poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 14

Weszłam do gabinetu i usiadłam na krzesełku wskazanym przez mężczyznę.
-Wezwałem tu Panią, ponieważ pan Goetze ma guza mózgu.
-Cooo?!- przerwałam mu.
-Musimy przeprowadzić operację. Zgodę już mam, potrzebuję tylko pani podpisu.
Przeczytałam i podpisałam podsunięte dokumenty, a potem wyszłam z pomieszczenia. Byłam załamana, ale musiałam jakoś się trzymać przed chłopakiem.
Weszłam do jego sali i porozmawiałam z nim o kilku głupich rzeczach, śmialiśmy się i wygłupialiśmy.
Nagle chłopak powiedział
-Julka, jeśli by mi się coś stało podczas tej operacji, to wiedz, że masz być szczęśliwa i znaleźć sobie kogoś innego.- złapał mnie za rękę.
-Nawet głupot nie gadaj, będzie dobrze, a my stworzymy wspaniałą rodzinę.- powiedziałam prawie płacząc.
Po chwili weszła pielęgniarka razem z lekarzem i zabrali piłkarza na salę operacyjną.
Siedziałam przed nią czekając na rodziców Goetze i chłopaków z drużyny.
Schowałam głowę w dłoniach i wtedy poczułam, że ktoś dotyka mojego ramienia. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakąś kobietę.
-Cześć, ja jestem matką Mario. Ty to zapewne Julia?- przywitała się.
-Dzień dobry, tak to ja. A gdzie pani mąż?-zapytałam odwzajemniając uścisk dłoni.
-Nie mógł przyjechać- odpowiedziała i nagle posmutniała.
-Julka, chodź no tu ty nasza kruszyno- usłyszałam za plecami.
Byli to Lewy, Reus i Błaszczykowski- najlepsi kumple mojego Mario.
-O cześć chłopaki- powiedziałam a w moich oczach pojawiły się łzy.
Przytulili mnie i usiedliśmy czekając.
Minęła godzina, dwie, trzy. W końcu nie wytrzymałam, wstałam i zaczęłam chodzić w tą i z powrotem.
Po jakiejś półgodzinie otworzyły się drzwi. Zobaczyłam Mario pod białym prześcieradłem i zemdlałam.
Obudziłam się po chwili a nad sobą miałam głowy chłopaków i mamy Goetze.
-Julka, jak się czujesz?- zapytał Lewy.
-Yyyyyy.... dobrze- powiedziałam po chwili- Co z Mario?- powiedziałam siadając na łóżku.
-Dobrze, jutro go wybudzą i będzie dobrze- odpowiedziała mi jego mama łapiąc mnie za rękę.
Pielęgniarka przyszła sprawdzić czy wszystko dobrze i pozwoliła mi iść do piłkarza.
Weszłam do sali i usiadłam na krzesełku łapiąc chłopaka za rękę.
Siedziałam tam całą noc i usnęłam z głową wtuloną w jego dłoń.
Rano poczułam, że próbuje wysunąć swoją rękę.
-Pewnie mu ciężko- pomyślałam podnosząc głowę.
Zobaczyłam uśmiech Mario i od razu zrobiło mi się lepiej.
-Ile mnie nie było?-zapytał.
-Zaledwie jedną dobę- uśmiechnęłam się.
Po chwili do sali wszedł lekarz...
_________________________________________________________________________________
I jest kolejny na prośbę Kasi i Martyny. :) Dzięki Wam za motywację.
Jesteś=skomentuj ;D

1 komentarz: