niedziela, 15 września 2013

Rozdział 28

-Pan Goetze tak? - zapytał mierząc mnie wzrokiem.
-Tak. Co z nią.? - zapytałem.
-Zapraszam do mojego gabinetu - wskazał ręką na drzwi obok.
-Więc pani Julia miała dużo szczęścia. Gdyby nie ten mężczyzna, który akurat przechodził nie wiem jakby się to skończyło - powiedział kiedy już usiedliśmy.
-Ale co się stało? Ja nie wiem o czym pan mówi - byłem coraz bardziej zdezorientowany.
-Pańska dziewczyna została zgwałcona. - powiedział  - ale jest jeszcze jedna, według mnie gorsza wiadomość.
-Słucham - powiedziałem bezbarwnym tonem.
-Straciła dziecko - spojrzał na mnie badawczo.
-To ona była w ciąży.? - prawie wykrzyknąłem.
-Tak.
-Mogę do niej iść?
-Tak proszę.
Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem chłopaków.
-Co z nią.? - zapytał Robert.
-Została zgwałcona i straciła dziecko - powiedziałem ze łzami w oczach.
-Zabiłbym tego skur*ysyna który jej to zrobił - powiedział Marco.
-Spokojnie chłopaki sprawa jest już zgłoszona na policję i mają chyba obydwóch sprawców. Idę do niej - powiedziałem przechodząc obok nich.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem ją. Leżała bezwładnie, była strasznie blada a na policzkach miała ślady od łez. Patrzyła w sufit.
-Kochanie - podszedłem do łóżka i złapałem ją za rękę.
Spojrzała na mnie pełnym bólu wzrokiem.
-Już nikt cię nie skrzywdzi, obiecuję - powiedziałem przytulając ją.
-Mario, ale dziecko... - zaczęła słabym głosem.
-Wiem, ale będziemy mieć jeszcze niejedno - cały czas trzymałem ją w objęciach.
-Kocham cię Goetze - dodała jeszcze słabszym głosem.
-Ja ciebie też. Prześpij się trochę - pocałowałem ją w policzek.
Zapadła cisza.
Nie chciałem jej męczyć, więc usiadłem obok i trzymałem ją za rękę dopóki nie zasnęła.
Zobaczyłem przez szybę chłopaków. Wyszedłem i kazałem im iść do domu a sam wróciłem do sali i zasnąłem oparty o jej dłoń.

*Julia
To było chyba najgorsze 10 minut mojego życia.
Zaraz po uderzeniu zemdlałam, ale przebudziłam się potem i czułam straszny ból.
Usłyszałam krzyki i odgłosy szarpaniny, a potem wszystko ucichło i dobiegł do mnie głos jakiegoś chłopaka
-Niech się pani nie martwi karetka już jedzie.
Zapadła cisza i ciemność.
Obudziłam się dopiero tutaj - w szpitalnej sali.
Lekarz powiedział mi co się stało, chociaż doskonale to wiedziałam.
Drugą sprawą było dziecko. Chyba dobrze się stało, że je straciłam, bo na 100% było Lewego nie Mario.
Potem przyszedł on - bardzo załamany i mnie pocieszał, zapewniał, że kocha.
Widziałam też chłopaków - Piszczka, Reusa, Lewandowskiego i Błaszczykowskiego.
''Czyli oni już wiedzą'' - pomyślałam.
Po chwili zasnęłam ściskając dłoń piłkarza.
_________________________________________________________________________________
Kasia trzymaj i nie marudź, ale więcej dziś nie dodam :)

2 komentarze: