piątek, 11 października 2013

Rozdział 56

''Nie patrzę w dół, na cienkiej linie trzymam się Twoich rąk i mądrych słów.
Nie patrzę w dół, bo wierzę w to, że mamy w sobie to coś...."
-Julka wreszcie się obudziłaś - usłyszałam kiedy otworzyłam oczy.
Znajdowałam się w sali z białymi ścianami. W powietrzu unosił się zapach o bliżej nieokreślonej nazwie i składzie.
Zdjęłam maskę tlenową i wyszeptałam:
-Gdzie ja jestem.?
-W szpitalu - powiedział i złapał mnie za rękę.
-Długo.? - ciężko było mi się przyznać, ale mało pamiętałam.
-Dopiero dobę - uśmiechnął się słabo.
-Co się stało.? - uniosłam lekko głowę.
-Prawie się przeze mnie utopiłaś - powiedział i ukrył twarz w dłoniach.
-To moja wina. Powinnam ci powiedzieć - pogłaskałam go po włosach.
-Nie gniewasz się.?
-Nie, bo nie mam o co. - pocałowałam go w policzek.

***
Następnego dnia wypisali mnie ze szpitala i musiałam cały czas siedzieć w łóżku. Robert uparł się, że powinnam odpocząć, dlatego przynosił mi jedzenie i oglądał ze mną najróżniejsze filmy.
Cały czas dręczyło go poczucie winy. Tłumaczyłam mu, że to tylko i wyłącznie mój błąd i nie może obwiniać się o coś, co wydarzyło się ze zwykłej niewiedzy.
No ale: co się stało to się nie odstanie i musimy jakoś z tym żyć.
Rozmyślam o tym odkąd wyszłam ze szpitala. Zmęczona oparłam głowę o ramię Lewego i po chwili zasnęłam.

*Robert
Jestem totalnym idiotą. Nie powinienem jej wrzucać to wody, przecież mogła się przeze mnie utopić.
Jednak nic jej nie jest i dzisiaj rano wróciła ze mną do hotelu. Właśnie zasnęła, więc przykryłem ją kocem i wyszedłem się przewietrzyć. Kiedy spacerowałem po parkingu zadzwonił mi telefon.
-Hej i jak tam wakacje.? - usłyszałem głos przyjaciela.
-Cześć. Było by dobrze gdyby nie moja głupota - stwierdziłem i wróciłem do pokoju.
-No to mów, razem coś wymyślimy - zachęcił mnie.
Opowiedziałem Marco wszystko, a on tak jak i Julka, stwierdził, że to nie tylko moja wina.
-Robert, gdzie jesteś - usłyszałem jakby przyduszony głos dziewczyny.
Rozłączyłem się i wróciłem z balkonu do pokoju.
-Co się dzieje.? - zapytałem.
-Nie wiem. Jest mi niedobrze i nie mogę oddychać.
Lekarz ostrzegał, że może tak być przez kilka dni i żeby się do niego zgłosić, więc bez zastanowienia wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu.
W szpitalu okazało się, że jest w ciąży.
-Kochanie, cieszysz się.? - zapytała mnie niepewnie.
-Pewnie, przecież mówiłem ci, że odkąd cię spotkałem to chciałem mieć z tobą dziecko.
Mówiłem to i niosłem ją do auta. Wpadliśmy na Ankę.
-Kogo my tu mamy - obrzuciła naszą dwójkę wzrokiem.
-Masz jakąś sprawę czy możemy sobie iść.? - zdenerwowałem się.
-Nie, w sumie to nie. Tak sobie przechodziłam - powiedziała i weszła do budynku.
-Dziwne, co ona tu robi, przecież powinna być w Polsce na zgrupowaniu - wsiadłem do samochodu i ruszyłem do hotelu.
-Może też jest na wakacjach. - powiedziała Julka.
-Pewnie tak. Mam tylko nadzieję, że znowu czegoś nie wymyśliła - stwierdziłem kiedy już wchodziliśmy do pokoju.

***
-Łaaa, gratuluję - wykrzyczała Agata, kiedy zadzwoniłam poinformować ją o ciąży.
-Dziękujemy. Chyba tym razem donoszę.
-Jasne, a ja Ci będę pomagać we wszystkim. A teraz kończę, bo Oliwka jest chora - powiedziała moja przyjaciółka.
-To pa i ucałuj Kubusia i Oliwkę  - rozłączyłam się.
Usiadłam na łóżku i pomyślałam o tym, że tym razem musi mi się udać gdybym nawet sama miała umrzeć to dziecko musi żyć.
Położyłam się obok Roberta, który objął mnie ramieniem i pocałował w czoło. Szybko zasnęłam zmęczona nadmiarem wydarzeń.
_________________________________________________________________________________
Witam i zapraszam do czytania i komentowania. Rozdział dla wszystkich czytelników :)

4 komentarze:

  1. "Chyba tym razem donoszę." JULKA DONOSICIELKA????!! Mow szybko o co chodzi!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zdaniu ''chyba tym razem donoszę" chodzi o to, że Julka chce tym razem donosić ciążę do końca. Trochę mało precyzyjnie mi wyszło, ale cóż. Mam nadzieję, że teraz wiesz co miałam na myśli. ;) Pozdrawiam.

      Usuń