czwartek, 19 września 2013

Rozdział 37

Tego dnia postanowiłam iść na zakupy. Goetze miał dzisiaj trening, więc nie musiałam go pytać o zdanie. Zaczynała mnie denerwować ta jego nadopiekuńczość.
Ubrałam się w luźne spodnie i bluzkę oraz trampki i wsiadłam do samochodu.
Jesień nie była moją ulubioną porą roku. Ciągle padało lub wiało i przez to popadałam w przygnębienie.
Wchodząc do galerii byłam tak pogrążona w myślach, że nie zauważyłam osoby, która badawczo mi się przyglądała.
Po kilku godzinach wyszłam stamtąd obładowana kolorowymi torbami.
-Oooooo kogo my tu mamy.! - usłyszałam za plecami znajomy kobiecy głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam Ann.
-Ty jesteś byłą dziewczyną Mario? - zapytałam przystając.
-Tak. A Ty to pewnie ta jego nowa. Widzę, że jesteś w ciąży - spojrzała na mój spory już brzuch.
-No jestem. Chcesz coś? Bo prawdę mówiąc spieszy mi się - powiedziałam otwierając bagażnik.
-Tak w sumie to chciałam cię ostrzec - zaczęła.
-Ostrzec przed.?
-Przed Mario. On nie umie być długo wierny. Nie chcę żebyś cierpiała tak jak ja. - chwyciła mnie za dłoń.
-No niemożliwe. Święta Ann się znalazła. Daj spokój z tymi kłamstwami. - wyrwałam się z jej uścisku.
-Pamiętaj, że ja Cię ostrzegałam. Tylko później nie płacz - powiedziała odchodząc.
-Spadaj - mruknęłam wsiadając do samochodu.

***
-Gdzie byłaś.? - usłyszałam, gdy tylko otworzyłam drzwi.
-Na zakupach.
-I jeszcze mi powiedz, że dźwigałaś to wszystko.? - wskazał na torby, które postawiłam na kanapie.
-No tak. Mówiłam ci, że ciąża to nie choroba. Daj spokój - pocałowałam go w policzek i weszłam do kuchni.
Zabolał mnie brzuch, więc lekko się skrzywiłam. Nie umknęło to uwadze piłkarza.
-Czemu się tak krzywisz.? - zapytał - Boli cię coś.?
-Brzuch od wczoraj - przyznałam się.
-Usiądź na kanapie, a ja przyniosę ci coś do jedzenia - powiedział.
Posłuchałam go. Usiadłam i objęłam brzuch dłońmi, bolał mnie coraz bardziej, ale tego mu nie powiem, bo nie da mi żyć.
-Julka, jak ty wyglądasz.? - wszedł do salonu i stanął jak wryty.
-No jak.?
-Jesteś blada i w dodatku zwijasz się z bólu. Jedziemy do lekarza - powiedział i bez zbędnych ceregieli zaniósł mnie do samochodu.
_________________________________________________________________________________
Za chwilę będzie kolejny :)

2 komentarze: