Nadszedł długo oczekiwany przeze mnie wyjazd, a raczej wylot na wakacje. Byłam mega podekscytowana, a Robert nieudolnie próbował mnie uspokoić.
Na pokładzie znajdowaliśmy się od 3 godzin. Ja przeglądałam Facebooka, a piłkarz standardowo spał. Zaktualizowałam swój status na ''zaręczona z....". Poza tym wstawiłam nasze zdjęcie z podpisem ''W drodze na Malediwy przyda się mała drzemka. Pozdrawiamy z samolotu;**"
Odłożyłam telefon i zamknęłam oczy opierając głowę na szybie.
***
Nie wiem ile czasu upłynęło od kiedy zasnęłam, ale w pewnym momencie poczułam jak ktoś próbuje mi zapiąć pasy. Otworzyłam oko i zobaczyłam skupioną twarz Lewego.
-Co ty robisz.? - wyszeptałam.
-Ratuję cię przed śmiercią - zażartował i skończył manipulować przy pasach.
-Dzięki - powiedziałam i rozejrzałam się po pokładzie.
-Zaraz lądujemy - poinformował mnie i ujął moją dłoń.
Wiedział, że jestem przerażona chociaż już mniej niż za pierwszym razem. Później usłyszałam komunikat pilota, który powiedział, że lotnisko jest zamknięte i musimy wylądować na sąsiednim.
Dobrze, że chociaż tu obyło się bez komplikacji i pół godziny później jechaliśmy wypożyczonym samochodem do hotelu.
Gdy byliśmy na miejscu nie mogłam wyjść z podziwu. 5-ięcio gwiazdkowy hotel, z restauracją i kilkoma basenami w niedalekiej odległości od plaży + książę z piłką u boku to było spełnienie moich dziecięcych marzeń.
-Podoba ci się.? - zapytał Lewy.
-Nooo - wydusiłam zadowolona.
Po wejściu do pokoju poszłam się odświeżyć, a później nie czekając na Roberta momentalnie zasnęłam.
***
Pierwszy raz od wielu tygodni obudziły mnie promienie słońca i woda skapująca na twarz. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zadowoloną minę Lewego.
-Idiota - powiedziałam i nakryłam się kołdrą.
-Że kto.? - próbował zabrać mi nakrycie.
-Że ten co usłyszałeś.! - powiedziałam przyduszonym głosem.
Po tych słowach mężczyzna usiadł na mnie i wylał całą zawartość butelki. Mimo wszystko wyskoczyłam z łóżka i wypadłam na balkon. Chłopak podążył za mną i objął w pasie.
-Ładny widok co nie.? - zagadał.
-Piękny - powiedziałam i zaburczało mi w brzuchu.
-Ubieraj się i spadamy na śniadanie - wepchnął mnie do pokoju.
20 minut później siedzieliśmy w hotelowej restauracji i wcinaliśmy omlet z owocami.
-Idziemy na plażę.? - zapytałam go kiedy już byliśmy w windzie.
-Właśnie miałem to zaproponować - pokazał szereg białych zębów.
Spakowaliśmy potrzebne rzeczy i udaliśmy się na piaszczyste wybrzeże.
Poprosiłam Roberta żeby posmarował mi plecy olejkiem a następnie położyłam się i zaczęłam opalać. Lewy miał chyba inne plany, bo podniósł mnie do góry i zaczął zmierzać w stronę wody. Nie wiedział, że w dzieciństwie prawie się utopiłam.
-Robert nie rób tego - powiedziałam przerażona, ale nie zostałam wysłuchana i po chwili wrzucił mnie do wody.
Poczułam jak do moich płuc wpływa ciecz, było jej coraz więcej, a ja nie mogłam już oddychać. Słyszałam czyjś głos powtarzający moje imię, a potem straciłam przytomność. Wokół mnie zapanowała ciemność.
________________________________________________________________________________
Hej :) Następny rozdział leci do Was :) Kolejny za 3 komentarze :)
Bardzo :)
OdpowiedzUsuńBardzo :D
OdpowiedzUsuńGenialny :D i chce kolejny rozdzial :-D
OdpowiedzUsuńZaraz Cię uszkodzę xD Następnym razem dopiszę, że każdy może skomentować tylko raz ;p
UsuńSłodziaki dwa <3 Ciekawe, jak się skończy ta wodna przygoda ;3
OdpowiedzUsuńGenialny, mega, podoba bardzo! Tylko nie zabij jej błagam xd ;c ♥
OdpowiedzUsuń