*2 tygodnie później.
Nadszedł wielki dzień - zarówno dla nas jak i naszej córeczki. O 9 całusem obudził mnie Robert.
-Hej kochanie - powiedziałam zaspanym głosem.
-Witaj królewno.
-Muszę nakarmić małą - zerwałam się.
-Leż, już jest najedzona. Dla ciebie też coś mam - powiedział i wyszedł z sypialni.
Po chwili wrócił z tacą w rękach. Były na niej kanapki, sok pomarańczowy, filiżanka kawy, jakaś sałatka i biała róża.
-Kochany jesteś - usiadłam i zabraliśmy się za jedzenie.
Potem Lewandowski pożegnał się ze mną i poszedł do Marco - miał się u niego przygotować do ceremonii.
Ja ubrałam małą i zaniosłam ją do Błaszczykowskiej, która miała z nią dotrzeć do kościoła. Następnie wróciłam do domu i czekałam na kosmetyczkę i fryzjerkę. W międzyczasie założyłam suknię. Usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyknęłam
-Proszę.!
-Dzień dobry.! - przywitała się kobieta - ja mam zrobić pani makijaż i uczesać.
-Witam. - podałam jej rękę - no dobrze to może przejdźmy do łazienki.
Pół godziny później wszystko było gotowe. Wzięłam torebkę, w której schowałam telefon i chusteczki i wyszłam przed dom. Biała limuzyna już czekała. Wzięłam głęboki oddech, zakluczyłam dom i wsiadłam do samochodu.
*Pół godziny później.
-Zaraz gdzie mnie pan wiezie.? Powinniśmy być już dawno w kościele.! - zdenerwowałam się.
-Ale my wcale tam nie jedziemy.! - zaśmiał się szyderczo.
-To gdzie w takim razie.?
-Niespodzianka. Zaraz się pani przekona.
''O cholera Mario" - pomyślałam.
-Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie - Dzień dobry szefie. Zgodnie z umową przywiozłem panią Nowakowską - powiedział do jakiegoś mężczyzny.
Ku mojemu niezadowoleniu był to Götze.
-Wysiadaj - otworzył drzwi.
-Nie.
-Już.! - podniósł głos.
-Nie.!
-Bo za chwilę przestanę być miły.!
-Nigdy nie byłeś.! - zarzuciłam mu.
-Sama tego chciałaś.! - wyciągnął mnie z auta, przerzucił przez ramię i ruszył w stronę domu.
Zdziwił mnie fakt, że cały czas byliśmy w Dortmundzie skoro mieszkał w Monachium.
-Puść mnie.! - walnęłam go z całej siły ręką w plecy.
-Bądź grzeczna to może nic ci nie zrobię.
-Tylko k**wa spróbuj mnie dotknąć to będziesz miał problem.
-Oj kochanie...
-Zamknij się i mnie postaw.! - przerwałam mu - Poza tym biorę ślub. Proszę mnie odwieźć do kościoła.
-Nawet o tym nie myśl. Właśnie to jest moja niespodzianka, o której ci pisałem.
-Porwałeś mnie z mojego własnego ślubu.! Czy ty wiesz, że to miał być najważniejszy dzień mojego życia.?! - wydarłam się na niego.
-Dobrze powiedziane: miał być ale niestety nie będzie. Ja teraz wychodzę, a ty tu zostajesz i nawet nie próbuj uciekać bo i tak cię znajdę.
Jak powiedział tak zrobił. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i szczęk przekręcanego klucza.
-Za****ście - oparłam się o ścianę a po moim policzku popłynęły łzy.
Nie liczył się dla mnie ani rozmazany makijaż ani to co mój były kazał mi zrobić. Musiałam wymyślić jakiś sposób jak się stąd wydostać.
*W tym samym czasie przed kościołem (narracja 3-ecio osobowa)
-Cholera gdzie ona jest?! - denerwował się Robert.
-Powinna być już godzinę temu - Agata niepokoiła się o przyjaciółkę. Cały czas trzymała na rękach Wiktorię.
-Może coś się stało.? - zapytał Marco.
-Nawet tak nie mów.! - skarcił go Lewy.
-Proszę państwa musimy zaczynać.
-Muszę wszystko odwołać - stwierdził piłkarz i poszedł do księdza. Szepnął mu na ucho kilka słów.
-Rozumiem - powiedział kapłan i odszedł.
-Chciałbym coś ogłosić.! - Lewandowski wziął mikrofon - ślubu nie będzie.
Między zebranymi przeszedł jęk zawodu.
-Julia zniknęła - dodał po chwili.
Po jego policzkach spłynęła kilka gorzkich łez rozpaczy. Myślał, że dziewczyna go wystawiła. Nie wiedział, że jest kilka ulic dalej i próbuje znaleźć sposób wydostania się z ''pułapki".
_________________________________________________________________________________
Hej hej hej :) Myślę, że spodoba się Wam ten rozdział :) Proszę o komentarze :) Pozdrawiam ;*

Jaka fota♥ rozdział k***a zajebisty ♡♥
OdpowiedzUsuńO boże genialny ten rozdział! <333
OdpowiedzUsuńPROSZE 71 NATYCHMIAST!!!!! BARDZO ZACNY ROZDZIALIK XDD
OdpowiedzUsuńŚwietnie xD
OdpowiedzUsuń