sobota, 28 września 2013

Rozdział 46.

Wieczorem siedziałam w pokoju wtulona w Roberta. Była z nami Agata, która postanowiła zostać ze mną kiedy już  Lewy wyjdzie porozmawiać z Mario.
Bardzo się bałam, że chłopaki zrobią sobie krzywdę i byłam zdenerwowana. Rytmicznie uderzałam paznokciami o blat stojącej nieopodal szafki.
W pokoju panowała niezręczna cisza i półmrok.
Po chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć i ujrzałam Mario.
-Czego.? - zapytałam ostro.
-No proszę proszę jak się wyszkoliłaś przy Robercie - stwierdził i złapał mnie za nadgarstek wyciągając na korytarz.
-Puść mnie ku*wa - krzyknęłam.
W tym momencie z pokoju wyszedł Lewy, popchnął go w stronę wyjścia i powiedział do mnie
-Kochanie zaraz wracam.
Agata zabrała mnie do pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozcierać rękę. Miałam złe przeczucia co do tego spotkania.
-Spokojnie, będzie okej - powiedziała Aga widząc moją minę.

*W tym samym czasie przed hotelem.
-Ładnie to tak narzeczoną przyjacielowi odbijać.? - zapytał Mario.
-Ja ci jej nie odbiłem i nie poszedłem z inną do łóżka.!
-Ale z moją Julką sypiasz?! No przyznaj się! - Goetze krzyczał coraz głośniej.
-I co z tego, że śpimy razem?! Jakiś problem.? - Robert był równie zdenerwowany.
-Ogromny.! Ale jeszcze zobaczymy kto tu będzie z nią.!
-Żebyś się ku*wa nie zdziwił.!
Po ostatnich słowach wściekły Mario uderzył Roberta w twarz i zaczęli się bić. Chwilę później Goetze tak popchnął Lewego, że ten upadł i uderzył głową o krawężnik tracąc przytomność.
Przerażony piłkarz uciekł z parkingu zostawiając niedawnego przyjaciela w kałuży krwi.

*2 godziny później.
Była już 23. Robert powinien dawno wrócić. Bardzo się martwiłam, więc powiedziałam do Błaszczykowskiej
-Pójdę go poszukać, bo coś długo nie wraca. Może coś mu się stało.
-Czekaj idę z tobą - blondynka wyszła za mną i zamknęła drzwi.
Wyszłyśmy na parking i  w cieniu oświetlających lamp zobaczyłyśmy leżącego mężczyznę.
''Oby to nie był on" - pomyślałam i podeszłam bliżej.
Niestety moje obawy potwierdziły się.
-Aga pomóż mi - krzyknęłam do przyjaciółki.
-O Boże - powiedziała kiedy znalazła się przy nas.
-Nie ruszajmy lepiej, bo może mieć uraz kręgosłupa - stwierdziłam odsuwając rękę dziewczyny.
Zadzwoniłam po pogotowie i pobiegłam na górę po torebkę i dokumenty.
Sanitariusze pozwolili mi jechać karetką i po chwili czekałam już na diagnozę.
-Mam dla pani niezbyt dobrą wiadomość - powiedział lekarz, który właśnie wyszedł z sali..
-Proszę mówić.
-Podczas uderzenia doszło do powstania dosyć dużego krwiaka i potrzebujemy zgody na operację, bo inaczej pan Robert nie przeżyje. - popatrzył na mnie.
-Dobrze podpiszę co trzeba  - powiedziałam i poszłam za doktorem.

*9 godzin później.
Operacja właśnie dobiegła końca. Lekarz poinformował mnie oraz Błaszczykowskich i Piszczków o stanie zdrowia piłkarza. Pozwolił  mi też do niego wejść.
Siedziałam i wpatrywałam się w jego zabandażowaną twarz. Zauważyłam, że na policzku oraz jednej ręce miał liczne zadrapania i rozciętą górną wargę.
-Obudź się skarbie, proszę Cię. Nawet nie wiesz jak smutno bez Ciebie i twoich żartów. Lewandowski ja Cię kocham.
Zakończyłam swoją przemowę, a po moich policzkach popłynęły łzy.
Złapałam go za rękę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam opierając głowę na jego kolanach.
_________________________________________________________________________________
Rozdział dla wszystkich moich kochanych czytelników. ;*
Nie wiem czy jest sens dalej pisać skoro wyświetlenia są a komentarzy brak.

4 komentarze: