Obudziłam się rano z okropnym bólem głowy.
''Za dużo wina'' - pomyślałam przeciągając się.
Zerknęłam na zegarek. Była już 9. Postanowiłam wstać i zrobić śniadanie. Najciszej jak umiałam wygrzebałam się z pościeli, założyłam jego koszulkę i poszłam do kuchni.
Wyciskałam sok z pomarańczy kiedy zadzwonił mi telefon.
-Tak.? - zapytałam nie patrząc kto dzwoni.
-Hej Julka - usłyszałam znajomy głos.
-Ooooo hej Lewusku - powiedziałam z entuzjazmem - Co tam u ciebie.?
-Okej, ale lepiej by było z tobą - powiedział smutnym tonem. -Gratuluję tak w ogóle.
-Aaaa dzięki dzięki, czyli dzisiaj rządzę w internecie - zaśmiałam się.
-Rządzisz na każdej stronie - powiedział - Ja kończę bo lecę na trening.
-Okej. Pa - rozłączyłam się.
Zabrałam się za rozkładanie wszystkiego na stole, a gdy wszystko było gotowe poszłam obudzić piłkarza.
Położyłam się obok niego i zaczęłam mu szeptać różne głupoty do ucha. W końcu obudził się, ale przygniótł mnie do łóżka.
-Aaaaa puść - zaczęłam krzyczeć i śmiać się.
-Nie - powiedział.
Po kilku chwilach ''walki'' wyrwałam się w końcu spod niego i stojąc w drzwiach powiedziałam
-Śniadanie w kuchni. Czekam.
Przyszedł po chwili w samych bokserkach.
-A ubrać się to nie łaska.? - zapytałam podając mu talerz.
-Ty też jesteś tylko w mojej koszulce - obrzucił mnie wzrokiem jedząc omlet.
Skończyliśmy jeść i poszliśmy się ubrać. Nie obyło się bez przekomarzania i wygłupów.
***
Siedziałam na kanapie czekając na chłopaka. Pozwolił mi zostać w domu i sam poszedł na trening. Powinien być już godzinę temu. Miałam dzwonić kiedy usłyszałam otwierane drzwi.
-Gdzie ty łazisz.? - zapytałam. - I jak ty wyglądasz.?
-No.... bo... ten... nooo - zaczął bełkotać.
-Zamknij się - powiedziałam prowadząc go do sypialni. -Nie dość, że spóźniony to pijany w trzy dupy - dodałam kiedy wychodziłam z pokoju.
Wzięłam koc i poduszkę i położyłam się na kanapie.
Jutro czekała mnie ciężka rozmowa z trzeźwiejącym Mario. Z tą myślą zasnęłam.
***
Rano obudziłam się obolała. Kanapa może i była ładna, ale mega niewygodna.
W kuchni zastałam Mario patrzącego w szklankę wody.
-Masz - powiedziałam dając mu lek na kaca.
-Życie mi ratujesz - spojrzał na mnie i wypił całą zawartość.
-Masz mi coś do powiedzenia? - zapytałam.
-Przepraszam- powiedział - powinienem zadzwonić i w ogóle, ale świętowaliśmy nasze zaręczyny.
-Beze mnie.? - uniosłam jedną brew.
-No miałem po ciebie dzwonić, ale chłopaki powiedzieli, że to taki przed kawalerski - tłumaczył się jak małe dziecko.
-Dobra już cicho siedź i idź się ogarnij, śmierdzisz na kilometr - powiedziałam podchodząc do blatu i zabierając się za śniadanie.
Zrobiłam kanapki i kawę.
Odświeżony Goetze wrócił do kuchni i zabrał się za jedzenie podsuniętych kanapek.
*Robert
Strasznie tęsknię za Julką. Mój plan legł w gruzach w dniu jej wyjazdu do Monachium.
Kiedy dowiedziałem się o jej zaręczynach miałem ochotę tam jechać i zabić Mario. Jednak jeśli ona ma być z nim szczęśliwa to może lepiej jej na to pozwolić.
Mam dziwne przeczucie, że ona wróci do Dortmundu. Nie wiem kiedy, ale pewnego dnia się tu zjawi, bo ten kobieciarz, Goetze, ją zdradzi.
Od kilku godzin siedzę na kanapie, nie poszedłem na trening. Wypiłem już kilka butelek wódki, ale alkohol chyba nie jest dobry rozwiązaniem.
-Lewy jak tu śmierdzi - usłyszałem Reusa, który wchodził do domu.
-Czego chcesz.? - zapytałem pijąc kolejny kieliszek wódki.
-Przyszedłem zobaczyć czy żyjesz. Zaraz tu będzie Błaszczykowski. - odpowiedział otwierając okna.
Po chwili usłyszałem kroki i do salonu wparował Kuba.
-No Lewusku, wstajemy i idziemy pod prysznic - podszedł do mnie i pociągnął za łokieć.
Lodowaty strumień wody pociekł po moich plecach. Alkohol parował.
Wyszedłem w całkowicie mokrych ciuchach i szybko założyłem coś innego.
Zszedłem do salonu, gdzie chłopaki już posprzątali.
-No to kto jest powodem twojego pijaństwa.? - zapytał Marco.
-Zakochałem się - zacząłem.
-Wiemy, tylko w kim - przerwał mi Kuba.
-W Julce...
-Ale ona jest... - zaczęli równocześnie.
-Tak wiem, narzeczoną Mario. - schowałem głowę w dłoniach.
-Się wkopałeś bracie powiem ci - Błaszczu klepnął mnie w ramię.
-Musimy coś wymyślić, bo uschnie z tęsknoty - powiedział Reus.
Podniosłem głowę i zauważyłem, że chłopaki patrzą na siebie i chyba coś mają.
-Jedziemy do Monachium - rzucił Kuba wstając - Jutro z samego rana - dodał wychodząc.
_________________________________________________________________________________
Kolejny obiecany :)
Moja wyobraźnia mnie przeraża xD
Dziękuję za wyświetlenia i pozdrawiam :)
Hahah mnie tam się podoba twoja wyobraźnia :D Świetne <3
OdpowiedzUsuń