
-Proszę spokojnie odłożyć nóż i unieść ręce nad głowę. - powiedział jeden z nich.
-Chyba sobie kpisz - zaśmiał się Mario i przystawił nóż bliżej krtani dziewczyny.
Rozległ się strzał, nóż wyleciał w powietrze, a nasz były przyjaciel upadł na posadzkę. Julka odskoczyła od niego i wpadła w moje ramiona.
Później wszystko potoczyło się szybko - przyjechała karetka, zabrali rannego chłopaka, policja przesłuchała nas po kolei,a potem poszliśmy wolnym krokiem do samochodu.
Dziewczyna była tak przerażona, że cały czas drżała, a ja trzymałem ją w objęciach i delikatnie gładziłem po głowie.
***
Kiedy wysiedliśmy z auta od razu pobiegła do Agaty. Razem z Kubą poszliśmy za nią, w międzyczasie podziękowałem mu za wezwanie policji i zachowanie zimnej krwi.
-Julka nareszcie jesteś.! - krzyknęła radośnie blondynka.
-Cześć kochana.! - przytuliła ją - Gdzie Wiktoria.? - rozejrzała się po pomieszczeniu.
-Zaraz ci ją przyniosę. - wyszła i wróciła z naszym dzieckiem na rękach.
Moja narzeczona wręcz rozpromieniła się na jej widok i wzięła ją w ramiona. Podszedłem do nich i mocno przytuliłem.
-Kocham was - powiedziałem.
-My ciebie też.
Później wróciliśmy do domu i resztę dnia spędziliśmy najpierw jedząc obiad, a potem oglądając różne filmy.
Mała natomiast spokojnie spała w swoim pokoju.
_________________________________________________________________________________
Witam :) Kolejny rozdział leci do Was. Muszę powiedzieć, że zbliżamy się do końca opowiadania, ale mam już genialny pomysł na następne (ale to potem). Pozdrawiam ;*
-Ty sk*******u.! - krzyknąłem - jakim prawem śmiałeś dotknąć moją żonę.?!
-Oooo proszę proszę obrońca uciśnionych się zjawił.! To nie jest twoja żona tak poza tym.!
-Od zawsze dla mnie taka była. Chodź kochanie zabieram cię stąd - powiedziałem do niej i podszedłem bliżej.
-Odsuń się bo, zrobię jej krzywdę.! - wyjął nóż i przystawił do szyi dziewczyny.
-Schowaj to.! - wiedziałem już, że żarty się skończyły. Czas się jakby zatrzymał. Liczyło się tylko bezpieczeństwo Julii. Jednak wtedy, dosłownie znikąd, pojawili się oni - policjanci. Wbiegli do domu i stanęli tuż za mną.
-Proszę spokojnie odłożyć nóż i unieść ręce nad głowę. - powiedział jeden z nich.
-Chyba sobie kpisz - zaśmiał się Mario i przystawił nóż bliżej krtani dziewczyny.
Rozległ się strzał, nóż wyleciał w powietrze, a nasz były przyjaciel upadł na posadzkę. Julka odskoczyła od niego i wpadła w moje ramiona.
Później wszystko potoczyło się szybko - przyjechała karetka, zabrali rannego chłopaka, policja przesłuchała nas po kolei,a potem poszliśmy wolnym krokiem do samochodu.
Dziewczyna była tak przerażona, że cały czas drżała, a ja trzymałem ją w objęciach i delikatnie gładziłem po głowie.
***
Kiedy wysiedliśmy z auta od razu pobiegła do Agaty. Razem z Kubą poszliśmy za nią, w międzyczasie podziękowałem mu za wezwanie policji i zachowanie zimnej krwi.
-Julka nareszcie jesteś.! - krzyknęła radośnie blondynka.
-Cześć kochana.! - przytuliła ją - Gdzie Wiktoria.? - rozejrzała się po pomieszczeniu.
-Zaraz ci ją przyniosę. - wyszła i wróciła z naszym dzieckiem na rękach.
Moja narzeczona wręcz rozpromieniła się na jej widok i wzięła ją w ramiona. Podszedłem do nich i mocno przytuliłem.
-Kocham was - powiedziałem.
-My ciebie też.
Później wróciliśmy do domu i resztę dnia spędziliśmy najpierw jedząc obiad, a potem oglądając różne filmy.
Mała natomiast spokojnie spała w swoim pokoju.
_________________________________________________________________________________
Witam :) Kolejny rozdział leci do Was. Muszę powiedzieć, że zbliżamy się do końca opowiadania, ale mam już genialny pomysł na następne (ale to potem). Pozdrawiam ;*
![]() |
| ♥♥ |
piątek, 8 listopada 2013
Rozdział 71 (kontynuacja 70) :)
*Akcja cały czas tego samego dnia (dzień ślubu) oraz dnia następnego ; narracja 3-osobowa.*
Goście już poszli bądź pojechali, również niedoszły pan młody wrócił do domu. Wziął butelkę wina i poszedł do sypialni. Już miał wypić pierwszą lampkę kiedy zobaczył, że ma kilka nieodebranych połączeń i nieodczytanych wiadomości. Jedna z nich przykuła jego uwagę. Jej treść była wręcz dramatyczna
Kochanie ratuj.! Ten idiota mnie porwał. Jestem u....
na tym się zakończyła.
Rzucił telefon, wypił pierwszy kieliszek, potem kolejny i kolejny. W końcu zasnął na środku łóżka z pustą butelką w dłoni i nadal ubrany w garnitur.
*Julia.
Znalazłam doskonały sposób. Wygrzebałam z torby telefon i chciałam napisać smsa. Jednak wrócił Mario i szybko musiałam go schować. Nie wiem w jakim momencie urwała się treść wiadomości.
-Widzę, że mnie posłuchałaś - podszedł do mnie i pogładził po policzku.
Skrzywiłam się i odsunęłam.
-Chodź na kolację.
Wykonałam jego prośbę. Cały czas byłam ubrana w białą suknię.
-Chcę wrócić do Roberta - powiedziałam stanowczo.
-Nie.
-Dlaczego.?
-Teraz jesteś ze mną czy ci się to podoba czy nie.
-Dobra, a mogę iść się ogarnąć.? Masz tu jeszcze jakieś moje stare ciuchy.? - zapytałam obojętnym tonem.
-Chodź - powiedział i poprowadził mnie na górę.
Pokazał mi szafę, w której były moje ubrania. Weszłam do łazienki i zamknęłam się w niej na klucz. Zdjęłam suknię, wzięłam zimny prysznic, a potem szybko wytarłam się, ubrałam w przygotowane wcześniej rzeczy i wzięłam do rąk telefon. Napisałam Robertowi gdzie jestem i jedyne co mi pozostało to oczekiwanie na jego reakcję. Z łazienki przemknęłam się jak najciszej do pokoju. Tutaj również zamknęłam drzwi na klucz. Położyłam się na łóżku i szybko zasnęłam.
*Robert.
Wstałem około 10. Strasznie bolała mnie głowa. Zacząłem po omacku dotykać ręką miejsce gdzie powinna być Julia - było puste. Później przypomniałam sobie, że wczoraj zniknęła. Wygrzebałem się z pościeli, wziąłem czyste ubrania i wszedłem do łazienki. Chwilę później zszedłem na dół. Cieszyło mnie to, że Wiktoria jest bezpieczna w domu Błaszczykowskich. Po śniadaniu ogarnąłem kuchnię, a potem sypialnię. Znalazłem telefon - był rozładowany. Podłączyłem go i znowu wróciłem na dół. Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakikolwiek film żeby przestać o tym wszystkim myśleć.
_________________________________________________________________________________
Hej :)Ten rozdział jest typowo opisowy. Nie wiem czy mi to wyszło, ale pozostawiam go Waszej ocenie. ;>
Do następnego ;*
Goście już poszli bądź pojechali, również niedoszły pan młody wrócił do domu. Wziął butelkę wina i poszedł do sypialni. Już miał wypić pierwszą lampkę kiedy zobaczył, że ma kilka nieodebranych połączeń i nieodczytanych wiadomości. Jedna z nich przykuła jego uwagę. Jej treść była wręcz dramatyczna
Kochanie ratuj.! Ten idiota mnie porwał. Jestem u....
na tym się zakończyła.
Rzucił telefon, wypił pierwszy kieliszek, potem kolejny i kolejny. W końcu zasnął na środku łóżka z pustą butelką w dłoni i nadal ubrany w garnitur.
*Julia.
Znalazłam doskonały sposób. Wygrzebałam z torby telefon i chciałam napisać smsa. Jednak wrócił Mario i szybko musiałam go schować. Nie wiem w jakim momencie urwała się treść wiadomości.
-Widzę, że mnie posłuchałaś - podszedł do mnie i pogładził po policzku.
Skrzywiłam się i odsunęłam.
-Chodź na kolację.
Wykonałam jego prośbę. Cały czas byłam ubrana w białą suknię.
-Chcę wrócić do Roberta - powiedziałam stanowczo.
-Nie.
-Dlaczego.?
-Teraz jesteś ze mną czy ci się to podoba czy nie.
-Dobra, a mogę iść się ogarnąć.? Masz tu jeszcze jakieś moje stare ciuchy.? - zapytałam obojętnym tonem.
-Chodź - powiedział i poprowadził mnie na górę.
Pokazał mi szafę, w której były moje ubrania. Weszłam do łazienki i zamknęłam się w niej na klucz. Zdjęłam suknię, wzięłam zimny prysznic, a potem szybko wytarłam się, ubrałam w przygotowane wcześniej rzeczy i wzięłam do rąk telefon. Napisałam Robertowi gdzie jestem i jedyne co mi pozostało to oczekiwanie na jego reakcję. Z łazienki przemknęłam się jak najciszej do pokoju. Tutaj również zamknęłam drzwi na klucz. Położyłam się na łóżku i szybko zasnęłam.
*Robert.
Wstałem około 10. Strasznie bolała mnie głowa. Zacząłem po omacku dotykać ręką miejsce gdzie powinna być Julia - było puste. Później przypomniałam sobie, że wczoraj zniknęła. Wygrzebałem się z pościeli, wziąłem czyste ubrania i wszedłem do łazienki. Chwilę później zszedłem na dół. Cieszyło mnie to, że Wiktoria jest bezpieczna w domu Błaszczykowskich. Po śniadaniu ogarnąłem kuchnię, a potem sypialnię. Znalazłem telefon - był rozładowany. Podłączyłem go i znowu wróciłem na dół. Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakikolwiek film żeby przestać o tym wszystkim myśleć.
_________________________________________________________________________________
Hej :)Ten rozdział jest typowo opisowy. Nie wiem czy mi to wyszło, ale pozostawiam go Waszej ocenie. ;>
Do następnego ;*
wtorek, 5 listopada 2013
Rozdział 70.
*2 tygodnie później.
Nadszedł wielki dzień - zarówno dla nas jak i naszej córeczki. O 9 całusem obudził mnie Robert.
-Hej kochanie - powiedziałam zaspanym głosem.
-Witaj królewno.
-Muszę nakarmić małą - zerwałam się.
-Leż, już jest najedzona. Dla ciebie też coś mam - powiedział i wyszedł z sypialni.
Po chwili wrócił z tacą w rękach. Były na niej kanapki, sok pomarańczowy, filiżanka kawy, jakaś sałatka i biała róża.
-Kochany jesteś - usiadłam i zabraliśmy się za jedzenie.
Potem Lewandowski pożegnał się ze mną i poszedł do Marco - miał się u niego przygotować do ceremonii.
Ja ubrałam małą i zaniosłam ją do Błaszczykowskiej, która miała z nią dotrzeć do kościoła. Następnie wróciłam do domu i czekałam na kosmetyczkę i fryzjerkę. W międzyczasie założyłam suknię. Usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyknęłam
-Proszę.!
-Dzień dobry.! - przywitała się kobieta - ja mam zrobić pani makijaż i uczesać.
-Witam. - podałam jej rękę - no dobrze to może przejdźmy do łazienki.
Pół godziny później wszystko było gotowe. Wzięłam torebkę, w której schowałam telefon i chusteczki i wyszłam przed dom. Biała limuzyna już czekała. Wzięłam głęboki oddech, zakluczyłam dom i wsiadłam do samochodu.
*Pół godziny później.
-Zaraz gdzie mnie pan wiezie.? Powinniśmy być już dawno w kościele.! - zdenerwowałam się.
-Ale my wcale tam nie jedziemy.! - zaśmiał się szyderczo.
-To gdzie w takim razie.?
-Niespodzianka. Zaraz się pani przekona.
''O cholera Mario" - pomyślałam.
-Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie - Dzień dobry szefie. Zgodnie z umową przywiozłem panią Nowakowską - powiedział do jakiegoś mężczyzny.
Ku mojemu niezadowoleniu był to Götze.
-Wysiadaj - otworzył drzwi.
-Nie.
-Już.! - podniósł głos.
-Nie.!
-Bo za chwilę przestanę być miły.!
-Nigdy nie byłeś.! - zarzuciłam mu.
-Sama tego chciałaś.! - wyciągnął mnie z auta, przerzucił przez ramię i ruszył w stronę domu.
Zdziwił mnie fakt, że cały czas byliśmy w Dortmundzie skoro mieszkał w Monachium.
-Puść mnie.! - walnęłam go z całej siły ręką w plecy.
-Bądź grzeczna to może nic ci nie zrobię.
-Tylko k**wa spróbuj mnie dotknąć to będziesz miał problem.
-Oj kochanie...
-Zamknij się i mnie postaw.! - przerwałam mu - Poza tym biorę ślub. Proszę mnie odwieźć do kościoła.
-Nawet o tym nie myśl. Właśnie to jest moja niespodzianka, o której ci pisałem.
-Porwałeś mnie z mojego własnego ślubu.! Czy ty wiesz, że to miał być najważniejszy dzień mojego życia.?! - wydarłam się na niego.
-Dobrze powiedziane: miał być ale niestety nie będzie. Ja teraz wychodzę, a ty tu zostajesz i nawet nie próbuj uciekać bo i tak cię znajdę.
Jak powiedział tak zrobił. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i szczęk przekręcanego klucza.
-Za****ście - oparłam się o ścianę a po moim policzku popłynęły łzy.
Nie liczył się dla mnie ani rozmazany makijaż ani to co mój były kazał mi zrobić. Musiałam wymyślić jakiś sposób jak się stąd wydostać.
*W tym samym czasie przed kościołem (narracja 3-ecio osobowa)
-Cholera gdzie ona jest?! - denerwował się Robert.
-Powinna być już godzinę temu - Agata niepokoiła się o przyjaciółkę. Cały czas trzymała na rękach Wiktorię.
-Może coś się stało.? - zapytał Marco.
-Nawet tak nie mów.! - skarcił go Lewy.
-Proszę państwa musimy zaczynać.
-Muszę wszystko odwołać - stwierdził piłkarz i poszedł do księdza. Szepnął mu na ucho kilka słów.
-Rozumiem - powiedział kapłan i odszedł.
-Chciałbym coś ogłosić.! - Lewandowski wziął mikrofon - ślubu nie będzie.
Między zebranymi przeszedł jęk zawodu.
-Julia zniknęła - dodał po chwili.
Po jego policzkach spłynęła kilka gorzkich łez rozpaczy. Myślał, że dziewczyna go wystawiła. Nie wiedział, że jest kilka ulic dalej i próbuje znaleźć sposób wydostania się z ''pułapki".
_________________________________________________________________________________
Hej hej hej :) Myślę, że spodoba się Wam ten rozdział :) Proszę o komentarze :) Pozdrawiam ;*
Nadszedł wielki dzień - zarówno dla nas jak i naszej córeczki. O 9 całusem obudził mnie Robert.
-Hej kochanie - powiedziałam zaspanym głosem.
-Witaj królewno.
-Muszę nakarmić małą - zerwałam się.
-Leż, już jest najedzona. Dla ciebie też coś mam - powiedział i wyszedł z sypialni.
Po chwili wrócił z tacą w rękach. Były na niej kanapki, sok pomarańczowy, filiżanka kawy, jakaś sałatka i biała róża.
-Kochany jesteś - usiadłam i zabraliśmy się za jedzenie.
Potem Lewandowski pożegnał się ze mną i poszedł do Marco - miał się u niego przygotować do ceremonii.
Ja ubrałam małą i zaniosłam ją do Błaszczykowskiej, która miała z nią dotrzeć do kościoła. Następnie wróciłam do domu i czekałam na kosmetyczkę i fryzjerkę. W międzyczasie założyłam suknię. Usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyknęłam
-Proszę.!
-Dzień dobry.! - przywitała się kobieta - ja mam zrobić pani makijaż i uczesać.
-Witam. - podałam jej rękę - no dobrze to może przejdźmy do łazienki.
Pół godziny później wszystko było gotowe. Wzięłam torebkę, w której schowałam telefon i chusteczki i wyszłam przed dom. Biała limuzyna już czekała. Wzięłam głęboki oddech, zakluczyłam dom i wsiadłam do samochodu.
*Pół godziny później.
-Zaraz gdzie mnie pan wiezie.? Powinniśmy być już dawno w kościele.! - zdenerwowałam się.
-Ale my wcale tam nie jedziemy.! - zaśmiał się szyderczo.
-To gdzie w takim razie.?
-Niespodzianka. Zaraz się pani przekona.
''O cholera Mario" - pomyślałam.
-Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie - Dzień dobry szefie. Zgodnie z umową przywiozłem panią Nowakowską - powiedział do jakiegoś mężczyzny.
Ku mojemu niezadowoleniu był to Götze.
-Wysiadaj - otworzył drzwi.
-Nie.
-Już.! - podniósł głos.
-Nie.!
-Bo za chwilę przestanę być miły.!
-Nigdy nie byłeś.! - zarzuciłam mu.
-Sama tego chciałaś.! - wyciągnął mnie z auta, przerzucił przez ramię i ruszył w stronę domu.
Zdziwił mnie fakt, że cały czas byliśmy w Dortmundzie skoro mieszkał w Monachium.
-Puść mnie.! - walnęłam go z całej siły ręką w plecy.
-Bądź grzeczna to może nic ci nie zrobię.
-Tylko k**wa spróbuj mnie dotknąć to będziesz miał problem.
-Oj kochanie...
-Zamknij się i mnie postaw.! - przerwałam mu - Poza tym biorę ślub. Proszę mnie odwieźć do kościoła.
-Nawet o tym nie myśl. Właśnie to jest moja niespodzianka, o której ci pisałem.
-Porwałeś mnie z mojego własnego ślubu.! Czy ty wiesz, że to miał być najważniejszy dzień mojego życia.?! - wydarłam się na niego.
-Dobrze powiedziane: miał być ale niestety nie będzie. Ja teraz wychodzę, a ty tu zostajesz i nawet nie próbuj uciekać bo i tak cię znajdę.
Jak powiedział tak zrobił. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i szczęk przekręcanego klucza.
-Za****ście - oparłam się o ścianę a po moim policzku popłynęły łzy.
Nie liczył się dla mnie ani rozmazany makijaż ani to co mój były kazał mi zrobić. Musiałam wymyślić jakiś sposób jak się stąd wydostać.
*W tym samym czasie przed kościołem (narracja 3-ecio osobowa)
-Cholera gdzie ona jest?! - denerwował się Robert.
-Powinna być już godzinę temu - Agata niepokoiła się o przyjaciółkę. Cały czas trzymała na rękach Wiktorię.
-Może coś się stało.? - zapytał Marco.
-Nawet tak nie mów.! - skarcił go Lewy.
-Proszę państwa musimy zaczynać.
-Muszę wszystko odwołać - stwierdził piłkarz i poszedł do księdza. Szepnął mu na ucho kilka słów.
-Rozumiem - powiedział kapłan i odszedł.
-Chciałbym coś ogłosić.! - Lewandowski wziął mikrofon - ślubu nie będzie.
Między zebranymi przeszedł jęk zawodu.
-Julia zniknęła - dodał po chwili.
Po jego policzkach spłynęła kilka gorzkich łez rozpaczy. Myślał, że dziewczyna go wystawiła. Nie wiedział, że jest kilka ulic dalej i próbuje znaleźć sposób wydostania się z ''pułapki".
_________________________________________________________________________________
Hej hej hej :) Myślę, że spodoba się Wam ten rozdział :) Proszę o komentarze :) Pozdrawiam ;*
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział 69 xD (bez skojarzeń ;p)
*Kilka dni później.
Wiktoria przebywała właśnie u mamy Roberta. My natomiast mieliśmy czas dla siebie. Dzisiaj wybierałam się na poszukiwanie sukni ślubnej.
-I jak gotowa.? - do domu wparowała Agata w towarzystwie Ewy.
-No chyba nie - spojrzała na mnie pani Piszczek.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jestem w żółto-czarnej koszulce z numerem 9 i legginsach.
-Tylko się przebiorę - powiedziałam i popędziłam na górę.
Ubrałam się w to:
*Godzinę później.
-Myślicie, że spodoba się Robertowi.? - zapytałam przeglądając się w lustrze.
-Będzie oczarowany - powiedziały jednogłośnie.
-Skoro tak mówicie to ją kupię - weszłam do przebieralni.
-To ja ci przechowam to cudo- zaoferowała się Agata.
-Dzięki, u mnie nie byłaby bezpieczna.
Po chwili udałyśmy się do kasy, a następnie do samochodu. Zostawiłyśmy rzeczy i poszłyśmy na kawę i lody.
*2 godziny później.
Weszłam do domu i usłyszałam z salonu znajomy śmiech.
-Hej kochanie - cmoknęłam Roberta w policzek - Witaj lamo - szturchnęłam Reusa w bok.
-Hej skarbie - powiedział Lewy.
-Cześć mała - dodał Marco.
-Patrz jak cię ogrywam.! - zaśmiał się mój narzeczony.
-Coś mi dzisiaj nie idzie.
-Dobra chłopaki widzę, że gracie w Fifę także ja idę się ogarnąć i jak coś jestem w sypialni - rzuciłam i poszłam na górę.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w dresy i bokserkę, związałam włosy w luźnego koka i poszłam do sypialni. Położyłam się na środku łóżka, wzięłam słuchawki i włączyłam sobie ulubioną playlistę. Mniej więcej po przesłuchaniu dwóch piosenek otrzymałam wiadomość. Myślałam, że to odpowiedź Agaty na moją propozycję jednak myliłam się. Był to Mario. Napisał mi:
Hej. Wiem, że bierzesz ślub za 2 tygodnie i naprawdę chciałbym życzyć ci szczęścia. Mam dla ciebie specjalną niespodziankę na ten dzień. Myślę, że ci się spodoba. Pozdrawiam ;*
-Już ci wierzę - powiedziałam sama do siebie i usunęłam smsa.
Włączyłam muzykę i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
________________________________________________________________________________
Specjalnie dla Veroniki <3 i Kasi <3.
Hej. :) Łapcie kolejny rozdział. Nie wiem czemu, ale nie podoba mi się. Pozostawiam go Waszej ocenie. Dziękuję za komentarze pod poprzednim. ;*
Do następnego ;*
Wiktoria przebywała właśnie u mamy Roberta. My natomiast mieliśmy czas dla siebie. Dzisiaj wybierałam się na poszukiwanie sukni ślubnej.
-I jak gotowa.? - do domu wparowała Agata w towarzystwie Ewy.
-No chyba nie - spojrzała na mnie pani Piszczek.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jestem w żółto-czarnej koszulce z numerem 9 i legginsach.
-Tylko się przebiorę - powiedziałam i popędziłam na górę.
Ubrałam się w to:
wzięłam jeszcze telefon, portfel i w razie czego aparat i byłam w pełni przygotowana na podbój salonu sukien ślubnych.
-Myślicie, że spodoba się Robertowi.? - zapytałam przeglądając się w lustrze.
-Będzie oczarowany - powiedziały jednogłośnie.
-Skoro tak mówicie to ją kupię - weszłam do przebieralni.
-To ja ci przechowam to cudo- zaoferowała się Agata.
-Dzięki, u mnie nie byłaby bezpieczna.
Po chwili udałyśmy się do kasy, a następnie do samochodu. Zostawiłyśmy rzeczy i poszłyśmy na kawę i lody.
*2 godziny później.
Weszłam do domu i usłyszałam z salonu znajomy śmiech.
-Hej kochanie - cmoknęłam Roberta w policzek - Witaj lamo - szturchnęłam Reusa w bok.
-Hej skarbie - powiedział Lewy.
-Cześć mała - dodał Marco.
-Patrz jak cię ogrywam.! - zaśmiał się mój narzeczony.
-Coś mi dzisiaj nie idzie.
-Dobra chłopaki widzę, że gracie w Fifę także ja idę się ogarnąć i jak coś jestem w sypialni - rzuciłam i poszłam na górę.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w dresy i bokserkę, związałam włosy w luźnego koka i poszłam do sypialni. Położyłam się na środku łóżka, wzięłam słuchawki i włączyłam sobie ulubioną playlistę. Mniej więcej po przesłuchaniu dwóch piosenek otrzymałam wiadomość. Myślałam, że to odpowiedź Agaty na moją propozycję jednak myliłam się. Był to Mario. Napisał mi:
Hej. Wiem, że bierzesz ślub za 2 tygodnie i naprawdę chciałbym życzyć ci szczęścia. Mam dla ciebie specjalną niespodziankę na ten dzień. Myślę, że ci się spodoba. Pozdrawiam ;*
-Już ci wierzę - powiedziałam sama do siebie i usunęłam smsa.
Włączyłam muzykę i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
________________________________________________________________________________
Specjalnie dla Veroniki <3 i Kasi <3.
Hej. :) Łapcie kolejny rozdział. Nie wiem czemu, ale nie podoba mi się. Pozostawiam go Waszej ocenie. Dziękuję za komentarze pod poprzednim. ;*
Do następnego ;*
sobota, 2 listopada 2013
Rozdział 68 ;)
Następny dzień rozpoczęłam od zlądowania z łóżka.
-Miła pobudka - powiedziałam sama do siebie i podniosłam się z podłogi.
Zdziwiło mnie, że swoim upadkiem nie zbudziłam Lewandowskiego. Założyłam jego koszulkę i zajrzałam do Wiktorii, która popłakiwała cicho.
-Ciii skarbie zaraz mamusia da ci mleczko - wzięłam ją na ręce i zeszłam na dół.
Położyłam dziecko na kanapie i weszłam do kuchni przygotować mleko. Nakarmiłam małą i uśpiłam. Potem zrobiłam śniadanie i poszłam obudzić Roberta. W tym celu położyłam się obok niego i zaczęłam szeptać mu do ucha. Po chwili podniósł się i powiedział:
-Cześć skarbie. Co tak wcześnie wstajesz.?
-Kochanie Wiktorię karmiłam, a poza tym jest już 10:45.
-Która.?
-10:45 - powtórzyłam.
-Jasna cholera - powiedział i zerwał się z łóżka.
-Co? - zdziwiłam się jego reakcją.
-Za 15 minut mam trening przed meczem. Nie wiem jak dojadę na SIP - wytłumaczył i wbiegł do garderoby. Chwilę później wrócił ubrany.
-Śniadanie jest na stole - powiedziałam.
-Nie zdążę zjeść.
-A na treningu zdążysz zemdleć.?
-Ale....
-Nie ma ale - przerwałam mu - do kuchni. Masz zjeść przynajmniej jedną kanapkę i wypić kawę. Ja zadzwonię do Jurgena.
Zrezygnowany zszedł po schodach i usiadł przy stole. Ja natomiast wzięłam telefon i zręcznie wytłumaczyłam go przed trenerem.
-Masz jeszcze dokładnie 30 minut, więc spokojnie zdążysz - poinformowałam go i wzięłam kanapkę.
-Dzięki żono - powiedział, podszedł do mnie i pocałował w policzek. - Jak ty to zrobiłaś.? Zwylke jest nieugięty.
-Perswazja kochanie. Poza tym mam swoje sposoby i tajemnice. Lepie nie pytaj - zaśmiałam się.
-Nie wnikam w takim razie. Spadam. Będę za 3 godziny - poinformował mnie.
-A czy w drodze powrotnej możesz zrobić zakupy.? - zapytałam odprowadzając go do drzwi.
-Jasne - po tych słowach podałam mu listę i otworzyłam drzwi. Pocałowałam go w progu i usłyszałam spust migawki.
-Będziemy w Dzienniku Dortmundzkim - uśmiechnęłam się - I to na pierwszej stronie. - pocałowałam go jeszcze raz i zamknęłam drzwi.
*Wieczór tego samego dnia.
-No i zobacz jaka sweet foteczka - Lewy podał mi gazetę.
-Widziałam to już chyba 155 razy - powiedziałam.
-Zobacz 156. Przeczytaj wstęp.
-Okej - uśmiechnęłam się i zaczęłam czytać:
Dzisiaj rano jeden z naszych dziennikarzy był świadkiem przemiłego wydarzenia. Od dawna wiadomo, że Julia Nowakowska i Robert Lewandowski są parą. Ich miłość kwitnie z dnia na dzień. Dzisiaj przed wyjściem na trening snajper żegnał się bardzo namiętnie ze swoją narzeczoną w drzwiach ich domu. Nie zwracali uwagi na otaczający świat, a nasz reporter był w odpowiednim miejscu i czasie.
-W ogóle co za debil to pisał.? To się nie trzyma stylistycznie - zaśmiałam się i rzuciłam gazetę.
-Jakiś niedouczony pajac. - pocałował mnie.
W tym momencie usłyszałam płacz Wiktorii. Odskoczyłam od niego i już chciałam biec na górę.
-Siedź kochanie ja pójdę - uprzedził mnie piłkarz i skierował się na górę.
-Dzięki - powiedziałam i włączyłam telewizor.
Po chwili na górze zapanowała cisza, słychać było tylko melodyjny głos mojego ukochanego, który śpiewał kołysankę. Nie wierzyłam, że tak diametralnie się zmienił. Zawsze mówił, że nie ma podejścia do dzieci, a one przy nim płaczą. Okazało się co innego. Wiktoria od razu usypiała w jego ramionach. Gdy go tylko ujrzała od razu przestawała płakać.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości. Wygrzebałam telefon spod sterty płyt, gazet i chusteczek.
Sms był od Agaty.
Hej kochana. ;* Nie chcę Cię martwić, ale Mario był u nas i on na prawdę chce do Ciebie wrócić. Jest gotowy na wszystko. Kuba tłumaczył mu, że bierzesz ślub i dla Twojego dobra powinien usunąć się w cień. To tyle chciałam powiedzieć. Życzę Wam dobrej nocy <3 :)
-Do jasnej cholery czy on się nigdy nie odczepi.!- zdenerwowałam się.
-Kto.?- zapytał Robert. który nieoczekiwanie pojawił się przy mnie.
-Götze. Powrotów mu się zachciewa. Spotkam to zabiję.
-Ja to zrobię.
-A może zostawmy to i zacznijmy myśleć o sobie - powiedziałam i usiadłam mu na kolanach.
-Moglibyśmy - zgodził się i powędrował do sypialni.
________________________________________________________________________________
Witam :) W ciągu 20 minut powstało takie cuś ;) Mam nadzieję, że się podoba :) Do następnego ;*
-Miła pobudka - powiedziałam sama do siebie i podniosłam się z podłogi.
Zdziwiło mnie, że swoim upadkiem nie zbudziłam Lewandowskiego. Założyłam jego koszulkę i zajrzałam do Wiktorii, która popłakiwała cicho.
-Ciii skarbie zaraz mamusia da ci mleczko - wzięłam ją na ręce i zeszłam na dół.
Położyłam dziecko na kanapie i weszłam do kuchni przygotować mleko. Nakarmiłam małą i uśpiłam. Potem zrobiłam śniadanie i poszłam obudzić Roberta. W tym celu położyłam się obok niego i zaczęłam szeptać mu do ucha. Po chwili podniósł się i powiedział:
-Cześć skarbie. Co tak wcześnie wstajesz.?
-Kochanie Wiktorię karmiłam, a poza tym jest już 10:45.
-Która.?
-10:45 - powtórzyłam.
-Jasna cholera - powiedział i zerwał się z łóżka.
-Co? - zdziwiłam się jego reakcją.
-Za 15 minut mam trening przed meczem. Nie wiem jak dojadę na SIP - wytłumaczył i wbiegł do garderoby. Chwilę później wrócił ubrany.
-Śniadanie jest na stole - powiedziałam.
-Nie zdążę zjeść.
-A na treningu zdążysz zemdleć.?
-Ale....
-Nie ma ale - przerwałam mu - do kuchni. Masz zjeść przynajmniej jedną kanapkę i wypić kawę. Ja zadzwonię do Jurgena.
Zrezygnowany zszedł po schodach i usiadł przy stole. Ja natomiast wzięłam telefon i zręcznie wytłumaczyłam go przed trenerem.
-Masz jeszcze dokładnie 30 minut, więc spokojnie zdążysz - poinformowałam go i wzięłam kanapkę.
-Dzięki żono - powiedział, podszedł do mnie i pocałował w policzek. - Jak ty to zrobiłaś.? Zwylke jest nieugięty.
-Perswazja kochanie. Poza tym mam swoje sposoby i tajemnice. Lepie nie pytaj - zaśmiałam się.
-Nie wnikam w takim razie. Spadam. Będę za 3 godziny - poinformował mnie.
-A czy w drodze powrotnej możesz zrobić zakupy.? - zapytałam odprowadzając go do drzwi.
-Jasne - po tych słowach podałam mu listę i otworzyłam drzwi. Pocałowałam go w progu i usłyszałam spust migawki.
-Będziemy w Dzienniku Dortmundzkim - uśmiechnęłam się - I to na pierwszej stronie. - pocałowałam go jeszcze raz i zamknęłam drzwi.
*Wieczór tego samego dnia.
-No i zobacz jaka sweet foteczka - Lewy podał mi gazetę.
-Widziałam to już chyba 155 razy - powiedziałam.
-Zobacz 156. Przeczytaj wstęp.
-Okej - uśmiechnęłam się i zaczęłam czytać:
Dzisiaj rano jeden z naszych dziennikarzy był świadkiem przemiłego wydarzenia. Od dawna wiadomo, że Julia Nowakowska i Robert Lewandowski są parą. Ich miłość kwitnie z dnia na dzień. Dzisiaj przed wyjściem na trening snajper żegnał się bardzo namiętnie ze swoją narzeczoną w drzwiach ich domu. Nie zwracali uwagi na otaczający świat, a nasz reporter był w odpowiednim miejscu i czasie.
-W ogóle co za debil to pisał.? To się nie trzyma stylistycznie - zaśmiałam się i rzuciłam gazetę.
-Jakiś niedouczony pajac. - pocałował mnie.
W tym momencie usłyszałam płacz Wiktorii. Odskoczyłam od niego i już chciałam biec na górę.
-Siedź kochanie ja pójdę - uprzedził mnie piłkarz i skierował się na górę.
-Dzięki - powiedziałam i włączyłam telewizor.
Po chwili na górze zapanowała cisza, słychać było tylko melodyjny głos mojego ukochanego, który śpiewał kołysankę. Nie wierzyłam, że tak diametralnie się zmienił. Zawsze mówił, że nie ma podejścia do dzieci, a one przy nim płaczą. Okazało się co innego. Wiktoria od razu usypiała w jego ramionach. Gdy go tylko ujrzała od razu przestawała płakać.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości. Wygrzebałam telefon spod sterty płyt, gazet i chusteczek.
Sms był od Agaty.
Hej kochana. ;* Nie chcę Cię martwić, ale Mario był u nas i on na prawdę chce do Ciebie wrócić. Jest gotowy na wszystko. Kuba tłumaczył mu, że bierzesz ślub i dla Twojego dobra powinien usunąć się w cień. To tyle chciałam powiedzieć. Życzę Wam dobrej nocy <3 :)
-Do jasnej cholery czy on się nigdy nie odczepi.!- zdenerwowałam się.
-Kto.?- zapytał Robert. który nieoczekiwanie pojawił się przy mnie.
-Götze. Powrotów mu się zachciewa. Spotkam to zabiję.
-Ja to zrobię.
-A może zostawmy to i zacznijmy myśleć o sobie - powiedziałam i usiadłam mu na kolanach.
-Moglibyśmy - zgodził się i powędrował do sypialni.
________________________________________________________________________________
Witam :) W ciągu 20 minut powstało takie cuś ;) Mam nadzieję, że się podoba :) Do następnego ;*
Łapcie jeszcze zacne miny Wojtusia i Lewuska. <3
piątek, 1 listopada 2013
Rozdział 67
''Znowu Ty z tej ponurej wieży szarych dni,
Kradniesz moje serce, musisz być
Księciem....."
*Pół roku później.
Jestem już po porodzie. Urodziłam śliczną i zdrową dziewczynkę. Lewy oszalał na jej punkcie. Poza tym codziennie wychodzimy z 3-miesięczną już Wikusią na spacery.
-I jak tam moje księżniczki.? - zapytał kiedy wrócił z treningu.
-Całkiem dobrze. A ty jak.?
-Klopp dał nam niezły wycisk.
-Ale ty jesteś silny, więc pewnie nawet się nie zmęczyłeś.? - zapytałam przytulając go.
-No troszeczkę - pocałował mnie.
-Chodź do kuchni, podam ci obiad - ''odkleiłam'' się od niego i pociągnęłam w stronę pomieszczenia.
-Dziękuję - powiedział kiedy skończył jeść - pyszne jak zwykle.
-Dziękuję Wychodzę za godzinę - poinformowałam go.
-Dokąd.?
-Do centrum jadę. Muszę kupić kilka rzeczy.
-I zostawisz mnie samego z Wiktorią.?
-Agata przyjdzie.
-Uff to dobrze.
-Nie mów, że się przestraszyłeś.? - roześmiałam się.
-Jednak tak.
-No co ty naszego słodkiego aniołka się boisz.?
-Aniołka.? Jak ostatnio została ze mną nieźle dała mi popalić.
-Oj kochanie, Błaszczykowska ci pomoże. Razem dacie radę.
-Wiem skarbie. To idź się szykuj do wyjścia.
-Okej - powiedziałam i poszłam na górę.
*Pół godziny później.
Właśnie przyszła Agata. Przekazałam jej wszystkie ważne informacje, pokazałam gdzie co jest i wyszłam z domu.
W centrum byłam chwilę później. Weszłam do galerii, kupiłam kilka rzeczy i postanowiłam pójść jeszcze na kawę. Przeszłam na drugą stronę ulicy i wpadłam w jakiegoś mężczyznę.
-O przepraszam - powiedziałam i chciałam iść dalej.
-Nic.... O Julka znowu się spotykamy - odpowiedział mi.
-Niestety...
-Może masz ochotę pójść ze mną na kawę.? - zaproponował.
-W sumie to możemy, bo miałam iść sama.
-Mario powiedz mi prawdę. Po co tu przyjechałeś.? - dodałam kiedy siedzieliśmy przy stoliku.
-Po rzeczy...
-Kłamiesz - przerwałam mu - co kilka dni od ponad pół roku przyjeżdżasz tu po rzeczy.?
-Spostrzegawcza jesteś. Dobra powiem ci pani detektyw.
-Nie kpij. Słucham w takim razie - powiedziałam i upiłam spory łyk białej kawy.
-Jestem tu tylko i wyłącznie z twojego powodu. Nadal cię kocham i chcę żebyś do mnie wróciła...
-Zdajesz sobie sprawę, że to niemożliwe.? - przerwałam mu.
-Gdyby to było aż tak niemożliwe to nie siedziałabyś tu ze mną. - uśmiechnął się.
-I tak miałam iść na kawę, więc to nie ma nic wspólnego z tobą.
-Naprawdę chcesz się tak całe życie oszukiwać.?
-Kto się tu oszukuje.? Ty sobie ubzdurałeś coś w tej pustej głowie i za wszelką cenę chcesz to zrealizować.
-Robisz to pewnie tylko dlatego, że macie dziecko. Przecież ty go nie kochasz. - powiedział i przysunął się do mnie.
-Kocham go. Dziecko potwierdza nasze uczucie. Za miesiąc biorę ślub - wstałam.
-Jak to.? Przecież to ze mną miałaś stworzyć rodzinę. Pamiętasz.? - zapytał.
-Pamiętam, ale to było prawie 4 lata temu. I przypominam, że to ty to zniszczyłeś.
-Kto zniszczył to zniszczył.
-Co masz na myśli.? - usiadłam z powrotem.
-To że jak byłem w śpiączce przespałaś się z Robertem.
-Skąd to wiesz.? - zdziwiłam się.
-Od Natalii.
-A to szmata. Nie dość, że poszedłeś z nią do łóżka to jeszcze wyciąga jakieś stare brudy.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś.?
-Bo myślałam, że to pomyłka. Teraz wiem, że go kocham i nic, a tym bardziej ty, tego nie zmieni - wstałam i zapłaciłam rachunek zostawiając go sam na sam z myślami.
***
Weszłam do domu i zdziwiłam się ciszą panującą wokół. Zostawiam zakupy w korytarzu i weszłam do salonu. Zobaczyłam wzruszający obrazek: Lewy spał na kanapie, a na jego klatce Wiktoria. Sięgnęłam na półkę po aparat i utrwaliłam ten obrazek.
Natomiast Agata siedziała w kuchni i coś czytała.
-Hej i jak.? Dała wam popalić.? - zapytałam uśmiechając się do przyjaciółki i nalewając sobie wody.
-Nie było tak źle. Oglądali bajkę, ale zasnęli.
-Okej. Musisz już iść.? Bo chciałabym ci coś opowiedzieć.
-To może chodźmy do waszej sypialni żeby nie obudzić dzieci - zaśmiała się Agata.
Opowiedziałam jej przebieg spotkania z Mario.
-Ale że co.?! On po tylu latach chce do ciebie wrócić.? - nie dowierzała blondynka.
-Tak i nie dociera do niego nic, nawet to, że kocham Roberta. Twierdzi, że to dziecko nie jest owocem naszej miłości - dodałam jeszcze.
-Ma tupet szmaciarz jeden. Chyba trzeba z nim porozmawiać i wyjaśnić parę rzeczy.
-Przecież zrobiłam to dzisiaj.
-Myślisz, że dotarło.? Pewnie nadal sądzi, że kłamiesz.
-Może jednak coś to dało.
Później pokazałam jej co kupiłam i wyszła z domu, bo zadzwonił zmartwiony Kuba.
Po chwili zeszłam do salonu, zaniosłam córkę do jej ślicznego pokoju
Kradniesz moje serce, musisz być
Księciem....."
*Pół roku później.
Jestem już po porodzie. Urodziłam śliczną i zdrową dziewczynkę. Lewy oszalał na jej punkcie. Poza tym codziennie wychodzimy z 3-miesięczną już Wikusią na spacery.
-I jak tam moje księżniczki.? - zapytał kiedy wrócił z treningu.
-Całkiem dobrze. A ty jak.?
-Klopp dał nam niezły wycisk.
-Ale ty jesteś silny, więc pewnie nawet się nie zmęczyłeś.? - zapytałam przytulając go.
-No troszeczkę - pocałował mnie.
-Chodź do kuchni, podam ci obiad - ''odkleiłam'' się od niego i pociągnęłam w stronę pomieszczenia.
-Dziękuję - powiedział kiedy skończył jeść - pyszne jak zwykle.
-Dziękuję Wychodzę za godzinę - poinformowałam go.
-Dokąd.?
-Do centrum jadę. Muszę kupić kilka rzeczy.
-I zostawisz mnie samego z Wiktorią.?
-Agata przyjdzie.
-Uff to dobrze.
-Nie mów, że się przestraszyłeś.? - roześmiałam się.
-Jednak tak.
-No co ty naszego słodkiego aniołka się boisz.?
-Aniołka.? Jak ostatnio została ze mną nieźle dała mi popalić.
-Oj kochanie, Błaszczykowska ci pomoże. Razem dacie radę.
-Wiem skarbie. To idź się szykuj do wyjścia.
-Okej - powiedziałam i poszłam na górę.
*Pół godziny później.
Właśnie przyszła Agata. Przekazałam jej wszystkie ważne informacje, pokazałam gdzie co jest i wyszłam z domu.
W centrum byłam chwilę później. Weszłam do galerii, kupiłam kilka rzeczy i postanowiłam pójść jeszcze na kawę. Przeszłam na drugą stronę ulicy i wpadłam w jakiegoś mężczyznę.
-O przepraszam - powiedziałam i chciałam iść dalej.
-Nic.... O Julka znowu się spotykamy - odpowiedział mi.
-Niestety...
-Może masz ochotę pójść ze mną na kawę.? - zaproponował.
-W sumie to możemy, bo miałam iść sama.
-Mario powiedz mi prawdę. Po co tu przyjechałeś.? - dodałam kiedy siedzieliśmy przy stoliku.
-Po rzeczy...
-Kłamiesz - przerwałam mu - co kilka dni od ponad pół roku przyjeżdżasz tu po rzeczy.?
-Spostrzegawcza jesteś. Dobra powiem ci pani detektyw.
-Nie kpij. Słucham w takim razie - powiedziałam i upiłam spory łyk białej kawy.
-Jestem tu tylko i wyłącznie z twojego powodu. Nadal cię kocham i chcę żebyś do mnie wróciła...
-Zdajesz sobie sprawę, że to niemożliwe.? - przerwałam mu.
-Gdyby to było aż tak niemożliwe to nie siedziałabyś tu ze mną. - uśmiechnął się.
-I tak miałam iść na kawę, więc to nie ma nic wspólnego z tobą.
-Naprawdę chcesz się tak całe życie oszukiwać.?
-Kto się tu oszukuje.? Ty sobie ubzdurałeś coś w tej pustej głowie i za wszelką cenę chcesz to zrealizować.
-Robisz to pewnie tylko dlatego, że macie dziecko. Przecież ty go nie kochasz. - powiedział i przysunął się do mnie.
-Kocham go. Dziecko potwierdza nasze uczucie. Za miesiąc biorę ślub - wstałam.
-Jak to.? Przecież to ze mną miałaś stworzyć rodzinę. Pamiętasz.? - zapytał.
-Pamiętam, ale to było prawie 4 lata temu. I przypominam, że to ty to zniszczyłeś.
-Kto zniszczył to zniszczył.
-Co masz na myśli.? - usiadłam z powrotem.
-To że jak byłem w śpiączce przespałaś się z Robertem.
-Skąd to wiesz.? - zdziwiłam się.
-Od Natalii.
-A to szmata. Nie dość, że poszedłeś z nią do łóżka to jeszcze wyciąga jakieś stare brudy.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś.?
-Bo myślałam, że to pomyłka. Teraz wiem, że go kocham i nic, a tym bardziej ty, tego nie zmieni - wstałam i zapłaciłam rachunek zostawiając go sam na sam z myślami.
***
Weszłam do domu i zdziwiłam się ciszą panującą wokół. Zostawiam zakupy w korytarzu i weszłam do salonu. Zobaczyłam wzruszający obrazek: Lewy spał na kanapie, a na jego klatce Wiktoria. Sięgnęłam na półkę po aparat i utrwaliłam ten obrazek.
Natomiast Agata siedziała w kuchni i coś czytała.
-Hej i jak.? Dała wam popalić.? - zapytałam uśmiechając się do przyjaciółki i nalewając sobie wody.
-Nie było tak źle. Oglądali bajkę, ale zasnęli.
-Okej. Musisz już iść.? Bo chciałabym ci coś opowiedzieć.
-To może chodźmy do waszej sypialni żeby nie obudzić dzieci - zaśmiała się Agata.
Opowiedziałam jej przebieg spotkania z Mario.
-Ale że co.?! On po tylu latach chce do ciebie wrócić.? - nie dowierzała blondynka.
-Tak i nie dociera do niego nic, nawet to, że kocham Roberta. Twierdzi, że to dziecko nie jest owocem naszej miłości - dodałam jeszcze.
-Ma tupet szmaciarz jeden. Chyba trzeba z nim porozmawiać i wyjaśnić parę rzeczy.
-Przecież zrobiłam to dzisiaj.
-Myślisz, że dotarło.? Pewnie nadal sądzi, że kłamiesz.
-Może jednak coś to dało.
Później pokazałam jej co kupiłam i wyszła z domu, bo zadzwonił zmartwiony Kuba.
Po chwili zeszłam do salonu, zaniosłam córkę do jej ślicznego pokoju
i zabrałam się za kolację.
_________________________________________________________________________________
Także ten: nie mam ostatnio weny. Nie wiem o czym mam pisać, więc wymyślam cokolwiek. Rozdział powstawał od wczoraj od godziny 20 i wyszło mi takie oto cuś. Mam nadzieję, że się Wam podoba :)JESTEŚ - SKOMENTUJ.! ;*
A jak się komuś nudzi może pośmiać się z mojego Aska albo zadać jakieś pytanko :)
Dobranoc <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpg)
.jpg)



.jpg)
.jpg)


.jpg)
