niedziela, 8 września 2013

Rozdział 21.

-Dzień dobry. Czy mam przyjemność z panią Julią Nowakowską.? - usłyszałam głos jakiejś kobiety.
-Tak to ja, a o co chodzi.? - zapytałam zdziwiona.
-Pan Mario Goetze jest w naszym szpitalu....
-Jak to.? - nie pozwoliłam jej dokończyć.
-Miał wypadek samochodowy. Jego stan jest krytyczny - powiedziała.
Nie mogłam w to uwierzyć, przecież kilka godzin wcześniej rozmawialiśmy.
Pielęgniarka podała mi adres szpitala, a ja biorąc torebkę pobiegłam do drugiego samochodu i po chwili byłam na miejscu.
Dowiedziałam się, że jest operowany i poszłam pod salę.
Mario pokłócił się z rodzicami i nie odzywał się do nich od jakiś 3 miesięcy. Nawet miał mi za złe, że zadzwoniłam po jego mamę ostatnim razem.
Powiadomiłam tylko chłopaków z drużyny i postanowiłam czekać.
Po chwili obok mnie pojawił się Lewy.
-Co z nim.? - powiedział dysząc ciężko i opadając na krzesełko obok mnie.
-Nie wiem - krzyknęłam - czekam na informacje - powiedziałam już spokojniej wstając i opierając głowę o szybę.
-Spokojnie, wiem co czujesz - podszedł i objął mnie w pasie.
-Tanie pocieszenie - wyrwałam się z jego objęć.
Kolejny raz usiadłam, a on kucnął przede mną i powiedział
-Wszystko będzie dobrze. Musisz w to uwierzyć.
-Nic nie będzie dobrze, wszystko jest do dupy. Tam, gdzie się pojawie od razu nieszczęście - rozpłakałam się na dobre.
On wstał i mnie przytulił, płakałam w jego koszulę i jakoś ani jemu ani mnie to nie przeszkadzało.
Po chwili usłyszałam, że drzwi się otwierają.
Zobaczyłam Mario przykrytego białym prześcieradłem i omal nie zemdlałam. Gdyby nie Lewy pewnie nikt by mnie nie złapał.
Lekarz poinformował nas, że jeśli przeżyje tą dobę i wszystko pójdzie po jego myśli to i tak będą musieli zostawić go w śpiączce.
Później zostawiłam Lewego przed drzwiami a sama poszłam do chłopaka.
Wyglądał tak bezbronnie, a na twarzy miał błogi uśmiech.
-Dobrze, że żyjesz - powiedziałam - Pamiętaj masz do mnie wrócić. Kocham cię - złapałam go za rękę. Znowu popłynęły łzy.
Nie wiem ile czasu tam spędziłam - 2, 3 czy 4 godziny - czas stał się dla mnie pojęciem względnym. Nie liczyło się nic oprócz niego. Wiedziałam, że teraz muszę nauczyć się cierpliwości. Z tą myślą zasnęłam z głową na kolanach Mario.

*Robert*
Początkowo nie wierzyłem, że Goetze miał wypadek. Myślałem, że to jakaś pomyłka. Jednak musiałem tu przyjechać, żeby wspierać Julkę.
Udaje twardą, a tak na prawdę jest bardzo wrażliwa i ta sytuacja jest dla niej bardzo trudna.
Chyba się w niej zakochałem. Wiem, ta miłość jest niemożliwa do spełnienia, ale stało się.
Teraz stoję za szybą i patrzę jak jej świat rozsypuje się na miliony kawałeczków. Jej łzy są dla mnie jak kara, mimo że to nie przeze mnie. Bardzo chciałbym pomóc, ale ona jest niedostępna. Kiedy zobaczyłem, że zasnęła postanowiłem pójść do domu i wrócić tu jutro.
_________________________________________________________________________________
Ależ dramaturgia mi wyszła, ;p Ale Kasia chciałaś to masz :)

1 komentarz: