Czas mijał bardzo szybko i nawet nie wiem kiedy nadszedł wieczór pożegnalny.
Chłopaki byli strasznie źli na Mario, ale i tak zgodzili się i przyszli; w końcu przyjaźnili się już kilka lat.
Była już 20 a ja stałam w kuchni i kończyłam robić sałatkę. Natomiast Goetze wyszedł pół godziny temu po jakiś alkohol.
Usłyszałam otwierane drzwi i wesołe pogwizdywanie piłkarza.
-Wykupiłeś pół monopolowego.? - zapytałam kiedy zobaczyłam ilość trunków.
-Eee tam bez przesady. - powiedział - Zjawiskowo wyglądasz. - obrzucił mnie pełnym pożądania spojrzeniem.
Zaczął mnie całować i nawet nie słyszałam jak piłkarze weszli do kuchni.
-Uuuuuuu - usłyszałam za plecami.
-Czy wy nie umiecie pukać.? - zapytał wściekły Mario.
-Nie - powiedział Robert gapiąc się na mnie.
Wyszli do salonu pograć w Fifę a ja nakrywałam do stołu.
Nagle poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce.
-Mario przestań - powiedziałam.
-To nie Mario - mruknął mi do ucha Lewy.
-Jak ty się zachowujesz.? - powiedziałam ostrym szeptem.
-Normalnie, zresztą i tak wiem, że mnie kochasz. - stwierdził.
-Nie kocham cię, daj spokój - odeszłam zawołać chłopaków.
Usiedliśmy przy stole.
Piłkarzom bardzo smakowało, więc pochwałom nie było końca.
Później postanowiliśmy pójść do klubu.
Zamówiliśmy sobie po drinku, a potem poszliśmy potańczyć.
-Odbijany - powiedział Robert.
-Okej - zgodził się Mario i gdzieś odszedł.
Akurat był wolny kawałek, więc założyłam ręce na szyję chłopaka i oparłam głowę o jego tors; on natomiast objął mnie w pasie. Kołysaliśmy się kilka minut i nagle poczułam jego usta na swoich.
Wywinęłam się zwinnie z jego objęć.
-Wiesz że nie możemy - powiedziałam odchodząc w stronę baru.
Zobaczyłam Mario. Siedział smutny.
-Co jest.? -zapytałam.
-Nic wszystko okej - powiedział - Chodź zatańczyć - wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę parkietu.
Lewandowski stał w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam i gapił się przed siebie.
Kiedy na niego spojrzałam serce zaczęło mi bić mocniej, już dawno czegoś takiego nie czułam.
Goetze zauważył wyraźną już zmianę w moim zachowaniu i zapytał
-Stało się coś.?
-Możemy iść.? Źle się czuję - powiedziałam.
Poszedł pożegnać się z chłopakami i wyszliśmy przed klub do domu.
Okazało się, że zapomniał telefonu, więc postanowiłam, że pójdę a on mnie po drodze dogoni.
Ulica była ciemna i niewiele widziałam.
Nagle z jakiegoś zaułku wyłonili się oni - dwóch wysokich mężczyzn.
Szli w moim kierunku a ja nie miałam gdzie uciec.
Poczułam uderzenie w policzek i zemdlałam.
*Mario
Wróciłem po telefon i Marco zatrzymał mnie, bo chciał jeszcze mój nowy adres w Monachium.
Wyszedłem z klubu, ale Julki nigdzie nie było.
Pomyślałem, że pewnie jest w domu.
W połowie drogi odebrałem telefon, jak się później okazało ze szpitala.
-Pan Mario Goetze.?- usłyszałem w słuchawce.
-Tak a o co chodzi.? - zapytałem zdezorientowany.
-Pani Julia Nowakowska jest w naszym szpitalu.
-Już jadę - powiedziałem kiedy usłyszałem adres.
Byłem strasznie przerażony, nie wiedziałem co się stało. Wysiadając z taksówki obwiniałem się o wszystko.
W rejestracji skierowano mnie pod salę nr 11.
Zadzwoniłem jeszcze do chłopaków i postanowiłem czekać.
Po jakiś 15 minutach wyszedł lekarz.
To co powiedział nie było zbyt pocieszającą informacją....
_________________________________________________________________________________
I mamy 27. Taki niezbyt szczęśliwy, ale nie może być aż tak kolorowo. ;p
Bardzo się cieszę, że drużyna BvB wygrała z HSV aż 6:2. ;d
Weź bo ja się o nią boję ;c
OdpowiedzUsuń