''Zbudujmy most biegnący prosto do naszego szczęścia i nikt więcej nie powie 'stop'.''
Czekałam na Roberta na lotnisku. Samolot spóźniał się już 15 minut. Jednak chwilę później ujrzałam Lewego idącego w moją stronę z bukietem róż.
-Hej - pocałował mnie na powitanie i wręczył kwiaty.
-Hej i dziękuję - uśmiechnęłam się.
Pojechaliśmy do domu, zjedliśmy obiad, a potem postanowiłam porozmawiać z moim ukochanym.
Pokazałam mu status Anki. Potwierdził, że widział ją w Polsce, ale z jakimś nieznajomym mu chłopakiem. Powiedział nawet, że jeśli mu nie wierzę mogę zadzwonić do chłopaków, a oni przedstawią to samo co on. Nie chciałam rozpętywać wojny, dlatego ucięłam wymianę zdań i włączyłam film na DVD.
Nie obejrzałam go do końca, bo mój narzeczony miał dla nas inne plany i po chwili wylądowaliśmy w sypialni.
***
Zeszłam po wodę do kuchni, a gdy wróciłam zastałam Roberta z laptopem na kolanach.
-Co robisz.? - zapytałam i usiadłam obok niego.
-To miała być niespodzianka, ale powiem ci już. Organizuję nam wakacje. - powiedział i uśmiechnął się szeroko.
-Wakacje w środku jesieni.? - zdziwiłam się.
-No. Mogą być Malediwy.?
-Jasne. To kiedy i na ile jedziemy.? - przeszłam do rzeczy.
-Za tydzień, na 3 tygodnie - poinformował mnie.
-Super, tylko muszę zrobić zakupy.
-Już nie mogę doczekać się tego romantycznego wypadu we dwoje. - uśmiechnął się łobuzersko.
-Ta, ja też - mruknęłam.
-Coś taka nie w humorze.? - odłożył komputer.
-Brzuch mnie boli - powiedziałam.
To była prawda. Tyle że bolało mnie już od 3 dni, do tego mdłości i brak lub nadmierny apetyt. Chyba wiedziałam co to może być, ale na razie nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli.
-To jak wrócimy z wakacji pójdziemy do lekarza - przytulił mnie.
Czułam się tak bezpiecznie, że po chwili zasnęłam.
***
Zaplanowałam na dziś zakupy. Wstałam o 9, zjadłam razem z Robertem śniadanie i pojechaliśmy do centrum. Kupiłam sobie 2 pary szortów, rzymianki, bikini (na które namówił mnie piłkarz) i zwiewną sukienkę. Chłopak wybrał tylko bluzkę, krótkie spodenki i okulary przeciwsłoneczne.
Gdy wychodziliśmy ze sklepu zauważyłam tłum fotoreporterów. Zmierzali w naszą stronę. Robert chwycił mnie za rękę i pobiegł do auta.
-Kondycja - zauważyłam dysząc. - Muszę nad nią popracować.
-Koniecznie - uśmiechnął się - właśnie pokazaliśmy jak zgubić łowców sensacji w kilka sekund - powiedział i odpalił samochód.
Kilka minut później zaparkowaliśmy pod restauracją. Zgłodnieliśmy trochę bo była już 15. Zamówiliśmy obiad, a potem deser.
Godzinę później weszliśmy do domu, a ja postanowiłam poszukać reszty rzeczy na wyjazd i zacząć się powoli pakować.
Robert usiadł na kanapie razem z Marco, który odwiedził nas pierwszy raz od 3 dni, i rozegrali kilka ''partyjek'' Fify.
_________________________________________________________________________________
Niespodzianka.! Dodaję dziś, bo mam mniej nauki :) Rozdział na specjalną prośbę Kasi. ;*
Łał supcio :D dziękuje za dedyka :*
OdpowiedzUsuńFajnie ;*
OdpowiedzUsuń