niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 73.

*Julia.


Następnego dnia obudziłam się w ramionach Roberta. Byłam szczęśliwa, że cała ta historia tak szybko się skończyła. Wiadomo, że w głębi serca było mi żal Mario, ale sam sobie na to zasłużył.
Cicho wstałam, wygrzebałam z szafy luźne ubrania i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się, włosy związałam w warkocz, a rzęsy pociągnęłam czarną maskarą.
W kuchni przygotowałam mleko i śniadanie dla nas. Nakarmiłam małą, przewinęłam ją i wróciłam do sypialni.
-Ej kotek wstawaj -szepnęłam narzeczonemu na ucho. Spotkałam brak reakcji z jego strony.
-Trening już jest. - szepnęłam trochę głośniej niż poprzednio.
-Cooo.?! - zerwał się na równe nogi.
-Żartowałam. Nie drzyj się dziecko śpi - powiedziałam - poza tym śniadanie jest także zapraszam do kuchni - wyszłam z pokoju.
Usiadłam przy stole, a po chwili dołączył do mnie piłkarz.
-Jakie plany na dziś.? - zapytał ziewając.
-Jadę po nową suknię, a ty zostaniesz  z Wiktorią - poinformowałam go.
-Spoko - powiedział z widocznym przerażeniem w oczach.
-Jakbyś mógł to idź do Agaty i zabierz strój do chrztu. Musiał tam zostać - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść.
-Jasne szefowo - pokazał szereg śnieżnobiałych perełek.
Kiedy skończyliśmy włożyłam naczynia do zmywarki, przebrałam się w to:
pouczyłam w międzyczasie Roberta co ma robić i wyszłam. Tym razem do salonu pojechałam razem z Ewą. W dość krótkim czasie wybrałyśmy suknię i poszłyśmy na kawę.
-Szybko się pozbierałaś po tym wszystkim - stwierdziła.
-W końcu nie mogę żyć przeszłością a to nic takiego.
-Oczywiście, że nie. W końcu codziennie porywają pannę młodą tuż przed ślubem - zaśmiała się.
-Oj tam przecież wiesz o co mi chodziło.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, a potem poszłyśmy do supermarketu. Oprócz produktów spożywczych kupiłam też gazetę, bo tytuł jednego z artykułów wręcz mnie zaintrygował.
Wrzuciłam wszystko do bagażnika, odwiozłam Piszczkową, podziękowałam jej za wspólne zakupy i wróciłam do domu.

***

-Czyli mówisz, że nic mu się nie stało wczoraj.? - zapytał mnie Robert, który właśnie wrócił od małej.
-Tak napisali, zresztą sam posłuchaj - powiedziałam i zaczęłam czytać
Wczoraj w godzinach popołudniowych na obrzeżach Dortmundu miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że Mario Götze uprowadził w dniu ślubu Julię Nowakowską. Robert Lewandowski dość szybko odszukał miejsce pobytu narzeczonej i zjawił się tam razem z Kubą Błaszczykowskim. Jeden z naszych reporterów był świadkiem przyjazdu policji, słyszał strzał i widział jak wynosili nieprzytomnego Mario na noszach. Dowiedzieliśmy się, że nic poważnego mu się nie stało i jutro powinien opuścić szpital.
-Dalej jakieś zdjęcia są - rzuciłam mu gazetę.
-Głupi to ma zawsze szczęście - stwierdził.
-A żebyś wiedział - uśmiechnęłam się i włączyłam telewizor.
-Nawet w informacjach o nim jeszcze gadają. Weź to przełącz.
-Już już - wzięłam pilota i zaczęłam skakać po kanałach.
-W ogóle to mam dla ciebie niespodziankę - zaczął, ale przerwał mu Marco, który niespodziewanie znalazł się w naszym salonie.
-Witam przyjaciół - uśmiechnął się, usiadł między nami i przytulił.
-Ej grubasie spadaj na fotel - powiedziałam i zepchnęłam go z kanapy.
-Ja z sercem a ta mnie wygania. Okej - udał obrażonego.
-Pokłóciłeś się z dziewczyną czy boisz się sam spać.? - zażartował Lewy.
-W sumie to tak tylko wpadłem, ale jak tak bardzo prosisz to zostanę - zdecydował Reus.
-To ja przyniosę ci poduszkę i cieplutki kocyk - wyszłam z pomieszczenia i po chwili wróciłam niosąc w rękach wspomniane wcześniej rzeczy. - Trzymaj - uśmiechnęłam się.
-Dzięki. Szczerze to miałem nadzieję, że mnie przytulisz - zrobił minę szczeniaczka.
-A chodź - objęłam go.
-Łaaaaał udało mi się wreszcie - ścisnął mnie w pasie.
-Dusisz - wysapałam.
-Ejj zazdrosny jestem - włączył się Robert.
-Nie puszczę jej bo mi ciepło - słyszałam głos blondyna w swoich włosach.
-Wystarczy misiu - wyplątałam się z jego silnych ramion i stanęłam na schodach.
-To my idziemy spać. Jak coś masz telewizor, lodówka też jest pełna także dobranoc - powiedział mój narzeczony i poszliśmy do sypialni.
Kiedy już wzięłam prysznic zajrzałam do Wiktorii. Słodko spała w swoim łóżeczku. Cicho zamknęłam drzwi i wróciłam do sypialni.
Lewandowski już spał, więc nie mogłam się dowiedzieć o jaką niespodziankę mu chodziło.
Pocałowałam go w policzek, przykryłam kołdrą i położyłam się obok niego. Chwilę później zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
____________________________________________________________________________
Takim oto rozdziałem się z Wami witam. :) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :)
Rozdział dla wszystkich czytelników <3 Dzięki, że jesteście, wspieracie i komentujecie. ;*

3 komentarze: