sobota, 16 listopada 2013

Informacja :)

Zakończyłam już tego bloga, ale tak jak mówiłam zakładam nowego. Jeśli nadal chcecie czytać moje opowiadania zapraszam tutaj:
...wiem, że zawsze staniesz obok mnie.. ♥

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Epilog + kilka informacji :))

*10 lat później.

Szczerze mówiąc kiedy wychodziłam za Roberta byłam  przekonana co do jego miłości, ale nie wiedziałam, że będziemy się tak doskonale dogadywać i uzupełniać. W sumie, w ciągu 10 lat małżeństwa, pokłóciliśmy się tylko raz - bardzo poważnie, bo aż na kilka dni wyniosłam się do Reusa. Poszło nam o to, że jakiś koleś oglądał się za mną na ulicy, a ja się do niego uśmiechnęłam. Mega zazdrosny Lewandowski zrobił mi kosmiczną awanturę, aż sąsiedzi przyszli zobaczyć co się u nas dzieje.
Później jednak przeprosił mnie i wszystko wróciło do normy.
Wiktoria dobrze się uczy. Mamy też drugie dziecko - 4-letniego Marcina. Jest on oczkiem w głowie Lewusa, zresztą córka też. Kiedy przypominam sobie moment porodu nie mogę przestać się śmiać. Mój mąż trzymał mnie za rękę i miał wspierać, ale w pewnym momencie adrenalina wzięła górę i zemdlał.Szkoda, że nie było nikogo z kamerą.
Marco też się ustatkował, zresztą tak  mi się wydaje. 2 lata temu poznał Karen, która obecnie jest jego narzeczoną.
Jeśli chodzi o Anię - byłą żonę Lewego, to również znalazła sobie męża. Przeprosiła nas za swoje zachowanie i obecnie utrzymujemy dość dobre stosunki.
A Mario.? Mario ma żonę i dziecko. Jemu też zależało na zażegnaniu konfliktu, więc od pewnego czasu jesteśmy w zgodzie. Postanowiłam mu wybaczyć, bo w sumie to nie miałam do niego żalu za te wszystkie wydarzenia z przeszłości. Robert nie jest co do tego przekonany, ale powoli przestaje się na niego gniewać.
Agata i Kuba z dnia na dzień są coraz bardziej zakochani w sobie. Mają 3 dzieci. Błaszczu jako starszy i bardziej doświadczony kolega często nam pomaga, czasami zachowuje się jak nasz ojciec i jest bardzo upierdliwy.
Ewa i Łukasz mają 2 dzieci. Często nas odwiedzają, a na wakacje zawsze jeździmy razem.

***

Wiktoria właśnie wróciła ze szkoły.
-Cześć mamuś.! - położyła plecak w korytarzu i podeszła się przywitać.
-Witaj. Jak tam dzisiaj? - przytuliłam ją.
-Dobrze, a gdzie tatuś.?
-Zaraz przyjdzie - powiedziałam i usłyszałam otwierane drzwi.
-Cześć kochanie - pocałował mnie kiedy tylko pojawił się w kuchni - Cześć mała - uściskał córkę.
Postawiłam przed nimi talerze z obiadem i oparłam się o blat. Zaczęłam się im przyglądać i pomyślałam, że to właśnie tak miała wyglądać rodzina z moich marzeń.
Uśmiechnięty Robert, rozbrykane dzieci i ja panująca nad całym ''bałaganem''. Wszystko tak idealne i sielankowe, że aż niemożliwe dla niektórych. Jednak dla nas nie ma nic trudnego. Przekonałam się o tym przyjeżdżając do Dortmundu i poznając Roberta.
Jeśli chodzi o wspomnienia to chyba by było na tyle. Mam nadzieję, że nasza sielanka będzie trwać do końca świata i jeden dzień dłużej.
____________________________________________________________________________
No więc witam Was a zarazem żegnam takim oto (wg mnie nieudanym) epilogiem. :)
A teraz kilka informacji:
1 - Oczywiście moja skleroza nie zna granic, więc w ostatnim rozdziale nie dałam zdjęcia sukni i fryzury.
Także macie teraz. ♥
2  -  Chciałabym bardzo ale to bardzo podziękować Kasi, Veronice, Oli, Dominikowi, którzy komentowali każdy z moich durnych rozdziałów (mam nadzieję, że następny blog też się Wam spodoba i będziecie równie aktywni). Jeśli o kimś zapomniałam to przepraszam, ale i tak mu serdecznie dziękuję. ♥
3  -  Dziękuję też za wyświetlenia i komentarze na Facebooku. ♥
4  -   Jak już założę kolejnego bloga dodam informację również na tym. ♥
Myślę, że wspomniałam tu o wszystkim. Lada chwila pojawi się nowy blog (będzie o Marco Reusie). ♥
Kocham Was wszystkich bardzo bardzo ♥





I na sam koniec trzymajcie jeszcze mojego ulubionego piłkarza Roberta ♥

Pozdrawiam ;**

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 75 (ostatni ♥)

*Tydzień później.

Kolejny raz nadszedł dzień ślubu. Robert nie chcąc dopuścić podobnej sytuacji jak ostatnio postanowił nie opuszczać mnie nawet na krok. No ale żeby tradycji stało się zadość nie mógł zobaczyć mnie w sukni, więc razem z Agatą odesłałyśmy go z Marco do kościoła.
-Ej teraz szczerze. Czy wy myślicie, że będę wyglądać dobrze.?
-To za mało powiedziane. Będziesz wyglądać ślicznie. Weź jeszcze to - podała mi jakiś wiekowy naszyjnik.
-Jaaaaaki śliczny.!
-Musimy wychodzić - przerwała moje zachwyty Ewa.
Wzięłam małą na ręce, wyszłyśmy z dziewczynami z domu i wsiadłyśmy do białej limuzyny.

Do ołtarza miał mnie poprowadzić Kuba. Traktował mnie jak młodszą siostrę, dlatego wybór padł na niego. Świadkami i rodzicami chrzestnymi tak jak w poprzedniej wersji byli Agata i Marco.

***

-Ja Robert Lewandowski biorę sobie Ciebie Julio za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską... - recytował mój jeszcze narzeczony.
-...oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci - kończąc przysięgę po moim policzku spłynęła łza.
-Julio przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. - wsunął pierścionek na mój palec, a ja chwilę później zrobiłam tak samo.
-Możesz pocałować pannę młodą.
Robert delikatnie wpił się w moje usta. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale musieliśmy kiedyś przerwać, bo przed nami jeszcze chrzest córki.
Uśmiechnęłam się do męża i wzięłam od Ewy dziecko.
-Wiktorio ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen - polał wodą święconą czoło Wiktorii.
Spoglądając kątem oka na Reusa zauważyłam, że jest nieźle wzruszony.

Kiedy cała ceremonia się zakończyła mama Roberta złożyła nam życzenia i zabrała małą, ponieważ umówiły się z Agatą, że Wiktorią tydzień będzie zajmować się babcia, a tydzień moja przyjaciółka.

Pierwszy taniec standardowo należał do nas. Wybraliśmy piosenkę "When a man loves a women". Po wykonaniu układu choreograficznego wybuchły gromkie brawa i wiwaty.
Kiedy już wszystkie pary zaczęły tańczyć, my kołysaliśmy się na samym środku sali nie zwracając uwagi na tempo muzyki.
-Od zawsze marzyłem o tej chwili - wyszeptał mi do ucha.
-Od zawsze czyli.?
-Od chwili kiedy przyszłaś z Mario na imprezę i pocałowałem cię wtedy w ogrodzie.
-Ja byłam w tobie zakochana odkąd tylko zobaczyłam cię w telewizji. Nie dość, że świetnie gra w piłkę, jest mądry to jeszcze przystojny. Ideał - pocałowałam go.
-Odbijany gołąbeczki.! - przerwał nam Reus i wręcz wyrwał mnie z objęć Roberta.
-Niedobry jesteś wiesz.! - zaśmiałam się i zaczęliśmy tańczyć.

Według mnie najlepszym momentem całej zabawy było rzucanie bukietu i muchy. Kwiatki złapała Milena - siostra Lewego, a mucha wpadła w ręce zaskoczonemu i wstawionemu Reusowi - jego mina była bezcenna.

Całe przyjęcie weselne minęło w ekspresowym tempie i około 4 nad ranem leżeliśmy w łóżku. Wtulona w tors Roberta podziwiałam złotą obrączkę z wygrawerowaną datą i naszymi imionami.
-O czym myślisz.? - przerwał ciszę.
-O moim, przepraszam naszym, szczęściu - podniosłam głowę i spojrzałam w jego niebieskie oczęta.
-Tam zaraz szczęście. Spotkało się dwoje zwykłych, trochę doświadczonych życiem, ludzi, zaiskrzyło no i wiesz - pogładził mnie po głowie.
-W sumie to masz rację. Słuchaj może zobaczymy czy w internecie są już zdjęcia co.? - zapytałam.
-Jasne, dawaj laptopa.
Podniosłam się, otworzyłam komputer i włączyłam pierwszy lepszy portal.
-O patrz są.! - pokazałam palcem na ekran.
Otworzyłam artykuł i Robert zaczął się śmiać.
-Co się cieszysz.? - zdziwiłam się.
-Posłuchaj co oni tu piszą - odkaszlnął i zaczął czytać
Dzisiaj w godzinach południowych piłkarz Robert Lewandowski i jego partnerka Julia Nowakowska wstąpili w święty związek małżeński oraz ochrzcili swoją córkę nadając jej imię Wiktoria. W ten sposób zawodnik Borussi Dortmund odesłał z kwitkiem wszystkie swoje fanki. Młodej parze życzymy szczęścia i miłości.
-I co w tym śmiesznego.? - nadal nie wiedziałam o co chodzi.
-O fanki. Odesłałem je z kwitkiem, więc teraz to dopiero będzie fajnie. - zamknął komputer, odłożył go na półkę i pochylił się nade mną.
-Czy to ważne.? - utonęłam w jego hipnotyzujących oczach.
-W sumie to nie - złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.

*Następny dzień.

Dziś mieliśmy wylecieć w podróż poślubną.  Samolot mieliśmy dopiero na 15 żeby odespać wesele.
-Wszystko wzięliśmy.? - spojrzałam na niego.
-Tak, więc już wychodzimy - zakluczył dom i wsiedliśmy do taksówki.
Na lotnisku była masa ludzi. Kiedy tylko przestąpiliśmy próg budynku podbiegło do nas kilka fanek. Wzięły autograf zarówno od Lewusa jak i ode mnie. Wyswobodziliśmy się od nich dość szybko i poszliśmy do odprawy.

Idąc do samolotu uświadomiłam sobie, że spotkało mnie wielkie szczęście. Wiele dziewczyn chciałoby być na moim miejscu. Zawsze zastanawiałam się co on we mnie widzi. Przecież ja byłam blondynką, niby miałam ciemniejsze włosy, ale nadal był to odcień blondu. Wiedziałam, że wolał brunetki. Ale już koniec o tym. Ważne jest to, że jesteśmy razem i że zawsze możemy na siebie liczyć. Dziecko umocniło nasze uczucie.
Widząc radość mężczyzny mimowolnie sama uśmiecha się do swoich myśli.

*Robert.

Będąc z Julią uświadomiłem sobie czym jest prawdziwa i bezwarunkowa miłość. Z Anką cały czas się kłóciłem. Z Nią jest inaczej. Odkąd jesteśmy razem nawet raz się nie sprzeczaliśmy.
Patrząc jak uśmiecha się przez sen opierając głowę na szybie wiem, że jest tak samo szczęśliwa jak ja.
___________________________________________________________________
I w ten oto sposób zakończyłam bloga. Niedługo dodam Epilog :) W najbliższym czasie pojawi się też nowy blog.
Tak poza tematem nie skomentuję wydarzeń na boisku, bo mi szkoda nerwów xD Pozdrawiam ;*


http://25.media.tumblr.com/66d1b02d3eb13ae32b09605916b5bbb0/tumblr_mw7ezeZXyy1s30fcoo1_250.gif  ► nie mogę z tego ♥ :D

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 74.

Przebudziłam się, bo poczułam, że obok mnie nikogo nie ma. Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam, że Robert siedzi przy stoliku i przegląda coś w internecie.
-Co robisz.? - przetarłam oczy.
-Nic nic. Śpij jeszcze. Mała już nakarmiona, więc nie musisz się martwić - poinformował mnie i wrócił do swojej poprzedniej czynności.
Coś mnie jednak tknęło, bo nie przywitał mnie uśmiechem tak jak zawsze. Wstałam i stanęłam tuż za nim. Zobaczyłam stronę internetową z jego zdjęciami i jakimś dziwnym artykułem.
-Co to jest.? - zapytałam zdziwiona.
-Nic, tylko według nich od wczoraj nie żyję - spojrzał na mnie.
-Czyli też padłeś ofiarą tych głupich idiotów robiących karierę poprzez uśmiercanie znanej osoby.?
-Na to wygląda.
-No to zamieść na swoim fejsie sprostowanie i już nie myśl o tym - pocałowałam go w policzek i weszłam do łazienki.
Po chwili wyszłam, a Lewy siedział na łóżku, już z uśmiechem na twarzy.
-Kocham cię wiesz.?
-Wiem wiem, ale ja bardziej. - postanowiłam się z nim podroczyć.
-Nie ma bardziej
-Jest jest - pocałowałam go. - Reus poszedł.? - zapytałam po chwili
-Poszedł.
-Ej miałeś dla mnie jakąś niespodziankę misiaku powiedz o co chodzi - przypomniałam mu.
-Chodzi o to, że ustaliłem nam datę ślubu na za tydzień - uśmiechnął się.
-To świetnie, im szybciej tym lepiej.
-I mam też pomysł na to gdzie możemy jechać w podróż poślubną.
-A dziecko z kim zostanie.?
-To już załatwione z Agatą. Powiedziała, że nie ma problemu.
-Konspirant z ciebie się zrobił - szturchnęłam go w ramię. - No to gdzie jedziemy.? - podeszłam do szafy żeby znaleźć jakieś ubrania.
-Seszele....
-Że gdzie.? - aż sobie usiadłam z wrażenia.
-Na Seszele jedziemy. Jeśli się nie podoba to zmienię rezerwację - złapał mnie za rękę.
-Jesteś kochany.! - przytuliłam go mocno i zaczęłam skakać po pokoju.
-Spokojnie dziecko obudzisz - zaśmiał się chłopak. - To tylko 2-u tygodniowa podróż poślubna..
-Wiem wiem, ale ja jeszcze tam nie byłam. Trzeba zrobić zakupy.
-Dzisiaj na nie idziemy.
-Tak, ale nie możemy wziąć małej bo to męczące.
-Ona zostanie u Agaty.
-Wszystko załatwiłeś.? - nadal nie wierzyłam w to co słyszę.
-Tak wszystko jest gotowe. Zbieraj się. Pojedziemy za jakąś godzinę.
-Ale Błaszczykowska nie ma nic przeciwko.? - zapytałam dla pewności.
-Nie, jest zadowolona, że może nam pomóc. - uśmiechnął się i poszedł na dół.

***

-Zostaniesz z nią na sto procent.? - stanęłam przed blondynką z dzieckiem na rękach.
-Nie ma problemu. Pobawi się z Oliwką, a wy się nie spieszcie. Kup sobie wszystko co potrzebujesz i nie zapomnij o Robercie, bo znając jego wybierze tylko korki - zaśmiała się.
-Spoko - odwzajemniłam uśmiech - No skarbie zostaniesz z ciocią Agatką a mamusia wraca niedługo - przytuliłam dziewczynkę i oddałam ją Błaszczykowskiej.
-Bawcie się dobrze - powiedziała kiedy odchodziliśmy z Lewym w stronę samochodu.
-Dzięki.
Kilka minut później byliśmy już w galerii handlowej.
Była dopiero 13 a ludzi strasznie dużo. Na samym wejściu podbiegło do nas kilka piszczących nastolatek. Poprosiły chłopaka o autograf i zdjęcia. Z chęcią wykonałam kilka fotek. Jedna z nich poprosiła też mnie o zapozowanie. Z uśmiechem na twarzy stanęłam obok niej.
-Piękna z was para - powiedziała jeszcze i odeszła.
-Ach ten twój fejm. Na każdym kroku fanki - stwierdziłam kiedy odeszły.
-Zazdrosna jesteś - przytulił mnie.
-Ja.? Ciekawe o co.? - udałam zdziwioną.
-Oj już nie udawaj - pocałował mnie i weszliśmy do sklepu.
-Ja muszę to mieć - powiedziałam i podeszłam do stoiska z piękną sukienką.
-To znajdź swój rozmiar a ja ci kupię.
-Okej - uśmiechnęłam się i zaczęłam szukać.
Po chwili weszłam do przebieralni i wyszłam z niej ubrana w to:

-Ślicznie wyglądasz - skomentował Lewy. - Zaczynam być zazdrosny o tych wszystkich, którzy będą cię w tym oglądać - uśmiechnął się.
-Nie przesadzaj Lewandowski - wyszczerzyłam się i weszłam z powrotem do przebieralni.
-To kupujemy.?
-Jasne, że tak najwyżej zorganizujesz mi ochronę - zażartowałam i poszliśmy w stronę kasy.
Oprócz przepięknej sukienki kupiłam jeszcze stroje kąpielowe i buty.
Robert natomiast kupił sobie taką koszulkę oraz standardowo korki.
Dla małej wybraliśmy to.
Później poszliśmy na lody i wróciliśmy do domu.
______________________________________________________________________________
Hej :) Wgle nie mam weny.
Tak poza tym to jeśli chodzi o zdjęcie chodzi mi tylko o sukienkę (nie mogłam znaleźć bez modelki) xD
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podoba. Do następnego ;**


niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 73.

*Julia.


Następnego dnia obudziłam się w ramionach Roberta. Byłam szczęśliwa, że cała ta historia tak szybko się skończyła. Wiadomo, że w głębi serca było mi żal Mario, ale sam sobie na to zasłużył.
Cicho wstałam, wygrzebałam z szafy luźne ubrania i weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się, włosy związałam w warkocz, a rzęsy pociągnęłam czarną maskarą.
W kuchni przygotowałam mleko i śniadanie dla nas. Nakarmiłam małą, przewinęłam ją i wróciłam do sypialni.
-Ej kotek wstawaj -szepnęłam narzeczonemu na ucho. Spotkałam brak reakcji z jego strony.
-Trening już jest. - szepnęłam trochę głośniej niż poprzednio.
-Cooo.?! - zerwał się na równe nogi.
-Żartowałam. Nie drzyj się dziecko śpi - powiedziałam - poza tym śniadanie jest także zapraszam do kuchni - wyszłam z pokoju.
Usiadłam przy stole, a po chwili dołączył do mnie piłkarz.
-Jakie plany na dziś.? - zapytał ziewając.
-Jadę po nową suknię, a ty zostaniesz  z Wiktorią - poinformowałam go.
-Spoko - powiedział z widocznym przerażeniem w oczach.
-Jakbyś mógł to idź do Agaty i zabierz strój do chrztu. Musiał tam zostać - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść.
-Jasne szefowo - pokazał szereg śnieżnobiałych perełek.
Kiedy skończyliśmy włożyłam naczynia do zmywarki, przebrałam się w to:
pouczyłam w międzyczasie Roberta co ma robić i wyszłam. Tym razem do salonu pojechałam razem z Ewą. W dość krótkim czasie wybrałyśmy suknię i poszłyśmy na kawę.
-Szybko się pozbierałaś po tym wszystkim - stwierdziła.
-W końcu nie mogę żyć przeszłością a to nic takiego.
-Oczywiście, że nie. W końcu codziennie porywają pannę młodą tuż przed ślubem - zaśmiała się.
-Oj tam przecież wiesz o co mi chodziło.
Pogadałyśmy jeszcze chwilę, a potem poszłyśmy do supermarketu. Oprócz produktów spożywczych kupiłam też gazetę, bo tytuł jednego z artykułów wręcz mnie zaintrygował.
Wrzuciłam wszystko do bagażnika, odwiozłam Piszczkową, podziękowałam jej za wspólne zakupy i wróciłam do domu.

***

-Czyli mówisz, że nic mu się nie stało wczoraj.? - zapytał mnie Robert, który właśnie wrócił od małej.
-Tak napisali, zresztą sam posłuchaj - powiedziałam i zaczęłam czytać
Wczoraj w godzinach popołudniowych na obrzeżach Dortmundu miało miejsce dramatyczne wydarzenie. Ze wstępnych ustaleń wynika, że Mario Götze uprowadził w dniu ślubu Julię Nowakowską. Robert Lewandowski dość szybko odszukał miejsce pobytu narzeczonej i zjawił się tam razem z Kubą Błaszczykowskim. Jeden z naszych reporterów był świadkiem przyjazdu policji, słyszał strzał i widział jak wynosili nieprzytomnego Mario na noszach. Dowiedzieliśmy się, że nic poważnego mu się nie stało i jutro powinien opuścić szpital.
-Dalej jakieś zdjęcia są - rzuciłam mu gazetę.
-Głupi to ma zawsze szczęście - stwierdził.
-A żebyś wiedział - uśmiechnęłam się i włączyłam telewizor.
-Nawet w informacjach o nim jeszcze gadają. Weź to przełącz.
-Już już - wzięłam pilota i zaczęłam skakać po kanałach.
-W ogóle to mam dla ciebie niespodziankę - zaczął, ale przerwał mu Marco, który niespodziewanie znalazł się w naszym salonie.
-Witam przyjaciół - uśmiechnął się, usiadł między nami i przytulił.
-Ej grubasie spadaj na fotel - powiedziałam i zepchnęłam go z kanapy.
-Ja z sercem a ta mnie wygania. Okej - udał obrażonego.
-Pokłóciłeś się z dziewczyną czy boisz się sam spać.? - zażartował Lewy.
-W sumie to tak tylko wpadłem, ale jak tak bardzo prosisz to zostanę - zdecydował Reus.
-To ja przyniosę ci poduszkę i cieplutki kocyk - wyszłam z pomieszczenia i po chwili wróciłam niosąc w rękach wspomniane wcześniej rzeczy. - Trzymaj - uśmiechnęłam się.
-Dzięki. Szczerze to miałem nadzieję, że mnie przytulisz - zrobił minę szczeniaczka.
-A chodź - objęłam go.
-Łaaaaał udało mi się wreszcie - ścisnął mnie w pasie.
-Dusisz - wysapałam.
-Ejj zazdrosny jestem - włączył się Robert.
-Nie puszczę jej bo mi ciepło - słyszałam głos blondyna w swoich włosach.
-Wystarczy misiu - wyplątałam się z jego silnych ramion i stanęłam na schodach.
-To my idziemy spać. Jak coś masz telewizor, lodówka też jest pełna także dobranoc - powiedział mój narzeczony i poszliśmy do sypialni.
Kiedy już wzięłam prysznic zajrzałam do Wiktorii. Słodko spała w swoim łóżeczku. Cicho zamknęłam drzwi i wróciłam do sypialni.
Lewandowski już spał, więc nie mogłam się dowiedzieć o jaką niespodziankę mu chodziło.
Pocałowałam go w policzek, przykryłam kołdrą i położyłam się obok niego. Chwilę później zasnęłam z uśmiechem na twarzy.
____________________________________________________________________________
Takim oto rozdziałem się z Wami witam. :) Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu. :)
Rozdział dla wszystkich czytelników <3 Dzięki, że jesteście, wspieracie i komentujecie. ;*

sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 72 :)

*Robert.

Kiedy naładował mi się telefon zobaczyłem, że mam wiadomość od Julki. Odczytałem ją i pobiegłem do Kuby. Wpadłem do salonu gdzie siedział razem z Agatą i powiedziałem zdyszany:
-Wiem gdzie ona jest.! Musisz mi pomóc.
-Jasne - zerwał się z kanapy i podążył za mną.
Kilka chwil później byliśmy pod starym domem Mario, czyli nadal w Dortmundzie. Podszedłem do furtki i już chciałem ją otworzyć, jednak w ostatniej chwili zatrzymał mnie Błaszczykowski.
-Lewy tylko nie zrób jakiejś głupoty. Plan jest taki: zabieramy ją stąd i wracamy do domów. I nie bij się z nim, bo nie watro - przyjaciel mówił powoli i dokładnie akcentował każde słowo.
-Okej - niechętnie, ale się zgodziłem i ruszyłem w stronę drzwi. Zadzwoniłem dzwonkiem i czekałem.
Nikt nie otwierał a w salonie słychać było płacz i krzyki. Nacisnąłem klamkę - okazało się, że jest otwarte. Wbiegłem do salonu. Zobaczyłem swoją ukochaną. Siedziała na kanapie, była roztrzęsiona i zapłakana, a nad nią stał Götze. Chyba chciał ją uderzyć albo już to zrobił, przynajmniej na to mi wyglądało.
-Ty sk*******u.! - krzyknąłem - jakim prawem śmiałeś dotknąć moją żonę.?!
-Oooo proszę proszę obrońca uciśnionych się zjawił.! To nie jest twoja żona tak poza tym.!
-Od zawsze dla mnie taka była. Chodź kochanie zabieram cię stąd - powiedziałem do niej i podszedłem bliżej.
-Odsuń się bo, zrobię jej krzywdę.! - wyjął nóż i przystawił do szyi dziewczyny.
-Schowaj to.! - wiedziałem już, że żarty się skończyły. Czas się jakby zatrzymał. Liczyło się tylko bezpieczeństwo Julii. Jednak wtedy, dosłownie znikąd, pojawili się oni - policjanci. Wbiegli do domu i stanęli tuż za mną.
-Proszę spokojnie odłożyć nóż i unieść ręce nad głowę. - powiedział jeden z nich.
-Chyba sobie kpisz - zaśmiał się Mario i przystawił nóż bliżej krtani dziewczyny.
Rozległ się strzał, nóż wyleciał w powietrze, a nasz były przyjaciel upadł na posadzkę. Julka odskoczyła od niego i wpadła w moje ramiona.
Później wszystko potoczyło się szybko - przyjechała karetka, zabrali rannego chłopaka, policja przesłuchała nas po kolei,a  potem poszliśmy wolnym krokiem do samochodu.
Dziewczyna była tak przerażona, że cały czas drżała, a ja trzymałem ją w objęciach i delikatnie gładziłem po głowie.

***

Kiedy wysiedliśmy z auta od razu pobiegła do Agaty. Razem z Kubą poszliśmy za nią, w międzyczasie podziękowałem mu za wezwanie policji i zachowanie zimnej krwi.
-Julka nareszcie jesteś.! - krzyknęła radośnie blondynka.
-Cześć kochana.! - przytuliła ją - Gdzie Wiktoria.? - rozejrzała się po pomieszczeniu.
-Zaraz ci ją przyniosę. - wyszła i wróciła z naszym dzieckiem na rękach.
Moja narzeczona wręcz rozpromieniła się na jej widok i wzięła ją w ramiona. Podszedłem do nich i mocno przytuliłem.
-Kocham was - powiedziałem.
-My ciebie też.
Później wróciliśmy do domu i resztę dnia spędziliśmy najpierw jedząc obiad, a potem oglądając różne filmy.
Mała natomiast spokojnie spała w swoim pokoju.
_________________________________________________________________________________
Witam :) Kolejny rozdział leci do Was. Muszę powiedzieć, że zbliżamy się do końca opowiadania, ale mam już genialny pomysł na następne (ale to potem). Pozdrawiam ;*

♥♥

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 71 (kontynuacja 70) :)

*Akcja cały czas tego samego dnia (dzień ślubu) oraz dnia następnego ; narracja 3-osobowa.*

Goście już poszli bądź pojechali, również niedoszły pan młody wrócił do domu. Wziął butelkę wina i poszedł do sypialni. Już miał wypić pierwszą lampkę kiedy zobaczył, że ma kilka nieodebranych połączeń i nieodczytanych wiadomości. Jedna z nich przykuła jego uwagę. Jej treść była wręcz dramatyczna
Kochanie ratuj.! Ten idiota mnie porwał. Jestem u....
na tym się zakończyła.
Rzucił telefon, wypił pierwszy kieliszek, potem kolejny i kolejny. W końcu zasnął na środku łóżka z pustą butelką w dłoni i nadal ubrany w garnitur.

*Julia.

Znalazłam doskonały sposób. Wygrzebałam z torby telefon i chciałam  napisać smsa. Jednak wrócił Mario i szybko musiałam go schować. Nie wiem w jakim momencie urwała się treść wiadomości.
-Widzę, że mnie posłuchałaś - podszedł do mnie i pogładził po policzku.
Skrzywiłam się i odsunęłam.
-Chodź na kolację.
Wykonałam jego prośbę. Cały czas byłam ubrana w białą suknię.
-Chcę wrócić do Roberta - powiedziałam stanowczo.
-Nie.
-Dlaczego.?
-Teraz jesteś ze mną czy ci się to podoba czy nie.
-Dobra, a mogę iść się ogarnąć.? Masz tu jeszcze jakieś moje stare ciuchy.? - zapytałam obojętnym tonem.
-Chodź - powiedział i poprowadził mnie na górę.
Pokazał mi szafę, w której były moje ubrania. Weszłam do łazienki i zamknęłam się w niej na klucz. Zdjęłam suknię, wzięłam zimny prysznic, a potem szybko wytarłam się, ubrałam w przygotowane wcześniej rzeczy i wzięłam do rąk telefon. Napisałam Robertowi gdzie jestem i jedyne co mi pozostało to oczekiwanie na jego reakcję. Z łazienki przemknęłam się jak najciszej do pokoju. Tutaj również zamknęłam drzwi na klucz. Położyłam się na łóżku i szybko zasnęłam.

*Robert.

Wstałem około 10. Strasznie bolała mnie głowa. Zacząłem po omacku dotykać ręką miejsce gdzie powinna być Julia - było puste. Później przypomniałam sobie, że wczoraj zniknęła. Wygrzebałem się z pościeli, wziąłem czyste ubrania i wszedłem do łazienki. Chwilę później zszedłem na dół. Cieszyło mnie to, że Wiktoria jest bezpieczna w domu Błaszczykowskich. Po śniadaniu ogarnąłem kuchnię, a potem sypialnię. Znalazłem telefon - był rozładowany. Podłączyłem go i znowu wróciłem na dół. Usiadłem na kanapie i zacząłem oglądać jakikolwiek film żeby przestać o tym wszystkim myśleć.
_________________________________________________________________________________
Hej :)Ten rozdział jest typowo opisowy. Nie wiem czy mi to wyszło, ale pozostawiam go Waszej ocenie. ;>
Do następnego ;*

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział 70.

*2 tygodnie później.
Nadszedł wielki dzień - zarówno dla nas jak i naszej córeczki. O 9 całusem obudził mnie Robert.
-Hej kochanie - powiedziałam zaspanym głosem.
-Witaj królewno.
-Muszę nakarmić małą - zerwałam się.
-Leż, już jest najedzona. Dla ciebie też coś mam  - powiedział i wyszedł z sypialni.
Po chwili wrócił z tacą w rękach. Były na niej kanapki, sok pomarańczowy, filiżanka kawy, jakaś sałatka i biała róża.
-Kochany jesteś - usiadłam i zabraliśmy się za jedzenie.
Potem Lewandowski pożegnał się ze mną  i poszedł do Marco - miał się u niego przygotować do ceremonii.
Ja ubrałam małą i zaniosłam ją do Błaszczykowskiej, która miała  z nią dotrzeć do kościoła. Następnie wróciłam do domu i czekałam na kosmetyczkę i fryzjerkę. W międzyczasie założyłam suknię. Usłyszałam dzwonek do drzwi i krzyknęłam
-Proszę.!
-Dzień dobry.! - przywitała się kobieta  - ja mam zrobić pani makijaż i uczesać.
-Witam. - podałam jej rękę - no dobrze to może przejdźmy do łazienki.
Pół godziny później wszystko było gotowe. Wzięłam torebkę, w której schowałam telefon i chusteczki i wyszłam przed dom. Biała limuzyna już czekała. Wzięłam głęboki oddech, zakluczyłam dom  i wsiadłam do samochodu.

*Pół godziny później.
-Zaraz gdzie mnie pan wiezie.? Powinniśmy być już dawno w kościele.! - zdenerwowałam się.
-Ale my wcale tam nie jedziemy.! - zaśmiał się szyderczo.
-To gdzie w takim razie.?
-Niespodzianka. Zaraz się pani przekona.
''O cholera Mario" - pomyślałam.
-Jesteśmy na miejscu. - poinformował mnie -  Dzień dobry szefie. Zgodnie z umową przywiozłem panią Nowakowską - powiedział do jakiegoś mężczyzny.
Ku mojemu niezadowoleniu był to Götze.
-Wysiadaj - otworzył drzwi.
-Nie.
-Już.! - podniósł głos.
-Nie.!
-Bo za chwilę przestanę być miły.!
-Nigdy nie byłeś.! - zarzuciłam mu.
-Sama tego chciałaś.! - wyciągnął mnie z auta, przerzucił przez ramię i ruszył w stronę domu.
Zdziwił mnie fakt, że cały czas byliśmy w Dortmundzie skoro mieszkał w Monachium.
-Puść mnie.! - walnęłam go z całej siły ręką w plecy.
-Bądź grzeczna to może nic ci nie zrobię.
-Tylko k**wa spróbuj mnie dotknąć to będziesz miał problem.
-Oj kochanie...
-Zamknij się i mnie postaw.! - przerwałam mu - Poza tym biorę ślub. Proszę mnie odwieźć do kościoła.
-Nawet o tym nie myśl. Właśnie to jest moja niespodzianka, o której ci pisałem.
-Porwałeś mnie  z mojego własnego ślubu.! Czy ty wiesz, że to miał być najważniejszy dzień mojego życia.?! - wydarłam się na niego.
-Dobrze powiedziane: miał być ale niestety nie będzie. Ja teraz wychodzę, a ty tu zostajesz i nawet nie próbuj uciekać bo i tak cię znajdę.
Jak powiedział tak zrobił. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i szczęk przekręcanego klucza.
-Za****ście - oparłam się o ścianę a po moim policzku popłynęły łzy.
Nie liczył się dla mnie ani rozmazany makijaż ani to co mój były kazał mi zrobić. Musiałam wymyślić jakiś sposób jak się stąd wydostać.

*W tym samym czasie przed kościołem (narracja 3-ecio osobowa)
-Cholera gdzie ona jest?! - denerwował się Robert.
-Powinna być już godzinę temu - Agata niepokoiła się o przyjaciółkę. Cały czas trzymała na rękach Wiktorię.
-Może coś się stało.? - zapytał Marco.
-Nawet tak nie mów.! - skarcił go Lewy.
-Proszę państwa musimy zaczynać.
-Muszę wszystko odwołać - stwierdził piłkarz i poszedł do księdza. Szepnął mu na ucho kilka słów.
-Rozumiem - powiedział kapłan i odszedł.
-Chciałbym coś ogłosić.! - Lewandowski wziął mikrofon  - ślubu nie będzie.
Między zebranymi przeszedł jęk zawodu.
-Julia zniknęła - dodał po chwili.
Po jego policzkach spłynęła kilka gorzkich łez rozpaczy. Myślał, że dziewczyna go wystawiła. Nie wiedział, że jest kilka ulic dalej i próbuje znaleźć sposób wydostania się z ''pułapki".
_________________________________________________________________________________
Hej hej hej :) Myślę, że spodoba się Wam ten rozdział :) Proszę o komentarze :) Pozdrawiam ;*

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 69 xD (bez skojarzeń ;p)

*Kilka dni później.
Wiktoria przebywała właśnie u mamy Roberta. My natomiast mieliśmy czas dla siebie. Dzisiaj wybierałam się na poszukiwanie sukni ślubnej.
-I jak gotowa.? - do domu wparowała Agata w towarzystwie Ewy.
-No chyba nie - spojrzała na mnie pani Piszczek.
Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że jestem w żółto-czarnej koszulce z numerem 9 i legginsach.
-Tylko się przebiorę - powiedziałam i popędziłam na górę.
Ubrałam się w to:
wzięłam jeszcze telefon, portfel i w razie czego aparat i byłam w pełni przygotowana na podbój salonu sukien ślubnych.

*Godzinę później.
-Myślicie, że spodoba się Robertowi.? - zapytałam przeglądając się w lustrze.
-Będzie oczarowany - powiedziały jednogłośnie.
-Skoro tak mówicie to ją kupię - weszłam do przebieralni.
-To ja ci przechowam to cudo- zaoferowała się Agata.
-Dzięki, u mnie nie byłaby bezpieczna.
Po chwili udałyśmy się do kasy, a następnie do samochodu. Zostawiłyśmy rzeczy i poszłyśmy na kawę i lody.

*2 godziny później.
Weszłam do domu i usłyszałam z salonu znajomy śmiech.
-Hej kochanie - cmoknęłam Roberta w policzek - Witaj lamo - szturchnęłam Reusa w bok.
-Hej skarbie - powiedział Lewy.
-Cześć mała - dodał Marco.
-Patrz jak cię ogrywam.! - zaśmiał się mój narzeczony.
-Coś mi dzisiaj nie idzie.
-Dobra chłopaki widzę, że gracie w Fifę także ja idę się ogarnąć i jak coś jestem w sypialni - rzuciłam i poszłam na górę.
Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w dresy i bokserkę, związałam włosy w luźnego koka i poszłam do sypialni. Położyłam się na środku łóżka, wzięłam słuchawki i włączyłam sobie ulubioną playlistę. Mniej więcej po przesłuchaniu dwóch piosenek otrzymałam wiadomość. Myślałam, że to odpowiedź Agaty na moją propozycję jednak myliłam się. Był to Mario. Napisał mi:
Hej. Wiem, że bierzesz ślub za 2 tygodnie i naprawdę chciałbym życzyć ci szczęścia. Mam dla ciebie specjalną niespodziankę na ten dzień. Myślę, że ci się spodoba. Pozdrawiam ;*
-Już ci wierzę - powiedziałam sama do siebie i usunęłam smsa.
Włączyłam muzykę i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam w objęcia Morfeusza.
________________________________________________________________________________
                                          Specjalnie dla Veroniki <3 i Kasi <3.
Hej. :) Łapcie kolejny rozdział. Nie wiem czemu, ale nie podoba mi się. Pozostawiam go Waszej ocenie. Dziękuję za komentarze pod poprzednim. ;*
Do następnego ;*

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 68 ;)

Następny dzień rozpoczęłam od zlądowania z łóżka.
-Miła pobudka - powiedziałam sama do siebie i podniosłam się z podłogi.
Zdziwiło mnie, że swoim upadkiem nie zbudziłam Lewandowskiego. Założyłam jego koszulkę i zajrzałam do Wiktorii, która popłakiwała cicho.
-Ciii skarbie zaraz mamusia da ci mleczko - wzięłam ją na ręce i zeszłam na dół.
Położyłam dziecko na kanapie i weszłam do kuchni przygotować mleko. Nakarmiłam małą i uśpiłam. Potem zrobiłam śniadanie i poszłam obudzić Roberta. W tym celu położyłam się obok niego i zaczęłam szeptać mu do ucha. Po chwili podniósł się i powiedział:
-Cześć skarbie. Co tak wcześnie wstajesz.?
-Kochanie Wiktorię karmiłam, a poza tym jest już 10:45.
-Która.?
-10:45 - powtórzyłam.
-Jasna cholera - powiedział i zerwał się z łóżka.
-Co? - zdziwiłam się jego reakcją.
-Za 15 minut mam trening przed meczem. Nie wiem jak dojadę na SIP - wytłumaczył i wbiegł do garderoby. Chwilę później wrócił ubrany.
-Śniadanie jest na stole - powiedziałam.
-Nie zdążę zjeść.
-A na treningu zdążysz zemdleć.?
-Ale....
-Nie ma ale - przerwałam mu - do kuchni. Masz zjeść przynajmniej jedną kanapkę i wypić kawę. Ja zadzwonię do Jurgena.
Zrezygnowany zszedł po schodach i usiadł przy stole. Ja natomiast wzięłam telefon i zręcznie wytłumaczyłam go przed trenerem.
-Masz jeszcze dokładnie 30 minut, więc spokojnie zdążysz - poinformowałam go i wzięłam kanapkę.
-Dzięki żono - powiedział, podszedł do mnie i pocałował w policzek. - Jak ty to zrobiłaś.? Zwylke jest nieugięty.
-Perswazja kochanie. Poza tym mam swoje sposoby i tajemnice. Lepie nie pytaj - zaśmiałam się.
-Nie wnikam w takim razie. Spadam. Będę za 3 godziny - poinformował mnie.
-A czy w drodze powrotnej możesz zrobić zakupy.? - zapytałam odprowadzając go do drzwi.
-Jasne  - po tych słowach podałam mu listę i otworzyłam drzwi. Pocałowałam go w progu i usłyszałam spust migawki.
-Będziemy w Dzienniku Dortmundzkim - uśmiechnęłam się - I to na pierwszej stronie. - pocałowałam go jeszcze raz i zamknęłam drzwi.

*Wieczór tego samego dnia.
-No i zobacz jaka sweet foteczka - Lewy podał mi gazetę.
-Widziałam to już chyba 155 razy - powiedziałam.
-Zobacz 156. Przeczytaj wstęp.
-Okej - uśmiechnęłam się i zaczęłam czytać:
Dzisiaj rano jeden z naszych dziennikarzy był świadkiem przemiłego wydarzenia. Od dawna wiadomo, że Julia Nowakowska i Robert Lewandowski są parą. Ich miłość kwitnie z dnia na dzień. Dzisiaj przed wyjściem na trening snajper żegnał się bardzo namiętnie ze swoją narzeczoną w drzwiach ich domu. Nie zwracali uwagi na otaczający świat, a nasz reporter był w odpowiednim miejscu i czasie.
-W ogóle co za debil to pisał.? To się nie trzyma stylistycznie - zaśmiałam się i rzuciłam gazetę.
-Jakiś niedouczony pajac. - pocałował mnie.
W tym momencie usłyszałam płacz Wiktorii. Odskoczyłam od niego i już chciałam biec na górę.
-Siedź kochanie ja pójdę - uprzedził mnie piłkarz i skierował się na górę.
-Dzięki - powiedziałam i włączyłam telewizor.
Po chwili na górze zapanowała cisza, słychać było tylko melodyjny głos mojego ukochanego, który śpiewał kołysankę. Nie wierzyłam, że tak diametralnie się zmienił. Zawsze mówił, że nie ma podejścia do dzieci, a one przy nim płaczą. Okazało się co innego. Wiktoria od razu usypiała w jego ramionach. Gdy go tylko ujrzała od razu przestawała płakać.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk wiadomości. Wygrzebałam telefon spod sterty płyt, gazet i chusteczek.
Sms był od Agaty.
Hej kochana. ;* Nie chcę Cię martwić, ale Mario był u nas i on na prawdę chce do Ciebie wrócić. Jest gotowy na wszystko. Kuba tłumaczył mu, że bierzesz ślub i dla Twojego dobra powinien usunąć się w cień. To tyle chciałam powiedzieć. Życzę Wam dobrej nocy <3 :)
-Do jasnej cholery czy on się nigdy nie odczepi.!- zdenerwowałam się.
-Kto.?- zapytał Robert. który nieoczekiwanie pojawił się przy mnie.
-Götze. Powrotów mu się zachciewa. Spotkam to zabiję.
-Ja to zrobię.
-A może zostawmy to i zacznijmy myśleć o sobie - powiedziałam i usiadłam mu na kolanach.
-Moglibyśmy - zgodził się i powędrował do sypialni.
________________________________________________________________________________
Witam :) W ciągu 20 minut powstało takie cuś ;) Mam nadzieję, że się podoba :) Do następnego ;*
Łapcie jeszcze zacne miny Wojtusia i Lewuska. <3

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 67

                                                           ''Znowu Ty z tej ponurej wieży szarych dni,
                                                                                        Kradniesz moje serce, musisz być
                                                            Księciem....."

*Pół roku później.
Jestem już po porodzie. Urodziłam śliczną i zdrową dziewczynkę. Lewy oszalał na jej punkcie. Poza tym codziennie wychodzimy z 3-miesięczną już Wikusią na spacery.
-I jak tam moje księżniczki.? - zapytał kiedy wrócił z treningu.
-Całkiem dobrze. A ty jak.?
-Klopp dał nam niezły wycisk.
-Ale ty jesteś silny, więc pewnie nawet się nie zmęczyłeś.? - zapytałam przytulając go.
-No troszeczkę - pocałował mnie.
-Chodź do kuchni, podam ci obiad - ''odkleiłam'' się od niego i pociągnęłam w stronę pomieszczenia.
-Dziękuję - powiedział kiedy skończył jeść - pyszne jak zwykle.
-Dziękuję Wychodzę za godzinę - poinformowałam go.
-Dokąd.?
-Do centrum jadę. Muszę kupić kilka rzeczy.
-I zostawisz mnie samego z Wiktorią.?
-Agata przyjdzie.
-Uff to dobrze.
-Nie mów, że się przestraszyłeś.? - roześmiałam się.
-Jednak tak.
-No co ty naszego słodkiego aniołka się boisz.?
-Aniołka.? Jak ostatnio została ze mną nieźle dała mi popalić.
-Oj kochanie, Błaszczykowska ci pomoże. Razem dacie radę.
-Wiem skarbie. To idź się szykuj do wyjścia.
-Okej - powiedziałam i poszłam na górę.

*Pół godziny później.
Właśnie przyszła Agata. Przekazałam jej wszystkie ważne informacje, pokazałam gdzie co jest i wyszłam z domu.
W centrum byłam chwilę później. Weszłam do galerii, kupiłam kilka rzeczy i postanowiłam pójść jeszcze na kawę. Przeszłam na drugą stronę ulicy i wpadłam w jakiegoś mężczyznę.
-O przepraszam - powiedziałam i chciałam iść dalej.
-Nic.... O Julka znowu się spotykamy - odpowiedział mi.
-Niestety...
-Może masz ochotę pójść ze mną na kawę.? - zaproponował.
-W sumie to możemy, bo miałam iść sama.
-Mario powiedz mi prawdę. Po co tu przyjechałeś.? - dodałam kiedy siedzieliśmy przy stoliku.
-Po rzeczy...
-Kłamiesz - przerwałam mu - co kilka dni od ponad pół roku przyjeżdżasz tu po rzeczy.?
-Spostrzegawcza jesteś. Dobra powiem ci pani detektyw.
-Nie kpij. Słucham w takim razie - powiedziałam i upiłam spory łyk białej kawy.
-Jestem tu tylko i wyłącznie z twojego powodu. Nadal cię kocham i chcę żebyś do mnie wróciła...
-Zdajesz sobie sprawę, że to niemożliwe.? - przerwałam mu.
-Gdyby to było aż tak niemożliwe to nie siedziałabyś tu ze mną. - uśmiechnął się.
-I tak miałam iść na kawę, więc to nie ma nic wspólnego z tobą.
-Naprawdę chcesz się tak całe życie oszukiwać.?
-Kto się tu oszukuje.? Ty sobie ubzdurałeś coś w tej pustej głowie i za wszelką cenę chcesz to zrealizować.
-Robisz to pewnie tylko dlatego, że macie dziecko. Przecież ty go nie kochasz. - powiedział i przysunął się do mnie.
-Kocham go. Dziecko potwierdza nasze uczucie. Za miesiąc biorę ślub - wstałam.
-Jak to.? Przecież to ze mną miałaś stworzyć rodzinę. Pamiętasz.? - zapytał.
-Pamiętam, ale to było prawie 4 lata temu. I przypominam, że to ty to zniszczyłeś.
-Kto zniszczył to zniszczył.
-Co masz na myśli.? - usiadłam z powrotem.
-To że jak byłem w śpiączce przespałaś się z Robertem.
-Skąd to wiesz.? - zdziwiłam się.
-Od Natalii.
-A to szmata. Nie dość, że poszedłeś z nią do łóżka to jeszcze wyciąga jakieś stare brudy.
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś.?
-Bo myślałam, że to pomyłka. Teraz wiem, że go kocham i nic, a tym bardziej ty, tego nie zmieni - wstałam i zapłaciłam rachunek zostawiając go sam na sam z myślami.

***
Weszłam do domu i zdziwiłam się ciszą panującą wokół. Zostawiam zakupy w korytarzu i weszłam do salonu. Zobaczyłam wzruszający obrazek: Lewy spał na kanapie, a na jego klatce Wiktoria. Sięgnęłam na półkę po aparat i utrwaliłam ten obrazek.
Natomiast Agata siedziała w kuchni i coś czytała.
-Hej i jak.? Dała wam popalić.? - zapytałam uśmiechając się do przyjaciółki i nalewając sobie wody.
-Nie było tak źle. Oglądali bajkę, ale zasnęli.
-Okej. Musisz już iść.? Bo chciałabym ci coś opowiedzieć.
-To może chodźmy do waszej sypialni żeby nie obudzić dzieci - zaśmiała się Agata.
Opowiedziałam jej  przebieg spotkania z Mario.
-Ale że co.?! On po tylu latach chce do ciebie wrócić.? - nie dowierzała blondynka.
-Tak i nie dociera do niego nic, nawet to, że kocham Roberta. Twierdzi, że to dziecko nie jest owocem naszej miłości - dodałam jeszcze.
-Ma tupet szmaciarz jeden. Chyba trzeba z nim porozmawiać i wyjaśnić parę rzeczy.
-Przecież zrobiłam to dzisiaj.
-Myślisz, że dotarło.? Pewnie nadal sądzi, że kłamiesz.
-Może jednak coś to dało.
Później pokazałam jej co kupiłam i wyszła z domu, bo zadzwonił zmartwiony Kuba.
Po chwili zeszłam do salonu, zaniosłam córkę do jej ślicznego pokoju
i zabrałam się za kolację.
_________________________________________________________________________________
Także ten: nie mam ostatnio weny. Nie wiem o czym mam pisać, więc wymyślam cokolwiek. Rozdział powstawał od wczoraj od godziny 20 i wyszło mi takie oto cuś. Mam nadzieję, że się Wam podoba :)

                                           JESTEŚ - SKOMENTUJ.! ;*

A jak się komuś nudzi może pośmiać się z mojego Aska albo zadać jakieś pytanko :)
Dobranoc <3

czwartek, 31 października 2013

Rozdział 66 ;)

*Tego samego dnia godzinę później.
Robert jest nieoceniony. W ciągu kilku minut poprawił mi humor wymyślając razem z Reusikiem obiad w plenerze.
-I jak podobało się.? - zapytał kiedy już wracaliśmy do domu.
-Było świetnie. Trzeba kiedyś to powtórzyć - uśmiechnęłam się i włączyłam radio.
*Marco Reus miał wypadek samochodowy. Wiemy, że kilka minut wcześniej spotkał się z Julią i Robertem Lewandowskimi na obrzeżach Dortmundu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że nic poważnego się nie stało. Więcej informacji w faktach za godzinę* - usłyszeliśmy krótki komunikat.
-Musimy tam jechać i dowiedzieć się co z nim - powiedział zmartwiony Robert.
-Koniecznie.
Skierowaliśmy się do pierwszego szpitala i kiedy upewniliśmy się, że on tu jest dowiedzieliśmy się o stan jego zdrowia i o salę, w której leży.
-Sieroto jak ty jeździsz.? Drogi ci brakuje.? - Lewy wszedł do sali i przytulił Reusa siedzącego na łóżku.
-Widzę, że się martwiłeś. Miło - uśmiechnął się Marco.
-Jak się w ogóle czujesz.? - zapytałam.
-Dobrze. Muszę do jutra tu zostać.
-Kochanie nie wiem czy zauważyłeś, ale zrobili z nas małżeństwo - zwróciłam się do Lewandowskiego.
-Nooo, a słyszałaś jak to pięknie brzmiało.?
-Jasne, że tak przecież tam byłam - cmoknęłam go w policzek.
-Ale o czym wy mówicie.? - Reus był zdziwiony.
-Był komunikat w radiu o tym, że miałeś wypadek i wspomnieli też o nas
-Dobra, ale jaki to ma związek z małżeństwem.?
-Powiedzieli Julia i Robert Lewandowscy - wytłumaczyłam mu.
-Jak to cudownie brzmi - zachwycił się piłkarz - To kiedy wy bierzecie ten ślub.? - zapytał nieoczekiwanie.
-Jak się mała urodzi - poinformowałam go.
-A ty będziesz zarówno świadkiem jak i chrzestnym - wtrącił się Lewy.
-Że ja.?!
-Ty. I nie wymiguj się.
-Ale ja jestem nieodpowiedzialny, młody i jeszcze głupi.
-Oj tam jesteś starszy ode mnie - zaczęłam go przekonywać chociaż sama byłam zaskoczona tym faktem.
-Dobra, ale jak coś to sami tego chcieliście - powiedział i położył się na łóżku.
-Spadamy mała - szepnął mi do ucha Lewy.
Pożegnaliśmy się z Marco i pospiesznie opuściliśmy szpital.

*Następnego dnia.
Wstałam około 10, zrobiłam śniadanie i poszliśmy na SIP. Na miejscu chłopak poszedł do szatni a ja na trybuny.
-Kogo my tu mamy - usłyszałam za plecami.
-Paweł.? Co ty tu robisz.? - przestraszyłam się.
-Odwiedzam swoją dziewczynę - powiedział i przysunął się bliżej mnie.
-Idź stąd - przeraziłam się tą niewielką odległością między nami.
-Ej koleś nie słyszałeś jak się grzecznie mówi idź stąd.? - nagle znikąd pojawił się Błaszczu.
-Spadaj blondasku - odparował Paweł.
-Nie to ty się wynoś - przyłączył się Roman.
Po chwili dołączyła reszta drużyny.
Widząc to mój były odwrócił się i odszedł.
-Dziękuję chłopaki - powiedziałam i przytuliłam każdego z nich.
-Ej co się tu dzieje.? - zapytał Lewy, który dopiero się przebrał.
-Opowiem ci w domu - uśmiechnęłam się i zeszłam razem z nimi na murawę.
Usiadłam na ławce i obserwowałam w spokoju trening pszczółek.
-No to co się działo jak zakładałem strój.? - zapytał Robert w drodze powrotnej do domu.
-Usiadłam na trybunach i nagle Paweł do mnie podszedł i nie chciał odejść. Pierwszy przyszedł Kuba, potem Roman, a jak to nie pomogło to reszta. I odszedł, bo się chyba przestraszył - wyjaśniłam mu wszystko.
-Okej, ale wiesz, że gdyby nie oni mogło być o wiele poważniej.?
-Wiem.
Weszłam do domu i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i zaczęłam bezmyślnie skakać po kanałach.
Nie było nic ciekawego, więc podeszłam do półki i wzięłam płytę. Włączyłam ją i wtuliłam się w Roberta.
Usnęłam po chwili i poczułam tylko jak piłkarz przenosi mnie do sypialni.
_________________________________________________________________________________

                                                 JESTEŚ - SKOMENTUJ.! <3 :)

Ciekawe co ten Wojtuś takiego ciekawego tam pokazuje Lewemu ;d ♥


Rozdział 65

Wstałam rano z nie do końca jasnym poczuciem, że coś jest nie tak. Może czułam się dziwnie, bo nie było przy mnie Roberta.?
Podniosłam się i zeszłam na dół. Zobaczyłam, że śpi na kanapie, więc weszłam do kuchni i zabrałam się za śniadanie. Dla piłkarza zrobiłam kanapki, a sobie płatki z mlekiem. Nalałam soku pomarańczowego i usiadłam przy stole. Po chwili dołączył do mnie zaspany Lewandowski.
-Hej skarbie - pocałował mnie w policzek.
-Cześć kochanie. Dlaczego spałeś na kanapie.
-Wczoraj zszedłem się napić i jakoś tak wyszło, że zasnąłem.
-Spoko. Jak skończysz to włącz zmywarkę. Ja idę się ogarnąć - powiedziałam i poszłam na górę.
Ubrałam się i postanowiłam zadzwonić do mamy. Odebrała  po kilku sygnałach.
-Hej mamuś - przywitałam się.
-Cześć - powiedziała oschle.
-Co tam.? - pytałam dalej niezrażona tonem rodzicielki.
-Jest dobrze. A u ciebie i Roberta.? Słyszałam, że jesteś w ciąży.
-U nas świetnie. No, jestem w ciąży, za trzy miesiące będę rodzić - pochwaliłam się.
-Przynajmniej do domu nie wrócisz.
-Słucham.? - zdziwiłam się jej stwierdzeniem.
-Powiedziałam to co słyszałaś. Myślisz, że po co dostałaś te pieniądze.?
-Żebym sobie ułożyła życie.?
-Otóż  nie. Tylko i wyłącznie po to żeby się ciebie pozbyć - każde jej słowo było dla mnie ciosem prosto w serce.
-Mamo ale co ty w ogóle mówisz.?! - wykrzyknęłam a w moich oczach pojawiły się łzy.
-To co słyszysz. I widzę, że dopięłam swego. Jesteś szczęśliwa, a ja nie muszę się cały czas tobą zajmować - wciąż mówiła wrogo.
-Nienawidzę cię.! - krzyknęłam - W najbliższym czasie przyjadę po resztę rzeczy - rozłączyłam się i rzuciłam telefonem o ścianę.
Opadłam na łóżko i zaczęłam płakać.
-Kochanie, co się stało.? - zapytał zmartwiony Robert.
-Dzwoniłam do matki. Powiedziała, że pieniądze na mieszkanie dała tylko po to żeby się mnie pozbyć - szlochałam.
-Żartujesz w tym momencie.?
-A wyglądam.? Musimy jechać do niej po moje rzeczy.
-Okej. A teraz chodź się przytul i nie płacz już - wziął mnie na kolana i zaczął gładzić po plecach.
-Kocham cię wiesz - powiedziałam po chwili.
-Wiem, ja ciebie też. A teraz się ogarnij troszeczkę i przebierz to może gdzieś pojedziemy.
-Mam się ubrać elegancko czy na luzie.?
-Na luzie - powiedział i wyszedł z sypialni.
Szybko wyciągnęłam z szafy jakiś zestaw i zeszłam po schodach.
-Zapraszam panią - otworzył przede mną drzwi od auta.

***
-No dobra a długo jeszcze będziemy jechać.? - zapytałam po jakiejś 15-minutowej jeździe.
-Jeszcze chwila - powiedział - o już jesteśmy. Musimy tylko kawałek dojść - powiedział i zatrzymał auto.
Podszedł do bagażnika i wyjął z niego koc oraz kosz piknikowy. Następnie wziął mnie za rękę i poprowadził przez łąkę. Zatrzymał się w okolicach niedużego stawu. Wokół rozciągały się pola i kwitły młode wiosenne kwiaty.
-Ooooo jak tu cudownie - zachwyciłam się - tylko skąd ty znasz takie miejsca.?
-Jak było mi źle albo kłóciłem się z Anką przyjeżdżałem na przykład tu, ale znam jeszcze kilka - poinformował mnie.
-Ależ ty romantyczny jesteś - powiedziałam - obiad  w plenerze. Kto by się tego po tobie spodziewał - uśmiechnęłam się i usiadłam na rozłożonym kocu.
-Sam bym pewnie na to nie wpadł gdyby nie nasz Reus.
-Tak myślałam, że maczał w tym palce - roześmiałam się i pocałowałam go.
Kiedy już się najedliśmy, schowaliśmy resztę do bagażnika i poszliśmy na spacer.
-Zobacz ktoś idzie w naszą stronę - spojrzałam w stronę mężczyzny na przeciw nas.
-No masz rację.
-Siemacie gołąbeczki - powiedział Reus.
-A co ty tu robisz.? - zapytał zdziwiony Robert.
-Przyjechałem sprawdzić jak sobie radzisz słoneczko. I widzę że dobrze - przytulił się do mnie, a potem d mojego ukochanego.
-No widzisz misiu dałem radę - wyszczerzył się Lewy.
I co.? Gdyby nie ja to byś zginął marnie kotku.
-Pewnie tak, ale teraz dziękuję Bogu, że mam ciebie kochanie ty moje.
-Ej ja też tu jestem - wtrąciłam się.
-Wiemy skarbie - powiedzieli jednocześnie.
-To może przestańcie gadać tak jakbyście byli sami. Ja wiem, że wy się kochacie, ale bez przesady.
-Ale nie jesteś zła.? zapytał zmartwiony Marco.
-Nie no wcale - udałam obrażoną i odeszłam od nich kawałek.
Usłyszałam, że coś szeptają, więc powiedziałam
-Wszystko słyszę.!
_________________________________________________________________________________
Hej :)
Składam kolejny rozdział w Wasze ręce. Mam nadzieję, że się podoba. :)
Kasia dzięki, że posunęłaś  mi pomysł. :)
Do następnego ;**



sobota, 26 października 2013

Rozdział 64 xD

*Miesiąc później
Smsy Pawła okazały się zwyczajnymi przechwałkami. Do tej pory nie odezwał się ani razu, nie wysłał wiadomości, nie dzwonił.
-Hej kochanie - krzyknął Lewy, który właśnie wrócił z treningu.
-Hej - odpowiedziałam - obiad masz na stole - pocałowałam go w policzek.
-Okej. Ja się czujesz.? - wziął talerz i usiadł naprzeciw mnie.
-Dobrze. A jak tam nasza sierota.?
-Reus.? Wszystko z nim świetnie. Dzisiaj zarywał do jakiejś dziewczyny siedzącej na trybunach - poinformował mnie Robert.
-O proszę proszę. Wiedziałam, że sobie poradzi.
-On zawsze. Tylko żeby znowu nie płakał jak go jakaś wykiwa.
-Najwyżej przyjdzie do nas i będzie spał na kanapie, jak zawsze.
-Taki tam standardzik. - skwitował.
-Dokładnie. A teraz może obejrzymy jakiś film.? -zaproponowałam.
-No jasne. Wybieraj.
-Podeszłam do półki z płytami i wyciągnęłam pierwszą z nich. Wypadło na ''Szkołę uczuć".
-Oglądajmy póki możemy, bo potem to tylko bajki - zażartowałam.
-Będzie ciężko.
-Ale damy radę.
-Bo kto jak nie my.
-No a teraz cicho i oglądamy.
Usiedliśmy jak za starych dobrych czasów. Film tak nas wciągnął, że nie zauważyliśmy skradającego się Reusa.
-Hej - powiedział nam na ucho.
-Kuźwa Reus - podskoczyłam do góry.
-Czego nas straszysz.? - zapytał Robert.
-Tak słodko wyglądaliście, że szkoda było przerywać - wytłumaczył się.
-Następnym razem wypróbuję na tobie prawy sierpowy - pogroziłam.
-Oj nie bij no - pisnął.
-A kto cię bije.? Przecież tylko ostrzegam.
-A w ogóle to chcesz coś.? - wtrącił się Lewy.
-Nie. Przyszedłem tylko odwiedzić starych przyjaciół.
-Ej nie takich starych. Jestem od ciebie młodsza lamo.!
-A ile ty masz lat właściwie.?
-23 a ty masz 24 Marco Reusie - powiedziałam i wyszłam do kuchni.

***
Wieczorem postanowiłam pójść na krótki spacer. Lewy nie chciał żebym szła sama, więc chcąc nie chcąc wzięłam go ze sobą. Skierowaliśmy się do parku.
Kwiecień zbliżał się nieubłaganie, a tym samym termin porodu.
-Powiesz mi chociaż jaki kolor mają ściany w tym pokoju.? - przerwałam ciszę.
-Nie powiem ci, później się dowiesz - powiedział i nagle się zatrzymał.
-Stało się coś.?
-Chyba jakieś zwidy mam - ruszył przed siebie.
-To chyba jednak oboje mamy - powiedziałam kiedy zobaczyłam na swojej drodze Mario.
-Ten to wie gdzie i kiedy się pojawić.
-Ale spokojnie, może jakoś damy radę.
-Musimy, bo nie wypada zawracać.
Pełna obaw, ściskając rękę Roberta poszłam przed siebie. Nie zauważył by mnie gdybym nie potrąciła go łokciem.
-O przepraszam - powiedział i podniósł głowę - Julka.?
-Nie, twoja matka - sarknęłam.
-Co ty tu robisz.?
-Jestem z moim narzeczonym - wskazałam na Roberta - na spacerze. A ty.?
-Przyjechałem na stare śmieci po kilka rzeczy.
-A to spoko.
-Ślicznie wyglądasz, który to miesiąc.?
-Początek szóstego.
-Gratuluję ci stary - zwrócił się do Lewandowskiego.
-Dzięki - powiedział z wymuszonym uśmiechem.
-To my już będziemy szli. Fajnie było cię spotkać. Nic się nie zmieniłeś - pożegnałam się i miałam zamiar odejść.
-Poczekaj. Ciebie też miło było spotkać. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś zobaczymy - złapał mnie za łokieć.
-Cześć - odeszłam przytulając Lewego.
-A ja mam nadzieję, że cię nie spotkam - powiedziałam kiedy byliśmy już daleko od niego.
Odwróciłam się o zobaczyłam, że nadal stoi w tym samym miejscu.
-Trzeba było z nim w ogóle nie gadać - skomentował piłkarz.
-Słuchaj ja z nim byłam i to długo, więc nie mogę nagle przestać zwracać na niego uwagę, na przykład na ulicy, a zwłaszcza po tym co mi zrobił.
-Nie denerwuj się tylko.
-Jestem spokojna jak nigdy. Wracajmy już do domu.
-Okej - odpowiedział mi i zawróciliśmy.

*Robert.
Julka jest łatwowierna. Przecież Götze przyjechał tu specjalnie, bo chce ją odzyskać. Kilka dni wcześniej pisał o tym na Facebooku. Gdy zaczęła z nim rozmawiać postanowiłem spokojnie poczekać mimo że wszystko się we mnie gotowało.
-O czym myślisz.? - zapytała leżąc z głową na mojej klatce piersiowej.
-Myślę po co on tu przyjechał.
-Przecież mówił, że po resztę rzeczy.
-A chcesz coś zobaczyć.?
-Chcę - widziałem  ciekawość malującą się w jej zmęczonych oczach.
Wziąłem do ręki laptop, szybko zalogowałem portal i pokazałem status Mario.
-Nie wierzę - powiedziała zdziwiona - przecież on dobrze wie, że to między nami to jest definitywny koniec.
-Z tego co napisał to chyba przez te 2 i pół roku nic nie zrozumiał.
-Mam nadzieję, że to nie popsuje naszych relacji.
-Kochanie, to nie ma na nic wpływu tylko wolałbym żebyś go unikała.
-I takiej odpowiedzi oczekiwałam - uśmiechnęła się i pocałowała mnie. - Dobranoc - odwróciła się i po chwili spała.
Postanowiłem zejść na dół. Nalałem sobie wody do szklanki i usiadłem na kanapie wpatrując się tępo w jeden punkt.
Jeśli jego zamiary są prawdziwe to jestem na zagrożonej pozycji, ponieważ był jej wielką miłością i w głębi serca nadal go kocha chociaż tego nie okazuje.
Wziąłem do rąk telefon i wykręciłem jego numer.
-Słuchaj jeśli zrobisz coś Julce albo zniszczysz nasze uczucie to zabiję cię bez zbędnych skrupułów - powiedziałem nawet się nie witając.
-Myślę, że już wystarczająco namieszałem teraz tylko czekaj na rozwój sytuacji - był bardziej pewny niż si spodziewałem.
-Pamiętaj, że ostrzegałem - rozłączyłem się i rzuciłem telefon na stolik.
_________________________________________________________________________________
Nie wierzę w to co piszę. Ale mamy wielki powrót Mario na prośbę jednej z czytelniczek. :)
Rozdział dla wszystkich czytelników. :*
Mam nadzieję, że wreszcie się uaktywnicie i zaczniecie komentować. :)
Pozdrawiam <3.
                                                                                                          ~Gosia

piątek, 25 października 2013

Rozdział 63 ;)

*Tydzień później.
Dzisiaj wychodziłam ze szpitala. Bałam się trochę, bo pod budynkiem cały czas czatowali dziennikarze.
-Nie musisz odpowiadać na wszystkie pytania - powiedział Robert i objął mnie w talii.
Wyszliśmy i oślepił mnie blask miliona fleszy.
-Czy to prawda, że ciąża jest zagrożona.? - usłyszałam pierwsze pytanie.
-Nie, to nie prawda.
-Doszły nas słuchy, że jest pani od jakiegoś czasu prześladowana przez niejakiego Pawła Małeckiego?
-Nie odpowiem na to pytanie.
-Dlaczego.?
-Ponieważ to prywatna sprawa.
-Czyli jednak.? - mężczyzna nie dawał za wygraną.
-Skończmy tą bezsensowną wymianę zdań - powiedziałam z poirytowaniem w głosie i zaczęłam przeciskać się przez tłum fotoreporterów. Jak najszybciej wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Kilka minut później byliśmy w domu.
-Oooo jak tu czysto - zdziwiłam się porządkiem panującym w mieszkaniu.
-I to jest jedna z moich niespodzianek. - zaczął tajemniczo.
-Czyli.?
-Zatrudniłem sprzątaczkę. Nie możesz się przemęczać, a poza tym po porodzie też przyda ci się pomoc w ogarnięciu tego bałaganu. - wytłumaczył.
-W sumie to masz rację - pocałowałam go w policzek i powędrowałam do garderoby.
Wzięłam sobie luźną bluzkę oraz dresy i poszłam pod prysznic. Odświeżona wróciłam na dół i zjadłam obiad.
-Idziemy na spacer albo do kina.?
-Kino zdecydowanie - powiedziałam i poszłam się przebrać.
Wybraliśmy komedię romantyczną. Osobiście chciałam iść na horror, ale Robert kategorycznie mi zabronił.
Oczywiście standardowo przy tego typu filmie musiałam się poryczeć.
-Ale się rozmazałaś - skomentował Lewy i otarł moją twarz chusteczką.
-Oj tam oj tam - uśmiechnęłam się.

***
Leżałam już w łóżku i rozmyślałam o różnych sprawach.
-Kochanie czy słyszałaś co przed chwilą do ciebie powiedziałem.?
-Yyyyy....nie.
-Pytałem o to jakie imię nadamy naszej córeczce. Myślałaś już o tym.?
-Jakoś nie, a masz konkretne propozycje.
-Tak - powiedział i podał mi długą listę imion.
-Ola... Gosia... Milena.... Martyna... .Klaudia... Kasia...  Ania to od razu odpada.... Madzia.... Laura.... Marta... Ewa... Weronika.... Wiktoria... Zuzanna.. - czytałam i czytałam.
-Najbardziej podoba mi się Zuzanna - zasugerował.
-No mnie też, ale Wiktoria, Wiki Lewandowska. Czy to nie brzmi lepiej.
-Genialna jesteś, czyli imię mamy już ustalone - położył się obok mnie.
-A tak sobie myślałam. Ślub i chrzciny razem.?
-Raczej tak. Nie będę miał problemu ze ślubem mimo, że jestem po rozwodzie.
-Okej.
-Cześć zakochańce.! - usłyszeliśmy.
-Reus misiu nasz kochany trzeba było przyjść o 12 w nocy i nas obudzić - powiedział Robert i wyszedł z łóżka.
-Jakie masz świetne bokserki - roześmiał się Marco.
-Co chcesz od napisu ''najlepszy kochanek wszech czasów♥".?
-Jaaa.?? Nic.!!
-Przyszedłeś podziwiać moje bokserki czy masz jakąś sprawę.?
-Chodzi o to że pokłóciłem się z dziewczyną...
-To ty masz dziewczynę.? - powiedzieliśmy oboje z Lewym.
-No mam od niedawna i nie chciałem nic mówić.
-A jak ma na imię.?
-Caroline. Ale przechodząc do sedna sprawy mogę tu przenocować.? - zrobił szczenięce oczka.
-Na kanapie tak, w mojej sypialni nie - zgodziłam się.
-Kurcze, a już myślałem, że znowu się do ciebie poprzytulam.
-O nie.! Przytulać to ty się możesz do swojej dziewczyny, a ja mam Roberta. - uśmiechnęłam się.
-Ale...
-Jeszcze jedno słowo i wylądujesz na wycieraczce - zagroził Robert.
-Już cicho jestem. Idę na kanapę, wiem gdzie masz jakiś koc także dobranoc - powiedział i wyszedł z pokoju.
-Ach ten nasz Reus jak nie kłótnia  z dziewczyną to jakaś inna bzdura. - skomentowałam, wtuliłam się w Roberta i zasnęłam.

***
Przebudziłam się, bo dostałam smsa. Treść była następująca:
To już jutro. Myślę, że ucieszysz się z mojej niespodzianki. ;> P.
''O co ci człowieku chodzi.?'' - pomyślałam.
Wstałam założyłam legginsy, koszulkę Roberta i zeszłam do kuchni zrobić śniadanie.
Na kanapie zastałam obraz nędzy i rozpaczy. Reus siedział wpatrzony w telefon i najzwyczajniej w świecie płakał.
-Ej misiu kolorowy co jest.? - zapytałam i usiadłam obok niego.
-Caroline mi napisała, że już nie będziemy razem. Znalazła sobie kogoś innego - powiedział praktycznie na jednym wdechu.
-Ale nie becz.! Znajdziemy ci jakąś laskę z nogami do nieba, a co najważniejsze z mózgiem w głowie.! - pocieszyłam go. - A teraz idź się ogarnij, bo wyglądasz trochę dziwnie - dodałam po chwili i poszłam zrobić śniadanie.
-Masz rację - stwierdził Reus i pobiegł do łazienki.
-Smacznego - powiedziałam i postawiłam przed chłopakami jajecznicę ze szczypiorkiem.
-Marzyłem o tym, anioł nie kobieta - zachwycał się Marco.
-Daj spokój i tak cię nie przytulę - usiadłam na przeciw nich.
-Znowu się nie udało.
-Próbuj kiedyś na pewno dasz radę.
-Robercik coś ty taki markotny.? - zapytał Marco z pełnymi ustami.
-Kultury trochę.!
-Głowa mnie jakoś boli - stwierdził Lewy.
-To zjedz, zaraz dam ci tabletkę - powiedziałam i podeszłam do szafki.
-Dziękuję - powiedzieli jednocześnie i wstali od stołu.
-Dziękuję - zabrałam talerze - Reus idź ogarnij salon, a ty kochanie do sypialni i się połóż. Zaraz do ciebie zajrzę - rozrządziłam wkładając naczynia do zmywarki.
Kilka minut później podążyłam na górę, ale Robert spał, więc żeby mu nie przeszkadzać wzięłam książkę i zaczęłam czytać.
_________________________________________________________________________________
Witam :) Mile widziane komentarze :) Rozdział dedykuję Oli. ;*
Do następnego ;D
♥♥♥
                                                                                                                                                         ~Gosia.

środa, 23 października 2013

♥♥♥

Arsenal Londyn - Borussia Dortmund 1:2

I jednak Lewy wbił gola przyjacielowi. ♥ (nie ładnie)


________________________________________________________________________________
Rozdział pojawi się w piątek lub sobotę, a tymczasem jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona, że Borussia wygrała z Arsenalem. ;D

Pozdrawiam :)

niedziela, 20 października 2013

Rozdział 62 :)

Powrót do Dortmundu okazał się dla mnie niezbyt szczęśliwy. Kiedy już jechaliśmy samochodem do domu z lotniska poczułam silny ból  w podbrzuszu i zrobiło mi się strasznie niedobrze.
-Co jest.? - zapytał zaniepokojony Robert.
-Brzuch mnie boli, ale zaraz przejdzie - powiedziałam przez zęby.
-Chyba jednak nie przejdzie. Jedziemy na pogotowie - stwierdził.
Zawrócił i pojechał w stronę szpitala. Wziął mnie na ręce i zaniósł na izbę przyjęć.
Okazało się, że muszę zostać na parę dni na ginekologii.
-Panie doktorze czy to coś poważnego.? - zapytałam mężczyzny w białym kitlu.
-Nie, proszę się nie martwić. Ma pani tylko niedobór kwasu foliowego, zbyt niski poziom hemoglobiny i leukocytów we krwi - poinformował mnie. -Podamy odpowiednie leki i wszystko wróci do normy.
-A czy to nie zagrozi dziecku.?
-Nie, te leki są nieszkodliwe dla kobiet w ciąży.
-Dobrze, dziękuję - powiedziałam - może pan zawołać Roberta.?
-Oczywiście.
Lekarz wyszedł, a po chwili do sali wkroczył lekko zmartwiony piłkarz.
-No i jak tam lepiej już.?
-Lepiej lepiej. Muszę tu tylko zostać parę dni.
-Ufffff, kamień spadł mi z serca. Myślałem, że coś się stało dziecku. - odetchnął i usiadł na łóżku.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Idę po kawę. Chcesz coś.? - zapytał po chwili.
-Sok pomarańczowy albo wodę.
-Tak jest - zasalutował i wyszedł z sali.
Wzięłam do rąk telefon i zalogowałam Facebooka.
Po chwili usłyszałam otwierane drzwi.
-Kochanie już wróciłeś.? - zapytałam zdziwiona jednak nie spojrzałam w tamtą stronę.
-No - usłyszałam głos Marco.
-Reus lamo ty moja witaj - przytuliłam przyjaciela, który podszedł do mojego łóżka.
-I skończyło się kochaniowanie - odpowiedział zasmucony.
-Oj tam oj tam. Powiedz lepiej skąd wiesz, że jestem w szpitalu.?
-W gazetach już o tym piszą. - poinformował mnie i podał egzemplarz.
Julia Nowakowska, narzeczona Roberta Lewandowskiego, w szpitalu. Podejrzewamy, że powodem tego jest problem z ciążą.... - przeczytałam i odłożyłam.
-Czy ci ludzie nie mają własnego życia.? - opadłam na poduszkę.
-Nie wiem. Mało tego pod szpitalem roi się od dziennikarzy.
-Cholera. Chyba się teleportuję - zażartowałam.
-Sieć Fiuu też będzie odpowiednia - powiedział Lewy wchodząc do sali z butelką soku pomarańczowego.
-Czytałeś Harrego Pottera.?
-Czytałem i oglądałem - uśmiechnął się i podał mi butelkę.
-Robercik kotku znowu się spotykamy w szpitalu - powiedział reus i rzucił się przyjacielowi na szyję.
-Oj misiu takie już życie - wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Ej ja też tu jestem - udałam obrażoną.
Robert i Marco spojrzeli na siebie znacząco i podeszli do mnie.
-A co to ma być.?
-Zbiorowy przytulas.! -  przytulili mnie z całej siły.
-Udusicie mnie - wysapałam.
-Jak ja się uwielbiam przytulać - Reus cały czas trzymał mnie w objęciach, a Lewandowski stał z boku i przyglądał się nam.
-A musisz do mojej narzeczonej.? - powiedział w końcu.
-Ona jest taka ciepła.
-Człowieku jeszcze chwila i mnie udusisz - odepchnęłam go i zaczęłam się śmiać.
-No ale weź - zrobił szczenięce oczka.
-Ty się weź. Robert zabierz tego misia stąd - dalej się śmiałam.
-Chodź Robciu nie chcą nas tu - zasmucił się Reus.
-Ciebie nie chcą. - poinformował go Lewy. - Kochanie ja pojadę do domu, przebiorę się i przywiozę Ci jakieś ubrania okej.? - zapytał mnie.
-Jasne. Będę tu czekać - pocałowałam go w policzek.
Po chwili chłopaki zniknęli za drzwiami.

***
Leżałam i czytałam gazetę pozostawioną przez Marco.
-Cześć - nagle usłyszałam głos byłej Lewego.
-Cześć - powiedziałam i odłożyłam gazetę - Czego tu.?
-Przyszłam ci powiedzieć, że masz się szmato jedna odwalić raz na zawsze od mojego Roberta.
-Słuchaj czy ty jesteś normalna.? Przecież zerwaliście ponad 2 lata temu i czego ty jeszcze u niego szukasz.? - zapytałam z opanowaniem.
-Ja wiem, że on mnie nadal kocha.
- A ja jestem pewna tego, że jednak kocha mnie. A jedyne co do ciebie czuje to odraza, niechęć i nienawiść.
-Pewna jesteś.? To patrz na to - powiedziała i podała mi aparat.
Zobaczyłam kilka zdjęć Roberta całującego Anię.
-Kochanie ja te zdjęcia widziałam w internecie zanim jeszcze go poznałam - powiedziałam ironicznie i oddałam jej aparat.
-Ty niczego nie rozumiesz. To przez ciebie wszystko się rozwaliło.
-Nie, to przez ciebie. Może mi powiesz kto latał do swojego byłego po każdej kłótni z Robertem bo na pewno nie ja.
-Przynajmniej mój były nie wbił mi noża w brzuch.
-Skąd o tym wiesz.? - syknęłam.
-Było o tym głośno swego czasu, a ja zapamiętuje takie rzeczy. Wiem też, że cie prześladuje od niedawna - uśmiechnęła się sztucznie.
-No dobra. Czy to już wszystkie cenne informacje.?
-Tak, raczej tak.
-To tam są drzwi - powiedziałam i wzięłam gazetę do ręki.
Niezadowolona opuściła salę.
_________________________________________________________________________________Kolejny rozdział leci do Was. :)
Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Komentujcie (anonimowi też mogą) :))
Do następnego ;*

sobota, 19 października 2013

Rozdział 61

Rano obudziła mnie głośna rozmowa dochodząca z dołu. Roberta nie było przy mnie, więc jak najciszej podeszłam do drzwi i zaczęłam słuchać.
-A kim ona jest żeby niszczyć nasze uczucie?! - krzyczała Anka.
-Jakie uczucie?! Już dawno między nami nic nie ma! - Lewy był równie zdenerwowany.
-Ja cię nadal kocham.
-A ja nie. Nie wiem czy wiesz, ale mam narzeczoną i zaraz będę miał dziecko. Poza tym jest Wigilia. Po co się nam zwalasz na głowę? Wynocha mi stąd i z mojego życia. - powiedział i usłyszałam trzask drzwi.
Jak najszybciej wróciłam do łóżka. Wpatrzyłam się w sufit, jakby tam była odpowiedź na wszystkie moje myśli. Robert wszedł do pokoju i powiedział
-Oooo już nie śpisz. W takim razie chodź na dół na śniadanie.
-Okej tylko się ogarnę - weszłam do łazienki.
Przebrałam się w luźną sukienkę i zeszłam do kuchni. Zjadłam podsunięty posiłek, a potem ubrałam się ciepło i pojechaliśmy po choinkę.
Nie zeszło nam długo i już po godzinie byliśmy w domu.
Mama Roberta gotowała coś, a my mieliśmy ubrać drzewko. Nie obyło się bez śmiechów, zrobiliśmy nawet kilka zdjęć. W wyśmienitych humorach poszliśmy pomóc pani Iwonie.

***
-Mam założyć to czy to.? - pokazałam Robertowi dwie sukienki.
-Raczej tą.
-Dobra, w takim razie idę się szykować - powiedziałam i weszłam do łazienki.
Wzięłam prysznic, pofalowałam włosy, zrobiłam sobie delikatny makijaż i założyłam to
i baleriny.
-Piękna jesteś - powiedział Lewy i mnie pocałował.
-Ty też niczego sobie.
Później zeszliśmy na dół.
-Życzę wam dużo szczęścia i miłości. A i wychowajcie to dziecko na ludzi - powiedziała do nas rodzicielka Roberta.
-Zastosuję się do zalecenia i dziękuję pani.
-Żadna pani. Mów do mnie mamo - uśmiechnęła się.
-Dobrze. I dziękuję jeszcze raz - odwzajemniłam gest i złożyłam jej życzenia.

***
Po zjedzonej kolacji przyszedł czas na prezenty.
Robert dostał ode mnie obraz w postaci kolażu z naszymi zdjęciami. Natomiast on wręczył mi diamentowy naszyjnik i bransoletkę.
-Jakie to śliczne - stwierdziła Milena.
-Nooo piękne jest - zachwycałam się wpatrując w prezent.
Kiedy już byliśmy w sypialni postanowiłam zadzwonić do naszych przyjaciół z Dortmundu.
Okazało się, że spędzają święta razem, więc nie musiałam dzwonić do każdego osobno. Złożyłam im grupowe życzenia i rozłączyłam się wracając do łóżka.
-No i jak tam u nich.? Bardzo tęsknią.? - zapytał piłkarz.
-Kuba najbardziej.
-Taaaa jasne, on dałby wszystko żeby się ode mnie uwolnić - zażartował.
-Eee tam, tak na serio to Agata tęskni i też ma coś dla nas.
-Wracamy 26 więc szybko dowiemy się co to takiego może być - poinformował mnie.
Zapadła cisza. Leżałam wtulona w jego tors. Nagle usłyszałam dźwięk nadejścia nowej wiadomości. Była od nieznanego numeru. Odczytałam ją i byłam z niezłym szoku. Treść brzmiała tak
Wesołych Świąt Kochanie ;* Już niedługo się spotkamy. Twój P.
-Jeszcze się debil podpisał i myśli, że nie wiem kim jest - podsumowałam.
-Kto.? - zapytał zdziwiony Robert.
-Nie pytaj, bo dobrze wiesz o kogo mi chodzi.
-Nie mów mi, że to ten cały Pawełek.?
-Tak właśnie on.
-Jak go spotkam to zabiję.
-I co pójdziesz do więzienia?
-W sumie to głupio by było - stwierdził.
-Nooo. I już widzę te tytuły w gazetach ''Gwiazda Bundesligi w więzieniu" - powiedziałam i zakreśliłam cudzysłów w powietrzu.
Robert roześmiał się na cały głos i objął mnie kładąc jedną rękę na moim brzuchu.
-A ta mała lokatorka nie kopie.?
-Nie, jeszcze nie. Jest bardzo spokojna - uśmiechnęłam się i złączyłam nasze usta w pocałunku.
Później poprawiłam sobie poduszkę i nawet nie wiem kiedy znalazłam się w objęciach Morfeusza.
_________________________________________________________________________________
Hej. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Komentować.! :)
Tym razem rozdział dla Kasi i Veroniki ;*
Dziękuję, że jesteście <3 :)