niedziela, 29 września 2013

Rozdział 48

Tej nocy miałam straszne koszmary. Najpierw o Robercie, który jest w niebezpieczeństwie, a ja nie mogę mu pomóc. Później śniło mi się, że jestem w jakimś ciemnym lesie i biegnie za mną zakapturzona postać. Próbowałam uciekać, ale ona  z każdym krokiem, zamiast się oddalać, była coraz bliżej.
Obudziłam się z krzykiem i byłam zlana potem. W tym momencie do pokoju wpadła przerażona Agata.
-Julka co się dzieje.? - zapytała blondynka siadając obok mnie i obejmując ramieniem.
-Już nic. Koszmar miałam - nadal ciężko oddychałam.
Weszłam do łazienki i przemyłam twarz lodowatą wodą.
Wróciłam do pokoju i zobaczyłam Błaszczykowską siedzącą w fotelu. Powiedziała, że mnie nie zostawi samej i będzie tu siedziała do rana.
-To właź na łóżko i się przykryj, bo się przeziębisz i Kuba mnie zabije - zaśmiałam się.
Przyjaciółka spełniła moją prośbę bez zbędnych komentarzy i po chwili obie już spałyśmy.

***
Następnego dnia przebudziłam się koło 10. Agaty już nie było, a ja za godzinę miałam być w szpitalu. Jak najszybciej wzięłam prysznic, ubrałam się w czarne rurki i niebieską koszulę. Zarzuciłam kurtkę, botki, wzięłam z łóżka torebkę i wyszłam z hotelu.
Po drodze wstąpiłam do restauracji, zamówiłam naleśniki i sok porzeczkowy. Szybko zjadłam i udałam się do szpitala.
Nie lubiłam polskiej jesieni. Plucha, zimny wiatr i co chwilę deszcz potrafiły skutecznie wpędzić mnie w przygnębienie.
Weszłam do szpitala i natknęłam się na grupkę dziennikarzy i fanów. Zasypywali mnie setkami pytań o stan zdrowia Lewandowskiego. Odpowiedziałam na kilka, a potem z opresji uratowała mnie ochrona.
Weszłam do sali i zobaczyłam piłkarza czytającego gazetę.
-Hej skarbie. Co tam czytasz.? - zapytałam siadając obok niego i całując w policzek.
-Cześć kotku. A jakiś artykuł, mam wrażenie, że to o mnie - powiedział i popatrzył błagalnie.
Zabrałam mu gazetę , rzuciłam okiem na treść czytanego przeze mnie już artykułu dotyczącego też Mario i powiedziałam
-Bo to jest o Tobie. Ja wiem, że ty nic nie pamiętasz, ale nie martw się. Już niedługo będzie okej.
-Mam nadzieję. Jutro wychodzę - poinformował mnie.
-Świetnie. Mamy bilety open, więc zarezerwuję je na pojutrze dobrze.? - zapytałam.
-Jasne - stwierdził i przytulił mnie.

***
Byłam na prawdę szczęśliwa, że mój ukochany się wybudził i nic mu  nie jest. Martwiła mnie tylko utrata pamięci, ale była ona odwracalna, więc za kilka dni może tygodni wszytko mu się przypomni.
-Wiesz, że cię kocham - powiedziałam mu
-Wiem wiem - powiedział i pocałował mnie.
-Słuchaj ja idę teraz do hotelu, zarezerwuję te bilety, spakuję walizki, Wracam po ciebie jutro tak.? - popatrzyłam mu w oczy.
-Tak kochanie - odpowiedział przytulając mnie - to pa - opadł na poduszkę i przymknął oczy.
Wyszłam z sali i skierowałam się do hotelu. kiedy już byłam na miejscu poinformowałam resztę brygady, że pojutrze, czyli w sobotę w okolicach południa, wracamy do Dortmundu.
Spakowałam nasze walizki, zostawiłam tylko kilka rzeczy na jutro i na wyjazd.
Włączyłam telewizor i poszłam pod prysznic. Później usiadłam na łóżku i oglądałam jakiś film. Zasnęłam z mokrymi, nierozczesanymi włosami i nawet nie wiedziałam jak zakończyła się ta miłosna filmowa historia.
________________________________________________________________________________
Postanowiłam dać jeszcze jeden :)
Jesteś - skomentuj.! Dla Cb to tylko kom, a mnie to motywuje. ;D

Rozdział 47.

Następnego dnia obudziła mnie Agata.
-Idź do hotelu, ogarnij się i wróć. Ja z nim posiedzę - wskazała na śpiącego Roberta.
-Dobry pomysł. Za godzinę będę - powiedziałam wychodząc z sali.
Chłopaków już nie było, Ewy też, więc albo są w hotelu albo już w drodze do Niemiec.
Przechodząc obok kiosku kupiłam gazetę i zobaczyłam artykuł na temat wczorajszego wydarzenia. Wstęp brzmiał :
''Czy to koniec przyjaźni Roberta Lewandowskiego (25 l.) z Mario Goetze (21 l.) i jaki związek z tym ma Julia Nowakowska (20 l.)?''
Dalej były jakieś zdjęcia, opis wczorajszego wydarzenia, ale niedokładny i wypowiedzi postronnych osób.
Wyrzuciłam ją do kosza i weszłam do hotelu. Skierowałam się w stronę pokoju. Otwierałam drzwi kiedy ktoś pociągnął mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Mario.
-Czego.? - zapytałam wściekła.
-Porozmawiaj ze mną - poprosił.
-Nie i wracaj do tego swojego Monachium.!
-Ale...
-Nie ma ale - posłałam mu spojrzenie pełne nienawiści. - Spier*alaj stąd.
W tym momencie pojawił się Łukasz.
-Której części słowa spier*alaj nie rozumiesz.? - zapytał.
Goetze zrozumiał chyba, że nici z tego co sobie zaplanował i odwrócił się na pięcie odchodząc.
-Dzięki Piszczuś - cmoknęłam przyjaciela w policzek. - Myślałam, że wy już w Niemczech.
-No co ty.! Czekamy aż Lewy wyzdrowieje i wracamy wszyscy razem - powiedział.
-Za godzinę idę do niego. Wybieracie się ze mną? - zaproponowałam.
-No jasne. To jak coś czekamy przed hotelem albo ty czekaj - stwierdził.
-Okej, pa - powiedziałam i weszłam do pokoju.
Położyłam torebkę na łóżku, wzięłam inne ubrania i poszłam pod prysznic.
Pół godziny później opuściłam pomieszczenie i zeszłam do hotelowej restauracji na obiad.
Około 14 wyszłam z hotelu i razem z Piszczkami poszliśmy do szpitala.

***
Zmieniłam zmęczoną już Agatę i usiadłam na skraju łóżka. Popatrzyłam na śpiącego Roberta i w kącikach moich oczu pojawiły się łzy.
W pewnym momencie poczułam, że piłkarz porusza nogą i usłyszałam, że mruczy coś pod nosem.
Zaskoczona jak najszybciej poszłam po lekarza. Po chwili wróciłam w jego towarzystwie. Lewandowski był na wpół rozbudzony
-Panie Robercie jak się pan czuje.? - zapytał mężczyzna.
-Yyyyy dobrze..... A gdzie jest moja Julka.? - wydukał nieoczekiwanie.
-Tu jestem skarbie - podeszłam do jego łóżka i złapałam za rękę.
-Czy oprócz osoby swojej dziewczyny pamięta pan coś jeszcze.? - dopytywał lekarz - Na przykład jak się pan nazywa i jaki pan ma zawód.
-Robert Lewandowski. Jestem piłkarzem - powiedział bez zająknienia.
Kiedy mężczyzna w białym kitlu wyszedł zapytałam go.
-Pamiętasz może rozmowę z Mario, albo to, co się później stało.
-To ja z nim rozmawiałem.? - zapytał zdezorientowany.
-Tak, ale nie martw się, przypomnisz sobie wszystko - stwierdziłam i przytuliłam go. - Kocham cię Lewandowski - dodałam po chwili.
-Ja ciebie też Nowakowska  - szepnął.
Chwilę później do sali wkroczyli Ewa, Łukasz i Kuba.
Ten drugi musiał dojść przed chwilą, bo z nami nie przyszedł.
-Robercik, misiaczku, jak się czujesz.? - zapytał rozbawiony Błaszczu.
-Zaje*iście - uśmiechnął się mój chłopak.
Później zaczęli się przekomarzać, a na koniec przyszła pielęgniarka, która wyprosiła chłopaków i zmieniła opatrunek.
Kiedy już skończyła pocałowałam Roberta, odczekałam aż zaśnie i wróciłam do hotelu.
_________________________________________________________________________________
Witajcie.! :)
Nie podoba mi się ten rozdział, ale postanowiłam go jednak dodać :)
Także pozostawiam go Waszej ocenie. xD
Do następnego.! ;*

sobota, 28 września 2013

Rozdział 46.

Wieczorem siedziałam w pokoju wtulona w Roberta. Była z nami Agata, która postanowiła zostać ze mną kiedy już  Lewy wyjdzie porozmawiać z Mario.
Bardzo się bałam, że chłopaki zrobią sobie krzywdę i byłam zdenerwowana. Rytmicznie uderzałam paznokciami o blat stojącej nieopodal szafki.
W pokoju panowała niezręczna cisza i półmrok.
Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć i ujrzałam Mario.
-Czego.? - zapytałam ostro.
-No proszę proszę jak się wyszkoliłaś przy Robercie - stwierdził i złapał mnie za nadgarstek wyciągając na korytarz.
-Puść mnie ku*wa - krzyknęłam.
W tym momencie z pokoju wyszedł Lewy, popchnął go w stronę wyjścia i powiedział do mnie
-Kochanie zaraz wracam.
Agata zabrała mnie do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozcierać rękę. Miałam złe przeczucia co do tego spotkania.
-Spokojnie, będzie okej - powiedziała Aga widząc moją minę.

*W tym samym czasie przed hotelem.
-Ładnie to tak narzeczoną przyjacielowi odbijać.? - zapytał Mario.
-Ja ci jej nie odbiłem i nie poszedłem z inną do łóżka.!
-Ale z moją Julką sypiasz?! No przyznaj się! - Goetze krzyczał coraz głośniej.
-I co z tego, że śpimy razem?! Jakiś problem.? - Robert był równie zdenerwowany.
-Ogromny.! Ale jeszcze zobaczymy kto tu będzie z nią.!
-Żebyś się ku*wa nie zdziwił.!
Po ostatnich słowach wściekły Mario uderzył Roberta w twarz i zaczęli się bić. Chwilę później Goetze tak popchnął Lewego, że ten upadł i uderzył głową o krawężnik tracąc przytomność.
Przerażony piłkarz uciekł z parkingu zostawiając niedawnego przyjaciela w kałuży krwi.

*2 godziny później.
Była już 23. Robert powinien dawno wrócić. Bardzo się martwiłam, więc powiedziałam do Błaszczykowskiej
-Pójdę go poszukać, bo coś długo nie wraca. Może coś mu się stało.
-Czekaj idę z tobą - blondynka wyszła za mną i zamknęła drzwi.
Wyszłyśmy na parking i  w cieniu oświetlających lamp zobaczyłyśmy leżącego mężczyznę.
''Oby to nie był on" - pomyślałam i podeszłam bliżej.
Niestety moje obawy potwierdziły się.
-Aga pomóż mi - krzyknęłam do przyjaciółki.
-O Boże - powiedziała kiedy znalazła się przy nas.
-Nie ruszajmy lepiej, bo może mieć uraz kręgosłupa - stwierdziłam odsuwając rękę dziewczyny.
Zadzwoniłam po pogotowie i pobiegłam na górę po torebkę i dokumenty.
Sanitariusze pozwolili mi jechać karetką i po chwili czekałam już na diagnozę.
-Mam dla pani niezbyt dobrą wiadomość - powiedział lekarz, który właśnie wyszedł z sali..
-Proszę mówić.
-Podczas uderzenia doszło do powstania dosyć dużego krwiaka i potrzebujemy zgody na operację, bo inaczej pan Robert nie przeżyje. - popatrzył na mnie.
-Dobrze podpiszę co trzeba  - powiedziałam i poszłam za doktorem.

*9 godzin później.
Operacja właśnie dobiegła końca. Lekarz poinformował mnie oraz Błaszczykowskich i Piszczków o stanie zdrowia piłkarza. Pozwolił  mi też do niego wejść.
Siedziałam i wpatrywałam się w jego zabandażowaną twarz. Zauważyłam, że na policzku oraz jednej ręce miał liczne zadrapania i rozciętą górną wargę.
-Obudź się skarbie, proszę Cię. Nawet nie wiesz jak smutno bez Ciebie i twoich żartów. Lewandowski ja Cię kocham.
Zakończyłam swoją przemowę, a po moich policzkach popłynęły łzy.
Złapałam go za rękę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam opierając głowę na jego kolanach.
_________________________________________________________________________________
Rozdział dla wszystkich moich kochanych czytelników. ;*
Nie wiem czy jest sens dalej pisać skoro wyświetlenia są a komentarzy brak.

piątek, 27 września 2013

Rozdział 45 ;)

*Półtora tygodnia później.
Nadszedł dzień meczu i ostatni dzień pobytu w Polsce. Jutro w południe mieliśmy samolot do Dortmundu.
Robert od rana miał trening, a ja szukałam właśnie koszulki z moim imieniem i jego nazwiskiem.
-Jest - powiedziałam sama do siebie.
Miałam już gotowy cały strój. Koszulka w biało-czerwonych barwach z orzełkiem na piersi, czarne rurki i adidasy. Miałam też bluzę w barwach naszej reprezentacji.
Usłyszałam dźwięk wiadomości. Pomyślałam, że to Ewa lub Agata, z którymi byłam umówiona na wspólne zrobienie sobie makijażu i dojście na stadion. Treść smsa zupełnie wyprowadziła mnie z równowagi. Była od Mario. Napisał
''Wiem gdzie jesteś. Spodziewaj się mojej wizyty dziś wieczorem. Wytłumaczysz mi wszystko razem ze swoim Robercikiem.''
Odłożyłam telefon i usiadłam na łóżku.
Mijała godzina za godziną, a ja siedziałam i siedziałam. Z tego stanu wyrwał mnie Robert, który wrócił z treningu.
-Hej kochanie - podszedł do mnie - Co jest.? - zapytał widząc rozmazany makijaż i świeże ślady po łzach.
-Bo Mario.... on wie  gdzie jestem.... i będzie tu dziś wieczorem - wyłkałam.
-Nie martw się, ja sobie z nim porozmawiam....
-Ale nie zrobisz mu nic. - przerwałam piłkarzowi.
-Możesz być spokojna - odpowiedział i przytulił mnie.
-Cześć gołąbeczki.! - usłyszałam za plecami.
Były to Agatka i Ewcia.
Kiedy zobaczyły moją zapłakaną buzię i usłyszały o planie Mario bez zastanowienia postanowiły mnie dobrze pilnować podczas meczu, chociaż ja uznałam, że to zupełnie zbędne.

*3 godziny później.
Siedziałyśmy już w sektorze przeznaczonym dla żon i dziewczyn piłkarzy. Powoli zapełniały się całe trybuny.
Dziewczyny były zazdrosne o moją koszulkę, bo same miały tylko nazwiska swoich, bądź co bądź, mężów. Oczywiście moją załatwił mi Lewusek.
Chwilę później piłkarze wyszli na boisko i rozbrzmiał hymn narodowy.
Arbiter zagwizdał i rozpoczął się mecz.
Robert strzelił bramkę i posłał w moją stronę buziaka. Ja udałam, że go łapę i przyciskam do piersi. Rozbłysły flesze. Kiedy drugi raz umieścił piłkę w siatce pokazał w moją stronę serduszko, a ja zrobiłam to samo.
Wygraliśmy ten mecz 2:1.
Razem z Agatą i Ewą zeszłyśmy na dół do schodzących z murawy piłkarzy.
-Dziękuję za dedykację dwóch wspaniałych brameczek - powiedziałam i pocałowałam mojego chłopaka.
-Nie ma za co - odpowiedział i podniósł mnie do góry obracając wokół.
Kolejny raz tego dnia znaleźliśmy się w centrum zainteresowania fotoreporterów.
Po chwili Robert postawił mnie na ziemi i poszedł do szatni posyłając mi promienny uśmiech.
Kocham te jego cudowne dołeczki w policzkach.! <3
_________________________________________________________________________________
Hej po raz kolejny :)
No więc tak:
Mecz, który opisałam nigdy nie miał miejsca. Jest to improwizacja, bo w blogu wybiegłam daleko do przodu w datach.
To by było na tyle xD
Jesteś - skomentuj.! :)
Pozdrawiam ;*

Rozdział 44

Następnego dnia obudziłam się o 8. Lewy jeszcze spał, więc jak najciszej wstałam i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam się w granatowe rurki, bluzkę z napisem ''I ♥ YOU"  i grubą bluzę z kapturem. Pofalowałam włosy, a rzęsy pomalowałam czarną maskarą.
Wyszłam z łazienki, założyłam trampki i postanowiłam obudzić Roberta.
Położyłam się obok niego i zaczęłam szeptać różne głupoty do ucha.
Podziałało i po chwili spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.
-Cześć - przywitał się - po co mnie tak wcześnie budzisz.?
-Wcześnie.? Jest już 10:30 - wskazałam na zegarek.
-Mam jeszcze trochę czasu - stwierdził.
Chwilę później zaczął mnie łaskotać, a ja śmiałam się bardzo głośno i co chwila powtarzałam
-Puść mnie idioto, przestań bo dostaniesz.
W końcu przestał i opadł obok mnie na łóżku.
-Wstawaj, wyjazd pod prysznic - powiedziałam spychając go z łóżka.
Po chwili zniknął w łazience, a ja poprawiłam włosy i wzięłam do ręki telefon. Miałam kilka wiadomości, w tym jedną od Agaty Błaszczykowskiej.
''Kochana co tam się u Was dzieje.? ;d Będą małe Lewuski.? ;*''
Treść smsa rozśmieszyła mnie. Odpisałam jej
''Nic, tylko Robert mnie łaskotał, a co do małych Lewych to się zastanowimy ;d ;*''
Robert wyszedł właśnie z łazienki i poszliśmy na śniadanie. Potem wróciliśmy do pokoju. Piłkarz wziął strój treningowy, a ja spakowałam do torebki portfel, telefon i aparat.

***
Kilka minut później czekaliśmy przed hotelem na Piszczków i Błaszczykowskich. Agata przywitała mnie spojrzeniem buziakiem i spojrzeniem typu ''porozmawiamy na trybunach''. Natomiast Ewa przytuliła mnie i ruszyliśmy w stronę stadionu.
Chłopaki poszli do szatni, a my poszukać jakiegoś miejsca do spokojnego obserwowania treningu..
-No, to co to było rano u Was w pokoju.? - zapytała Agata patrząc na mnie.
-Ten tam - wskazałam na Roberta - chciał mnie załaskotać na śmierć.
-Tak się tłumacz - stwierdziła śmiejąc się.
-No wiesz, nie każda ma możliwość śmierci w ramionach takiego przystojniaka - pomachałam piłkarzowi i posłałam całusa. Korzystając z okazji zrobiłam kilka fotek.

***
Po skończonym treningu poszliśmy z Lewym na obiad do restauracji. Wracając kupiliśmy gazetę i przeczytaliśmy obszerny artykuł na nasz temat okraszony zdjęciami, które zrobili nam wczoraj.
-Ładnie razem wyglądamy - powiedziałam chowając gazetę w torebce.
-Nie sądziłem, że kiedyś to powiesz - pocałował mnie w czoło.
-A jednak - uśmiechnęłam się i poszłam w stronę hotelu.
_________________________________________________________________________________
Hej kochani.! ;*
Trochę mnie nie było, bo sporo mam nauki.
Ten rozdział dedykuję Wam, a w szczególności Kasi, Veronice i Dominikowi. ♥♥♥
Do następnego.! ;D

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 43

*Miesiąc później.
Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale Robert stał się dla mnie najważniejszą osobą na świecie.
Z początkiem listopada zgodziłam się zostać jego dziewczyną.
Właśnie przeglądałam fejsa kiedy usłyszałam, że ktoś wchodzi na górę.
-Kochanie mam dla ciebie niespodziankę - powiedział wchodząc do sypialni i siadając obok mnie.
-Jaką.? - zapytałam zaciekawiona.
-Jadę na zgrupowanie do Polski na dwa tygodnie.
-Jaki to ma związek ze mną.? - spojrzałam na niego.
-Jedziesz ze mną.! - powiedział zadowolony.
-Żartujesz?! - powiedziałam wieszając się mu na szyi.
-Niee, trener powiedział, że możemy zabrać jedną osobę. U mnie wybór padł na Ciebie. - pocałował mnie w policzek.
-Dziękuje, dziękuje - poczochrałam jego włosy. -Kiedy wylatujemy.? - zapytałam.
-Jutro rano - usiadł na łóżku i obserwował moją reakcję.
-Nie zdążę się spakować.! - powiedziałam idąc w stronę szafy - Nawet nie wiem co mam zabrać. Pomożesz.? - poprosiłam.
-Jasne. Idź przynieś te kosmetyki i co tam jeszcze bierzesz, a ja spakuje twoje ubrania - wstał i podszedł do szafy.

*Następnego dnia
Właśnie wsiadaliśmy do samolotu, a ja oczywiście byłam mega przerażona. Powiedziałam wczoraj Lewemu, że boję się latać, a on stwierdził, że przy nim jestem bezpieczna.
Na pokładzie nie obyło się bez żartów i docinek ze strony Piszczka i Błaszczykowskiego. Na szczęście Agata i Ewa przemówiły im do rozsądku i wkrótce siedzieli pogrążeni w rozmowie ze swoimi partnerkami.
Ja natomiast czytałam książkę trzymając Lewego za rękę. Przez to, że ciągle dotykał moich włosów nie mogłam się dostatecznie skupić i po chwili ją odłożyłam.
-Nudzi Ci się.? - zapytałam patrząc na niego.
-Jak cholera -  stwierdził.
-To może posłuchaj muzyki.? - zaproponowałam.
-Dobry pomysł - powiedział wkładając w uszy białe słuchawki.
Usiadł sobie wygodnie i po chwili zasnął opierając głowę na moim ramieniu. Wyglądał tak słodko, że zrobiłam mu zdjęcie, ustawiłam je sobie na tapetę i wrzuciłam na Facebooka z podpisem
Moje kochanie się zmęczyło, więc chyba nici z rozmowy. Do zobaczenia w Polsce.! ;D ;*
Pojawiło się kilka komentarzy, w tym większość z pytaniem o adres hotelu. Sama nie wiedziałam, gdzie będziemy, a poza tym wiedziałam, że lepiej nie podawać takich informacji, bo potem może być problem.
Postanowiłam sprawdzić skrzynkę odbiorczą, bo jakoś wcześniej wyleciało mi to z głowy. Codziennie Goetze obsypywał mnie setkami smsów i telefonów. Początkowo odpisywałam mu, że ma się odczepić, bo między nami koniec i jestem teraz z Robertem. Później przestałam i ignorowałam wszystko. Było ciężko, bo praktycznie cały czas dzwonił mi telefon.
Lewy oczywiście był zazdrosny i zdziwiony faktem, że ciągle jest zajęte jak do mnie dzwoni.

*Kilka godzin później
Właśnie weszliśmy do hotelu. Przebraliśmy się szybko i zeszliśmy na obiad. Potem poszliśmy na spacer. Tak długo nie byłam w Polsce, a w Warszawie jeszcze dłużej.
-Zapomniałam, że tu jest tak pięknie - powiedziałam kiedy siedzieliśmy w parku wpatrując się w spacerujących ludzi.
-Fajnie, że tu ze mną jesteś. Jeśli strzelę jakąś bramkę to pamiętaj, że będzie tylko dla Ciebie - powiedział i pocałował mnie.
-Dziękuje. Wracajmy już - wstałam i poszłam w stronę hotelu.
Dogonił mnie po chwili, wtuliłam się w jego ramiona i kilka minut później weszliśmy do budynku. Zobaczyłam grupkę fotoreporterów. Robert szepnął mi do ucha a ja wykonałam jego prośbę. Po prostu zatrzymaliśmy się na chwilkę i pocałowaliśmy, a na odchodne pomachałam fotografom. Byli wprost wniebowzięci. Wiedziałam, że jutro będziemy w każdej gazecie i z tą myślą zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Veronika to dla Cb ;*
Nwm czemu, ale ostatnio cierpię na brak pomysłów. ;c
Kolejny rozdział pojawi się jak znajdę chwilkę czasu. Być może jutro lub dopiero w piątek.
Jedno jest pewne - dziś już nic  nie dodam także do następnego :) ;*

sobota, 21 września 2013

Rozdział 42

*Kilka dni później.
Czuję, że powrót do Dortmundu to był dobry pomysł. Kiedy siedziałam w parku w Monachium miałam ochotę wrócić do Polski, a teraz sądzę, że to nie byłoby dobre rozwiązanie.
Siedziałam na łóżku i myślałam. Robert wyszedł na trening, a ja miałam spędzić kilka najbliższych godzin w samotności. Ubrałam się w dres i związałam włosy w luźnego warkocza. Zjadłam szybkie śniadanie, włożyłam słuchawki w uszy i wyszłam z domu. Postanowiłam pobiegać w końcu dawno tego nie robiłam. Wolnym truchtem udałam się w stronę parku. Obiegłam go wokoło i po kilku okrążeniach usiadłam na ławce.
Patrzyłam na matki z dziećmi i zakochane pary przechadzające się alejkami. Przypomniałam sobie te wszystkie chwile spędzone w towarzystwie Goetzego i w moich oczach pojawiły się łzy.
W tym momencie usłyszałam dzwonek telefonu.
-Słucham.? - zapytałam nie sprawdzając kto dzwoni.
-Cześć, myślałem, że nie odbierzesz - powiedział znajomy mi głos.
-Czego chcesz.? - warknęłam.
-Chcę ci to wszystko wyjaśnić. Nie rozłączaj się tylko - poprosił.
-Wiesz co tak szczerze, mam to gdzieś, więc spie*dalaj - powiedziałam i rozłączyłam się.
Włożyłam telefon do kieszeni i wolnym krokiem poszłam w stronę domu.

*Mario
Odkąd Julka się wyprowadziła nie wychodzę z domu. Tamtego dnia przyszła do mnie Natalia. Znalazła mnie w sypialni i kazała nic nie mówić, bo inaczej jakiś chłopak, który jest blisko Julki, zrobi jej krzywdę. Byłem strasznie głupi i jej posłuchałem. Potem wszystko działo się tak szybko. Łzy dziewczyny były dla mnie największą karą. Zadzwoniłem do niej, ale nie chciała rozmawiać i po chwili się rozłączyła. Gdybym tylko wiedział gdzie ona teraz jest.
Te myśli codziennie nawiedzały moją głowę, a ja zamiast cokolwiek zrobić, dzień w dzień upijałem się do nieprzytomności.

*Robert
Wiedziałem, że Julka prędzej czy później wróci. To było do przewidzenia. Nie wiem tylko jak rolę odegrała w tym wszystkim ta cała Natalia.
Cieszę się, że dziewczyna pomyślała o mnie i teraz ze mną mieszka, ale nie wiem czy coś do mnie czuje. Chciałbym żeby została moją dziewczyną. Tylko, że po tym co ją spotkało pewnie nie będzie chciała o tym słyszeć.
Otwierając drzwi poczułem nieprzyjemny zapach, jakby się coś przypaliło.
-Julka gdzie jesteś.? - krzyknąłem.
-W łazience - odpowiedziała.
-A co tak dziwnie pachnie.? - zapytałem odkładając torbę treningową.
-O ku*wa mać.! - krzyknęła i wybiegła z łazienki w samym ręczniku. - Właśnie spaliłam nasz obiad - powiedziała wychodząc z kuchni.
-To idź się ubierz, a ja tam posprzątam.
-Okej - powiedziała i zniknęła w garderobie.
Po chwili przyszła mi pomóc. Miała na sobie legginsy i moją koszulkę z Nike. Żadnej kobiecie nie pozwoliłbym jej nawet dotknąć, ale ona wyglądała w niej tak słodko.
-Fajna bluzka - powiedziałem zamykając okna.
-Sorry, że nie zapytałam, ale pomyślałam, że nie będziesz miał nic przeciwko - powiedziała zerkając na mnie i przygotowując kolejny obiad.
-Chodź, pojedziemy do miasta coś zjeść - stwierdziłem ciągnąc ją za rękę.
-W twojej koszulce.? - zdziwiła się.
-A kto będzie zwracał na nią uwagę. Zresztą i tak pięknie w niej wyglądasz - powiedziałem gdy wsiedliśmy do samochodu.
_________________________________________________________________________________
Kasia to dla Ciebie i dzięki za podsunięcie pomysłu :) Ty wiesz o co chodzi xD

Rozdział 41 xD

W Dortmundzie byliśmy około północy. Nie mogłam zasnąć, bo cały czas miałam przed oczami obraz Mario i tej szmaty.
Robert podał mi kubek gorącej czekolady i usiadł obok mnie.
-To jak może opowiesz mi wszystko.? - zapytał przytulając mnie.
Opowiadałam i opowiadałam, a on słuchał nie przerywając. Kiedy skończyłam kolejny raz tego dnia się popłakałam.
-A on wie, że ty go zdradziłaś.?
-Nie wie. Bo niby skąd.? - spojrzałam na niego.
Otarł moje łzy rękawem i zaprowadził do swojej sypialni.
-Ja będę spał na kanapie a ty tutaj. - oznajmił mi.
-Nie musisz. Ja też mogę spać na kanapie - stwierdziłam.
-O nie, nawet o tym nie myśl. Śpisz tu, ja idę na dół. Gdyby coś wiesz gdzie mnie szukać - powiedział i zamknął drzwi.
Weszłam pod prysznic i zaczęłam rozmyślać.
A co jeśli to tylko tak wyglądało i on wcale mnie nie zdradził.? Nie no w końcu byli w naszym łóżku. Ale te butelki po alkoholu i jego mina nie były jednoznaczne. A może tylko ta szmata chciała rozwalić mój związek.? Tylko, że nie miała do tego najmniejszego powodu. Miała swojego Marco i to powinno jej wystarczyć.
Wyszłam otulona ręcznikiem i przebrałam się w piżamę. Rozczesałam włosy i postanowiłam zadzwonić do Reusa. Miał wyłączony telefon, więc zrezygnowałam i położyłam się na łóżku. Po chwili spałam.

***
Obudziły mnie promienie słońca. Była już późna jesień, więc trochę mnie to zdziwiło. Ubrałam się w brązowe rurki, białą luźną bluzkę i trampki. Zeszłam na dół i zobaczyłam Lewego śpiącego na kanapie. Była już 10 a on chyba miał mieć trening.
-Trening za 5 minut - krzyknęłam.
-Znowu zaspałem - zerwał się z kanapy i popatrzył na zegarek. - Ej przecież dopiero za godzinę mam trening. - rzucił obrażony.
-A skąd ja to miałam wiedzieć? - rozłożyłam bezradnie ręce. - Wstawaj i chodź na śniadanie.
Weszłam do kuchni i zajrzałam do lodówki.
-Dużo masz w tej lodówce. - stwierdziłam - Dobrze, że światło nie postanowiło sobie pójść - zaśmiałam się.
-Chodź, zjemy na mieście i pojedziemy na trening. Chłopaki się ucieszą - powiedział ciągnąc mnie za rękę.
-Poczekaj idę po kurtkę - pobiegłam na górę.
Chwilę później zajadaliśmy naleśniki z owocami i piliśmy sok jabłkowy.
Po skończonym posiłku, piłkarz zapłacił rachunek i pojechaliśmy na stadion.
-Przyprowadziłem wam gościa - krzyknął Lewy kiedy weszliśmy na murawę.
-Ooooooooo Jula.! - pierwszy podbiegł Błaszczu.
Zaraz za nim uściskali mnie wszyscy, a Reus dodatkowo pocałował mnie w policzek.
Poszłam na trybuny, a oni zaczęli ćwiczyć.
I znowu jeden szukał buta, drugi miał za luźne spodenki a trzech pokazywało jakiś dziwny układ choreograficzny.
Poczułam się jak w domu. Śmiałam się w najlepsze z ich treningu kiedy poczułam zimną strugę wody na plecach. Odwróciłam się i zobaczyłam zadowolonego Roberta.
-Ku*wa Lewy.! Zabiję cię.! - krzyknęłam zbiegając za nim po schodkach.
Dogoniłam go dość szybko i przewróciłam na ziemię wylewając mu na głowę zawartość butelki.
-I co fajnie tak.? - zapytałam wściekła.
-Czemu jesteś zła.? - zapytał zdziwiony.
-Bo to była nowa bluzka.! - powiedziałam i odeszłam.
-Oj odkupię Ci tylko już się nie gniewaj - powiedział robiąc słodkie oczka.
-Dobra już. Jak ty na mnie działasz Lewusku - stwierdziłam czochrając jego czarne włosy.
W jego niebieskich oczach zobaczyłam ogniki radości i za chwilę oboje wybuchnęliśmy gromkim śmiechem.
Po treningu weszliśmy do sklepu. Kupiłam gazetę i zaczęłam ją czytać. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam na pierwszej stronie. Było to zdjęcie ze wczoraj, jak wybiegałam zapłakana z domu Goetzego.
Zdziwiło mnie, że nie zauważyłam fotografa, który musiał stać gdzieś w niedalekiej odległości.
-Ku*wa.! Pięknie - powiedziałam po polsku.
Przynajmniej przy Lewym mogłam mówić w ojczystym języku.
-Co jest.? - zapytał.
-Patrz i czytaj - podałam mu gazetę.
-Bla bla bla - powiedział kiedy skończył - przejmujesz się tym.? - zapytał.
-Trochę - stwierdziłam.
-Przyzwyczajaj się. Jesteś już na zawsze związana z piłkarzami i pierwszymi stronami gazet - powiedział kiedy weszliśmy do domu.
-W sumie to masz rację. Idę się przebrać - poinformowałam go i poszłam na górę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział 40

*2 tygodnie później.
Właśnie kończyłam sprzątanie. Mario lada chwila miał wrócić z treningu.
Usłyszałam otwierane drzwi.
-Hej - powiedział wściekły piłkarz rzucając torbę w korytarzu.
-Cześć. Co się stało.? - zapytałam zdziwiona.
-Aa na treningu dostałem tak jakby zakaz udziału w najbliższym meczu - usiadł na kanapie.
-Dlaczego.? - zapytałam siadając obok niego.
-Bo walnąłem takiemu idiocie w ryj.
-No to gratuluję. A o co poszło.?
-O ciebie. Twierdził, że mnie zdradziłaś. Ale chyba nie zrobiłabyś mi tego.? - zapytał patrząc na mnie.
Zrobiłam się czerwona, a w głowie poczułam zamęt.
-Jasne, że nie - powiedziałam wstając - Chodź na obiad - pociągnęłam go za rękę.
Podałam spaghetti i wyszłam na chwilę do sypialni.
Napisałam do Roberta
Mówiłeś komuś o tym, że zdradziłam Mario z Tobą.?
Po chwili przyszłam odpowiedź
Nie. Skąd ten pomysł.?
Nie odpisałam tylko wróciłam na dół.
Nie chciało mi się wierzyć, że ktoś może o tym wiedzieć. Bo niby skąd. To było objęte tajemnicą i tylko ja i Lewy o tym wiedzieliśmy.
-Stało się coś.? Czemu jesteś taka nieobecna.? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Mario.
-Nic nic, tak jakoś.
Po obiedzie wyszłam na zakupy zostawiając Goetzego przed telewizorem.

***
3 godziny później wróciłam i zobaczyłam porozrzucane ubrania i puste butelki po alkoholu. Miałam złe przeczucia. Jakaś dziwna siła wiodła mnie prosto do sypialni.
Zostawiłam więc torbę i poszłam w tamtą stronę. Otworzyłam drzwi i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Co to ku*wa ma znaczyć.? - zapytałam widząc Mario i Natalię w naszym łóżku.
-Ja ci to wyjaśnię. To nie tak jak myślisz - powiedział piłkarz wyskakując z pościeli.
Natalia była bardzo zadowolona z siebie i tylko uśmiechała się szyderczo.
-Zostaw mnie - krzyknęłam do niego. -Ty głupia szmato - zwróciłam się do dziewczyny.
Zapłakana zbiegłam do garderoby i pospiesznie spakowałam walizki.
-Między nami koniec - krzyknęłam rzucając w piłkarza pierścionkiem. - Nie szukaj mnie.
Po tych słowach wybiegłam z domu na ulicę.
Poszłam do pobliskiego parku i zadzwoniłam po Roberta.
-Hej, mógłbyś po mnie przyjechać do Monachium.? - zapytałam łkając.
-Hej, tak się składa że jestem w Monachium. Gdzie jesteś.? - zapytał.
-W parku obok stadionu treningowego Bayernu - poinformowałam go.
Po chwili przyjechał do mnie.
-Co się stało.? - zapytał podchodząc do mnie i obejmując.
-Zdradził mnie z tą zdzirą Natalią - popłakałam się na dobre.
-Oj nie płacz. Będzie dobrze. - przytulił mnie.
-Zabierz mnie stąd jak najszybciej  - poprosiłam.
10 minut później byliśmy w drodze do Dortmundu.
_________________________________________________________________________________
Rozdział specjalnie dla Veroniki <3 :)
Brak czasu i dlatego takie krótkie. ;c Wieczorem postaram się doda kolejny :)

piątek, 20 września 2013

Rozdział 39

*Kilka dni później.
Dzisiaj miałam wyjść ze szpitala. Wczoraj postanowiłam zadzwonić na policję i zgłosić całe zdarzenie. Zatrzymali Ann, która przyznała się do wszystkiego. Jej głównym i jedynym argumentem była zazdrość.
-Hej kochanie - powiedział Goetze wchodząc do sali - Gotowa.?
-Hej kocie, już dawno - odpowiedziałam całując go w policzek.
W samochodzie poinformował mnie, że jedziemy na trening a potem do domu. Zgodziłam się, bo i tak nie miałam innego wyjścia.
Przywitałam się z chłopakami i poszłam na trybuny.
Po chwili usłyszałam dzwonek telefonu.
-Hej - usłyszałam głos Lewandowskiego. -Co słychać.?
-Cześć. Wszystko jest okej - odpowiedziałam lekko zdenerwowana.
-Słyszałem co wam się przytrafiło. Przykro mi.
-Mogłeś nie zaczynać tego tematu. - powiedziałam a w moich oczach zaszkliły się łzy.
-Przepraszam - usłyszałam skruchę w jego głosie.
-Dobra, ja kończę. Pa - rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.
Zaczął padać deszcz. Zeszłam na dół i schowałam się w okolicach szatni piłkarzy.
Klika minut później skończyli trening i pojawili się w holu.
Mario uśmiechnął się do mnie i wszedł do przebieralni.
Wyszedł i chwycił mnie za rękę prowadząc do samochodu.
Byłam już zmęczona i głodna.
Na stole zastałam kanapki i sok pomarańczowy, wzięłam je i usiadłam na kanapie.
-Ty wiesz czego mi trzeba. Dzięki - powiedziałam do piłkarza, który właśnie wyszedł spod prysznica i usiadł obok mnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie  - pocałował mnie w czoło.
Wybraliśmy film i usiedliśmy na kanapie, tak jak za starych dobrych czasów.
Z uśmiechem na twarzy zasnęłam oparta o ramię chłopaka.
________________________________________________________________________________
:)

Rozdział 38

Po zrobieniu USG okazało się, że muszę zostać w szpitalu przynajmniej na tydzień.
-Jedź do domu - powiedziałam do Mario. - masz chodzić na treningi.
-Nie - powiedział - Już cię posłuchałem, a teraz dzięki Twojemu niby oszczędzaniu się leżysz w szpitalu.
-Przecież robiłam jak najmniej.
-Cicho siedź. Od teraz nigdzie nie idziesz sama, zrozumiano.? - zapytał siadając obok mnie.
-Dobra - opadłam zrezygnowana na poduszkę.
Zgodziłam się dla świętego spokoju.
Nie chcąc się z nim pokłócić zasnęłam.

***
Obudziłam się w nocy, nie było przy mnie Goetzego tylko jakaś pielęgniarka. Było ciemno, więc nie widziałam jej twarzy. Powiedziała, że mam spać, a ona zmieni kroplówkę i wychodzi.
Zamknęłam oczy jednak nie mogłam zasnąć. Miałam złe przeczucia co do tej pielęgniarki, nie przypominała żadnej z tych, które tu wcześniej przychodziły i wydawało mi się że już wcześniej z nią rozmawiałam. Myślałam też o tym, gdzie teraz może być mój narzeczony.
Po chwili wszedł do sali i usiadł na krzesełku.
-Gdzie byłeś.? - zapytałam.
-To ty nie śpisz.? - zdziwił się - W łazience byłem.
-Okej.
Zapadła cisza. Nagle poczułam straszny ból.
-Ałaaaa.!- zaczęłam krzyczeć.
Chłopak od razu wybiegł po lekarza.
Jednak na jakąkolwiek reakcję z jego strony było za późno. Okazało się, że podali mi nie taką kroplówkę i przez to poroniłam. Kiedy usłyszałam tą wiadomość do moich oczu napłynęły łzy. Kolejny raz straciłam dziecko. Mario obwiniał się o to, że wyszedł do łazienki w najmniej odpowiednim momencie.
Sama czułam się dziwnie, ale chyba wiedziałam kto to zrobił.
Lekarz poprosił wszystkie pielęgniarki, ale to nie była żadna z nich. jedna stwierdziła, że była tu jakaś kobieta podająca się za stażystkę i że weszła do mojej sali. Kiedy ją opisała byłam pewna.
-To ta twoja była - powiedziałam do Mario.
-Ann.? - zapytał nie wierząc w to co słyszy.
-Tak, właśnie ona.
-Jak ją spotkam to zabiję - powiedział wstając i idąc w stronę drzwi.
-Siadaj - krzyknęłam - siłą nic nie załatwisz.
Posłuchał mnie.
-Zgłoszę to na policję - powiedziałam. - Jak wyjdę ze szpitala.
_________________________________________________________________________________
Tak, wiem jestem okrutna. Tego rozdziału miało nie być, no ale... :)
Mam nadzieję, że mnie za niego nie zabijecie :P

czwartek, 19 września 2013

Rozdział 37

Tego dnia postanowiłam iść na zakupy. Goetze miał dzisiaj trening, więc nie musiałam go pytać o zdanie. Zaczynała mnie denerwować ta jego nadopiekuńczość.
Ubrałam się w luźne spodnie i bluzkę oraz trampki i wsiadłam do samochodu.
Jesień nie była moją ulubioną porą roku. Ciągle padało lub wiało i przez to popadałam w przygnębienie.
Wchodząc do galerii byłam tak pogrążona w myślach, że nie zauważyłam osoby, która badawczo mi się przyglądała.
Po kilku godzinach wyszłam stamtąd obładowana kolorowymi torbami.
-Oooooo kogo my tu mamy.! - usłyszałam za plecami znajomy kobiecy głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam Ann.
-Ty jesteś byłą dziewczyną Mario? - zapytałam przystając.
-Tak. A Ty to pewnie ta jego nowa. Widzę, że jesteś w ciąży - spojrzała na mój spory już brzuch.
-No jestem. Chcesz coś? Bo prawdę mówiąc spieszy mi się - powiedziałam otwierając bagażnik.
-Tak w sumie to chciałam cię ostrzec - zaczęła.
-Ostrzec przed.?
-Przed Mario. On nie umie być długo wierny. Nie chcę żebyś cierpiała tak jak ja. - chwyciła mnie za dłoń.
-No niemożliwe. Święta Ann się znalazła. Daj spokój z tymi kłamstwami. - wyrwałam się z jej uścisku.
-Pamiętaj, że ja Cię ostrzegałam. Tylko później nie płacz - powiedziała odchodząc.
-Spadaj - mruknęłam wsiadając do samochodu.

***
-Gdzie byłaś.? - usłyszałam, gdy tylko otworzyłam drzwi.
-Na zakupach.
-I jeszcze mi powiedz, że dźwigałaś to wszystko.? - wskazał na torby, które postawiłam na kanapie.
-No tak. Mówiłam ci, że ciąża to nie choroba. Daj spokój - pocałowałam go w policzek i weszłam do kuchni.
Zabolał mnie brzuch, więc lekko się skrzywiłam. Nie umknęło to uwadze piłkarza.
-Czemu się tak krzywisz.? - zapytał - Boli cię coś.?
-Brzuch od wczoraj - przyznałam się.
-Usiądź na kanapie, a ja przyniosę ci coś do jedzenia - powiedział.
Posłuchałam go. Usiadłam i objęłam brzuch dłońmi, bolał mnie coraz bardziej, ale tego mu nie powiem, bo nie da mi żyć.
-Julka, jak ty wyglądasz.? - wszedł do salonu i stanął jak wryty.
-No jak.?
-Jesteś blada i w dodatku zwijasz się z bólu. Jedziemy do lekarza - powiedział i bez zbędnych ceregieli zaniósł mnie do samochodu.
_________________________________________________________________________________
Za chwilę będzie kolejny :)

Rozdział 36

Lekarka od razu zrobiła mi USG.
-No to mam dla Państwa wspaniałą nowinę - powiedziała uśmiechając się. - Jest pani w ciąży.
-Coooo?! - nie mogłam w to uwierzyć.
-3 tydzień. Proszę się ubrać. Zaraz wypiszę pani skierowanie na kilka podstawowych badań.
Wyszłam z gabinetu z niepewną, ale szczęśliwą miną.
-Co Ci jest.? - podbiegł do mnie Mario.
-No bo ja...
-Powiedz wreszcie.
-Jestem w ciąży - spojrzałam na niego. Bałam się reakcji.
-To wspaniale kochanie - wziął mnie na ręce i zakręcił wkoło.
-Na prawdę cieszysz się.? - zapytałam zdziwiona kiedy już mnie postawił.
-Tak. A ty nie.?
-Nawet nie wiesz jak bardzo.
Wyszliśmy przed szpital i od razu wróciliśmy do domu.
Goetze zachowywał się jakby oszalał. Dzwonił do chłopaków, aby się im pochwalić, a na koniec opublikował nowinę na fejsie.
''Ja nie mogę, ciekawe co będzie dalej" - pomyślałam obserwując zachowanie chłopaka.

*Miesiąc później
Czuję się jak w jakimś wariatkowie. Mario wstaje rano, robi śniadanie, nie pozwala mi chodzić po schodach, cały czas pilnuje, a co najgorsze zasypuje setkami zdjęć z projektami wnętrz pokoju dla dziecka.
-Człowieku uspokoisz się wreszcie? - zapytałam dzisiaj kiedy pokazał mi plik zdjęć.
-Dlaczego mam się uspokoić? Lepiej wcześniej wszystko przygotować - oczy świeciły mu się jakby miał wysoką gorączkę.
-Wariat - powiedziałam całując go w policzek.
-Twój wariat - dodał.
-Tylko zrozum jedną rzecz. Ja jestem w ciąży, a nie obłożnie chora.
-No ale..
-Nie ma ale. Od dzisiaj chodzisz na treningi, przestajesz pajacować, a ja sobie doskonale dam radę - powiedziałam widząc jego zaskoczoną minę.
-No dobra - zgodził się. - Ale dzisiaj jeszcze się tobą zajmę. To co powiesz na taki kolor ścian? - zaczął znienawidzony temat.
-Mariooo! - zaśmiałam się i spojrzałam na projekt.
_________________________________________________________________________________
Kasia trzymaj ty wymuszaczu jeden ;D
Ostatni na dziś xd

Rozdział 35.

*2 tygodnie później.
Od czasu kłótni Lewy nie zadzwonił ani razu i nie wysłał żadnego smsa.
Mario siedział przez ostatni tydzień w domu, a dzisiaj wybieraliśmy się na trening.
Około 9 wyszliśmy z domu i pojechaliśmy pod Sabener Strasse, na którym odbywały się treningi.
Usiadłam na trybunach i patrzyłam  jak chłopaki biegają. Trening nie przypominał już tego sprzed kilku tygodni. Było o wiele weselej.
Przez chwilę nawet poczułam się jak na SIP, a potem przypomniałam sobie, że jestem w Monachium i pewnie nigdy więcej nie wrócę do Dortmundu. W końcu nie mam po co. Natalia nie jest moją przyjaciółką, a rodziny tam nie mam.
Wreszcie dotarło do mnie, że trening się już skończył i zeszłam do szatni.
Stałam przed drzwiami i słyszałam co chwilę śmiechy i żarty. Po chwili wyszedł Mario, złapał mnie za rękę i zaprowadził do samochodu.
Byłam tak zmęczona, że kiedy weszłam do domu rzuciłam się na kanapę momentalnie zasypiając.

***
Rano obudziłam się już we własnym łóżku, kolejny raz przygnieciona przez piłkarza. Właśnie się przeciągałam i poczułam, że Goetze zaczyna się budzić.
-Wiesz jaki jesteś ciężki.? - zapytałam kiedy spojrzał na mnie swoimi zaspanymi brązowymi oczami.
-Przygniotłem cię znowu.? - zapytał zdezorientowany.
-Raczej tak. Przez ciebie boli mnie prawa ręka - wyrzuciłam mu udając obrażoną.
-Ojej przepraszam - zrobił swoje szczenięce oczka.
-Już dobrze.
Chciałam wstać i iść do kuchni, ale zakręciło mi się w głowie i przewróciłam się prosto w ramiona Mario.
-Kochanie dobrze się czujesz.? - zapytał zaniepokojony.
-Tak chyba tak.
-Chodź do salonu, usiądziesz na kanapie a ja zrobię śniadanie - powiedział biorąc mnie na ręce.
-Ale...
-Nie ma ale. A co do treningu dzisiaj nie mam żadnego
Zniósł mnie na dół, usadził na kanapie, przyniósł koc i poduszkę. Po chwili wyszedł do kuchni i przyniósł mi kanapki.
-Kochany jesteś - pocałowałam go w skroń.
-Oj wiem.
-Skromny jesteś.
-Skromność to moje drugie imię - zażartował.
Zaczęłam jeść i nagle zrobiło mi się strasznie niedobrze.
-Czemu jesteś blada.? - zapytał.
-Będę rzygać - wybiegłam do łazienki.
Wróciłam do salonu.
-Idziemy dziś do lekarza, musimy sprawdzić co Ci jest - stwierdził.
-Dobra, to ja idę się ogarnąć.
2 godziny później siedziałam w poczekalni trzymając Mario za rękę.
Wiedziałam co mi jest, ale nie chciałam go straszyć.
-Pani Julia Nowakowska - usłyszałam głos pielęgniarki i weszłam do wskazanego wcześniej gabinetu.
________________________________________________________________________________
Jest 3 i ostatni na dziś. :)
Kasia to dla ciebie :)

Rozdział 34

Po cichu zeszłam na dół i stanęłam za ścianą przysłuchując się tej kłótni.
-O co Ci ku*wa w ogóle chodzi.? - Lewy patrzył z nienawiścią na Mario.
-O to, że gapisz się na moją narzeczoną jakbyś coś do niej czuł.! - piłkarz nie pozostał mu dłużny.
-A nawet jeśli to co!? Zabronisz mi?
W tym momencie Goezte wstał i rzucił się na Roberta.
-Zabije cie ku*wa - krzyczał bijąc go na oślep.
Wpadłam do salonu, gdzie Reus i Błaszczykowski próbowali oderwać od siebie chłopaków.
-Co się tu dzieje.? - zapytałam.
-Biją się o Ciebie.! - powiedział rozbawiony Marco.
-To nie jest śmieszne - zmroziłam go wzrokiem. - Rozdzielcie ich bo się pozabijają, a potem wyjazd z mojego domu.
Po chwili udało im się rozdzielić walczących.
Lewandowskiemu nic się nie stało, natomiast Mario miał podbite oko i rozciętą wargę.
Pożegnałam chłopaków prawie wyrzucając ich za drzwi i wróciłam do salonu z apteczką.
-O co dokładnie poszło.? - zapytałam opatrując mu rany.
-Ten kretyn Cię kocha. Po to tu przyjechał. - powiedział nadal zdenerwowany piłkarz.
-Nie ruszaj się. Może zaboleć - ostrzegłam.
-Ałaaaa - pisnął.
-Cicho. Zachciało Ci się bójek to teraz ani słowa - zaniosłam apteczkę i wróciłam.
-Przecież ja wiem, że on mnie kocha - dodałam po chwili milczenia.
-Skąd.? - zapytał zdziwiony.
-Powiedział mi..
-A ty mi nie raczyłaś zdradzić tej informacji.? - zapytał zdenerwowany.
-Nie.! I tak kocham tylko Ciebie.
-To po co on tu przyjechał.?
-Po to, żeby mnie przekonać do powrotu do Dortmundu.
-Ku*wa mać - krzyknął jeszcze głośniej.
-Milcz - powiedziałam - jak widzisz zostałam z Tobą tak.? - usiadłam obok niego. - Jesteś głupi - stwierdziłam.
-Nie jestem.
-Jesteś. Po co się było o mnie bić? Lepiej porozmawiać - doradziłam mu wychodząc do kuchni.
-Być może - powiedział i usiadł na kanapie.

*Robert
Jeszcze nigdy nie byłem tak zły, Mogłem mu powiedzieć, że Julka go ze mną zdradziła, ale jak zobaczyłem jej minę wolałem lepiej nie zaczynać tego tematu.
Dosłownie wyrzuciła nas za drzwi, a jeszcze chwilę wcześniej całowała się ze mną w kuchni. Zupełnie jej nie rozumiem.
-No to daliśmy popis - przerwał moje rozmyślania Marco.
-Nawet mnie nie wkur*iaj  - powiedziałem coraz bardziej zły za swoje zachowanie.
-Biedny Mario, dopiero Julka da mu do wiwatu - stwierdził zmartwiony Błaszczykowski.
-Nie wymawiaj tego imienia przy mnie - krzyknąłem zły.
Byliśmy już pod moim domem, więc wysiadłem, podziękowałem chłopakom i powlekłem się do drzwi.
Zakończenie miało być inne, ale kolejny raz nie wyszło.
_________________________________________________________________________________
I jest kolejny :) Jeśli znajdę czas dodam jeszcze jeden :) Pozdrawiam z krainy chorób :) xD

środa, 18 września 2013

Rozdział 33

*Robert
Chłopaki przyjechali po mnie parę minut przed 8, wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Monachium.
-To chyba zły pomysł - powiedziałem.
-Kochasz ją.? - zapytał Marco.
-Jak wariat...
-To musisz zawalczyć, a nie potem będziesz sobie wyrzucał, że nawet nie próbowałeś - przekonywał mnie Kuba.
-Może i masz rację, ale zobacz, ona jest taka w nim zakochana, że nic innego nie dostrzega - dodałem po chwili namysłu.
-Oj Lewy wszystko okaże się na miejscu - stwierdził Reus klepiąc mnie po przyjacielsku w ramię.
-Dzięki, zawsze mogę na was liczyć - uśmiechnąłem się.
-No i wreszcie jesteś zadowolony. Za pół godziny będziemy pod ich domem - oznajmił Kuba włączając radio.

*Julia
Mario jak co dzień rano poszedł na trening. Od kilku dni zostawałam w domu, bo zwyczajnie miałam dość patrzenia na tych wszystkich piłkarzy.
Wstałam dopiero około 9. Chłopaka nie było. Zostawił mi tylko kartkę
Śniadanie masz na stole w kuchni. Wracam około 14. Kocham Cię. Mario.
Obok jak zawsze leżała biała różyczka.
Ubrałam się w dresy, bokserkę, włosy związałam w koka i zeszłam do kuchni.
Po skończonym śniadaniu pozmywałam i usiadłam na kanapie.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
''Ciekawe kto to może być" - pomyślałam otwierając.
Kiedy już to zrobiłam nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Roooobert.! - krzyknęłam i skoczyłam mu w ramiona - Co ty tu robisz.?
-Hej Julka. Też się cieszę, ale mnie puść, bo zaraz udusisz - powiedział przez moje włosy.
Puściłam go posłusznie i ucałowałam chłopaków.
-No to co wy tu robicie.? - zapytałam kiedy już siedzieliśmy w salonie popijając kawę.
-Ten tu - Marco wskazał na Lewandowskiego - ma do ciebie ważną sprawę.
-My wyjdziemy na miasto, a wy sobie porozmawiajcie. Wracamy za pół godziny - powiedział Kuba puszczając mi oczko.
-Słucham - powiedziałam kiedy już zniknęli za drzwiami.
-Bo ja cię kocham i nie mogę bez ciebie żyć - popatrzył mi głęboko w oczy i złapał za rękę.
-Dobrze wiesz, że jestem szczęśliwa z Mario i nie mam zamiaru tego zmieniać. - zabrałam swoją rękę.
-Jeśli twój przyjazd dotyczył tylko tego, to wracaj do Dortmundu - dodałam i wyszłam do kuchni.
Przyszedł za mną.
-Wiem, że ty czujesz do mnie to samo - szepnął mi na ucho.
-Powiedziałam już, że nic do ciebie nie czuję. - odwróciłam się i spojrzałam mu głęboko w oczy. - Rozumiesz?
-Nie - powiedział i mnie pocałował.
Nie opierałam się, utonęłam w tych jego błękitnych oczach. Z tej chwili wyrwało nas chrząknięcie.
-Mario wraca - powiedział Reus patrząc na nas.
-Siadać na kanapie - rozkazałam - i nic się między mną a Lewym nie wydarzyło tak.? - popatrzyłam po kolei na nich.
Wszyscy kiwali potwierdzająco głowami.
-Hej skarbie - powiedział Mario wchodząc do domu - mamy gości? - zapytał
-Hej. Chodź do salonu. Niespodzianka - powiedziałam.
-Oooooooooo moje kochane mordki - powiedział przytulając po kolei każdego piłkarza, a na końcu całując mnie w policzek. - Lewy coś taki markotny.?
Wszyscy spojrzeliśmy po sobie i utkwiliśmy wzrok w Robercie.
-Nic, nie wyspałem się - powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą.
Zostawiłam ich, a sama poszłam do łazienki.
''Co ty robisz ze swoim życiem?'' - pomyślałam i usłyszałam ostrą wymianę zdań w salonie.
________________________________________________________________________________
I mamy 33 ;)
Jestem strasznie zła po wczorajszy meczu.
Nie dość, że przegraliśmy 2:1 to jeszcze wyrzucili wściekłego Kloppa na trybuny.
Ale : DUMNI PO ZWYCIĘSTWIE WIERNI PO PORAŻCE ♥

Rozdział 32

Obudziłam się rano z okropnym bólem głowy.
''Za dużo wina'' - pomyślałam przeciągając się.
Zerknęłam na zegarek. Była już 9. Postanowiłam wstać i zrobić śniadanie. Najciszej jak umiałam wygrzebałam się z pościeli, założyłam jego koszulkę i poszłam do kuchni.
Wyciskałam sok z pomarańczy kiedy zadzwonił mi telefon.
-Tak.? - zapytałam nie patrząc kto dzwoni.
-Hej Julka - usłyszałam znajomy głos.
-Ooooo hej Lewusku - powiedziałam z entuzjazmem - Co tam u ciebie.?
-Okej, ale lepiej by było z tobą - powiedział smutnym tonem. -Gratuluję tak w ogóle.
-Aaaa dzięki dzięki, czyli dzisiaj rządzę w internecie  - zaśmiałam się.
-Rządzisz na każdej stronie - powiedział - Ja kończę bo lecę na trening.
-Okej. Pa  - rozłączyłam się.
Zabrałam się za rozkładanie wszystkiego na stole, a gdy wszystko było gotowe poszłam obudzić piłkarza.
Położyłam się obok niego i zaczęłam mu szeptać różne głupoty do ucha. W końcu obudził się, ale przygniótł mnie do łóżka.
-Aaaaa puść - zaczęłam krzyczeć i śmiać się.
-Nie - powiedział.
Po kilku chwilach ''walki'' wyrwałam się w końcu spod niego i stojąc w drzwiach powiedziałam
-Śniadanie w kuchni. Czekam.
Przyszedł po chwili w samych bokserkach.
-A ubrać się to nie łaska.? - zapytałam podając mu talerz.
-Ty też jesteś tylko w mojej koszulce - obrzucił mnie wzrokiem jedząc omlet.
Skończyliśmy jeść i poszliśmy się ubrać. Nie obyło się bez przekomarzania i wygłupów.

***
Siedziałam na kanapie czekając na chłopaka. Pozwolił mi zostać w domu i sam poszedł na trening. Powinien być już godzinę temu. Miałam dzwonić kiedy usłyszałam otwierane drzwi.
-Gdzie ty łazisz.? - zapytałam.  - I jak ty wyglądasz.?
-No.... bo... ten... nooo - zaczął bełkotać.
-Zamknij się - powiedziałam prowadząc go do sypialni. -Nie dość, że spóźniony to pijany w trzy dupy - dodałam kiedy wychodziłam z pokoju.
Wzięłam koc i poduszkę i położyłam się na kanapie.
Jutro czekała mnie ciężka rozmowa z trzeźwiejącym Mario. Z tą myślą zasnęłam.

***
Rano obudziłam się obolała. Kanapa może i była ładna, ale mega niewygodna.
W kuchni zastałam Mario patrzącego w szklankę wody.
-Masz - powiedziałam dając mu lek na kaca.
-Życie mi ratujesz - spojrzał na mnie i wypił całą zawartość.
-Masz mi coś do powiedzenia? - zapytałam.
-Przepraszam- powiedział - powinienem zadzwonić i w ogóle, ale świętowaliśmy nasze zaręczyny.
-Beze mnie.? - uniosłam jedną brew.
-No miałem po ciebie dzwonić, ale chłopaki powiedzieli, że to taki przed kawalerski - tłumaczył się jak małe dziecko.
-Dobra już cicho siedź i idź się ogarnij, śmierdzisz na kilometr - powiedziałam podchodząc do blatu i zabierając się za śniadanie.
Zrobiłam kanapki i kawę.
Odświeżony Goetze wrócił do kuchni i zabrał się za jedzenie podsuniętych kanapek.

*Robert
Strasznie tęsknię za Julką. Mój plan legł w gruzach w dniu jej wyjazdu do Monachium.
Kiedy dowiedziałem się o jej zaręczynach miałem ochotę tam jechać i zabić Mario. Jednak jeśli ona ma być z nim szczęśliwa to może lepiej jej na to pozwolić.
Mam dziwne przeczucie, że ona wróci do Dortmundu. Nie wiem kiedy, ale pewnego dnia się tu zjawi, bo ten kobieciarz, Goetze, ją zdradzi.
Od kilku godzin siedzę na kanapie, nie poszedłem na trening. Wypiłem już kilka butelek wódki, ale alkohol chyba nie jest dobry rozwiązaniem.
-Lewy jak tu śmierdzi - usłyszałem Reusa, który wchodził do domu.
-Czego chcesz.? - zapytałem pijąc kolejny kieliszek wódki.
-Przyszedłem zobaczyć czy żyjesz. Zaraz tu będzie Błaszczykowski. - odpowiedział otwierając okna.
Po chwili usłyszałem kroki i do salonu wparował Kuba.
-No Lewusku, wstajemy i idziemy pod prysznic - podszedł do mnie i pociągnął za łokieć.
Lodowaty strumień wody pociekł po moich plecach. Alkohol parował.
Wyszedłem w całkowicie mokrych ciuchach i szybko założyłem coś innego.
Zszedłem do salonu, gdzie chłopaki już posprzątali.
-No to kto jest powodem twojego pijaństwa.? - zapytał Marco.
-Zakochałem się - zacząłem.
-Wiemy, tylko w kim - przerwał mi Kuba.
-W Julce...
-Ale ona jest... - zaczęli równocześnie.
-Tak wiem, narzeczoną Mario. - schowałem głowę w dłoniach.
-Się wkopałeś bracie powiem ci - Błaszczu klepnął mnie w ramię.
-Musimy coś wymyślić, bo uschnie z tęsknoty - powiedział Reus.
Podniosłem głowę i zauważyłem, że chłopaki patrzą na siebie i chyba coś mają.
-Jedziemy do Monachium - rzucił Kuba wstając - Jutro z samego rana - dodał wychodząc.
_________________________________________________________________________________
Kolejny obiecany :)
Moja wyobraźnia mnie przeraża xD
Dziękuję za wyświetlenia i pozdrawiam :)

Rozdział 31

*Tydzień później.
Zadomowiłam się już w Monachium. Codziennie chodzę z piłkarzem na trening. Mam wrażenie, że boi się zostawić mnie samą w domu, po tych wydarzeniach z Dortmundu.
Trener Bayernu, który był dla mnie idiotą, okazał się całkiem miłym i rozmownym człowiekiem.
Myślałam o tym wszystkim będąc pod prysznicem.
-Kochanie zaraz spóźnię się na trening - moje rozmyślania przerwał Mario.
-No już chwila - odpowiedziałam.
Po 5 minutach wyszłam z łazienki.
-Chodź - chwycił mnie za rękę i popędził do samochodu.
-Wolniej trochę, jestem w szpilkach - upomniałam go, ale mnie nie słuchał.
Po chwili podjechaliśmy pod stadion. Goetze spóźniony wbiegł na murawę, gdzie chłopcy już rozpoczynali rozgrzewkę.
-10 minut spóźnienia - krzyknął na niego nieco poddenerwowany trener.
-To moja wina - powiedziałam podchodząc do niego - Nie wiedziałam w co mam się ubrać - jedyny argument jaki przyszedł mi do głowy.
-Kobiety - machnął ręką i poszedł do chłopaków.
Usiadłam na trybunach i przyglądałam się. Trening w niczym nie przypominał tych z SIP. Piłkarze byli tacy sztywni i tylko wykonywali polecenia.
Zaczęło mi brakować tych wszystkich wygłupów i tej radości panującej na każdym meczu czy treningu BvB.
Byłam tak bardzo zamyślona, że nie zauważyłam jak trening się skończył, a Mario podszedł od tyłu i otrzeźwił mnie butelką lodowatej wody.
-Zabije cie - krzyknęłam biegnąc za nim.
-Najpierw to mnie złap - zaśmiał się.
Pobiegłam za nim, ale dziewczyna w szpilkach w dodatku na murawie nie mogła daleko zajść.
Zrobiłam 2 kroki i prawie się przewróciłam, ale mój chłopak miał lepszy refleks i momentalnie znalazł się przy mnie.
Korzystając z okazji odkręciłam butelkę, którą miałam za plecami i polałam mu po głowie.
-Zimneeee - darł się na pół stadionu.
-Kara musi być - pocałowałam go w policzek i poszła w stronę samochodu.
-A zaczekać niełaska.? - zapytał doganiając mnie.
-Nie - klepnęłam go w plecy.
-Za co.? - zapytał.
-Za wodę - zaśmiałam się wsiadając do auta.
-I tak oboje jesteśmy mokrzy - skwitował wsiadając.
Pojechaliśmy do domu, przebraliśmy się i postanowiłam zrobić obiad. Jednak Mario miał lepszy pomysł i zaraz zaczął wcielać go w życie.
-Zostaw to jedziemy na miasto na obiad - powiedział zabierając mi nóż z ręki.
-Nie możemy zjeść w domu? - zapytałam.
-Nie, lepiej na mieście. Tylko załóż coś innego - uparł się.
-Skoro tak uważasz - powiedziałam - idę się przebrać.
Po chwili zeszłam na dół w małej czarnej i szpilkach. Goetze ubrał się bardziej na luzie, ale i tak nie odstawaliśmy od siebie.
Weszliśmy do jakiejś drogiej restauracji i poczułam się nieswojo, nie pasowałam do takich klimatów.
Zamówiliśmy obiad, a potem Mario podszedł do mnie i uklęknął.
-Zostaniesz moją żoną.? - zapytał.
-Taak - powiedziałam.
Wszyscy zaczęli nam bić brawo, piłkarz wsunął mi diamentowy pierścionek na palec i pocałował.
Błysnęły flesze.
''Paparazzi będą  mieli teraz uciechę, zawsze za nami chodzą'' - pomyślałam siadając przy stoliku i patrząc na zadowolonego Goetze.
________________________________________________________________________________
:) Jesteś - skomentuj.!
Za chwilę powinien pojawić się drugi ;p

wtorek, 17 września 2013

Rozdział 30

Nadszedł, tak długo oczekiwany przez nas, dzień wyjazdu. Atmosfera od samego rana była bardzo napięta.
Goetze biegał po domu jak opętany, po 10 razy sprawdzając wszystko.
-Długo jeszcze.? - zapytałam stojąc już przed domem.
-Minuta - krzyknął biegnąc na górę.
Po 15 zjawił się wreszcie i zamknął drzwi. Wsiedliśmy do samochodu; mieliśmy przed sobą prawie 7-godzinną jazdę. Cały czas śmialiśmy się, żartowaliśmy i śpiewaliśmy piosenki razem z radiem.
Droga minęła tak szybko, że aż nie mogłam w to uwierzyć.
Mario zaparkował przed ogromną willą. Byłam zaskoczona.
-Poczekaj aż wejdziesz do środka - powiedział widząc moją minę.
Otworzył mi drzwi i zawrócił do samochodu po nasze bagaże.
Dom był bardzo przytulny, przestronny i funkcjonalnie urządzony.
-I jak.? - zapytał piłkarz przytulając się do mnie.
-Pięknie tu - powiedziałam odwracając się.
Nasze nosy stykały się przez chwilę, a usta połączyły w namiętnym pocałunku. Goetze wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni.

***
Obudziłam się około 2 w nocy. Wiedziałam, że nici ze spania, dlatego zeszłam na dół i wygrzebałam z pudła koszulkę piłkarza. Później udałam się do kuchni i zaparzyłam kawę.
Usiadłam w salonie na kanapie i zaczęłam wpatrywać się w ciemne okno. Moją głowę nawiedziły myśli o Lewandowskim. Wyrwał mnie z nich dźwięk telefonu. Wyświetlił się jego numer.
-Hej - powiedział kiedy odebrałam.
-Siemka. Skąd wiedziałeś, że nie śpię.? - zapytałam.
-Przeczucie, też nie  mogę spać - stwierdził.
-Czemu nie przyszedłeś się pożegnać.? - wyrzuciłam mu.
-Po co mam się żegnać skoro i tak wiem, że wrócisz - powiedział.
-Nie wrócę. podoba mi się tu - powiedziałam niepewnym i drżącym głosem.
Usłyszałam kroki na schodach i rozłączyłam się. Napisałam tylko smsa.
''Sorki ale Mario się przebudził i musiałam zakończyć. Miłego dnia ;*"
Odpisał po chwili
''Spoko. Nawzajem Kochanie ;*''
Kiedy przeczytałam ostatnie słowo moje serce zaczęło bić o wiele szybciej, a na ustach mimowolnie zagościł szeroki uśmiech.
-Co się tak cieszysz.? - zapytał zaspany Goetze
-Nic nic - wyłączyłam telefon i odłożyłam go na stolik.
-Nie możesz spać.? - zapytał siadając obok mnie i obejmując ramieniem.
-Jakoś nie.
Posiedzieliśmy chwilę, a potem stwierdziłam, że rozpakuję rzeczy. Mario zobowiązał się, że mi pomoże, ale po chwili zasnął opierając głowę na kuchennym stole. Zaśmiałam się pod nosem i zabrałam za porządkowanie.
Przypomniałam sobie, że dawno nie słuchałam muzyki, więc włożyłam słuchawki w uszy i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Była to Jula i jej singiel ''Ślad''.
W miarę upływu tekstu pod powiekami pojawiły mi się łzy - skapywały jedna po drugiej . Po chwili otarłam oczy rękawem.
''Dasz radę'' - pomyślałam i zabrałam się do pracy.

**
Nawet nie wiem kiedy z 2  nocy zrobiła się 9 rano.
Stałam właśnie w garderobie składając ostatnie ubrania i poczułam ręce na swoich biodrach
-Mariooo noo  - powiedziałam.
-Obudziłem się, bo zgłodniałem - cmoknął mnie w policzek.
-Nie mamy nic w lodówce - stwierdziłam.
-To idziemy, a raczej jedziemy na miasto - zaproponował.
Ubrałam się w zwiewną sukienkę i szpilki, natomiast Mario postawił na trampki, jeansy i jasną koszulkę.
Pół godziny później siedzieliśmy w małej restauracyjce, jedliśmy naleśniki z owocami i popijaliśmy sok pomarańczowy.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do supermarketu.
Weszliśmy do domu, piłkarz rozpakował zakupy a ja postanowiłam sprawdzić Facebooka.
Zobaczyłam kilka zdjęć i postanowiłam zawołać Mario, żeby sam je ocenił.
-O ku*wa - skomentował kiedy to zobaczył.
Fotki przedstawiały kibiców, którzy palili  koszulki z jego nazwiskiem; było też kilka filmików.
Było też i moje zdjęcie. Ktoś je podpisał
Nie wiem co Goetze w niej widzi. Jest taka brzydka, pewnie chodzi jej o kasę.
Do tej pory byłam uodporniona na jakąkolwiek krytykę, ale to przechodziło ludzkie pojęcie.
-Nie martw się i tak jesteś najpiękniejsza - powiedział przytulając mnie i całując w czoło.
Potem zszedł do salonu obejrzeć mecz, a ja włączyłam telefon i zobaczyłam kilka nieodebranych połączeń i chyba ze 20 wiadomości. Wszystkie były od Roberta. Uspokoiłam go, że nic mi nie jest i że nie musi przyjeżdżać.
Zeszłam do salonu i usiadłam na kanapie. Mario przełączył na inny kanał.
-Dlaczego to zrobiłeś.? - zapytałam zabierając mu pilot i włączając mecz.
-Zapomniałem, że ty lubisz oglądać mecze - zrobił skruszoną minę.
-Spoko - powiedziałam i położyłam się na kanapie opierając głowę na jego kolanach.
Mecz był bardzo ciekawy, jednak po chwili wygrało zmęczenie i zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Gdzieś taki dłuugi ten rozdział wyszedł. xD
Nie miejcie mi za złe błędów, bo jestem chora. ;p
Dzięki za komentarze na fejsie, ale  mogłyby się pojawić też tu. :)
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 29

Z powodu tego, co mi się przytrafiło wyjazd do Monachium opóźnił się o tydzień.
Mario wcale nie był zły, wręcz przeciwnie - prawie cały czas przy mnie siedział chociaż zapewniałam go, że w szpitalu nic mi nie grozi, a  Ci mężczyźni zostali złapani.

***
Nadszedł dzień wypisu. Siedziałam już przygotowana i czekałam na piłkarza, który spóźniał się 15 minut.
-Sorry że musiałaś czekać, ale miałem ważną sprawę - wszedł do sali z ogromnym bukietem białych róż.
-Spoko - powiedziałam wstając.
Od razu zabrał ode mnie torbę.
-Nie wiesz czemu Natalka w ogóle mnie nie odwiedza.? - zapytałam kiedy byliśmy przed szpitalem.
-A nie wiem - powiedział jakoś dziwnie.
-Zawieź mnie do niej teraz - poprosiłam.
-No nie wiem czy to, co tam zobaczysz będzie dla ciebie dobre - popatrzył na mnie.
-O czym ty mówisz.? - zapytałam zdziwiona.
-No tak ty nic nie wiesz, jeśli chcesz to pojedziemy, ale to nie będzie dla ciebie miłe spotkanie.
-Nie wiem co masz na myśli, więc już jedźmy. - wsiadłam do samochodu i odłożyłam na tylne siedzenie bukiet.
Po chwili byliśmy na miejscu. Otworzyłam drzwi i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam.
Natalia siedziała na kolanach Reusa i oglądali jakiś film. Kiedy mnie zobaczyła speszyła się i zapytała
-Co tu robisz?
-O to samo mogłabym zapytać ciebie i jego - wskazałam na Marco. - Musimy pogadać - pociągnęłam ją za rękę w stronę mojego dawnego pokoju.
-Możesz mi wyjaśnić co to wszystko znaczy?! - krzyknęłam na nią.
-Nie krzycz, bo chłopaki usłyszą - powiedziała zamykając drzwi.
-Wytłumacz mi co ty w ogóle wyprawiasz - powiedziałam już ciszej, chociaż nadal byłam wściekła.
-Nic nie robię - usiadła na fotelu.
-Jak to nic?! A twój narzeczony? Gdzie on jest? - zapytałam patrząc jej prosto w oczy.
-Nie ma go już, rozumiesz? Dla mnie nie istnieje! - odpowiedziała.
-To w takim razie kim jest dla ciebie Marco Reus? - zadałam jej kolejne pytanie.
-Jest moim nowym chłopakiem. Pora zacząć nowe życie, tu w Dortmundzie u boku Marco - powiedziała zadowolona z siebie jak nigdy dotąd.
-Wiesz co, nie myślałam że taka jesteś! - zaczęłam.
-No jaka?! - krzyknęła.
-Taka nieodpowiedzialna i do tego głupia.! - wyrzuciłam jej.
-Ja nieodpowiedzialna?! A kto się przespał z Lewym ja czy ty?! - powiedziała ostrym szeptem.
-Dobrze wiesz, że to była pomyła, a ja byłam pijana - wytłumaczyłam się kolejny raz.
-Tak jasne tłumacz się alkoholem.! Ty zwyczajnie na niego lecisz! - powiedziała obrzucając mnie zawistnym spojrzeniem.
-Tego już za wiele.! Sama wiem co do kogo czuję! Nie jesteś już moją przyjaciółką! - krzyknęłam wybiegając z pokoju.
-I wzajemnie! - usłyszałam za plecami.

*W tym samym czasie u Mario i Marco.
Kiedy wściekła Julka wyciągnęła Natalię z salonu Reus powiedział
-Ale ma charakterek ta twoja laska
-Podoba mi się to, że ma własne zdanie w każdej sprawie - spojrzałem na niego z boku.
-Taaaak ty lubisz ostre dziewczyny - zaśmiał się.
-Wcale nie
Zaczęliśmy się przekomarzać. Marco oberwał poduszką, a potem obaj przewróciliśmy się na podłogę i zaczęliśmy tłuc po głowach tak dla zabawy.
-Mario idziemy - usłyszałem nagle głos mojej dziewczyny.
-Już - powiedziałem śmiejąc się i wstając z Reusa.
Zauważyłem, że jest strasznie wściekła, więc szybko opuściliśmy dom. Na odchodne obrzuciła Marco zabójczym spojrzeniem.
-Stało się coś.? - zapytałem kiedy już jechaliśmy do domu.
-Oprócz tego, że Natalia już nie jest moją przyjaciółką to nic - powiedziała spokojnie.
Zdziwiła mnie tym. Do tej pory uważałem, że dziewczyny są nierozłączne.
Weszliśmy do domu, a ona stanęła i bezradnie rozłożyła ręce.
Nic dziwnego - wszędzie były niedojedzone kawałki pizzy, brudne koszulki i masa gazet.
-Mówiłeś kiedyś, że nie lubisz bałaganu, a odkąd tu jestem kolejny raz muszę po tobie sprzątać - powiedziała, ale wiedziałem, że nie jest zła, a raczej rozbawiona.
-Oj kochanie, nie denerwuj się - zrobiłem skruszoną minę.
-Ja jestem spokojna, tylko zaraz zostaniesz uduszony gołymi rękami - powiedziała idąc w moją stronę.
Jednak tylko się ze mną droczyła, bo przytuliła mnie i pocałowała, a potem zabrała się za sprzątanie.
Następnego dnia mieliśmy wyjechać do Monachium.
_________________________________________________________________________________
 Być może dodam  dziś drugi. ;p
Jesteś - skomentuj! :)

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 28

-Pan Goetze tak? - zapytał mierząc mnie wzrokiem.
-Tak. Co z nią.? - zapytałem.
-Zapraszam do mojego gabinetu - wskazał ręką na drzwi obok.
-Więc pani Julia miała dużo szczęścia. Gdyby nie ten mężczyzna, który akurat przechodził nie wiem jakby się to skończyło - powiedział kiedy już usiedliśmy.
-Ale co się stało? Ja nie wiem o czym pan mówi - byłem coraz bardziej zdezorientowany.
-Pańska dziewczyna została zgwałcona. - powiedział  - ale jest jeszcze jedna, według mnie gorsza wiadomość.
-Słucham - powiedziałem bezbarwnym tonem.
-Straciła dziecko - spojrzał na mnie badawczo.
-To ona była w ciąży.? - prawie wykrzyknąłem.
-Tak.
-Mogę do niej iść?
-Tak proszę.
Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem chłopaków.
-Co z nią.? - zapytał Robert.
-Została zgwałcona i straciła dziecko - powiedziałem ze łzami w oczach.
-Zabiłbym tego skur*ysyna który jej to zrobił - powiedział Marco.
-Spokojnie chłopaki sprawa jest już zgłoszona na policję i mają chyba obydwóch sprawców. Idę do niej - powiedziałem przechodząc obok nich.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją. Leżała bezwładnie, była strasznie blada a na policzkach miała ślady od łez. Patrzyła w sufit.
-Kochanie - podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.
Spojrzała na mnie pełnym bólu wzrokiem.
-Już nikt cię nie skrzywdzi, obiecuję - powiedziałem przytulając ją.
-Mario, ale dziecko... - zaczęła słabym głosem.
-Wiem, ale będziemy mieć jeszcze niejedno - cały czas trzymałem ją w objęciach.
-Kocham cię Goetze - dodała jeszcze słabszym głosem.
-Ja ciebie też. Prześpij się trochę - pocałowałem ją w policzek.
Zapadła cisza.
Nie chciałem jej męczyć, więc usiadłem obok i trzymałem ją za rękę dopóki nie zasnęła.
Zobaczyłem przez szybę chłopaków. Wyszedłem i kazałem im iść do domu a sam wróciłem do sali i zasnąłem oparty o jej dłoń.

*Julia
To było chyba najgorsze 10 minut mojego życia.
Zaraz po uderzeniu zemdlałam, ale przebudziłam się potem i czułam straszny ból.
Usłyszałam krzyki i odgłosy szarpaniny, a potem wszystko ucichło i dobiegł do mnie głos jakiegoś chłopaka
-Niech się pani nie martwi karetka już jedzie.
Zapadła cisza i ciemność.
Obudziłam się dopiero tutaj - w szpitalnej sali.
Lekarz powiedział mi co się stało, chociaż doskonale to wiedziałam.
Drugą sprawą było dziecko. Chyba dobrze się stało, że je straciłam, bo na 100% było Lewego nie Mario.
Potem przyszedł on - bardzo załamany i mnie pocieszał, zapewniał, że kocha.
Widziałam też chłopaków - Piszczka, Reusa, Lewandowskiego i Błaszczykowskiego.
''Czyli oni już wiedzą'' - pomyślałam.
Po chwili zasnęłam ściskając dłoń piłkarza.
_________________________________________________________________________________
Kasia trzymaj i nie marudź, ale więcej dziś nie dodam :)

Rozdział 27.

Czas mijał bardzo szybko i nawet nie wiem kiedy nadszedł wieczór pożegnalny.
Chłopaki byli strasznie źli na Mario, ale i tak zgodzili się i przyszli; w końcu przyjaźnili się już kilka lat.
Była już 20 a ja stałam w kuchni i kończyłam robić sałatkę. Natomiast Goetze wyszedł pół godziny temu po jakiś alkohol.
Usłyszałam otwierane drzwi i wesołe pogwizdywanie piłkarza.
-Wykupiłeś pół monopolowego.? - zapytałam kiedy zobaczyłam ilość trunków.
-Eee tam bez przesady. - powiedział - Zjawiskowo wyglądasz. - obrzucił mnie pełnym pożądania spojrzeniem.
Zaczął mnie całować i nawet nie słyszałam jak piłkarze weszli do kuchni.
-Uuuuuuu - usłyszałam za plecami.
-Czy wy nie umiecie pukać.? - zapytał wściekły Mario.
-Nie - powiedział Robert gapiąc się na mnie.
Wyszli do salonu pograć w Fifę a ja nakrywałam do stołu.
Nagle poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce.
-Mario przestań - powiedziałam.
-To nie Mario - mruknął mi do ucha Lewy.
-Jak ty się zachowujesz.? - powiedziałam ostrym szeptem.
-Normalnie, zresztą i tak wiem, że mnie kochasz. - stwierdził.
-Nie kocham cię, daj spokój - odeszłam zawołać chłopaków.
Usiedliśmy przy stole.
Piłkarzom bardzo smakowało, więc pochwałom nie było końca.
Później postanowiliśmy pójść do klubu.
Zamówiliśmy sobie po drinku, a potem poszliśmy potańczyć.
-Odbijany - powiedział Robert.
-Okej - zgodził się Mario i gdzieś odszedł.
Akurat był wolny kawałek, więc założyłam ręce na szyję chłopaka i oparłam głowę o jego tors; on natomiast objął mnie w pasie. Kołysaliśmy się kilka minut i nagle poczułam jego usta na swoich.
Wywinęłam się zwinnie z jego objęć.
-Wiesz że nie możemy - powiedziałam odchodząc w stronę baru.
Zobaczyłam Mario. Siedział smutny.
-Co jest.? -zapytałam.
-Nic wszystko okej - powiedział - Chodź zatańczyć - wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę parkietu.
Lewandowski stał w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam i gapił się przed siebie.
Kiedy na niego spojrzałam serce zaczęło mi bić mocniej, już dawno czegoś takiego nie czułam.
Goetze zauważył wyraźną już zmianę w moim zachowaniu i zapytał
-Stało się coś.?
-Możemy iść.? Źle się czuję - powiedziałam.
Poszedł pożegnać się z chłopakami i wyszliśmy przed klub do domu.
Okazało się, że zapomniał telefonu, więc postanowiłam, że pójdę a on mnie po drodze dogoni.
Ulica była ciemna i niewiele widziałam.
Nagle z jakiegoś zaułku wyłonili się oni - dwóch wysokich mężczyzn.
Szli w moim kierunku a ja nie miałam gdzie uciec.
Poczułam uderzenie w policzek i zemdlałam.

*Mario
Wróciłem po telefon i Marco zatrzymał mnie, bo chciał jeszcze mój nowy adres w Monachium.
Wyszedłem z klubu, ale Julki nigdzie nie było.
Pomyślałem, że pewnie jest w domu.
W połowie drogi odebrałem telefon, jak się później okazało ze szpitala.
-Pan Mario Goetze.?- usłyszałem w słuchawce.
-Tak a o co chodzi.? - zapytałem zdezorientowany.
-Pani Julia Nowakowska jest w naszym szpitalu.
-Już jadę - powiedziałem kiedy usłyszałem adres.
Byłem strasznie przerażony, nie wiedziałem co się stało. Wysiadając z taksówki obwiniałem się o wszystko.
W rejestracji skierowano mnie pod salę nr 11.
Zadzwoniłem jeszcze do chłopaków i postanowiłem czekać.
Po jakiś 15 minutach wyszedł lekarz.
To co powiedział nie było zbyt pocieszającą informacją....
_________________________________________________________________________________
I mamy 27. Taki niezbyt szczęśliwy, ale nie może być aż tak kolorowo. ;p
Bardzo się cieszę, że drużyna BvB wygrała z HSV aż 6:2. ;d

sobota, 14 września 2013

Rozdział 26

*Tydzień później*
Dzień zaczął się całkiem przyjemnie. Mario jak zawsze przyniósł mi śniadanie do łóżka a potem gdzieś wyszedł.
Podczas jego nieobecności postanowiłam posprzątać.
Zaczęłam od sypialni. Zajrzałam do jednej z szaf i zobaczyłam dosyć duże pudło z jakimiś kartkami i zdjęciami. Otworzyłam i zobaczyłam roześmianego piłkarza z Ann. Wyjęłam je i zobaczyłam kilkanaście listów. Wszystkie były od niej. W każdym przepraszała i prosiła, żeby do niej wrócił. Kolejne przeradzały się w groźby. Zastanawiało mnie czemu Goetze nic mi o nich nie powiedział. Wrzuciłam wszystko i zamknęłam szafę.
Zeszłam na dół i zobaczyłam siedzących na kanapie Roberta i Marco.
-Ku*wa - zaklęłam po polsku.
Lewy zaczął się śmiać.
-Czy ten dom wygląda jak hotel albo poczekalnia? -zapytałam.
-Yyyyy.... nie - powiedział lekko przestraszony Reus.
-Jak na drugi raz nie zadzwonicie do drzwi to będziecie mieć człowieka na sumieniu - zaśmiałam się a chłopaki razem ze mną.
Zaparzyłam kawę i usiadłam naprzeciw nich.
-Chcieliście coś czy tak po prostu sprawdzacie czy kanapa jest wygodna? - zaczęłam.
-Przyszliśmy do Mario, ale jak go nie ma to może pójdziemy - powiedzieli wstając.
-Zaczekajcie zaraz pewnie wróci - powiedziałam.
Rozmawiałam z nimi i nawet nie wiem kiedy minęły dwie godziny.
Usłyszałam otwierane drzwi i do salonu wszedł zadowolony jak nigdy Goetze.
-Coś taki zadowolony.? Popsułeś coś.? - zapytałam kiedy pocałował mnie na przywitanie.
-Nie. Muszę Ci powiedzieć coś, ale to jak chłopaki pójdą. - zaczął tajemniczo.
-Okej. Oni też coś od ciebie chcą - wskazałam na nich ręką i wyszłam posprzątać łazienkę.

***
-Ale jak to.? - nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. - Po co się przeprowadzamy?
-Przechodzę do Bayernu i musimy się przeprowadzić do Monachium - powiedział.
-Zdrajca - krzyknęłam i pobiegłam do sypialni.
Przyszedł zaraz za mną.
-Mają lepsze warunki niż tu i częściej był bym w domu - powiedział niepewnie i usiadł obok mnie na łóżku.
-Wiesz w jakiej stawiasz mnie sytuacji.? - zapytałam.
-Zdaję sobie z tego sprawę.
-Dobra zgadzam się - powiedziałam widząc jego zawiedzioną minę -Kiedy wyjeżdżamy.?- dodałam.
-Za tydzień.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę a potem poszłam do łazienki.
Kiedy weszłam pod prysznic moją głowę wypełniły myśli.
Ja jako prawdziwa Borussen i dziewczyna Mario mam stać się nagle fanką Bayernu - odwiecznego wroga BvB? To chyba nie dla mnie.
Woda była tak gorąca, że aż parzyła, ale nie zwracałam na to uwagi.
Kiedy weszłam do pokoju włączyłam laptopa.
Zobaczyłam informację o treści
''Mario Goetze w Bayernie. Co na to trener Klopp i jego drużyna?"
Pod spodem było kilka zdjęć, w tym moje z pamiętnego meczu.
-Zobacz. Już wiedzą - pokazałam artykuł piłkarzowi.
-A niech sobie gadają. Kocham Cię - powiedział.
-Ja ciebie też - odpowiedziałam - Ale co ty robisz? - zapytałam kiedy zabrał mi laptop i odstawił go na szafkę.
-Zaraz zobaczysz - powiedział.
Tej nocy nic nie musiał już mówić.
Około północy zasnęłam wtulona w jego umięśnioną klatę...
_________________________________________________________________________________
Jesteś - skomentuj :)

piątek, 13 września 2013

Rozdział 25.

Minął tydzień.
Tego dnia Goetze wychodził ze szpitala, więc z samego rana poszłam, żeby mu pomóc.
-Wreszcie - powiedział kiedy już staliśmy przed szpitalem.
-Mhm - mruknęłam.
Nie miałam zbyt dobrego humoru.
''Od teraz będę żyć w ciągłym stresie'' - pomyślałam.
Przytuliłam się mocniej do niego i poszliśmy do domu.

***
Następnego dnia piłkarz postanowił odwiedzić chłopaków na boisku. Ubrałam się w kremowe rurki, granatową bluzkę i szpilki.
Poszliśmy w stronę Signal Iduna Park.
-Oooooooo misiaczek przyszedł  - Reus rzucił się na szyję mojego chłopaka.
W jego ślady poszli chłopcy i niedługo wszyscy leżeli na murawie.
-Ej zrobicie mu krzywdę - krzyknęłam.
To ich ustawiło do pionu.
-Sorry, zapomnieliśmy, że dopiero wyszedłeś - tłumaczył się Lewy wstając.
-Dzięki kochanie  - powiedział Mario całując mnie w policzek.
Podeszliśmy do trenera, który bardzo się ucieszył na widok Goetzego.
Poprosił mnie też o zmotywowanie chłopaków, bo widział jak się mnie przed chwilą posłuchali.
-Ej misie kolorowe 8 kółek dookoła stadionu raz.! - krzyknęłam stając na przeciw nich.
-Aż 8?! - zaczęli jęczeć Piszczek i Reus.
-Dla was 15- powiedziałam.
-Ale....
-Może chcecie 25? - zapytałam.
-Nie no już może być te 15 - zrezygnowali i dołączyli do biegających już chłopaków.
-Niemożliwe - powiedział trener - jak to zrobiłaś.?
-Ma się swoje sposoby - zaśmiałam się i poszłam razem z Mario na trybuny popatrzeć na ten "trening".

*Oczami Roberta*
Kiedy zobaczyłem ją razem z Mario poczułem ukłucie zazdrości. Wiem, że nasza miłość jest niemożliwa, ale będę o nią walczył do końca.
Niby z nią rozmawiałem i powiedziałem, że zgadzam się na jej warunki, ale to była tylko przykrywka. Mam już w głowie gotowy plan.

***
Po treningu Mario poszedł do szatni pogadać jeszcze z chłopakami, a ja zostałam jeszcze na trybunach. Było chłodno, ale ja musiałam coś przemyśleć.
Już sama nie wiedziałam co mam robić i z kim chcę być. Kocham Mario, ale ta noc nie mogła być przypadkowa, chyba zaczynam coś czuć do Roberta.
-Czemu siedzisz tu sama.? - usłyszałam tak dobrze znany głos.
-Już się zbierałam  - powiedziałam wstając.
-Poczekaj.
Mimowolnie usiadłam z powrotem.
-Czego ty chcesz Lewandowski.? - zapytałam patrząc mu w oczy.
-Powiedz mi prosto w oczy, że nic do mnie nie czujesz a wtedy dam ci spokój. - złapał mnie za rękę.
-Nic do Ciebie nie czuję - powiedziałam lekko spuszczając wzrok.
-Wiedziałem - powiedział i mnie pocałował.
Odskoczyłam w tył w ciągu sekundy.
-Nie możemy - powiedziałam biegnąc do wyjścia.
-Co Ci jest.? - zapytał Mario.
-Nic. Chodźmy już. - powiedziałam.
Po chwili byliśmy w domu.
_________________________________________________________________________________
I jest kolejny. Ale proszę o komentarze, bo jak nie będzie przynajmniej 2 to  nie dodam kolejnego rozdziału. Pozdrawiam :)

środa, 11 września 2013

Rozdział 24 :)

Mniej więcej od 3 tygodni Mario był w śpiączce. Ja starałam się spędzać każdą wolną chwilę przy jego łóżku i opowiadać najnowsze fakty.
Celowo pomijałam temat Roberta, byłam zła na siebie za tamtą noc. Wiedziałam, że Lewy się nie wygada, ale ja chyba nie umiałabym żyć z taką tajemnicą.
Kiedy mówiłam mu o tym co ostatnio odstawił Reus poczułam, że lekko ściska moją rękę.
Szybko wstałam i pobiegłam po lekarza, a kiedy wróciliśmy Goetze był już rozbudzony.
-Hej kochanie - przywitałam go z entuzjazmem.
-Niech pani chwilę poczeka, musimy coś sprawdzić - powiedział lekarz podchodząc do jego łóżka i sprawdzając różne rzeczy.
-Pamięta pan cokolwiek? - zapytał po chwili.
-Taaak, myślę że tak - powiedział słabym głosikiem.
Lekarz wyszedł, a ja usiadłam obok niego i złapałam go za rękę.
-Wiesz ile Cię nie było?
-Pewnie długo - uśmiechnął się słabo.
-Prawie 3 tygodnie.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a ja wypytałam go o moment wypadku. Z tego co mówił to nie było z jego winy, a samochód z przeciwka, który nagle przejechał na przeciwległy pas był mi bardzo znajomy.
-A wiesz kto jeździ takim samochodem? - zapytałam tak dla pewności.
-Wiem. To jest chyba nowy chłopak Ann - powiedział.
Naszą rozmowę przerwało przybycie policjanta. Okazało się, że podejrzanego już mają tylko muszę jeszcze spisać wszystkie szczegóły, które zapamiętał piłkarz.
Wyszłam przed salę i czekałam. Czas znowu mi się dłużył. Po jakiejś godzinie policjant wyszedł.
Zajrzałam i zobaczyłam, że Mario gapi się w sufit.
-Co tam takiego widzisz? - zagadnęłam kładąc się obok niego.
-Aaaa nic. Brakowało mi Ciebie. Nie wiedziałem, że możesz aż tyle gadać - powiedział śmiejąc się.
-Nie mów, że wszystko słyszałeś..
-Co do słowa. A co z tym Reusem bo nie dokończyłaś.? - zapytał.
Opowiedziałam mu wszystko. Przy okazji zauważyłam, że Lewy stoi za szybą i badawczo nam się przygląda.
Przywołałam go gestem ręki, ale nie chciał wejść tylko pokiwał głową i odszedł.
Chwilę później zabrali go na badania, a ja pożegnałam się z nim i poszłam do domu. Wreszcie miałam chwilę dla siebie.
Zrobiłam sobie relaksującą kąpiel i nałożyłam maseczkę różaną na twarz.
Kiedy już przebrałam się w dresy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Otworzyłam i zobaczyłam Lewandowskiego.
-Co ty tu..? - zaczęłam.
Pocałował mnie i mocno przytulił. Wyrwałam się i krzyknęłam.
-Co ty wyprawiasz.!
-Musiałem, zakochałem się w Tobie - powiedział.
-Dobrze wiesz, że tamta noc to była pomyłka.Ja do ciebie nic nie czuje. Najlepiej będzie jak o sobie zapomnimy - powiedziałam.
Następnie kazałam mu usiąść na kanapie i przyniosłam gorącą czekoladę. Wyjaśniliśmy sobie wszystko, myślę że już skutecznie i że zrozumiał. Kiedy wychodził pocałował mnie delikatnie w policzek.
Zamknęłam drzwi i usiadłam przed telewizorem....
_________________________________________________________________________________
Masakra jakaś z tymi rozdziałami ;///
Jesteś - skomentuj :)

wtorek, 10 września 2013

Rozdział 23

Dochodziła 20.
Miałam mieszane uczucia co do spotkania z Lewym ,ale postanowiłam się nie wycofywać.
Ubrałam się w jasne jeansy, baleriny i ciemną luźną bluzkę.
Po chwili usłyszałam, że zatrzymuje samochód na moim podjeździe, więc wyszłam szybko zamykając drzwi.
-Hej - powiedział całując mnie w policzek.
-No siema - powiedziałam odsuwając się.
Wsiedliśmy do samochodu i po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.
-Zapraszam - powiedział otwierając mi drzwi.
-Co będziemy robić.? - zapytałam.
-Będziemy oglądać film. Kolacja już czeka na stoliku w salonie - mówiąc słowo ''kolacja'' zakreślił cudzysłów w powietrzu.
Na widok tego co przygotował roześmiałam się.
-Kanapki plus wino to według ciebie udana kolacja? - zapytałam przez śmiech.
-Czemu nie - powiedział siadając na kanapie i zapraszając mnie gestem ręki.
Posłusznie usiadłam i zabraliśmy się za jedzenie.
Później włączyliśmy jakiś horror. Uwielbiałam je oglądać.
Co chwilę popijaliśmy wino. Zaczęło mi szumieć w głowie i nie bardzo wiedziałam co się wokół dzieje.
Poczułam, że Lewy mnie całuje. Początkowo chciałam się wyrwać, a potem zaczęło mi się to podobać.
Odstawiłam lampkę po winie na stół i poczułam, że piłkarz unosi mnie w górę i niesie (zgadłam że do sypialni).
Po drodze pozbyliśmy się zbędnych w tej sytuacji ubrań..

***
Kiedy się obudziłam strasznie bolała mnie głowa. Poczułam też, że ktoś mnie przygniata z jednej strony.
Najpierw pomyślałam o Mario a potem przypomniało mi się, że on jest w szpitalu.
Podniosłam głowę i zobaczyłam Lewego.
Ostrożnie usiadłam i zaczęłam się ubierać.Chciałam wyjść zanim się obudzi, ale nie zdążyłam.
-Gdzie uciekasz kochanie.?- powiedział zaspany jednocześnie przyciągając mnie ręką,
-Puść mnie - krzyknęłam.
-Jakoś wczoraj sama chciałaś - powiedział ironicznie.
-Byłam pijana. Poza tym dobrze wiesz, że to nie powinno się zdarzyć, a ja kocham Mario. Spadam stąd - powiedziałam jednym tchem wybiegając z pokoju.
Kiedy wyszłam na ulicę byłam kompletnie załamana. Jak ja mogłam zrobić coś takiego? On jest w śpiączce a ja nie wiem po co idę z innym do łóżka, szczyt głupoty i egoizmu.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu. Dzwonił Robert.
-Zapomniałam czegoś? - zapytałam ostro.
-Nie, po prostu chciałem cię przeprosić..
-Ciekawe za co.?- przerwałam.
-Za to wszystko. Masz teraz wielki problem przeze mnie.
-To nie powinno się stać i Mario nie może się o tym dowiedzieć. Nigdy.
-Rozumiem.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i rozłączyłam się.
Weszłam do domu, zjadłam śniadanie, przebrałam się i poszłam do szpitala.
_________________________________________________________________________________
Coraz gorsze te rozdziały wg mnie. ;c nie mam weny ostatnio. ;/
Jesteś- skomentuj! :)

poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 22

*2 tygodnie później*
*Julia
Szpital stał się moim drugim domem. Spędzam tu tyle czasu, że wszyscy mnie znają i lubią. Codzienne rozmowy ze śpiącym Mario dobijają mnie coraz bardziej.
Chłopaki z drużyny są tu codziennie. Oczywiście Lewy przesiaduje tu cały czas, nawet treningi zawiesił.
Nie wiem o co mu chodzi i co myśleć o jego zachowaniu, ale to wszystko jest bardzo bardzo dziwne.
Siedziałam przed salą i czekałam aż lekarz wyjdzie i powiadomi mnie co do stanu chłopaka.
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Roberta.
-Hej- powiedział całując mnie w policzek.
-Siema - odsunęłam się.
-I jak tam.? - zapytał.
-Dobrze, przecież wiesz - uśmiechnęłam się blado.
-Czemu ty zgrywasz taką twardą i niedostępną.? - zapytał zdziwiony.
-Życie mnie tego nauczyło.
W tym momencie wyszedł lekarz i tylko pokręcił przecząco głową. Oznaczało to brak jakiejkolwiek poprawy w stanie zdrowia Goetzego.
Również kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Już chciałam wejść, ale Lewy złapał mnie za rękę
i powiedział.
-Poczekaj, mam propozycję - zaczął.
-Ale mnie to nie....
-Nie przerywaj mi - powiedział - co powiesz na jakąś kolację albo coś.?
-Nie wiem - zaczęłam się wahać.
-Nie daj się prosić. Przecież i tak nikt Ci go nie ukradnie - wskazał głową na śpiącego za szybą Mario.
-Wiem. no dobra to gdzie i o której.?- uległam mu.
-Dzisiaj o 20 przyjadę po Ciebie. Tylko gdzie teraz mieszkasz.?
-W domu Mario. Adres znasz. Pa. - powiedziałam i weszłam do sali.

*Robert.
Wreszcie ją przekonałem co do spotkania. Wiem, że to może nie na miejscu, ale mam dla niej super niespodziankę. Nawet nie zdaje sobie sprawy ile radości mi sprawiła tym, że się zgodziła.
To już za 3 godziny, muszę wszystko przygotować. Mam nadzieję, że nie zrozumie mnie źle.
_________________________________________________________________________________|
Taki jakiś głupi ten rozdział ale mam mało czasu na zastanowienie :)
Kasia to dla ciebie xD

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 21.

-Dzień dobry. Czy mam przyjemność z panią Julią Nowakowską.? - usłyszałam głos jakiejś kobiety.
-Tak to ja, a o co chodzi.? - zapytałam zdziwiona.
-Pan Mario Goetze jest w naszym szpitalu....
-Jak to.? - nie pozwoliłam jej dokończyć.
-Miał wypadek samochodowy. Jego stan jest krytyczny - powiedziała.
Nie mogłam w to uwierzyć, przecież kilka godzin wcześniej rozmawialiśmy.
Pielęgniarka podała mi adres szpitala, a ja biorąc torebkę pobiegłam do drugiego samochodu i po chwili byłam na miejscu.
Dowiedziałam się, że jest operowany i poszłam pod salę.
Mario pokłócił się z rodzicami i nie odzywał się do nich od jakiś 3 miesięcy. Nawet miał mi za złe, że zadzwoniłam po jego mamę ostatnim razem.
Powiadomiłam tylko chłopaków z drużyny i postanowiłam czekać.
Po chwili obok mnie pojawił się Lewy.
-Co z nim.? - powiedział dysząc ciężko i opadając na krzesełko obok mnie.
-Nie wiem - krzyknęłam - czekam na informacje - powiedziałam już spokojniej wstając i opierając głowę o szybę.
-Spokojnie, wiem co czujesz - podszedł i objął mnie w pasie.
-Tanie pocieszenie - wyrwałam się z jego objęć.
Kolejny raz usiadłam, a on kucnął przede mną i powiedział
-Wszystko będzie dobrze. Musisz w to uwierzyć.
-Nic nie będzie dobrze, wszystko jest do dupy. Tam, gdzie się pojawie od razu nieszczęście - rozpłakałam się na dobre.
On wstał i mnie przytulił, płakałam w jego koszulę i jakoś ani jemu ani mnie to nie przeszkadzało.
Po chwili usłyszałam, że drzwi się otwierają.
Zobaczyłam Mario przykrytego białym prześcieradłem i omal nie zemdlałam. Gdyby nie Lewy pewnie nikt by mnie nie złapał.
Lekarz poinformował nas, że jeśli przeżyje tą dobę i wszystko pójdzie po jego myśli to i tak będą musieli zostawić go w śpiączce.
Później zostawiłam Lewego przed drzwiami a sama poszłam do chłopaka.
Wyglądał tak bezbronnie, a na twarzy miał błogi uśmiech.
-Dobrze, że żyjesz - powiedziałam - Pamiętaj masz do mnie wrócić. Kocham cię - złapałam go za rękę. Znowu popłynęły łzy.
Nie wiem ile czasu tam spędziłam - 2, 3 czy 4 godziny - czas stał się dla mnie pojęciem względnym. Nie liczyło się nic oprócz niego. Wiedziałam, że teraz muszę nauczyć się cierpliwości. Z tą myślą zasnęłam z głową na kolanach Mario.

*Robert*
Początkowo nie wierzyłem, że Goetze miał wypadek. Myślałem, że to jakaś pomyłka. Jednak musiałem tu przyjechać, żeby wspierać Julkę.
Udaje twardą, a tak na prawdę jest bardzo wrażliwa i ta sytuacja jest dla niej bardzo trudna.
Chyba się w niej zakochałem. Wiem, ta miłość jest niemożliwa do spełnienia, ale stało się.
Teraz stoję za szybą i patrzę jak jej świat rozsypuje się na miliony kawałeczków. Jej łzy są dla mnie jak kara, mimo że to nie przeze mnie. Bardzo chciałbym pomóc, ale ona jest niedostępna. Kiedy zobaczyłem, że zasnęła postanowiłem pójść do domu i wrócić tu jutro.
_________________________________________________________________________________
Ależ dramaturgia mi wyszła, ;p Ale Kasia chciałaś to masz :)

Rozdział 20.

Usłyszałam dzwonek do drzwi. Natalki chyba nie było, więc wstałam i powoli poszłam do korytarza.
-Czego tam.? - zapytałam otwierając.
Zobaczyłam Mario i chciałam zamknąć, ale mi to uniemożliwił.
-Porozmawiaj ze mną - poprosił łamiącym się głosem.
Przeżył to chyba tak samo jak ja, albo jeszcze bardziej.
-A mamy o czym.? - zapytałam kiedy już usiedliśmy w moim pokoju.
-Przepraszam - wypowiedział oczekiwane przeze mnie słowo - nie wiedziałem, że nie lubisz jego piosenek. Więcej ich nie będę słuchał. - przytulił mnie.
-Nie można było od razu wyłączyć tylko jeszcze mnie tym denerwować.? - zapytałam siadając mu na kolanach.
-Nie wracajmy do tego...
Po tych słowach złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku..
-A teraz się ogarnij i jedziemy do domu - powiedział.
Kiedy spojrzałam w lustro wyglądałam źle. To chyba najlepszy z epitetów jaki mi przyszedł do głowy.
Włosy sterczały mi we wszystkie strony, oczy lekko podpuchnięte i czerwone od płaczu, a na policzkach ślady po łzach.
-O matko - skomentowałam swój wygląd.
-I tak jesteś piękna - piłkarz podszedł i objął mnie lekko w talii.
-Nie podlizuj się - powiedziałam odpychając go i wchodząc do łazienki.
Po chwili wyszłam, napisałam kartkę do Natalki i wsiedliśmy do samochodu.

***
Kiedy weszliśmy do domu zastałam obraz nędzy i rozpaczy. Nie było mnie zaledwie kilka godzin, a w salonie zapanował niesamowity bałagan.
-Co ty tu robiłeś.? - zapytałam zbierając koszulki z podłogi.
-A szukałem jednej rzeczy i tak jakoś się zrobiło - zrobił minę szczeniaczka.
-Oj kochanie - pogłaskałam go po policzku i wróciłam do sprzątania.
Skończyłam i poszłam do kuchni. Czekał tam na mnie obiad i kartka o treści:
Zaraz wracam, muszę tylko coś sprawdzić. Kocham Cię. Mario.
Nie czekając na niego zabrałam się za jedzenie. Umyłam talerz i postanowiłam usiąść  na kanapie i obejrzeć jakiś film, jednak skończyło się na bezmyślnym ''skakaniu" po kanałach.
Minęła już godzina, a Mario  nie dawał znaku życia. Zaczęłam się martwić, a potem pomyślałam, że pewnie jest na SIP i ma trening. Wstałam, przebrałam się w czarne rurki i zieloną koszulkę oraz szpilki i poszłam na stadion.
Od razu zapytałam chłopaków, ale okazało się, że go nie było dziś na treningu.
Wtedy zaczęłam się już bardzo, ale to bardzo martwić.
Skoro nie było go tu, ani w domu, nie odbiera telefonu, a co najgorsze nikt nie wie co się z nim dzieje to co się stało.?
Wróciłam do domu i postanowiłam czekać W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego.
Po chwili odebrałam telefon. To, co usłyszałam w słuchawce było dla mnie ogromnym szokiem.
_________________________________________________________________________________
Wreszcie coś się zaczyna dziać. :) Rozdział pisany na szybko, więc wybaczcie błędy. Jesteś- skomentuj :)

sobota, 7 września 2013

''Nowy'' główny bohater ;)



Kolejnym z głównych bohaterów został Robert Lewandowski. ♥
_________________________________________________________________________________
Przepraszam, że dopiero teraz go ''mianowałam'', ale odegra on ważną rolę z życiu głównej bohaterki. Wpadłam na ten pomysł dzisiaj podczas pisania rozdziału.
Nie miejcie mi tego za złe.
Pozdrawiam ;**

Rozdział 19 xD

Następnego dnia przebudziłam się dość gwałtownie, bo poczułam, że ktoś bawi się moimi włosami, a szczerze tego nie lubiłam.
-Hej kochanie - przywitał mnie Mario dając mi buzi w policzek.
-No siemka - odwzajemniłam czułość.
Poleżeliśmy chwilę, a potem poszliśmy się ubrać.
Po długich poszukiwaniach postawiłam na niebieskie krótkie szorty, czarną bokserkę i sandałki w odcieniu błękitu.
Następnie zeszłam do kuchni, gdzie piłkarz zdążył już przygotować śniadanie. Nie było to nic specjalnego, bo zwykłe kanapki i kawa, ale wszystko podane w bardzo ciekawy sposób. Mały bukiet białych róż, który mi wręczył dopełnił efektu.
Kiedy skończyliśmy posiłek Goetze zaoferował, że pozmywa. Ja w tym czasie poszłam na górę przełożyć część rzeczy do innej szafy, bo ta była troszeczkę za mała.
Po jakiś 10 minutach zeszłam do kuchni, bo miałam pewną sprawę do chłopaka.
Już na schodach usłyszałam piosenkę Biebera, który, według mnie, jest chyba najgorszym wokalistą pod słońcem.
-Możesz to wyłączyć.? - poprosiłam dość spokojnie.
-Nie - powiedział wracając do zmywania.
-Ale ja Cie proszę - wiedziałam już, że i tak mnie nie posłucha.
-A ja Ci powiedziałem, że tego nie wyłączę - również zaczął się denerwować.
-Wyłącz to cholerstwo - rozkazałam tracąc cierpliwość.
-Nie rozumiesz słowa nie.? - zapytał.
-W takim razie ja wychodzę i nie wiem czy tu kiedykolwiek wrócę.! - krzyknęłam biorąc torebkę i idąc w stronę drzwi.
-A idź - usłyszałam kiedy zamknęłam drzwi, a raczej nimi trzasnęłam.

***
Poszłam do domu,, w którym mieszkałam z Natalią. Widząc moje zapłakane oczy mocno mnie przytuliła i bez słowa wprowadziła do salonu.
-Co się stało kochana.?- zapytała podając mi chusteczki.
-Nie chcę o tym teraz gadać. Pójdę odpocząć, opowiem ci wszystko później - powiedziałam biorąc chustki i idąc w stronę swojego dawnego pokoju.
Kiedy zamknęłam drzwi usiadłam w rogu pokoju podkulając nogi i opierając głowę na kolanach.
Pomyślałam, że jeśli tak to ma wyglądać to wolę mieszkać osobno, a może nawet w ogóle się z nim nie spotykać.
Kolejny raz po moich policzkach popłynęły gorzkie łzy.
Kochałam go, nie chciałam tak tego zakończyć, ale chyba nie było innego wyjścia.
Przeniosłam się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

*W tym samym czasie Mario*
Jestem na siebie zły. Kocham tą dziewczynę, a zachowałem się jak ostatni idiota. Muszę ją znaleźć i przeprosić. Chcę żeby znów zamieszkała ze mną.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek. Kiedy otworzyłem zobaczyłem Lewego.
-Hej. Czemu Cię nie było na treningu.?- przywitał się wchodząc do salonu i siadając wygodnie na kanapie.
-Ku*wa mać, przez to wszystko zapomniałem - powiedziałem łapiąc się za głowę.
-Stało się coś.? Gdzie Julka.? - nagle zainteresowała go nieobecność mojej dziewczyny.
-Nieważne. A teraz sorry, ale muszę wyjść - odpowiedziałem idąc w stronę drzwi.
Bez słowa podniósł się i wyszedł, a ja postanowiłem jechać do Julii.
Po chwili byłem na miejscu. Kiedy stałem przed drzwiami serce waliło mi jak młot.
''Cholera nigdy się tak nie denerwowałem.''- pomyślałem jeszcze naciskając dzwonek.
_________________________________________________________________________________
Sorry, że dzisiaj kolejny, ale wczoraj był mały problem z internetem. :)
Jesteś=skomentuj ;)